

Ta kapela była jedną z najważniejszych grup lat 90-tych i współtwórcą nurtu zwanego britpopem. Działają od 1990 roku, nagrali do tej pory 6 płyt i mieli kilka przebojów (najbardziej znane to „Why Does It Always Rain on Me?” i „Sing”). Teraz, po pięciu latach przerwy powraca Travis.
Ich nowy album zawiera 11 piosenek wyprodukowanych przez Michaela Ilberta (współpraca m.in. z Taylor Swift, a-ha, The Hives). Efekt – całkiem niezłe brzmienie, które fachowo się określa mianem soft rocka. Gitara gra bardzo delikatnie („Warning Sign”), muzycy stawiają na spokojniejsze tempo, choć zdarzają się małe skoki w stronę melodyjnego rock’n’rolla („On My Wall”) i sięgają po takie urozmaicenia jak fortepian („The Big Screen”), wokalizy („Warning Sign”) czy odrobina elektroniki („Mother”, „A Different Room”), co trochę przypominało mi ostatnią płytę Keane. Innymi słowy, gitary (poza basem) zostały odstawione i nie pojawiają się zbyt często. Można powiedzieć, że to bardziej popowy album, który niestety mnie wynudził swoim spokojem i wtórnością.
Nawet niezły wokal Frana Healy’ego oraz przyzwoite teksty nie były w stanie przekonać mnie do całości, która wchodziła jednym uchem, a drugim wychodziła.
5/10
Radosław Ostrowski
