Nocny jastrząb

Deke DaSilva jest jednym ze skuteczniejszych policjantów w Nowym Jorku. Razem ze swoim partnerem, sierżantem Foxem są postrachem dilerów narkotykowych i innych drobnych cwaniaków. Ale tym razem panowie zostali przeniesienie do nowej komórki. Jej celem jest powstrzymywanie ataków terrorystycznych, zabijając terrorystów. Szkolenie prowadzi brytyjski inspektor Interpolu Hartman, a czasu jest mało. Albowiem do Ameryki zbliża się niemiecki terrorysta Wulfgar, który w Europie jest spalony i odcięty od funduszy.

nocny jastrzab1

Troszkę zapomniany film z początku lat 80. To kolejna opowieść o polowaniu na terrorystę, ale wszystko to widzimy z perspektywy nie mających doświadczenia z tematem policjantów. Ataki terrorystyczne dla nich to coś nowego, a przełamanie reguł nauczonych w policji jest ciężkie. Bo jak pokonać kogoś kto nie boi się śmierci, zabić zakładników, a nawet podłożyć bombę w publicznym miejscu? A żeby pokonać takiego człowieka trzeba być jeszcze bardziej brutalnym i bezwzględnym niż on. Reżyser historię prowadzi bardzo spokojnie, próbując skupić się na poznawaniu metod terrorystów. Zarówno przez działanie Wulfgara, jak i szkolenie DaSilvy oraz innych policjantów. Samej akcji nie ma zbyt wiele, ale jak już jest, ma swojej momenty. Nie można zapomnieć świetnego pościgu za Wulfgarem od klubu aż po metro, gdzie adrenalinę podkręcają świetne zdjęcia oraz mocno inspirowana funkiem i filmami policyjnymi z lat 70. muzyka Keitha Emersona. Te dźwięki świetnie pomagają budować wejść w tą opowieść do samego końca. Nie brakuje popisów pirotechnicznych (niewiele, ale jednak) oraz emocjonujących momentów jak niemal finałowa akcja z zakładnikami ONZ. Nie idzie to może w stronę widowiskowości, próbując zachować względy realizm, co jest pewnym plusem.

nocny jastrzab3

Dla mnie pewnym problem jest watek związany z byłą żoną DaSilvy. Niby mamy tutaj próbę zejścia ze sobą, lecz sama postać jest zepchnięta na dalszy plan. Jest to zmarnowany potencjał, stanowiący dzisiaj kliszę tego gatunku. Są drobne mielizny, lecz całość wypada bardzo porządnie.

nocny jastrzab2

Aktorsko całość skupiona jest na pojedynku dwóch charakterów. Pozytywnie zaskoczył mnie Sylvester Stallone z wyglądem prawie jak Serpico i zmuszony działać jak Brudny Harry. Powoli zaczyna coraz lepiej poznawać umysł terrorysty, zachowując opanowanie. Równie interesujący jest Rutger Hauer jako antagonista. Jest bardzo opanowany, wręcz metodycznie działający, ze spokojnym, wręcz kojącym głosem. Reszta postaci trzyma solidny poziom, choć najbardziej wybija się Nigel Davenport jako bezwzględny inspektor Hartman.

„Nocny jastrząb” próbuje pokazać troszkę inne oblicze Stallone’a niż tylko mięśniaka. Mimo lat ma w sobie pewien bardzo specyficzny urok, którego nie widać dziś zbyt często. Interesujące doświadczenie kina policyjnego.

7/10

Radosław Ostrowski

Weekend Ostermana

Punkt wyjścia wydaje się być prosty: co byście zrobili, gdyby wasi najbliżsi przyjaciele okazali się zdrajcami? Przychodzą do was ludzie z tajnych służb i proszą o pomoc. Taką propozycję właśnie dostał John Tanner – dziennikarz, specjalizujący się w demaskowaniu działań rządowych. Agent CIA, Lawrence Fassett, przekazuje rozmowy, z których wynika, iż jego najbliżsi przyjaciele są tajnymi agentami pracującymi dla tajemniczej organizacji Omega. Kumple (Osterman, Tremayne, Cardone) mają przyjechać na weekend, jak zawsze, jednak tym razem będzie inaczej.

weekend_ostermana1

Sam Peckinpah w trakcie realizacji tego filmu był już na końcu swojej drogi zwanej życiem. Od czasu „Konwoju” nie nakręcił niczego, a zdrowie jest mocno podniszczone przez alkohol oraz narkotyki. W końcu dostał propozycję przeniesienia na ekran powieści Roberta Ludluma. Jest to klasyczny szpiegowski thriller, w którym akcja toczy się bardzo spokojnie i bez fajerwerków. Wręcz jest za spokojnie, bo rozkręca się dość powolnie, wręcz w żółwim tempie. Bardzo powoli odkrywamy kolejne elementy układanki, gdzie nie do końca wiadomo, kto jest kim, kto ma jakie motywy działania. Komu bardziej zaufać, rządowi (i jego reprezentantom) czy może jednak swoim przyjaciołom? Zdrada, niedopowiedzenia, zmontowane materiały, manipulacja, atmosfera robi się coraz bardziej gęsta, by ostatecznie odkryć prawdę. Tylko, że ani tej atmosfery, ani napięcia wynikającego z nieufności nie byłem w stanie poczuć.

weekend_ostermana2

Niby mamy tutaj kilka interesujących scen („prognoza pogody” czy znalezienie głowy psa w lodówce), ale samo wyjaśnienie intrygi wydawało mi się dziurawe, wręcz niedorzeczne. Bo w skrócie chodzi o wykorzystanie dziennikarza przez agenta do… zemsty na swoim szefie. Wszystkie materiały i dokumenty okazują się sfabrykowane, zmanipulowane. To, jak wykorzystywane są media, jest dla mnie najciekawszym wątkiem „Weekendu…”. Szkoda tylko, że ta intryga wydaje się zagmatwana oraz kompletnie nieprzekonująca.

Że jest to Peckinpah, najbardziej widać w scenach akcji z bardzo charakterystycznym dla niego wykorzystywaniem slow-motion oraz równoległego montażu. Problem jednak w tym, że nie zawsze to działa. Podczas sceny porwania rodziny Tannera oraz jego pościgowi, realizacja jest bardzo chaotyczna (powoli opadający glina na motorze, rozbity pojazd są ważniejsze niż dwa główne wozy), choć wyjątkiem jest finałowa konfrontacja w domu, gdzie dochodzi do strzelaniny (aczkolwiek tu też nie wszystko jest czytelne).

weekend_ostermana3

Udało się zebrać dość utalentowaną obsadę, jednak nie zostaje w pełni wykorzystana. Najbardziej błyszczą tutaj dwie kreacje, czyli Rutger Hauer oraz John Hurt. Pierwszy wciela się w dziennikarza Tannera, którego dociekliwość robi wielkie wrażenie. Jednocześnie widać w jego oczach rozchwianie oraz konflikt, pełne sprzecznych emocji. Z kolei Hurt w roli agenta Fassetta do samego końca zachowuje spokój i opanowanie, chociaż jego przeszłość pokazuje pewien tragizm tej postaci. Poza nimi są tutaj m.in. Dennis Hopper (Richard Tremayne), Burt Lancaster (Maxwell Denworth) czy Craig T. Nelson (Bernie Osterman), których obecność wywołuje czasem frajdę.

„Weekend Ostermana” miał się okazać pożegnaniem Peckinpaha z X Muzą i nie spełniła oczekiwań związanych z wielkim powrotem mistrza. Historia kompletnie nie wciąga, aktorzy zazwyczaj nie mają zbyt wiele do roboty, a realizacja wręcz miejscami odrzuca. Broni się jedynie przekaz o manipulacyjnej roli mediów, które są bronią obosieczną. Ale to za mało, by uznać film za udany.

5/10

Radosław Ostrowski

Ślepa furia

Sama historia filmu Philipa Noyce’a jest prosta jak konstrukcja cepa. Bohaterem jest niejaki Nick Parker – żołnierz wojny w Wietnamie, który podczas walki stracił wzrok. Trafił jednak po opiekę miejscowej ludności, która nauczyła go trochę tego i owego. 20 lat później wyrusza by odnaleźć swojego starego kumpla z wojska. Ale ten zostawił swoją żonę i syna, do których dociera Nick, od razu pakując się w grubszą sprawę. Spotkanie kończy się morderstwem, a Nick z chłopcem Billym muszą uciekać.

slepa_furia1

Nakręcona w 1989 roku film to wręcz klasyczny film akcji, gdzie mamy prostą intrygę, wyrazistych bohaterów oraz kilka pojedynków. „Ślepa furia” to amerykańska wersja „Zatoichiego” – ślepego samuraja, mierzącego się ze złem tego świata i niczym rewolwerowiec z westernu odchodził ku zachodzącemu słońcu. Noyce jednak wnosi wiele serca oraz tworzy bardzo specyficzny klimat, który mógł powstać tylko w latach 80. – oszczędna elektroniczna muzyka, skromny budżet oraz prosto opowiedziana fabuła. Ale to wszystko jest bardzo dobrze poprowadzone – dialogi wpadają w ucho, nie brakuje nawet humoru (omijanie aligatora czy scena z „cukierkiem”), zaś sceny akcji wypadają więcej niż dobrze. Trudno zapomnieć porwania oraz walki na polu kukurydzy czy finałowej konfrontacji Nicka z japońskim mistrzem miecza – tu choreografia jest wręcz obłędna. Sami przeciwnicy to prości rednecy o mentalności nieskomplikowanych osiłków, przez co walki z nimi mogą dziś wydawać się mogą dość śmieszne. Niemniej dają wiele satysfakcji, a choreografia walk nadal potrafi zrobić dobre wrażenie, mimo przewidywalności fabuły.

slepa_furia2

Realizacja jest solidna (zwłaszcza sceny retrospekcji), tempo zachowano odpowiednie, a napięcie jest budowane w sposób konsekwentny. Ale i tak najlepiej wypada Rutger Hauer w roli głównej. Nick jest twardym wojownikiem, którego nic nie jest w stanie zniszczyć ani złamać i jest przekonujący w roli niewidomego, zdanego na inne zmysły. Jednak jest w nim wiele doświadczenia, wewnętrznej siły oraz determinacji. Także jego więź z Billym (dobry Brandon Call) jest pokazana bez fałszu i przekonująco poza Haurem reszta spisuje się całkiem nieźle (zwłaszcza Terry O’Quinn jako Frank czy bezwzględny Randall „Tex” Cobb) i solidnie na tego typu produkcji.

slepa_furia3

„Ślepa furia” nadal jest uważana za jeden z najlepszych filmów w dorobku Noyce’a. Sprawna realizacja, znakomity Rutger Hauer oraz pomysłowo wykonane sceny akcji dają mnóstwo frajdy. Prosta, pretensjonalna rozwałka z sercem i klimatem jedynym w swoim rodzaju.

8/10

Radosław Ostrowski