Przygody Tintina

Dziennikarz Tintin to jeden z najbardziej znanych postaci francuskiego komiksu (obok Asterixa, Lucky Luke’a i Mikołajka). Tym razem niestrudzony detektyw i poszukiwacz przygód stanie przez kolejną tajemnicą. Wszystko zaczyna się od kupna modelu statku „Jednorożec”, który zostanie skradziony.

tintin1

Każdy reżyser – nawet z największym doświadczeniem – jest w stanie zaskoczyć. Steven Spielberg tym razem postanowił nakręcić film animowany, który jest stricte przygodową propozycją. I mamy to, czego zabrakło w ostatniej części Indy’ego: dynamiczną akcję zmieszana z humorem i brawurą, pomysłową oraz precyzyjnie budowaną intrygę, obietnicę wielkiej przygody. I wszystkie te obietnice zostają dotrzymane. Sama animacja, z wykorzystaniem techniki motion capture jest po prostu cudowna i niemal realistyczna. Mówię niemal, bo postacie wyglądają trochę sztucznie, natomiast cała reszta – scenografia, kostiumy, morze, pustynia – są wręcz zachwycające i dopieszczone na maksa. Poezja po prostu. Same sceny akcji po popis nieskrępowanej wyobraźni twórców – pościg za Sacharyną po mieście, gdzie dochodzi do nieprawdopodobnych popisów akrobatycznych, pojedynek na żurawie w finale – to tylko drobne atrakcje serwowane przez Spielberga oraz szalonych scenarzystów: Joe Cornisha (reżyser „Ataku na dzielnicę”, gdzie kosmici walczyli z… blokowiskiem), Edgara Wrighta („Hot Fuzz”) i Stevena Moffatta („Sherlock” i „Doktor Who”). Czuć wielką formę oraz energię, a także techniczny popis (fantastycznie zmontowane sceny wspomnień kapitana Baryłki), co w przypadku Spielberga jest standardem.

tintin2

Swoje też zrobili aktorzy dubbingowi. W przypadku oryginału zatrudniony takich aktorów jak Jamie Bell, Andy Serkis czy Daniela Craiga. Ale polski dubbing też wypada dobrze, co jest zasługą reżyserii Bartka Wierzbięty oraz dobrego tłumaczenia (zwłaszcza wyzwiska Baryłki – małe perełki). Przyzwoicie sobie z rola dziarskiego Tintina poradził sobie Grzegorz Drojewski, jednak tak naprawdę cały film skradł brawurowo poprowadzony Baryłka przez Andrzeja Chudego. Walczący z klątwą oraz swoją słabością do picia Baryłka jest postacią tragikomiczną, która stopniowo odzyskuje swoją godność. Siła komiczna jest niezdarny duet policjantów: Tajniak i Jawniak (Krzysztof Dracz i Sławomir Pacek), a najsłabiej wypada Grzegorz Wons jako Sacharyn, który nie do końca pasuje i nie wywołuje przerażenia.

tintin3

Niemniej muszę stwierdzić jedno: „Przygody Tintina” to wielki powrót Spielberga do kina gatunkowego i to z najwyższej półki. Świetna animacja, perfekcyjna reżyseria oraz wielka zabawa niepozbawiona odrobiny moralizatorstwa (jednak nie robionego na siłę). Znakomita robota i chcemy więcej takich cudownych filmów. Zakończenie sugeruje ciąg dalszy, na który czekam z niecierpliwością.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki

Profesor Henry Joner Jr. zwany też Indym był jednym z najważniejszych herosów popkultury czasów, gdy byłym młodym chłopcem. Ale od jego ostatniej przygody minęło 18 lat, kiedy pojawiły się wieści, że wraca. Pojawiły się wątpliwości, czy dadzą radę, a może dojdzie do zbezczeszczenia legendy. Ale po kolei, bo sprawa wygląda tak:

indy41

Lata 50. Profesor Jones, pułkownik amerykańskiego wywiadu zostaje porwany przez komunistów kierowanych przez dr Irinę Spalko do znalezienia jednego przedmiotu z mitycznej Strefy 52. Mimo prób wyjścia z sytuacji, Indy zostaje oskarżony o sympatyzowanie z komunistami oraz wyrzucony z uczelni. I w drodze na pociąg poznaje młodego chłopaka, Mutta Williamsa proszącego go o pomoc w odnalezieniu matki oraz przyjaciele, profesora Oxleya. A przy okazji będą szukać mitycznej Kryształowej Czaszki.

indy43

Muszę przyznać, że w ogóle pomysł zrobienia kolejnej opowieści o niezmordowanym archeologu, tym razem walczącym z komunistami, ogląda się naprawdę nieźle. Częściowo udaje się zachować klimat wielkiej przygody, zachowano te same dźwięki bicza, walenia pięściami, nadal są łamigłówki, bijatyki i szalone akcje na złamanie karku. I nawet Harrison Ford – mimo upływu lat – trzyma formę i nadal jest tym samym, łobuzerskim twardzielem. Jednak największym problemem jest warstwa wizualna. W założeniu seria o dzielnym archeologu, była stylizacją na kino przygodowe lat 30. i 40., a Janusz Kamiński stara się naśladować Douglasa Slocombe’a. Poza tym bardzo mocno widać masę efektów komputerowych – od świstaków przez mrówki a kończąc na statku kosmicznym. No właśnie – element wzięty z SF niespecjalnie pasuje do całej konwencji, wywołując dezorientację. Ale – jak już przyznałem na początku – to kawał niezłego kina ze sprawdzonymi schematami, odrobiną humoru i widowiskowej akcji.

indy42

Jeśli zaś chodzi o obsadę, to jest tutaj zaskakująco dobrze. Ford mimo lat nadal trzyma dobrą formę i on zostanie na zawsze tym Indym, którego pokochano na początku. Drugą mocną kartą jest niezawodząca Cate Blanchett jako główny łotr do pokonania, czyli zajmująca się parapsychologią dr Spalko. Wczuła się w cała konwencję, a jej akcent wschodzi jest po prostu świetny. Całkiem nieźle zaprezentował się niejaki Shia LaBeouf, stylizowany na Marlona Brando z „Dzikiego” Mutt. Ale dla mnie największym zaskoczeniem było pojawienie się Karen Allen, czyli Marion Ravenwood (pamiętacie „Poszukiwaczy”). Jeśli myślicie, że z wiekiem zmienił się jej charakter, to jesteście w błędzie. Nadal jest krewka, pewną siebie twardą kobietą z charakterem, co widać w ciągłych kłótniach z Indym. Cała reszta obsady (Ray Winstone, John Hurt i Jim Broadbent) jest solidna jak zawsze.

indy44

Od początku było wiadomo, że nie da się przeżyć starcia z wielka legendą, jaką stała się trylogia Indiany Jonesa. Ale muszę przyznać, że Spielberg wyszedł z tej konfrontacji obronną ręką. Naprawdę niezłe przygodowe kino, trochę pachnące starym stylem, choć nie pozbawionym idiotyzmów – tak jak w poprzednich częściach. Więc jesteście gotowi na przygodę?

6,5/10

Radosław Ostrowski


Zaginiony świat: Park Jurajski

Minęły cztery lata od wydarzeń z poprzedniej części, a Park Jurajski został zlikwidowany. Firma Johna Hammonda inGen znalazła się na krawędzi bankructwem zaś sam Hammond został odsunięty ze stanowiska szefa. W tym samym czasie na wyspie Isla Sorna znajdują się dinozaury. Hammond prosi dr Iana Malcolma (pozbawionego pracy i ze zrujnowaną reputacją) o udział w ekspedycji naukowej mającej zrobienie fotografii dinozaurom, by przekonać opinie publiczną o zostawieniu gadów w spokoju. W tym samym czasie siostrzeniec Hammonda wysyła swoich ludzi do przejęcia żywych dinozaurów, by pokazać je na kontynencie.

park_jurajski21

Mówi się, że nie można wejść drugi raz do tej samej rzeki. Ta reguła chyba nie dotyczy filmowców, chociaż czasem można mieć co do tego poważne wątpliwości. Spielberg drugi raz postanowił wejść do świata Michaela Crichtona, ale to już nie robi aż tak wielkiego wrażenia jak część poprzednia. Zasada jest prosta: dinozaury przerażają, a ludzie wieją jak najdalej. Jednak zamiast dzielnego Sama Neilla będziemy mieli w akcji opanowanego Jeffa Goldbluma, który jako jedyny zachowuje zdrowy rozsądek z całej grupy. Bo reszta filmu jest a) idiotyczna, b) bohaterowie wkurzają swoim zachowaniem, zwłaszcza dr Harding (mimo całej sympatii dla Julianne Moore – to była wpadka). Mimo akcji toczącej się przez całą noc, świetnych zdjęć Janusza Kamińskiego oraz muzyki niezawodnego Williamsa, druga część jest po prostu nudna. Zachowanie postaci jest mocno przewidywalne i nawet widok T-Rexa terroryzującego Nowy Jork nie jest w stanie tego zmienić. W dodatku brakuje postaci, którym chciałoby się kibicować.

park_jurajski22

Owszem, jest Ian Malcolm, jednak on po pewnym czasie zaczyna nużyć, mimo ironicznych tekstów. Z innych bohaterów najbardziej zapada w pamięć Pete Postlethwaite w roli nieposkromionego Rolanda, który pragnie schwytać T-Rexa, a jego upór i spryt widać w oczach. Ale to jednak za mało, by uznać „Zaginiony świat” za udany sequel. Strata czasu.

park_jurajski23

6/10

Radosław Ostrowski


Park Jurajski

Tytułowy park należy do dość ekscentrycznego milionera Johna Hammonda, a w nim może zwiedzać dinozaury. Co z tego, że wyginęły? Za pomocą umieszczonych w bursztynach komarach z krwią gadów, genetyka jest w stanie zrobić cuda. Ale park musi być bezpieczny i w celu sprawdzenia bezpieczeństwa zostają wysłani na wyspę Isala Nubla naukowcy: Alan Grant, Ellie Sattler i Ian Malcolm. W tym czasie na wyspę przybywają wnuki Hammonda, a jeden z pracowników zamierza wykraść DNA dinozaurów. Żeby jednak było więcej atrakcji zbliża się burza deszczowa.

park_jurajski1

Spielberg znów w służbie komercji i dobrej zabawy. Tym razem przeniósł na ekran bestsellerową powieść Michaela Crichtona i zaserwował nam żywe dinozaury. Poza tym jest to tak naprawdę rasowy thriller, który nie wyróżnia się niczym innym od reszty. Przeraża w dość sprawdzony i skuteczny sposób, skręcając niemal w stronę horroru (pierwszy atak dinozaura, gdzie najpierw widzimy dzieło zagłady stwora, a dopiero potem jego samego). Osadzenie akcji w opuszczonej wyspie, w czasie burzy (jedna noc i dwa dni) tylko potęguje atmosferę osaczenia, zaś działa chciwego komputerowca tylko bardziej nakręcają spirale wydarzeń. I nie brakuje tutaj krwi, choć nie jest to brutalny shasher. A mimo lat, dinozaury prezentują się naprawdę okazale i imponująco, zaś scena zobaczenia pierwszego dinozaura nadal robi wrażenie. Jednak problem polega na tym, że Spielberg gra znaczonymi kartami i nie robi już takiego wrażenia jak w dniu premiery. To solidne kino, gwarantuje całkiem przyzwoitą zabawę.

park_jurajski3

Swoje też robią naprawdę trzymający fason aktorzy. Sprawdza się tutaj zwłaszcza Sam Neill, czyli dr Grant. Niepozbawiony sprytu, trochę zachowawczy, a strojem budzi skojarzenia z samym Indianą Jonesem. Razem z Laurą Dern (dr Sattler) tworzy naprawdę mocny duet, choć razem nie pojawiają się zbyt często. Kontrapunktem dla nich jest matematyk dr Malcolm (świetny Jeff Goldblum), którego sceptycyzm i zdrowy rozsądek mocno kontrastuje z jego poczuciem humoru oraz wyglądem luzaka.

park_jurajski2

Jednak z całej obsady chyba najbardziej w pamięci utkwił John Hammond poprowadzony przez nieżyjącego już Richarda Attenborough – to ekscentryczny przedsiębiorca, który sprawia wrażenie serdecznego i sympatycznego staruszka, dbającego mocno o swój biznes. Ale jak każdy człowiek bawiący się w Pana Boga, musi ponieść karę za swoją pychę. Bo jak wiadomo – „natura zawsze znajdzie sposób”.

To nie jest najlepszy film w dorobku Spielberga, ale mimo upływu lat pozostaje kawałkiem dobrej rozrywki z dinozaurami w rolach głównych. Czego o ciągu dalszym nie da się powiedzieć, ale to temat na inną opowieść.

7/10

Radosław Ostrowski

Hook

Kim jest Piotruś Pan? To pytanie retoryczne. Chłopiec, który nie chciał dorosnąć, mieszkał w Nibylandii i walczył z kapitanem Hakiem. A wyobraźmy sobie taką sytuację, że Piotruś Pan dorósł, ma dzieci i mieszka w USA. Poznajcie Petera Banninga – prawnika, który ma dwójkę dzieci. Zaniedbuje trochę syna i ma dobre relacje z córką, ale jest strasznie zapracowany. Ale kiedy jego dzieci zostaną porwane przez kapitana Haka, początkowo Peter traktuje to jak żart, jednak pojawienie się wróżki Dzwoneczka zmusza go do weryfikacji swoich myśli oraz podjęcia konfrontacji z Hakiem. Tylko jak tego dokonać?

hook1

Steven Spielberg postanowił zrobić własną wersję historii o Piotrusiu Panie. W zasadzie jest to film przygodowy skierowany do naprawdę szerokiego grona odbiorców. A co tam się dzieje? Poza walką dobra ze złem, jest tutaj jeszcze większa konfrontacja – o rodzinę, odnalezienie w sobie dziecka, co w świecie pełnym pośpiechu i zapracowania jest naprawdę trudne. Ale jak to w baśniach i bajkach bywa – wszyscy dostajemy drugą szansę. Reżyser bardzo sprytnie ogrywa wszelkie chwyty kina przygodowego i klasycznej baśni – Nibylandia wygląda tutaj naprawdę bajkowo, piraci są piratami, czyli obdartymi, trochę brudnymi i nieogolonymi facetami. No i są Zagubieni Chłopcy, czyli nigdy nie dorastające dzieciaki walczące z piratami – niewinne, bawiące się i używający swojej wyobraźni.

hook2

Nie mogło też zabraknąć humoru, przeplatanego w scenach akcji jak finałowa konfrontacja z Hakiem, gdzie użyty jest karabin strzelający kurzymi jajami czy podczas pierwszego spotkania Petera z Zagubionymi Chłopcami. Same sceny akcji są poprowadzone z energią oraz naprawdę szybkim tempem, w czym pomaga zarówno świetna praca operatora Deana Cundeya (kontrast między Nibylandią a mroźnym Londynem) jak i kapitalna muzyka Johna Williamsa, które posiadają tą magię potrzebną przy tego typu produkcjach. A sama historia Piotrusia Pana mocno trzyma się i wciąga do samego finału, ciekawe co by na to powiedział James Barrie.

hook3

Jednak ten film nie udałby się tak bardzo, gdyby nie fantastyczne kreacje. Zarówno dzieciaki (ze świetnym Dante Biasco jako niepokornym Rufio czy Charliem Korsmo w roli Jacka, syna Petera) jak i ci bardziej doświadczeni aktorzy poradzili sobie bezbłędnie. Ale tak naprawdę film zawłaszczyli sobie dwaj panowie. Robin Williams w roli dorosłego Piotrusia Pana jest po prostu wyborny, a jego dość powolna transformacja oraz odnajdywanie wewnętrznego dziecka jest bardzo przekonująca. A moment, gdy przelatuje nad Nibylandią jest po prostu piękna. Ale kim byłby Piotruś Pan bez kapitana Haka, brawurowo poprowadzonego przez Dustina Hoffmana. Charyzmatyczny, demoniczny, trochę na granicy przerysowania, ale nie popadający ani w przesadę ani w groteskę. Ale jednocześnie jest znużony czekaniem na ostateczną rozgrywkę miedzy sobą a Piotrusiem (próba samobójcza). Drugi plan to zdecydowanie nieodżałowany Bob Hoskins, czyli oddany i trochę komiczny Smee.

hook5

„Hook” nie spotkał się z życzliwym przyjęciem krytyków, ale widownia waliła nogami do kin. I znowu udało się Spielbergowi zrobić ocierający się o geniusz film familijny, idealnie skrojony dla wszystkich i jednocześnie z  sercem i ciepłem tak charakterystycznym dla tego twórcy.

hook4

8/10

Radosław Ostrowski


Indiana Jones i ostatnia krucjata

Rok 1938. Doktora Indianę Jonesa prosi o pomoc tym razem ekscentryczny kolekcjoner dzieł sztuki, Walter Donovan. Celem ma być znalezienie świętego Grala – kielicha, po którego wypiciu można otrzymać życie wieczne. Wcześniej milioner prosił o pomoc ojca Indy’ego, ale ten zaginął w Wenecji…

indy_33

Po zbyt mrocznej „Świątyni Zagłady” Spielberg nakazał Indy’emu znów szukać cudownego artefaktu, od którego będą zależeć losy całego świata. A czy może być zaskoczeniem, jeśli po taki artefakt, rękę będą chcieli położyć przydupasy Adolfa H. (spotkanie Indy’ego z samym Fuhrerem do dziś potrafi bawić)? Czyli w zasadzie mamy powrót do stylistyki „Poszukiwaczy…”, mianowicie wielką przygodę na horyzoncie. Jednak w tym układzie pojawia się nowy zawodnik – dr Jones senior, który ponad 40 lat zajmował się badaniami nad Gralem. A poza tym jest to, co zawsze – dużo strzelania, bijatyk okraszonych humorem (sekwencja walki w czołgu, gdzie Indy próbuje odbić ojca i Brody’ego), wspaniałej muzyki Johna Williamsa oraz niezwykłości. Ale czy może być inaczej, jeśli poszukiwany artefakt jest mocno związany z wiarą? Czymś, co dla naukowca (a takim na pewno jest Indy) jest rzeczą trudna, wręcz niewygodną. Ale nadal tą konfrontację dobra ze złem ogląda się z wielka frajdą, choć jest ona mocno oparta na schematach, które dzisiaj wydają się lekko archaiczne.

indy_31

Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia tu ogromną frajdę – sam początek, który można nazwać genezą. Ucieczka młodego Indy’ego ze zrabowanym krzyżem w 10 minut przedstawia skąd Indy ma taki strój, dlaczego boi się węży i czemu nosi bicz. Ridley Scott na genezę Robin Hooda potrzebował dwóch godzin. I wracają też starzy znajomi Salah i Marcus Brody, choć ten ostatni stał się nie radzącym sobie w otwartej przestrzeni naukowcem. Po raz kolejny Douglas Slocombe (już w trakcie kręcenia tracący wzrok) potwierdza swoje umiejętności jako operator (weneckie kanały czy trzy finałowe próby do zdobycia Grala), akcja trzyma w napięciu, a zakończenie jest satysfakcjonujące i idealne (niestety, chciwość doprowadziła do powstania następnej części, ale to temat na dłuższą rozmowę). Poza tym, nie chcielibyście osiągnąć życia wiecznego?

indy_32

Jeśli chodzi o obsadę, to jak mówiłem wrócili starzy znajomi – Harrison Ford (nikt inny nie mógłby być Indym), John Rhys-Davies (Salah) i Denholm Elliott (Brody). Jednak jest tutaj jedno potężne wzmocnienie – fantastyczny Sean Connery jako profesor Jones. Elegancki dżentelmen, który bardziej radzi sobie z książkami niż w akcji (zamiast spalić linę, podpalił podłogę), ale chemia między nim a synem jest bardzo silna i namacalna, choć panowie mocno nie przepadają za sobą. A młodsze wcielenie Indy’ego, czyli River Phoenix świetnie wczuł się w tą postać. Ale Indy, no nie ma ręki do kobiet, gdyż dr Schneider (Alison Doody) okazuje się podstępną nazistką. I jest jeszcze Donovan (Julian Glover w formie), który ma wręcz obsesję na punkcie nieśmiertelności. Czarne charaktery wypadają tutaj naprawdę dobrze.

indy_34

Może nikogo nie przekonam, ale dla mnie „Ostatnia krucjata” to nie tylko najlepsza część przygód naszego dzielnego poszukiwacza przygód, ale też esencja kina przygodowego czy w ogóle rozrywki na najwyższym pułapie, który dla wielu wydaje się nieosiągalny. I to ostatnie ujęcie – takie powinno być zwieńczenie całej serii. Więcej nie trzeba mówić, prawda?

indy_35

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

 


Indiana Jones i Świątynia Zagłady

Kontynuacje kultowych klasyków są uważane za coś naturalnego. Jednak w przypadku „Świątyni Zagłady” mamy do czynienia z prequelem. Rok przed pierwsza konfrontacja z nazistami, Indy zostaje otruty przez chińską mafię w Szanghaju podczas negocjacji po wykonaniu zadania. Udaje mu się uciec razem ze sprytnym dzieciakiem Short Roundem oraz piosenkarką Willie Scott, która przypadkowo zostaje wplątana w całą aferę. Ale samolot zostaje rozwalony i tak cała trójka znajduje się w Indiach, gdzie dostają zadanie odzyskania świętego kamienia z pałacu Pankor, gdzie ponownie miało powrócić Zło.

indy_21

Pozornie „Świątynia Zagłady” może wydawać się kolejnym przygodowym filmem, ale Spielberg postanowił całość bardzo umrocznić, choć prolog w Szanghaju wydaje się niepozorny (musicalowa wstawka, potem konfrontacja z chińską mafia zakończona strzelanina oraz totalnym chaosem), jednak pojawienie się na terenie Indii, mocno zmienia całą konwencję. Nietoperze, porwania dzieci i zmuszanie do niewolniczej pracy czy tajemnicza sekta planująca przejęcie władzy nad światem doprowadzają, że „Świątynia” bardziej skręca w kierunku wręcz horroru. Wystarczy sobie przypomnieć sekwencję rytuału kultystów, gdzie ich wrogowi zostaje wyrwane serce (bijące!) – to wystarczy, żeby doprowadzić do przerażenia. Owszem, czasami jest przemycany humor (postać piosenki przyzwyczajonej do luksusów zderzonej z innym światem – biedy oraz nędzy), jednak nie łagodzi on całej tonacji. Przez tą zmianę stylistyki, film został odrzucony przez fanów, jednak na mnie zrobiło to dobre wrażenie. Także sekwencje akcji są na naprawdę wysokim poziomie (ucieczka w wagonikach czy konfrontacja nad mostem), a techniczna robota jest wspaniała. Wszystko prowadzone jest pewną ręką i trzyma w napięciu do końca.

indy_22

Sami kultyści naprawdę budzą grozę, potęgowana przez scenografię (jaskinia, pałac) oraz niezawodząca muzykę Johna Williamsa. Ale nie jest to film pozbawiony wad – jest to bardziej film akcji niż kino przygodowe, brakuje łamigłówek, w dodatku jeszcze niejaka Kate Capshaw, która jest strasznie irytująca jako dama w opałach, którą zawsze trzeba ratować.

indy_23

Nie zawodzi za to Harrison Ford, który jako Indy jest jedynym słusznym wyborem i tylko to potwierdza. Razem z niejakim Jonathanem Quanem (cwany Short Round) tworzy naprawdę mocny duet zgranych kumpli.

Druga część opowieści o Indym była zbyt mroczna dla fanów, jednak dla mnie ta zmiana zaskoczyła pozytywnie, choć w tej opinii jestem osamotniony. „Świątynia Zagłady” to chwila oddechu na kolejna konfrontację z nazistami, ale to o tym później. Bardzo dobry, choć trochę inny film.

8/10

Radosław Ostrowski

Poszukiwacze zaginionej Arki

Był kiedyś taki czas, że było się małym chłopcem marzącym o wielkich przygodach. I wtedy oglądało się takie filmy jak „Gwiezdne wojny” (stara trylogia), „Goonies” czy trylogia „Powrót do przyszłości”. Ale dla mnie wtedy liczył się tylko jeden facet. Niby był archeologiem, ale nie wyglądał na takiego. Skórzana kurtka, kowbojski kapelusz, bicz i pistolet – bardziej pasował do poszukiwacza przygód i awanturnika. Ale to właśnie jego wywiad prosi o pomoc, by odnaleźć legendarną Arkę  Przymierza zanim zrobią to naziści.

indy_11

I teraz w zasadzie mógłbym wymienić jedno nazwisko, by wszystko stało się jasne – dr Indiana Jones. Tego faceta wymyślił George Lucas, ale nie chciał reżyserować, gdyż przeszedł na reżyserską emeryturę. Dlatego poprosił o pomoc swojego przyjaciela, Stevena Spielberga, tworząc nowego herosa popkultury, a jednocześnie standard kina przygodowego. Skarb/artefakt cenny do zdobycia, dwóch antagonistów, pościgi, strzelaniny, humor i jedna szalona akcja goniąca kolejną szaloną akcję. Już sam początek (próba zdobycia złotego posążka z dżungli) mimo lat robi piorunujące wrażenie, a twarz Indy’ego przez kilka minut pozostaje tajemnicą. Wszystko to jest prowadzone pewną ręką, aczkolwiek jest kilka bzdur (po co Fuhrerowi żydowski artefakt?) i klisz (dr Jones sprawia wrażenie niemal nieśmiertelnego i nie do pokonania, niekończąca się amunicja), które dzisiaj zaczynają zwyczajnie przeszkadzać. Tak samo nie robią wrażenia efekty specjalne, nie wytrzymujące próby czasu.

indy_12

Jednak kilka scen zapada w pamięć bardzo mocno: sceny w dżungli i zdobycie posążka zakończone toczącą się wielką kulą, popisy mistrza miecza zakończone… jednym strzałem czy szalony pościg i próba (udana) przejęcia ciężarówki przez Indiego (po drodze trzeba było pozałatwiać hitlerowców z ciężarówki oraz konwoju). Wszystko to jest zrobione z nerwem i tempem, dzięki świetnej pracy kamery Douglasa Slocombe’a (piękne także kolorystycznie sceny w Kairze czy finał na wyspie) oraz kapitalnej muzyce Johna Williamsa z nieśmiertelnym „Raiders March” na czele.

indy_13

Ale to i tak nie miałoby tej siły ognia, gdyby nie Harrison Ford, który po prostu ożywił postać awanturnika, bez względu na cenę walczącego o zdobycie historycznych zabytków oraz dostarczenie ich do muzeum. Lubiący alkohol i kobiety, może nie do końca dba o siebie, ale to wypadkowa inteligencji oraz siły pięści, choć nie zawsze to pomaga. Indy jak każdy heros musi mieć kobietę, tutaj nazywa się Marion Ravenhood i wcieliła się w nią niezapomniana Karen Allen, tworząc portret silnej oraz bardzo pewnej siebie chłopczycy, nie dającej sobie w kaszę dmuchać. A ironiczne docinki świadczą o tym jak bardzo iskrzy między nimi, co tylko sprawia frajdę. Na drugim planie rządzi i dzieli znakomity Paul Freeman wcielający się w głównego antagonistę Jonesa, Belloqa – czarującego i zafascynowanego swoim fachem człowieka. Poza nim są jeszcze dwie postacie nierozerwalnie związane z serią – oddani przyjaciele, mający spore kontakty, obrotny Egipcjanin Salah (John Rhys-Davies z czasów, gdy nie był Gimlim) oraz dr Marcus Brody (nieodżałowany Denholm Elliott, który pojawia się dość krótko) – obydwaj bardzo dobrzy.

indy_14

„Poszukiwacze…” byli tylko wstęp do kolejnych wielkich przygód dra Jonesa. Następne części spotykały się z różnym odbiorem, jednak pozostały klasyką kina przygodowego oraz wzorcami dla wielu naśladowców tego gatunku, który lata świetności ma już dawno za sobą. Tak się właśnie tworzy historia.

8/10

Radosław Ostrowski

Demony da Vinci – seria 1

Wszyscy wiemy, kim był Leonardo da Vinci. To jeden z największych umysłów w historii ludzkości, który stworzył wiele obrazów oraz projekty wynalazków, których realizacja dokonała się dopiero w XX wieku. Nic dziwnego, ze postać ta wydaje się fascynującym obiektem ludzi sztuki, a także popkultury. W tym roku telewizja Starz pokazała serial telewizyjny z da Vinci w roli głównej, skupiając się na jego młodych latach we Florencji.

Kiedy go poznajemy, jest dość ekscentrycznym młodzieńcem, który posiada wyjątkowo wnikliwy umysł i szeroką wiedzę (nie tylko malarską, ale też anatomiczną, astronomiczną itp.). Ale jego przeznaczenie krystalizuje się, gdy przypadkowo zauważa pewnego Turka, imieniem Al-Rahim – członka tajemniczego bractwa Synów Mitry, który próbują znaleźć Księgę Liści, zawierającą największe tajemnice wszechświata. Księgi tez szuka też Watykan, który próbuje podbić i zjednoczyć pod swoim berłem włoskie państwa-miasta. Da Vinci zostaje wplątany w polityczne rozgrywki i będzie próbował odkryć tajemnicę Księgi.

da_vinci1

Już po tym streszczeniu fabuły można stwierdzić, że nie jest to biografia, tylko wariacja na temat życia mistrza. Bardziej przypomina to grę „Assasins Creed” niż stricte biografię. Jednak David S. Goyer, twórca serialu wie jak przykuć uwagę – intrygi, zdrady, wiedza, władza, czyli to, bez czego nie może obyć się każdy serial. No i obowiązkowy seks, bez tego Amerykanie nie są w stanie zrobić jakiegokolwiek serialu. Ale zostawmy to. Intrygi są bardzo pomysłowe i wciągają, Watykan pokazany jest jako instytucją, która siła chce przekonać do Boga i wykorzystuje Go do własnych celów, które z wiarą nie mają nic wspólnego, zaś tajemnica Księgi Liści będzie musiała poczekać (cliffhanger w ostatnim odcinku zapowiada drugą serię). Poza tym sporo tajemnic trochę w stylu Dana Browna, świetna scenografia i w ogóle warstwa wizualna (nawet jeśli w tle są efekty komputerowe, to ładnie komponują się z resztą), ale jednocześnie zachowano realia historyczne (większość postaci istniała naprawdę), choć rzeczy tworzone przez mistrza naprawdę robią wrażenie (camera obscura czy kombinezon płetwonurka). Jednak miałem pewne poczucie niedosytu (tylko osiem godzinnych odcinków), ale już nie mogę się doczekać dalszego ciągu.

da_vinci2

No i najważniejsza rzecz, czyli obsada, która prezentuje się na bardzo przyzwoitym poziomie, bez wielkich nazwisk i gwiazd. Przykuwa uwagę Tom Riley jako da Vinci – mieszanka umysłu Sherlocka (choć łatwiej nawiązuje kontakty z ludźmi) ze zręcznością wojownika. Pochłania wiedzę jak gąbkę i zawsze znajduje wyjście z kłopotliwej sytuacji (m.in. proces w sprawie o sodomię), ciągle szukając odpowiedzi na temat Księgi Liści. Niby takich bohaterów już było wielu, niemniej nie ma tu zbyt dużego poczucia wtórności. Wspierają go zaufany przyjaciel Zoroaster (solidny Gregg Chillin) oraz młody uczeń – Nico (ładny Eros Vlahos), na których może polegać. Jeśli zas chodzi o drugi plan, tutaj wybija się bardzo apetyczna Laura Haddock (Lukrecja Donati – agentka Watykanu, szantażem zmuszona do współpracy) oraz wywołujący niechęć Blake Ritson (hrabia Riario, prawa ręka papieża). Czarne charaktery są tutaj naprawdę wyrazista i dobrze rozpisane. I jest jeszcze Wawrzyniec Medyceusz (dobry Elliot Covan) – sprytny polityk, który próbuje przewidzieć następny ruch przeciwnika, a jednocześnie konsekwentnie realizujący swój plan zachowania niepodległości.

da_vinci3

„Demony da Vinci” są zaskakująco dobrą produkcją, która zaintrygowała mnie i przykuła uwagę na tyle mocno, że muszę poznać ciąg dalszy. Bo rozgrywka dopiero się zaczęła.

7/10

Radosław Ostrowski

Oberża Jamajka

XVIII-wieczna Kornwalia. Mary po śmierci swoich rodziców przybywa do oberży „Jamajka”, gdzie mieszka jej ciotka Patience, która niedawno wyszła za mąż. Miejsce to jest okryte złą sławą, bo żaden powóz się tam nie zatrzymuje. Dziewczyna przypadkowo odkrywa, że wuj jest hersztem bandy okradające statki.

Alfreda Hitchcocka ostatni film nakręcony w Wielkiej Brytanii i pierwsza adaptacja powieści Daphne Du Maurier. Jednak sama ta historia zwyczajnie nie wciąga i przestaje być interesująca już po 15 minutach. Mamy akcję, odrobinę humoru, brak napięcia i kompletna przewidywalność. Jak widać Hitch w konwencji kina przygodowego nie czuje się najlepiej. Sama realizacja jest solidna (choć w paru miejscach widać, że tło jest ręcznie malowane i kręcone w studiu), ale trochę zbyt teatralne aktorstwo zniechęca do oglądania (broni się jedynie Charles Laughton w roli arystokraty sir Pengallana, który jest zleceniodawcą bandy) i dialogi miejscami aż bardzo łopatologiczne. Jest kilka ciekawych realizacyjnie scen (m.in. finał), ale to trochę za mało. Słabiutko, oj słabiutko. Tylko dla najwytrwalszych fanów Hitchcocka.

5/10

Radosław Ostrowski