Atak na posterunek 13

Los Angeles, dzielnica Anderson. Tutaj znajduje się posterunek 13, który ma zostać zlikwidowany za kilkanaście godzin. I właśnie tutaj zostaje przydzielony nowy komendant, Ethan Bishop. I tutaj trafia trzech skazańców w drodze do aresztu (jeden z nich zachorował) ze sławnym Napoleonem Wilsonem. Jednak ostatnia noc nie będzie tak spokojna, gdyż posterunek z garstką osób w środku zostanie zaatakowany przez gang z zemsty za śmierć swoich ziomków.

atak_na_posterunek_13_1

Każdy kinoman zna nazwisko Johna Carpentera – reżysera, który swoje najgłośniejsze dzieła realizował w latach 70. i 80. Za pomocą skromnego budżetu zawsze był w stanie wykreować mroczne i klimatyczne kino. „Atak…” to jeden ze sztandarowych dzieł reżysera i mimo upływu lat, dzielnie się trzyma. Akcja jest bardzo prosta i nieskomplikowana – to takie uwspółcześnione (czyli w realiach lat 70.) „Rio Bravo”, czyli oblężony posterunek, mała liczba obrońców i dosłownie hordy przeciwników do pokonania. Jednak zanim dojdzie do właściwej akcji, czeka nas długa ekspozycja. Zaczyna się od obławy na członków ulicznego gangu, ale ci – uzbrojeni dzięki skradzionej broni – szykują zemstę (scena ślubowania krwi), a o bezwzględności antagonistów świadczy mocna (wtedy) scena z lodziarzem. Jednak kiedy dochodzi do oblężenia komisariatu, Carpenter sięga po arsenał środków – mrok, serie strzałów (broń z tłumikiem), solidnie budowane napięcie za pomocą elektronicznej muzyki oraz oszczędnych dialogów. Dodatkowo, przeciwnicy atakują falami niczym zombie z horrorów – pojawiają się szybko i jeszcze szybciej znikają, a surowa realizacja potęguje klimat osaczenia.

atak_na_posterunek_13_2

Sama sytuacja jest bardzo nietypowa, gdyż gliniarze i skazańcy stają ramię w ramię, walcząc z przeciwnikami. Ten wątek dawałby spore pole do popisu, a reżyser wybiera chyba najbardziej zaskakujący – animozje zostają zawieszone i powoli między komendantem a groźnym Wilsonem tworzy się szorstka przyjaźń, co jest nietypowe zważywszy na czas realizacji, gdy Ameryka była pęknięta. Jeszcze w ekspozycji pojawia się scena (choć to może moja nadinterpretacja), gdy ojciec razem z córką jadą samochodem, gubiąc się w mieście. Dziecko proponuje zapytanie o drogę policjantów, jednak mijają radiowóz. Pośpiech czy nieufność do policjantów przemówiła za tym faktem? Sami to oceńcie.

atak_na_posterunek_13_3

Reżyser pewną ręką opowiada swoją opowieść, mimo klisz i schematów. Ale swoje też robią aktorzy – mało znane twarze z tamtego okresu. Siłą napędową jest tutaj zbudowany na kontrastach duet Austin Stoker (porucznik Bishop) i Darwin Joston (Napoleon Wilson). Pierwszy jest zwykłym gliniarzem, który po prostu robi swoje –  podejmuje walkę z przeważającymi siłami wroga, zachowując sie odpowiedzialnie. Zycie jego ludzi jest priorytetem, choć nie mówi tego na głos. Drugi bohater jest intrygujący, pełen tajemnicy. Okazuje się jednak był człowiekiem honoru (Bishop uratował mu życie), przez co darzy komendanta szacunkiem i podziwem za jego postawę. Z drugiego planu wybija się rozbrajający Tony Burton jako cwany „pechowiec” Wells.

atak_na_posterunek_13_4

Szczątkowa fabuła i brak dynamicznej akcji może wiele osób zniechęcić do „Ataku…”. Jednak trudno odmówić produkcji klimatu oraz surowego stylu, który pasuje do konwencji narzuconej przez Carpentera. Kolejny dowód na to, że prostota jest największą siłą – nawet filmowca.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz