

Tej płyty miało nie być. Powstała ona w kompletniej tajemnicy i wyszła po 10 latach od poprzedniej. Mało? Kiedy w dzień swoich urodzin ogłosił, że za dwa miesiące pojawi się ten materiał, zainteresowanie było ogromne, a teledysk do pierwszego singla ma ponad 2 mln odsłon na YouTube. Do tej pory nagrał 23 studyjne płyty, 8 płyt koncertowych, 3 Ep-ki i 4 soundtracki. O kim mowa? O Davidzie Bowie. Ja też byłem dość zaskoczony tym, że 66-letni wokalista oraz aktor jeszcze chce wejść do studia i przypomnieć o sobie fanom. 10 lat w historii muzyki to strasznie dużo. Moja dość powierzchowna znajomość dorobku Bowiego, mogła okazać się brzemienna w skutkach. Jednak nie przejąłem się tym i sięgnąłem po płytę. Przez iTunes.
„The Next Day” zawiera 14 piosenek wyprodukowanych przez Tony’ego Viscontiego, z którym nagrał 12 płyt i jest jednym z jego najbliższych współpracowników, utrzymanej w stylistyce rockowej. Poza Viscontim, artysta podjął współpracę z wieloma znanymi mu muzykami jak Earl Slick, Gerry Leonard czy Zachary Alford. Płyta jednocześnie przypomina muzykę z lat 70-tych, ale brzmi bardzo nowocześnie i jest bardzo zróżnicowany. Nie brakuje zarówno szybkich i dynamicznych kawałków (tytułowy utwór ze świetnymi gitarami), bardziej spokojniejszych („Dirty Boys” z saksofonem oraz surową gitarą elektryczną czy nostalgiczny singiel „Where Are We Now?” z pięknymi klawiszami oraz instrumentalną końcówką), pójścia w stronę popu („The Stars (Are Out Tonight)” z delikatnymi klawiszami, surowymi gitarami oraz świetnym refrenem i smyczkami). Co utwór, to zaskoczenie i nie brakuje smaczków w postaci choćby elektronicznych organów w „Love is Lost” czy bardzo dynamicznej perkusji oraz chórku w „If You Can See Me” z lekko zmodyfikowanym głosem Bowiego.
Wokalista o dziwo wypada dobrze. Choć czuć już zużycie materiału, to jednak nadal potrafi skupić uwagę i oczarować, za co należy się respekt. Także teksty są bardzo interesujące i bogate w metafory oraz ciekawe frazy („Valentine’s Day” czy „Where Are We Now?” sięgające do czasów spędzonych w zachodnim Berlinie).
Takiego powrotu nikt się nie spodziewał. „The Next Day” jest bardzo niedzisiejszą, ale jednocześnie bardzo przyjemną w odbiorze i zaskakującą precyzją oraz pomysłowością. Bowie pokazał klasę i obok Nicka Cave’a jest to na razie najciekawszy powrót po latach w 2013 roku. Jaki będzie ten następny dzień?
8,5/10
Radosław Ostrowski
