Tam i z powrotem

Łódź, rok 1965. PRL-owski system nie jest dobry dla wszystkich, zwłaszcza jeśli nie jest w zgodzie z nim. Jedną z takich postaci jest dr Andrzej Hoffman – chirurg z przeszłością AK-owską. Zostawił w Anglii żonę w ciąży, zaś wszelkie próby zdobycia paszportu są skazane na porażkę. Do tego jeszcze strasznie „przykleił” się do niego pewien ubek, pragnący zmusić go do szantażu. W szpitalu poznaje Piotra Jurka – dawnego kolegę z oddziału. Niespełniony malarz, będący na utrzymaniu kasjerki. Też ma problemy z powodu przeszłości. By móc żyć w zgodzie z samym sobą, Jurek postanawia dokonać napadu na konwój bankowy, lecz nie jest w stanie tego zrobić sam.

tam i z powrotem1

Wojciech Wójcik był jednym ze speców kina sensacyjnego przed pojawieniem się Władysława Pasikowskiego. Tym razem postanowił wykorzystać prawdziwą historię napadu na bank, by odtworzyć świat uznany za dawny. Świat, gdzie w cenie było łapówkarstwo, kłamstwa, oszustwa. Ludzie starający się funkcjonować przyzwoicie byli wykluczeni albo upokarzani za swoją przeszłość. Wtedy niewygodną, a dzisiaj chlubną. Wójcik samą intrygę prowadzi bardzo powoli, mimo korzystania z konwencji heist movie. Sam napad pokazany jest w bardzo krótki sposób, lecz ważniejsze jest tutaj całe tło. Udaje się bardzo dokładnie odtworzyć mentalność oraz realia lat 60. Bardzo szczegółowa scenografia (mieszkanie Hoffmana, pani Krysi czy sale szpitalne), z masą charakterystycznych rekwizytów pokroju telewizora, płyty z pocztówkami robi piorunujące wrażenie. Sama historia, choć prezentowana bardzo powoli, potrafi wciągnąć i zaangażować. Sam napad to popis pracy montażysty (zmarłego przed premierą Marka Denysa), tak samo robotę robią zdjęcia oraz dialogi.

tam i z powrotem3

Jednocześnie reżyser niejako przy okazji stawia jedno ważne pytanie: ile można w stanie zrobić, by poczuć się wolnym? I do czego można się posunąć? Do zbrodni? Czy może warto zawsze pozostać przyzwoitym, mimo niesprzyjających okoliczności? Widać to bardzo mocno w postawach naszych bohaterów: bardzo wycofanego i antysystemowego (choć nie czyniącego tego wprost) lekarza oraz mocno cynicznego, egoistycznego Piotra.

tam i z powrotem2

Mam tylko jeden, poważny problem: nasz bohater. A w zasadzie jego nadmierna kryształowość, przez którą miałem wrażenie, że obserwuje wręcz świętego, nie człowieka. Jedynym przełamaniem tego charakteru jest udział w napadzie oraz finałowa scena (wymuszona przez producentów). Niemniej zaskoczyła mnie kameralność i precyzyjna praca scenarzystów oraz Wójcika.

tam i z powrotem4

Film na wyższy poziom wznoszą aktorzy. Kolejny raz klasę potwierdza Janusz Gajos, ale w jego przypadku to jest standard, gdzie drobnymi spojrzeniami buduje bardzo wyrazistą postać troszkę niezłomnego profesjonalisty w swoim fachu. Ale ciekawszy jest Jan Frycz jako Piotr. Troszkę egoista, który – dosłownie – dusi się w kraju, lubi troszkę wypić. Jednak jego moralność jest w odcieniach szarości, tworząc dość intrygujący duet z Gajosem. Za to na drugim planie najbardziej błyszczy śliski Olaf Lubaszenko (kulejący porucznik Niewczas) oraz wygadany i obrotny Mirosław Baka (waluciarz Król).

Moim skromnym zdaniem „Tam i z powrotem” to najbardziej dojrzały film w dorobku Wojciecha Wójcika. Fantastyczny scenariusz, bardzo pewna reżyseria oraz fantastyczne aktorstwo daje wiele satysfakcji. Bardziej ambitny film sensacyjny ze złożoną psychologią postaci.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Ostatnia misja

Francja. To tutaj działa Andre Kostynowicz. Nie słyszeliście o nim, ale jest najlepszy w swoim fachu. Zabija ludzi za pieniądze na zlecenie rządu Francji. Właśnie wykończył dwoje członków Hamasu, którzy próbowali zabić premiera. Podczas akcji przechodzi chwilowe osłabienie – okazuje się, że ma guza mózgu. Nie zostaje mu zbyt wiele czasu, chyba że zgodzi się na operację. Przełożeni Kostynowicza dają mu kolejne zadanie: francuska mafia wydała wyrok na biznesmena Józefa Murana. Mężczyzna decyduje się przyjechać do Polski, bo ma kilka niezałatwionych spraw. Nie wie, że na miejscu już czeka na niego obława.

ostatnia misja1

Wojciech Wójcik był przez lata uważany za jednego ze specjalistów od kina sensacyjnego. Zawsze stawiał na wiarygodną psychologię postaci oraz obserwację rzeczywistości. „Ostatnia misja” to kolejna współpraca reżysera z Witoldem Horvathem, ale efekt nie trzyma poziomu „Ekstradycji”. Znowu mamy pokazaną III Rzeczpospolitą Aferową: korupcja na szczytach władzy, powiązania biznesu z mafią, finansowe machlojki. Do tego handel narkotykami, mafijne rozgrywki, rezydent FBI, brudy z przeszłości. Tłoczno tu i ciasno, jak na ponad półtorej godziny. Przez co ciężko pozbyć się wrażenia, że wiele wątków (bankowy dług, walka o władzę między Sztychem a Rekordem) i postaci należałoby usunąć. Choćby w przypadku córki Kostynowicza, która ma ojczyma (oskubał ją z kasy), starszego pana, będącego tak naprawdę przyjacielem Andre i jeszcze wspólnika Bruno. Ten ostatni okazuje się prawą ręką Murana oraz próbuje rządzić półświatkiem. Sama intryga jest poprowadzona troszkę przewidywalne, ale nie wywołuje to znużenia. Z czasem wszystko zaczyna się rozkręcać i jest parę zaskoczeń.

ostatnia misja2

Pod względem realizacyjnym największym problemem był dla mnie montaż. W paru scenach (m.in. akcja na początku czy wysiadanie Murana z auta) cięcia są miejscami zbyt szybkie, zaś kamera stara się przyspieszać. Napięcie próbuje potęgować zaskakująco dobra muzyka Grzegorza Skawińskiego, a dialogi nie są pozbawione humoru. Tylko, ze czegoś tutaj brakuje. Jakiegoś mocnego uderzenia czy pazura, by film zapadł mocniej w pamięć.

ostatnia misja3

Wójcikowi udało się za to zebrać ekipę bardzo dobrych aktorów, którzy wykonują swoją robotę bez zarzutu i podnoszą frajdę z oglądania. Świetnie się sprawdza Peter J. Lucas w roli Kostynowicza. Spokojny, opanowany, zawodowiec w swoim fachu, ale jednocześnie tłumiący emocje. Klasę kolejny raz potwierdza Janusz Gajos w roli tropiącego komisarza Sobczaka. Aktor znowu potwierdza swoją formę, ożywiając pozornie nieciekawą postać skutecznego gliniarza, sprawnie łączącego fakty i mającego szerokie kontakty. Tak samo złego słowa nie jestem w stanie powiedzieć o Piotrze Fronczewskim (śliski biznesmen Muran) oraz Mirosławie Bace (Bruno Wiśniewski). Ale jest jedna duża skaza w tym wianuszku, czyli Ewa Gorzelak. Aktorka w roli Moniki przez cały czas wydaje się sztuczna, jej nadekspresja irytuje, zaś kilka dialogów w jej wykonaniu brzmi fatalnie.

ostatnia misja4

Powiedzmy sobie to wprost: Wojciech Wójcik miał lepsze filmy w swoim dorobku niż „Ostatnia misja”. Mimo wielu wad oraz klimatu lat 90., potrafi wciągnąć i dostarczyć odrobinę rozrywki. Tylko, że można było z tego wycisnąć więcej.

6/10

Radosław Ostrowski