Ciemna strona miasta

Frank Pierce jest sanitariuszem karetki pogotowia od 5 lat. Jednak od roku jest z nim coraz gorzej. Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy podczas reanimacji zmarła kobieta. Od tej pory wszyscy, których próbuje ratować umierają, Frank zaś cierpi na bezsenność, nadużywa alkoholu i jest na skraju załamania nerwowego. A może już je przekroczył? Razem z nim spędzimy trzy noce na dyżurze.

miasto1

W zasadzie ten film mógłby się nazywać „Taksówkarz 2”, gdyby nie to, że bohater jest sanitariuszem. Takie skojarzenie nasunęło mi się po tym filmie Martina Scorsese opartego na autobiograficznej powieście Joe Connelly’ego. Nowy Jork znów jest pokazany może nie jako siedlisko zła, ale miejsce ciągłego cierpienia, które wszystkich dobija. Głównie kręcimy się po slumsach – przedawkowania narkotyków, próby samobójcze, strzelaniny – gdzie Frank jest naszym przewodnikiem. Jednocześnie reżyser próbuje wejść w psychikę naszego bohatera, który widzi zmarłych (nie, to nie „Szósty zmysł”), balansuje między jawą i snem, tworząc dość psychodeliczny klimat (przyśpieszenia, stroboskopy), który utrudnia odbiór tego filmu. Czy reżyserowi się to udało? Trudno mi powiedzieć, na pewno nie dorównuje legendarnemu „Taksówkarzowi”, gdzie Nowy Jork też nie był przyjemnym miejscem. Scenariusz w zasadzie nie istnieje, to zbiór luźnych scenek, w których przewija się Frank i jego koledzy, dla których ta praca doprowadza do obłędu, gdyż tylko w ten sposób można to przeżyć. Trochę pomaga w tym też dość wisielczy humor. Będzie na pewno zmęczeni, może nawet znużeni i wyczerpani, jednak Scorsese stworzył kawałek niezłego kina.

miasto2

Sprawę ratują aktorzy. Nie jestem specjalnym fanem Nicolasa Cage’a, ale w tej roli aktor sprawdza się idealnie. Jest zmęczony (stępiały wzrok, czerwone oczy i lekko osłabiony głos), balansujący na krawędzi rzeczywistości i wiemy tylko jedno: lepiej już nie będzie. Partnerujący mu John Goodman, Tom Sizemore i Ving Rhymes jako jego koledzy wypadają bardzo przekonująco, tworząc dość pokręcone postacie. Jest jeszcze Rosanna Arquette jako Maria, córka jednego z pacjentów Franka, która jest tak samo zmęczona jak Frank – kiedyś ćpała, teraz cierpi i szuka kontaktu. Mocna kreacja.

Nie jest to film łatwy, lekki czy przyjemny. Klimatem próbuje dorównać „Taksówkarzowi” i tak samo męczy. Tylko dla wytrwałych.

6/10

Radosław Ostrowski


Kto się boi Virginii Woolf?

George i Martha są małżeństwem od długiego czasu – oboje sprawiają wrażenie znużonych sobą. Po kolejnej, sobotniej imprezie zapraszają do siebie młode małżeństwo – Nicka i Honey, którzy będą świadkami konfrontacji między starszą parą.

woolf1

Kino zawsze czerpało z literatury i teatru, choć nie zawsze było to udane połączenie. Jednak właśnie na teatr, a dokładniej na sztukę Edwarda Albee’ego przeniósł debiutujący na ekranie Mike Nichols. Na szczęście reżyserowi udało się uniknąć teatralności, choć większość akcji toczy się w domu Marthy i George’a. Zrobił to zarówno wyjściu na zewnątrz (m.in. knajpa), ale też dzięki dynamicznym zdjęciom (co z tego, że czarno-białym?) i sprawnemu montażowi. Nichols pewnie opowiada tę historię, mając przy sobie także mocne, ostre dialogi pełne złośliwości i sarkazmu pary, która prowadzi grę między sobą. I przez dwie godziny uważnie obserwujemy całą tą wojenkę, tak jak młoda para, więc nie ma tu miejsca na nudy.

woolf2

A wszystko jeszcze fantastycznie zagrane przez czwórkę aktorów. Najbardziej bryluje tutaj duet Elizabeth Taylor/Richard Burton. Ona mocno podniszczona, nadużywająca alkoholu, on spokojny i opanowany, zaś oboje wiedzą jak bardzo dołożyć drugiej osobie, żeby bardziej bolało, powoli odsłaniając słabości, lęki i frustracje. Partnerujący im George Segal i Sandy Dennis też wypadają przekonująco i powoli odsłaniają swoje demony i intencje.

Kolejny przykład znakomitego kina, które zawsze się obroni. Pasjonujące, wciągające i brutalnie szczere.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Babycall

Anna jest samotnie wychowującą matką Andersa. Objęta programem ochrony świadków (ojciec próbował zabić jej syna), mieszka sama w bloku. Nie czując się bezpiecznie w nowej okolicy, decyduje się kupić elektroniczna nianię, by mieć dziecko pod kontrolą. Wtedy zaczyna słyszeć dźwięki morderstwa, a potem widzi mężczyznę noszącego worek ze zwłokami.

babycall1

Więcej nie mogę powiedzieć, bo „Babycall” jest filmem-łamigłówką, w którym wszystko ma znaczenie, a powiedzenie jednego słowa za dużo może zepsuć przyjemność z seansu. Chociaż w tym przypadku, wiele rzeczy nie zostało tu dopowiedzianych i wyjaśnionych do samego końca. Gatunkowo jest to psychologiczny thriller, w którym jest wiele niejasności i tajemnic, co z jednej strony dale szerokie pole do interpretacji, z drugiej wywołuje dezorientację. Nie pomaga wolne tempo i spokojne, ale konsekwentnie budowany klimat. Ciągle balansujemy na granicy jawy i snu, a finał choć przewidywalny, robi wrażenie.

babycall2

Ale ten film broni się dzięki fantastycznej Noomi Rapace. Anna to kobieta, która ciągle czuje się zagrożona (widać to na jej twarzy), jest nieufna, a każdy dźwięk i sytuacja znaczy dla niej więcej. Miałem wrażenie, że kobieta ta balansuje na granicy obłędu (jezioro, które tak naprawdę jest parkingiem). I pod tym względem ten film wydaje się interesującą propozycją. Niezłym dreszczowcem z mroźnej Skandynawii, choć trochę zbyt tajemniczym i niejasnym.

6/10

Radosław Ostrowski

Wybór Zofii

Jest rok 1947. Młody pisarz Stingo przybywa do Nowego Jorku, by wynająć pokój i tam napisać swoją powieść. Jednak już na miejscu jest świadkiem kłótni między sąsiadami z góry – Nathanem i Zofią. Po pewnym czasie zaprzyjaźnia się z nimi i powoli odkrywa tajemnice ich obojga i nie są to łatwe sprawy.

wybor_zofii1

Kiedy wydano powieść Williama Styrona, wywołała ona wielki szum i przeniesienie jej na ekran było tylko kwestią czasu. Zadania adaptacji podjął się Alan J. Pakula – bardzo uznany i ceniony reżyser odpowiedzialny m.in. za „Wszystkich ludzi prezydenta”. Choć gatunkowo jest to melodramat, to siła rażenia i emocji jest równie mocna, a nawet silniejsza od wspomnianego wcześniej thrillera. Bo jest to opowieść o pozornie szczęśliwej i sympatycznej parze widzianej z perspektywy młodego i wchodzącego w życie pisarza, który staje się ich przyjacielem i powiernikiem. Ale nad nimi ciążą pewne tajemnice i lęki, które przyciągają i odpychają ich od siebie. A w to wszystko zostaje wpleciona wojenna historia Zofii (nakręcono w mocno stonowanej kolorystyce kontrastującej z barwnymi ujęciami Nowego Jorku lat 40.), która naznaczyła ją piętnem, a jej tytułowy wybór odmienił ją na zawsze. Wszystko to jest opowiedziane tak pewnie, że emocje są wręcz namacalne i odczuwalne. W dodatku wiernie odtwarzając realia lat 40., z bardzo mocnym scenariuszem, delikatną muzyką Marvina Hamlischa oraz bardzo poruszającym finałem. Więcej treści nie zdradzę, ale wspomnę, że część wydarzeń toczy się w Polsce (którą udawała Jugosławia).

wybor_zofii2

Jednak ten film nawet w połowie nie byłby tak mocny, gdyby nie aktorstwo z najwyższej półki i w tym określeniu nie ma żadnej przesady. Wybornie wypadł Kevin Kline jako Nathan – czarujący, elegancki przystojniak, który ma obsesję na punkcie Holocaustu i potrafi w jednej chwili eksplodować, stracić panowanie nad sobą i wszystko to wypadło znakomicie, choć był to debiut Kline’a. Drugim zaskoczeniem był Peter MacNichol. Aktor ten kojarzony głównie z ról komediowych (m.in. „Jaś Fasola: Nadciąga totalny kataklizm” czy „Ally McBeal”), pokazuje się tutaj z zupełniej innej strony jako zagubiony, młody człowiek pełen empatii, zafascynowany swoimi sąsiadami. No i w końcu ona – Meryl Streep w bardzo wymagającej roli Zofii – kobiety z jednej strony pięknej, inteligentnej, ale w środku ukrywającej bardzo mocną traumę (w scenach wojennych bardzo dobrze mówiła po niemiecku i po polsku, co jest naprawdę wielkim wyczynem).

wybor_zofii3

Można się nie zgodzić, ale moim skromnym zdaniem Pakula nakręcił swój najlepszy film w całej swojej karierze. Mocny, poruszający głęboko i który po obejrzeniu zostaje w pamięci na długo. To jeden z tych filmów, który zwyczajnie mówiąc przeżywa się. Rewelacja.

9/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski


Niebiańskie istoty

Nowa Zelandia, rok 1953. Do szkoły w Christhurch pojawia się nowa uczennica Juliet Hulme, która zaprzyjaźnia się z Pauline Rieper, która trzyma się z daleka od innych. Jednak ta przyjaźń wywołuje niepokój u rodziców obu dziewczyn, którzy próbują je rozdzielić, obie tworzą własne światy. Jednak finał jest tragiczny…

Peter Jackson to facet, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać. Bardziej znany dzięki „Władcy Pierścieni”, wcześniej kręcił horrory i po nich stworzył bardzo dziwny film. Bo tak naprawdę jest to prawdziwa historia toksycznej przyjaźni, której finałem było morderstwo. Jednak reżyser nie szafuje i pokazuje wszystko w sposób bardzo subtelny i delikatny. Bazując na pamiętnikach Pauline, pokazuje bardzo niejednoznaczną relację łączącą obie dziewczyny, którą trudno tak naprawdę określić – przyjaźń, miłość? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, jednak ta silna relacja była bardzo toksyczna i obie panie były od siebie uzależnione.  Nie chciały się pogodzić z tym, że nie będą razem.

istoty

Jackson sięga po dość klasyczne środki (narracja z offu, gdzie słyszymy autentyczne zapiski z pamiętnika), a jednocześnie wszystko jest pokazane w dwóch światach – rzeczywistym i tym wykreowanym przez Pauline oraz Juliet. Jest on bardzo wysmakowany plastycznie, gdzie pojawiają się zarówno ożywione postacie z plasteliny, jak i ich Czwarty Świat. W dodatku okraszone to piękną muzyką i świetnym montażem (zwłaszcza prolog, w którym dwie biegnące dziewczyny w lesie przeplatają się z czarno-białymi ujęciami ich na statku idącymi do rodziców Juliet). Resztę i wnioski wyciągnijcie sami.

W dodatku wszystko to jest świetnie zagrane. Najtrudniejsze zadanie miały debiutujące na dużym ekranie Kate Winslet i Melanie Lynskey. I obie bardzo przekonująco pokazały dwie, trochę zwariowane dziewczyny, trochę żyjące na granicy szaleństwa. Obie po pewnym czasie tracą kontakt z rzeczywistością i obie nie potrafią żyć bez siebie. Ale poza nimi trudno nie zwrócić uwagi na grających rodziców Juliet Dianę Kent oraz Clive’a Merrisona.

istoty1

Film ogląda się to z pewną fascynacją, ale i obawą. Trudny do zaszufladkowania i jednoznacznych osądów, jest bardzo ciekawą i intrygującą propozycją.

8/10

Radosław Ostrowski

Obława

Rok 1945. Kapral Wydra jest żołnierzem partyzanckiego oddziału porucznika Maka, który ukrywa się gdzieś w lesie. Kapral dostaje zadanie zlikwidowania niejakiego Kondolewicza – młynarza, który jest kapusiem. To proste zadanie będzie początkiem sprawy, w którą zostaną wplątane 4 osoby.

oblawa1

Moja miłość do polskiego kina była wielokrotnie wystawiana na próbę. Bo potencjał był niewykorzystywany, budżet za tani, nuda panie i prawie ciągle te same twarze. Z tego co powstaje w naszym kraju, w ciągu roku tych ciekawych i udanych propozycji, można policzyć na palcach jednej ręki. I do tego grona dodałbym nowy film Marcina Krzyształowicza (polski film można też poznać po trudnym do wymówienia nazwisku reżysera), który po paru latach przerwy i dwóch zapomnianych produkcjach, serwuje nam film o wojnie. Żeby jednak przyciągnąć naszą uwagę, chronologia zostaje załamana, co daje bardzo ciekawy efekt, a każda z poprzednich scen nadaje nowe znaczenie i rzuca inne światło na bohaterów. Bo niby wydaje się, że wiemy o nich wszystko – egzekutor, konfident, jego żona i sanitariuszka. Jednak im dalej w las, tym więcej dostrzega się szarości, a jedyni źli to Niemcy. Wszystko to znakomicie sfotografowane (realistyczne i wyprane z kolorów ujęcia Arkadiusza Tomiaka) i zmontowane, ale znów dźwiękowcy się nie popisali, bo dialogi (z tego, co wychwyciłem) były naprawdę dobre. No i o patosie czy patriotyzmie zapomnijcie – tu żołnierze klną, chcą zabijać i wszyscy są zmęczeni (tak jak dowódca).

oblawa3

A co do aktorów? Jak opisać te postacie, by nie zdradzić zbyt wiele o nich? Po raz kolejny klasę pokazał Marcin Dorociński jako bezwzględny egzekutor Wydra, dla którego litość jest słowem obcym. Kompletnie zaskoczył za to Maciej Stuhr i jeśli ktoś zwątpił i uważał go za beztalencie, po tym filmie zmieni zdanie. Kondolewicz w jego interpretacji to cwany facet, który jest słabym i świadomym tego, co robi. Także Sonia Bohosiewicz i Weronika Rosati zasługują na uznanie tworząc niejednoznacznych bohaterów. Poza tym czworokątem należy też wyróżnić Andrzeja Zielińskiego jako zmęczonego, chorego porucznika Maka.

oblawa

„Obława” to mocna i brudna opowieść o bezsensowności wojny. Bez patyczkowania, łagodzenia i innych ceregieli.

8/10

Radosław Ostrowski

Rozmowa z gwiazdą

Pierre Peters jest bardzo uznanym dziennikarzem zajmującymi się sprawami politycznymi, reportażami wojennymi i innymi poważnymi sprawami. Dlatego kiedy ma zrobić wywiad z popularną aktorką, jest delikatnie mówiąc rozczarowany. W dodatku jest kompletnie nieprzygotowany, co wywołuje dość negatywną reakcję drugiej strony. Ale na skutek wypadku, Pierre trafia do jej domu i tam próbuje dokończyć wywiad, ale efekt tego spotkania będzie zaskakujący dla obojga.

wywiad_300x300

O tym, że Steve Buscemi (czyt. Buszemi, ja jednak zostaje przy wymowie Buskemi) jest świetnym aktorem wie każdy, kto widział „Wściekłe psy”, „Desperado” czy ostatnio „Zakazane imperium”. Jednak mało kto wie, że Buscemi zajmuje się reżyserią filmów niezależnych. Jednym z takich filmów był nakręcony w 2007 roku „Interview”, remake filmu Theo van Gogha z 2003 roku. Choć cały film w 90% toczy się w jednym pomieszczeniu, udaje się stworzyć naprawdę ciekawe i nieteatralne dzieło. W takim filmie najważniejsze są dwie rzeczy: scenariusz i obsada. Na szczęście, jedno i drugie jest zrobione na dobrym poziomie. Tak naprawdę jest to film o zakładaniu masek, gdzie między bohaterami toczy się gra, tylko jaka jest jej stawka? I kto kogo oszukuje i udaje? Bo nic nie będzie takim jak się wydaje na początku. W dodatku wszystko dobrze sfotografowane (trochę na siłę dynamizowane zdjęcia), ze świetnymi dialogami (sceny „wyznań” bohaterów).

wywiad2_400x400

Ale nawet i to by nie uratowało filmu, gdyby nie dwoje grających główne role. Pierre’a zagrał sam Buscemi i to jest kolejna świetna kreacja. Jego bohater jest jednocześnie cyniczny, ale pod tym ukrywa pewną wrażliwość i tajemnicę. Żałosny i sprytny jednocześnie, a jednocześnie bardzo oszczędny. Ale partnerująca Sienna Miller dorównuje mu kroku i choć na początku sprawia wrażenie na początku typowej głupiej blondyny, okazuje się tak jak Buscemi mieszanką wrażliwości, oszustwa i cynizmu. Patrzenie na tę dwójkę jest dużą przyjemnością.

Buscemi okazał się nie tylko świetnym aktorem, ale i bardzo uzdolnionym reżyserem. „Interview” to jego duże osiągniecie, a już w tym roku znów stanie po drugiej stronie kamery. Już nie mogę się doczekać.

7/10

Radosław Ostrowski