Michael Kamen – Band of Brothers

Band_of_Brothers

W 2001 roku telewizja HBO zrealizowała jeden z najlepszych seriali jaki kiedykolwiek widziałem. „Kompania braci”, wyprodukowana przez Stevena Spielberga pokazała bardzo realistycznie i bez słodzenia obraz II wojny światowej z perspektywy żołnierzy kompanii E, 506 pułku piechoty spadochronowej, 101 Dywizji Powietrznodesantowej Armii USA. Wyraziści bohaterowie, świetne sceny batalistyczne, a wszystko oparte na książce historyka Stephena Ambrose’a i na wspomnieniach tych, co przeżyli. Do dziś te serial robi wrażenie, a jednym z najlepszych elementów jest muzyka.

Przy nazwisku Spielberga można się było spodziewać jednego kompozytora – Johna Williamsa. Jednak producenci postanowili skorzystać z usług Michaela Kamena, znany dzięki muzyce do takich filmów jak „Zabójcza broń”, „Szklana pułapka”, „Nieśmiertelny” czy „Robin Hood – książę złodziei”. I jak sobie poradził ten kompozytor?

kamenZ 10-odcinkowego serialu wybrano godzinny materiał muzyczny, czyli moim zdaniem wystarczający czas. Zaczyna się on od „Main Title”, który zaczynał każdy odcinek. Ta elegijna kompozycja z charakterystycznymi chórkami w tle jest znakiem rozpoznawczym tego serialu. A za nim dwie dość duże suity. Pierwsza zaczyna się dość spokojnie, by po półtorej minucie uderzyć bębnami, dęciakami oraz werblami, przez co staje się bardziej militarny i podniosły, wręcz patetyczny. Jednak ten patos nie jest drażniący. Druga suita, dłuższa od poprzedniczki o jakieś 3 minuty, jest mniej patetyczna, za to bardziej spokojniejsza i pogodniejsza, zwłaszcza w drugiej części, gdzie pojawia się temat przewodni (rozpisany na trąbki i smyczki). I obie kompozycje brzmią znakomicie pokazując niezwykłą siłę emocjonalną oraz zręczność Kamena. Wtedy pojawia się „The Mission Beggins”, który jest bardziej ponury – świetne powolne smyczki na początku, gdzie na nowo grają temat przewodni, do których dołączają bębny, a w drugiej połowie werble.

Następne tematy są już bardziej wyciszone, stonowane i bardzo smutne. „Swamp”, „Spiers’ Speech”, „Fire On Lake”, „Parapluie” i „Boy Eats Chocolate” są dość krótkie (poniżej 3 minut), zaś Kamen korzysta z podobnego instrumentarium (flety, fortepian, łagodniejsze smyczki i spokojne dęciaki). Trudno z tego zestawu wskazać lepszego czy gorszego, stanowią zaś odskocznię i dają wytchnienie oraz wyciszają. Po nich zaczynają dobiega bardzo ponure dźwięki smyczek w „Bull’s Theme”, który brzmi bardzo dramatycznie, choć pod koniec pojawia się uspokojenie. W równie spokojnej tonacji jest „Winter On Subway”, w którym dominuje piękny fortepian oraz delikatne smyczki, a ten ton zostaje zachowany w „Headscarf” oraz „Buck in Hospital” (kapitalnie brzmiące smyczki).

Nr 14, czyli „Plasir D’Amour” nie jest kompozycją Kamena, ale XVIII-wieczną pieśnią francuską napisaną przez Jeana Paula Égide Martini do słów Jean-Pierre’a Claris de Floriana. Zaś śpiewana przez żeński chór brzmi po prostu cudownie, choć na płycie i w serialu nie pojawia się w całości. Trochę szkoda, ale po pieśni następuje powrót do muzyki dramatycznej, czyli „Preparing for Patrol”. Łagodny i spokojny początek przechodzący w niespokojny finał bazujący na temacie przewodnim, po którym pojawia się muzyka Beethovena. Dwuminutowy utwór rozpisany na kwartet smyczkowy brzmi kapitalnie i dopełnia klimatu. Tuż po nim następuje najdłuższy (prawie 11-minutowy) i najtrudniejszy w odsłuchu „Discovery of the Camp” – requiem ku ofiarom obozu koncentracyjnego. Nie jest to przyjemny utwór, ale trudny wyobrazić sobie inne brzmienie. W podobnym tonie utrzymany jest „Nixon’s Walk”. Ale dalej jest znacznie pogodniej w „Austria”, zaś na finał zaserwowany jest „Band of Brothers Requiem”, czyli temat przewodni w zmienionej aranżacji, z dodanymi głosami Marie Brennan oraz Zoe Kamen, córki kompozytora.

Kurde, strasznie długi ten tekst wyszedł, ale chyba nie dało rady inaczej tego zrobić. I jest to jedna z najlepszych ścieżek dźwiękowych, jakie pojawiły się w telewizji na początku XXI wieku. I jak się miało okazać, to była jedna z ostatnich prac Kamena, który zmarł 3 lata później. Majstersztyk, który każdy szanujący się fan muzyki pisanej do małego i wielkiego ekranu znać powinien.

10/10 + znak jakości Radzimira

Radosław Ostrowski


Dodaj komentarz