Hardcore Henry

Kim jest Henry? Tego nie wie on sam. Gdy go poznajemy budzi się niczym nowonarodzony, chociaż bardziej przypomina Adama Jensena z „Deus Ex”, czyli pozszywaną maszyną z ludzkim ciałem. Widzi kobietę, która twierdzi, że jest jego żoną. I kiedy mają sobie wszystko przypomnieć, ich baza zostaje zaatakowana przez paskudnego Arana, który chce go wykorzystać do stworzenia superżołnierzy. Henry’emu udaje się zwiać, ale Estelle zostaje schwytana. I wtedy z pomocą przychodzi niejaki Jimmy.

hardcore_henry1

Mało znam kino rosyjskie, ale fabuła filmu Ilji Najszulera nie była najważniejszym powodem, dla którego chciałem obejrzeć Hardkorowego Henryka, tylko warstwa formalna. Ponieważ reżyser wpadł na pomysł, by cała historię pokazać z perspektywy naszego bohatera, który nie odzywa się ani słowem, co zostaje logicznie wytłumaczone (nie zainstalowano mu modułu mowy). A dokładniej z jego oczu, przez co można odnieść wrażenie uczestnictwa w grze komputerowej. Fabuła jest tylko pretekstem do obserwacji kilku ostrych, bardzo krwawych scen zabijania, strzelania, wybuchów. I wierzcie mi lub nie – to działa. Akcja pędzi na złamanie karku, by podkręcić adrenalinę, ale kilka razy dochodzi do ciekawych wolt w fabule. Nie sposób zapomnieć pościgu na motorze i ostrzelaniu konwoju czy jatce w burdelu. Osadzenie tego wszystkiego we współczesnej Moskwie, gdzie przaśność i surowość miesza się z futurystycznymi cudeńkami (siedziba głównego złego czy tajne laboratorium) tworzy mocny koktajl.

hardcore_henry2

Dodatkowo reżyser jeszcze to wszystko podkręca dziwacznym miksem muzycznym. Queen idzie ręka w rękę z Frankiem Sinatrą, rosyjskim disco oraz pulsującą elektroniką. To wszystko w zderzeniu z ekranową ultra przemocą oraz czasami porąbanym humorem („I’ve Got You Under My Skin” już nigdy nie będzie takie samo) tworzy niezapomniany seans.

Pomaga w tym szaleństwie brawurowo prowadzony Sharito Copley. Jego Jimmy to tak przerysowana postać, która ma więcej żyć niż kot, a każde oblicze poraża. Nieważne czy to naładowany adrenaliną ćpun, hipis, punk, menel czy brytyjski pułkownik – absolutnie nie do podrobienia. Równie groźny jak i groteskowy jest Danila Kozlowski wcielający się w głównego arcyłotra. Jest tutaj nawet Tim Roth, ale pojawia się tylko w jednej scenie (trzy razy powtórzonej) i wypowiada raptem dwa zdania. Więc chwalić się nie ma czym.

hardcore_henry3

Nie będę oryginalny, jeśli stwierdzę, że „Hardkorowy Henryk” to prosta produkcja próbująca maskować niedostatki budżetowe stroną wizualną. Czuć w paru momentach lekkie znużenie, a finałowa konfrontacja budząca skojarzenia ze scenami starć z zombie oraz… „Mechaniczną pomarańczą” może wprawić w osłupienie. Jednak takiej dawki adrenaliny i pulsującego testosteronu nie widziałem od czasu „Niezniszczalnych”. Mam nadzieję, że powstanie druga część albo Jankesi zrobią remake.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s