Sąsiady

To jest jeden z tych filmów, który wprawia w kompletny stan osłupienia i albo się go zaakceptuje albo odrzuci. Powracający z krainy niebytu Grzegorz Królikiewicz dokonuje kompletnej demolki na odbiorcy i jest bardziej wymagający niż Lynch, Refn, Jarmusch i wielu innych psychodelicznych twórców razem wziętych. O czym są „Sąsiady”?

sasiady1

To zbiór scenek z życia mieszkańców bloku gdzieś w Łodzi. Różnych ludzi – zarówno w kwestii wieku, płci, wykształcenia i stanu posiadania – patrzących na siebie z zawiścią, wrogością, poczuciem niespełnienia. Ich stan świetnie symbolizują kręcone z żabiej perspektywy ujęcia ciasnej szczeliny między blokami. Odbija się w niej światło, ale jest strasznie niewygodnie przez nią przejść – ściśnięty, bezustannie walczący o swoje szczęście oraz godność. „Straszni mieszczanie” z wiersza Tuwima, tylko tutaj podrasowani awangardową formą oraz surrealistycznym poczuciem humoru, który zyskał przychylność krytyki (pojawiające się na plakacie słowa Bezkompromisowy; Zaskakujący; Odważny; Piękny). Jednak tzw. szaraczek rzadko kiedy byłby w stanie wytrwać do samego końca.

sasiady2

Reżyser bawi się stroną formalną, stosując estetykę turpistyczną i dość oszczędnie używając realizmu. Imponuje tutaj zarówno świetna kamera Krzysztofa Ptaka jak i imponująca scenografia Zbigniewa Warpchlewskiego. Blok z mieszkaniami pełnymi grzyba, brudu, podniszczonymi ścianami i z ciasnymi korytarzami – to wszystko wywołuje wstręt i jest na swój sposób piękne. Poziom poszczególny opowieści (jak to w przypadku kina nowelowego, którym „Sąsiady” są bez wątpienia) jest dość nierówny, jednak nawet w słabszych opowiastkach pojawiają się pojedyncze fragmenty przykuwające uwagę na dłużej. Kupno karpia na święconkę… wielkanocną, ekscentryczny naukowiec porażający się prądem, małżeństwo podglądające innych i bijące się dla podniety, mężczyźni zachodzący w ciążę, inteligent przemieniający się w królika czy – najlepsze z tego zestawu – uroczysta likwidacja przychodni. Im dalej w las, tym dziwaczniej. Nie szukajcie logiki i sensu, bo go tu nie znajdziecie. Dodatkowo jeszcze bawi się dźwiękiem (wewnętrzne dialogi, odgłosy wystrzeliwanych fajerwerków).

sasiady3

Jeszcze bardziej tutaj zaskakuje obsada, w dużej części to naturszczycy idealnie wpisujący się w krajobraz nędzy, zapomnienia i biedoty. Najbardziej z tego grona wybija się Marek Dyjak ze swoim zachrypniętym głosem oraz wplecionymi piosenkami, stanowiącymi zgrabny komentarz do wydarzeń. Poza nim najbardziej utkwiła mi w pamięć Katarzyna Herman z Jackiem Poniedziałkiem (małżeństwo podniecające się przemocą) oraz – pozornie niepasujący do obrazka – Mariusz Pudzianowski w roli… księdza chodzącego po kolędzie.

sasiady4
Nie wiem jakie używki brał reżyser, ale efekt jest porażający. „Sąsiady” to niekonwencjonalne, zwariowane i – miejscami – bardzo dzikie kino. Ostrzegam jednak: to nie jest kino dla tzw. przeciętnego zjadacza chleba, ale jeśli jesteś poszukiwaczem przygód oraz nietypowych historii, nowy film Królikiewicza jest stworzony dla Ciebie. Kolejny dowód na żywotność filmowej awangardy.


7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s