Poznajcie Borysa Gruszenkę – rosyjskiego faceta, który czeka na swoją egzekucję. Ale zanim przeniesie się na tamten świat, opowie wam cała historię swojego życia – nie do końca spełnionej miłości do kuzynki Sonii, jego udział w walce z Francją oraz próbę zamachu na Napoleona.
Ten film Allena chyba jest największą niespodzianką. Z jednej strony mamy do czynienia z parodią Wielkiej Literatury Rosyjskiej (m.in. „Wojna i pokój”, „Zbrodnia i kara”, „Bracia Karamazow”) XIX wieku, z drugiej mamy czystego Allena, gdzie nie brakuje przeintelektualizowanych dialogów o filozofii, Bogu, śmierci i w ogóle o życiu, które jest bardzo nieobliczalne. Jest to bardzo rozbrajające, nie brakuje nawet scen batalistycznych, gdzie walczą ze sobą żołnierze, pojawiają się też owce, cherleederki i… sprzedawcy jedzenia. „Wszędzie ruchawka, zniszczenia i pożoga” – jak pisał Kazik. A jednocześnie jest to tak zabawne, że głowa mała. Pojedynek Borysa z Lebedkowem, próba zamachu na Napoleona czy Borys niszczący obóz francuskich generałów jako latająca kula rozbrajają totalnie. Wszystko to ładnie sfotografowane, z interesującą scenografią i kostiumami, a także budującą klimat muzyką Prokofiewa.

Allen znów obsadził w główne roli siebie (ponieważ jest on jedynym aktorem, który go nie zawiódł) – safandułowatego nieudacznika, któremu nic nie wychodzi (nadal śmieszy głownie slapstikowymi gagami, ale tutaj jest ich mniej) i wierzy na krotko w Boga, by znów zostać okpionym. Znowu partneruje mu Diane Keaton i znowu wyszło bardzo dobrze. Jej Sonia to zagubiona, intelektualistka, która nie jest szczęśliwą żoną, jest jednocześnie pewna siebie i uparta. Ta mieszanka działa bezbłędnie. Poza tą dwójką należy też zdecydowanie wyróżnić Harolda Goulda (hrabia Lindebkin), Jamesa Tolkana (Napoleon – tutaj bardziej walczący na polu kulinarnym niż wojennym) oraz Olga Georges-Picot (niezaspokojona hrabina Aleksandrowna).

To ostatni film Allena, w którym humor opierał się na parodii i slapsticku (przynajmniej odpuścił go na długi czas), nadal bawi, zaś smaczki i aluzje są dość łatwo czytelne. Świetne kino.
7,5/10
Radosław Ostrowski

