Razem czy osobno?

Owen Little robi wszystko, by się nie dać polubić. Wszystko się zaczęło, odkąd zmarła jego żona. Unika ludzi, bywa złośliwy i nieprzyjemny, także wobec swoich sąsiadów oraz swoich klientów, którym sprzedaje domy. I w zasadzie tak trwałaby cała sytuacja, gdyby nie jego syn. Ponieważ idzie do więzienia, nie ma z kim zostawić swojej córki.

razem_czy_nie1

Dalszy ciąg możecie sobie dopowiedzieć, bo film Roba Reinera niczym nie zaskakuje i nie odkrywa Ameryki. Bo jest to kolejna historia o zgorzkniałym facecie, który okazuje się być kimś innym niż się wydaje. Nawet wtórność nie jest wcale największym problemem, bo takie słodko-gorzkie opowieści można zawsze wybronić (patrz: „Mów mi Vincent”), ale sam humor jest dość prosty i czasami bardzo niskich lotów (pies „tańczący” z pluszowym misiem). Poza tym, wszystkie postacie są dość prosto nakreślone i są mało wyraziste (poza piosenkarką Leą), stając się w zasadzie tylko tłem, niemal zbędną dekoracją dla Owena. Czegoś mi tutaj zabrakło, a wszelkie problemy wydają się tak łatwe do rozwiązania, że głowa mała. Reiner chyba ostatnio zniżył formę.

razem_czy_nie2

Szkoda zarówno Michaela Douglasa (Owen) i Diane Keateon (Leah), którzy radzą sobie naprawdę dobrze, ale stać ich po prostu na więcej. Tylko scenarzysta im nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Obejrzeć w zasadzie można, bo to w zasadzie bardzo sympatyczny film. Dla mnie to chyba troszkę za mało.

razem_czy_nie3

6/10

Radosław Ostrowski

Bezsenność w Seattle

Zmarła w zeszłym roku Nora Ephron była uważana za jedną ze specjalistek w pisaniu komedii romantycznych – gatunku znienawidzonego przez mężczyzn (w 99%) i bardzo lubianego przez kobiety (w 99,9%). Jednak czasem zdarza się taka opowieść, która potrafi zaintrygować i przykuć uwagę nawet mężczyzny – to nie jest łatwe, ale możliwe.

Wszystko zaczyna się od najradośniejszego momentu w życiu, czyli… od pogrzebu. Może to nie był najlepszy żart z mojej strony, ale mogę zapewnić, że to ostatni dowcip wypowiedziany tutaj. Bo film naprawdę zaczyna się od pogrzebu kobiety. Jej mąż Sam i syn Jonah ciężko znoszą stratę, że przenoszą się z Chicago do Seattle. W końcu syn, chyba z desperacji, w święta dzwoni do audycji radiowej dr Fieldstone i prosi o nową mamę dla siebie. O dziwo, zainteresowanie jest naprawdę spore, a jedną ze słuchających jest niejaka Annie Reed, która jest już związana z innym.

bezsennosc1

Dziwny to film, bo para głównych bohaterów poznaje się dopiero w dość nietypowym finale (jak na ten gatunek). Przez resztę obserwujemy jak oboje sobie radzą w życiu, nie zabrakło odrobiny humoru (czasem złośliwego), elegancko oprawionej muzyką (piosenkami swingowo-jazzowymi) z ładnymi zdjęciami Svena Nykvista. Czuć z tego filmu ciepło i całkiem zgrabną próbę omijania sentymentalizmu czy naiwności (choć jest odrobina magii też jest), zaś próby nawiązania kontaktu przez bohaterów są naprawdę pomysłowe i intrygujące.

bezsennosc2

A poza tym jak to jest zagrane. Tom Hanks jak i Meg Ryan pasują do swoich postaci, stając się potem jednymi z ikon tego gatunku. Za to drugi plan jest bardzo ciekawy, a tam błyszczą dzieci: Ross Malinger (Jonah, syn Sama) i Gaby Hoffmann (Jessica, przyjaciółka Jonaha) – to jak kombinują, by pomóc jego tacie jest naprawdę imponujące. Należy też wspomnieć Rosie O’Donnell (Becky, szefowa Annie), Billa Pulmana (Walter), Babrarę Garrick (Victoria z irytującym śmiechem) oraz Caroline Aaron (dr Marcia Fieldstone, którą tylko słychać).

Oglądałem „Bezsenność…” jako nie do końca bajkę, ale jako interesującą opowieść, która nie została w żaden sposób przesłodzona, ani kiczowata, co było bardzo łatwo zrobić. Po prostu dobre kino i tyle.

7,5/10

Radosław Ostrowski