Jestem mordercą

Był kiedyś taki czas, że krążyli po okolicy seryjni mordercy. O Karolu Kocie opowiadał antykryminał „Czerwony pająk”. A teraz pojawia się historia innego niebezpiecznego człowieka – „wampira z Zagłębia”, który w latach 70. terroryzował Śląsk, mordując 12 kobiet. Schwytano podejrzanego, niejakiego Zdzisława Marchwickiego, który został skazany na karę śmierci. Już o tej historii powstał film („Anna i wampir” z 1981 roku), ale teraz sprawę postanowił pokazać Maciej Pieprzyca – zdolny i coraz ciekawszy reżyser ze Śląska.

jestem_morderc1

Bohaterem tego filmu jest młody śledczy, porucznik Janusz Jasiński, dla którego może być to punkt zwrotny w całej karierze. Gliniarz dość niechętnie przyjmuje sprawę, wiedząc, że pakuje się w prawdziwą kabałę. Kobiety są znowu mordowane, a poszlak praktycznie nie ma. Sprawa jednak zostaje przyspieszona, gdyż jedną z ofiar zostaje siostrzenica samego I sekretarza partii. Kolejne, wręcz desperackie próby schwytania (ogłoszenie nagrody i lejące się niczym morze donosy, wykorzystanie komputera czy próba schwytania na wabia zakończona śmiercią kolejnej ofiary) nie dają żadnego efektu. Ale przynajmniej pojawia się podejrzany – niejaki Wiesław Kalicki. Zostaje on schwytany, a Jasiński zostaje bohaterem i pupilem władzy.

jestem_morderc2

Pozornie film Pieprzycy jest kryminałem retro, gdzie bardzo wiernie odtworzono PRL lat 70. Scenografia i kostiumy jest imponująca – te knajpy, pokoje milicyjne, przepych ludzi władzy (kolorowy telewizor, wypasione samochody), lejąca się gęsto wódka i dym spod papierosa. Jednak sama kryminalna intryga jest tylko pretekstem dla pokazania kompletnej zgnilizny oraz aktem oskarżenia dla systemu, gdzie nie można pozwolić sobie na jakikolwiek błąd. I kiedy wydaje się, że dochodzenie jest skończone, nagle zaczynają pojawiać się wątpliwości, ale co zrobić? Iść po trupach do celu (kariera, sława, sukces) czy zostać zgnojonym, rozniesionym w pył, ale z czystym sumieniem. Dodatkowo jeszcze otrzymuje rozgrywkę między Kalickim a Jasińskim, który chce złamać podejrzanego i zmusić go do złamania, zmuszenia zeznań. Atmosfera coraz bardziej gęstnieje, stawia się tutaj na psychologię bohatera, a widz nie jest tutaj traktowany jak kretyn mający wszystko podane na tacy. Dodatkowo klimat podkręca psychodeliczno-jazzowa muzyka, podbita rwanym montażem niczym z filmów Smarzowskiego.

jestem_morderc3

Jedyne, co mi psuje frajdę z oglądania to zakończenie, w zasadzie nie wnoszące niczego nowego, niczym w „Czerwonym pająku”. Za to jest tutaj bardzo wyraziste aktorstwo, ze wskazaniem na mało znanego Mirosława Haniszewskiego. Jasiński w jego wykonaniu to typowy produkt swojej epoki: na początku sprawia wrażenie niedoświadczonego chłopaczka, który zmienia się w bezwzględnego oportunisty, grzejącego się w blasku sławy. Po drugiej stronie jest tajemniczy Arkadiusz Jakubik jako Kalicki – skryty, małomówny i strasznie brodaty, a tajemnicza relacja między tą dwójką intryguje. Na ile to była próba złamania go, a na ile rodziła się sympatia – nie wiadomo. Drugi plan z kolei jest bardzo bogaty – kompletnie zaskakuje Piotr Adamczyk jako pozornie jowialny major Kępski, będący bezwzględnym skurczybykiem, zapada w pamięć Agata Kulesza wcielająca się w żonę podejrzanego (i ta śląska godka), wreszcie Magdalena Popławska, czyli żona Jasińskiego, coraz bardziej od niego oddalająca.

jestem_morderc4

„Jestem mordercą” to przykład nieoczywistego połączenia kryminału, dramatu psychologicznego oraz krytycznego spojrzenia na okres PRL-u. Co najciekawsze, nie jest to tak nieczytelne, by widownia zza granicy nie byłaby w stanie tego zrozumieć. W końcu seryjni mordercy działają w każdym ustroju.

8/10

Radosław Ostrowski

Listy do M. 2

Pierwszą część „Listów do M.” wspominam bardzo ciepło – to była jedna z fajniejszych komedii ostatnich lat na polskich ekranach. Mimo product placementu i wrzucaniu co modnych przebojów, była autentycznie zabawna oraz momentami wzruszająca. Druga część, robiona przez innego reżysera (Mitję Okorna zastąpił Maciej Dejczer) i innych scenarzystów, niestety, cierpi na tzw. syndrom sequela. Niby jest więcej wszystkiego, ale tak naprawdę nic się nie dzieje.

listy_do_m_21

Wracają nasi starzy znajomi, ale od tego czasu zmieniło się wiele: Karina napisała powieść i rozwiodła się ze Szczepanem, obecnie taksówkarzem. Mikołaj nadal jest radiowcem, mieszka z Doris oraz synem Kostkiem, ale jeszcze nie zdecydował się na pierścionek, proszenie o rękę itp. Mel, jak to Mel, mimo tego, iż ma syna, nie zmienił się w ogóle – nadal naciąga na kasę i podrywa mężatki. Jest jeszcze Małgorzata, szefowa Mikołaja, która ciężko choruje. Chociaż zebrano kasę na operację dla niej, nie chce się na nią zdecydować. Ale jest też nowy bohater – trębacz Redo, podejmujący wybór między obecną narzeczoną Moniką a poznaną po latach pierwszą miłością.

listy_do_m_22

Jak widać, miłości jest tutaj sporo i to w różnych odcieniach. Bywa poważnie, stara się być momentami lekko, ale poczucie humoru nagle wyparowało. Pamiętam z pierwszej części rozbrajające teksty Mela i Mikołaja (kolejno Tomasz Karolak i Maciej Stuhr), którzy kradli film całej reszcie obsady. W tej części najlepszy jest Karolak jak próba zrobienia „Złego Mikołaja” na naszym podwórku oraz absolutnie poważny Piotr Adamczyk (ten Szczepan jest taki zadziorny, że trudno go nie polubić). Reszta postaci (z nowymi twarzami – Maciejem Zakościelnym a.k.a. Drewienko oraz Martą Żmudą-Trzebiatowską) sprawia wrażenie znudzonych i nie zainteresowanych swoimi postaciami. Dodatkowo nie mają specjalnie czego grać. Wszystko jest tu aż nadto poważne, jest więcej reklamy pewnej stacji, która produkowała ten film i jest tak mdło, że bolą zęby. I co tam robi Piotr Głowacki, snujący się po tym mieście?

listy_do_m_23

Chciałbym powiedzieć coś dobrego o drugich „Listach”, ale zwyczajnie nie potrafię. Owszem, zdjęcia są ładne, muzyczka niezła, ale to wielkie rozczarowanie. Ganianie za owcą po markecie było mało zabawne. Jak na komedię było zbyt poważnie, a nie o to w tym gatunku chodzi.

listy_do_m_24

5/10

Radosław Ostrowski