Tytułowe God’s Pocket to robotnicza dzielnica Filadelfii, gdzie żyją ludzie głównie z niskim lub żadnym wykształceniem. Jednym z nich jest niejaki Mickey Scarpato, który dorabia sobie na boku obstawiając wyścigi konne i pomagając właścicielowi rzeźni Arthurowi Capezio. Jego dość spokojne życie zmienia się, gdy jego siostrzeniec ginie w pracy. Podobno coś spadło mu na głowę, ale żona Mickeya nie wierzy w to. A załatwienie pogrzebu skomplikuje sprawy…

Pozornie film może wydawać się dramatem albo kryminałem. W rzeczywistości jest to słodko-gorzka opowieść o życiu w miejscu bez perspektyw i bez szans. „Tu każdy kradł albo podpalił dom” – pisze w felietonie dziennikarz Richard Shelburn i ma rację. Tutaj ludzie są mocno samotni, pozbawieni perspektywy i dryfują po oceanie życia. Całość została ubrana w lekko groteskowy dramat, gdzie nie brakuje czarnego humoru (napad na sklep Capezio czy rozmowy w knajpie), ale prowadzenie dwóch wątków – tak zwanego śledztwa, by ustalić prawdziwą przyczynę śmierci oraz zapijaczonego i zgorzkniałego dziennikarz zagranego przez niezawodnego Richarda Jenkinsa może wywołać konsternację. Ale całość ogląda się całkiem nieźle, choć brakuje tutaj mocnego napięcia czy szybkiego tempa, bardziej skupiając się na portrecie okolicy czy na postaciach.

I tutaj jest całkiem ciekawie, bo mamy tu świetnego Philipa Seymoura Hoffmana, któremu ciągle brakuje gotówki, źle obstawia wyścigi i nie bardzo wie co robić ze swoją żoną (znana z „Mad Men” apetyczna Christina Hendricks) oraz trzymającego fason Johna Turturro (Arthur Capezio), ale nawet oni nie do końca są w stanie sami udźwignąć ten film, który trudno jednoznacznie ocenić i sklasyfikować.

Jak na dramat jest trochę zbyt śmiesznie i groteskowo,a jak na komedię to lekko za poważne. Owszem, można odczuć klimat braci Coen oraz dość depresyjne tło, ale efekt jest naprawdę przyzwoity. Czasami to wystarcza.
6,5/10
Radosław Ostrowski
