Wilk z Wall Street

Każdy wie, co to jest Wall Street – mekka finansjery, gdzie praktycznie wszystko jest dozwolone w imię największego narkotyku na świecie, czyli forsy. I to właśnie do tej mekki przybywa Jordan Bellfort – młody, bez znajomości i układów facet marzący o jednej konkretnej rzeczy – zbijaniu kabzy w największej możliwej ilości. Ale jego początki jako broker w Wall Street było fatalne – „czarny poniedziałek”, czyli początek kryzysu lat 80. doprowadziły jego firmę do bankructwa i braku fuchy. W końcu razem z grupą kompletnych wariatów bez papierów i kwalifikacji założył firmę Stratton Oakmont. I wtedy dopiero zaczynają się szalone rzeczy. Ale jak wiadomo, nic nie trwa wiecznie, zwłaszcza jak wejdzie FBI.

wilk1

Tak samo każdy kinoman zna dona Martina Scorsese – ojca chrzestnego kina amerykańskiego. Wszyscy wiemy, że to świetny reżyser – pod warunkiem, że kręci kino gangsterskie (choć ja mam na ten temat inne zdanie). Można powiedzieć, że „Wilk…” to tacy „Chłopcy z ferajny” tylko w realiach giełdowych. I nie byłoby to słabe porównanie. Jest podobna konstrukcja narracji (początek kariery, wzlot i wielki upadek), narracja z offu głównego bohatera oraz kompletne szaleństwo. Do tego masa kantów oraz bardzo mocna, ostra satyra na finansjerę (kapitalny monolog mentora Bellforta) pokazujący mechanizmy ekonomii. Wystarczy tylko mieć kilka świetnych pomysłów, zaś kasa sama się kręci. No i najważniejsza rzecz – imprezy w firmie, gdzie panowała naprawdę luźna atmosfera (tak luźna, że wprowadzono zakaz uprawiania seksu od 9 do 16), narkotyki (w ilościach hurtowych), leki, dziwki, nagie dziwki z heroiną między nogami – czyli jak to pisał Kazik „wszędzie ruchawka, zniszczenia i pożoga”). Tak pieprznego filmu, to jeszcze nie widziałem od dawna z taką dziką energią. Humor (scena powrotu do domu na haju z Country Clubu – bezcenne!), napięcie, potężna dawka energii oraz fantastyczne dialogi (z największą ilością faków ever), mistrzowsko zmontowane. A jednocześnie bez moralizatorstwa i dość ironicznym finałem całej sprawy.

wilk3

A jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono kapitalne od drobnych ról po pierwszy plan. Nie jestem w stanie opisać tego, co na ekranie wyprawia Leonardo DiCaprio – to jest po prostu przez większość czasu chodzące ADHD. Jest strasznie ambitny, prawie non stop na haju lub między nogami jakiejś laski, a jednocześnie posiada tyle charyzmy, że ludzie byliby w stanie pójść za nim w ogień. Serio, serio. W jednej chwili potrafi przyciągnąć charyzmą, by potem pokazać się ze strony żałosnego nałogowca. Mam nadzieję, ze Leo dostanie statuetkę Oscara, ale konkurencja jest diablo mocna. Poza nim jeszcze jest tak duży wianuszek gwiazd, że nie jest w stanie tego ogarnąć: od Jona Favreau (adwokat Manny Riskin) i Jeana Dujardina (Saurel – szwajcarski bankier) po Jona Bernthala (potrafiący sprzedać wszystko drobny cwaniak Brad), Roba Reinera (ojciec Bellforta „Mad Max”) i Kyle’a Chandlera (zdeterminowany agent FBI Denham) do apetycznej Margot Robbie (Naomi, druga żona Bellforta) oraz świetnego Jonaha Hilla (nieudacznik Donnie Azoff, który wiedział jak się zabawić).

wilk2

Mi jednak najbardziej utkwił epizod Matthew McConaugheya. Mark Hanna, czyli mentor Bellforta z Wall Street przykuwa uwagę pojawiając się raptem kilka minut, potrafiąc być wygadanym „dzikusem”, który wyjaśnia jak należy działać w Wall Street. Mocny fragment, który zostanie w pamięci na długo.

wilk4

Jak to możliwe, że mający ponad 70 lat Martin Scorsese nakręcił taki dziki, ostry i pieprzny film? Widocznie energia i „jaja” nie odchodzą z wiekiem. Jak mówił Leonardo zgarniając Złoty Glob – „Martin Scorsese jest jak punk rock – nigdy się nie starzeje” Czy trzeba mówić coś więcej?

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Uciekinier

Na wyspie nad rzeką Mississippi mieszka dwóch chłopaków: Neckbone i Ellis. Prowadzą dość spokojne życie, pomagają swoim przy połowie ryb i pereł. Ale to zmienia się w momencie, gdy przypadkowo trafiają na ukrywającego się mężczyzny, Muda. Prosi chłopaków o pomoc, bo chce uciec ze swoją dziewczyną na łodzi, za co chłopaki dostaną pistolet.

uciekinier1

Jeff Nichols, choć nakręcił raptem dwa filmy, został uznany za objawienie kina amerykańskiego. „Uciekinierem” tylko to potwierdza. Film jest mieszanką dramatu, romansu, kryminału i opowieści o męskiej przyjaźni oraz przygodzie. Osadzenie tego na południu USA buduje dość interesujący klimat, zaś plenery wyglądają pięknie. Z jednej strony reżyser opowiada o sile męskiej przyjaźni, inicjacji i wchodzeniu w dorosłość, ale z drugiej mamy dość zgrabnie poprowadzona intrygę, gdzie jednak wątek kryminalny nie jest najważniejsze. Ważne są tutaj stracone złudzenia, niespełniona miłość i rozczarowanie w ogóle dziewczynami, które wpędzają tylko w kłopoty. Wszystko jest bardzo pomysłowo opowiedziane, z dobrymi dialogami oraz trzymającym w napięciu finałem (strzelanina), pokazując przy okazji świat, który odchodzi, gdzie liczą się pewne wartości (praca, przyjaźń, lojalność).

uciekinier2

Jednak to wszystko nie byłoby takie ciekawe, gdyby nie obsada. Po raz kolejny zaskakuje Matthew McConaughey. Jego Mud to zbieg, który sprawia wrażenie zakochanego i ukrywa się przed światem. Dla chłopaków staje się wzorcem i fascynuje ich. I wierzymy mu. Debiutujący na ekranie Tye Sheridan (Ellis) i Jacob Lofland (Neckbone) są po prostu świetni. To są oddani i lojalni wobec siebie kumple, poza tym to z ich perspektywy poznajemy całą historię. Poza nimi na drugim planie błyszczy Reese Witherspoon (Juniper, która straciła złudzenia i próbuje żyć normalnie) oraz Sam Shephard (tajemniczy Tom Blankenship).

Nichols kolejny raz potwierdził swój nieprzeciętny talent. Mieszanka gatunkowa, która przykuwa uwagę i fascynuje.

8/10

Radosław Ostrowski

Pokusa

Rok 1969, miasteczko Mony County, stan Floryda. Do miejscowości przyjeżdża dziennikarz Ward James, by napisać artykuł w sprawie oskarżonego o zabójstwo szeryfa Hillary’ego van Wettera. Pomaga mu w tym jego brat Jack i kolega Yardley Acherman. Tropem w sprawie jest niejaka Charlotte Bliss, która pisała do niego listy.

pokusa1

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z kryminałem. Ale dla reżysera Lee Danielsa zagadka kryminalna nie jest najważniejsza, ale bardziej skupia się na relacjach z innymi bohaterami, którzy są uwikłani w sprawę morderstwa. Wszystko to poznajemy z opowieści służącej Anity. Twórcy bardzo powoli odsłaniają tajemnicę, która i tak nie zostaje wyjaśniona. Udaje się odtworzyć realia lat 60. (rasizm, nietolerancja nie tylko wobec czarnych, a także stroje i fryzury), czasami obraz staje się mocno pożółkły i ziarnisty, co jeszcze bardziej potęguje atmosferę tajemnicy i jednocześnie jest to zaprawione erotyzmem kino (bez scen łóżkowych). Nie ma tu jednoznaczności, a każdy z bohaterów skrywa swoje tajemnice i nic nie jest takie oczywiste, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Dziennikarz, jego brat, podstarzała laleczka i niewinnie skazany facet, który nie wzbudza sympatii – ci ludzie potrafią zaskoczyć, a ich losy intrygują prowadząc to krwawego finału.

pokusa2

Tym większe brawa należą się aktorom. Kolejny raz zaskakuje Matthew McConaughey tym razem w roli zdeterminowanego dziennikarza Warda, który walczy o prawa obywatelskie, a jednocześnie skrywa pewną swoją ciemną stronę. Świetnie wypadł John Cusack jako oskarżony Hillary, który wywołuje bardziej obrzydzenie niż współczucie, będąc bardziej zainteresowany osobą Charlotte niż ochroną własnego tyłka. Także dobrze wypadł Zac Efron w roli zakochanego w Charlotte Jacka. Ale prawdziwą gwiazdą jest tu Nicole Kidman. Charlotte z jednej strony wygląda trochę groteskowo i niepoważnie, ale tak naprawdę jest to kobieta poszukująca akceptacji i miłości byle kogo, jednocześnie pełna seksapilu. Tę mieszankę połączono bezbłędnie.

Pozornie w tym filmie tempo jest bardzo spokojne, wręcz letnie, ale atmosfera jest pełna napięć i gorąca, postacie są wiarygodne i ogląda się z dużym zainteresowaniem. Kawał udanego i dobrego kina.

7,5/10

Radosław Ostrowski