Moonlight

Ponieważ w zeszłym roku Oscary (i nominacje) były do bólu rasistowskie, dające pole tylko białym twórcom, to w tym roku dla balansu postanowiono docenić czarnoskórych artystów i filmy opowiadające o czarnych, dla czarnych oraz z czarnymi w roli głównej. A sama jakość filmu pozostaje zepchnięta na dalszy plan, jakby pochodzenie oraz tematyka były kwestią najważniejszą. Skąd ten gorzki wniosek? Ano po obejrzeniu debiutanckiego filmu Barry’ego Jenkinsa.

moonlight1

Cała historia skupiona jest na Chironie, rozbijając ją na trzy akty. Pierwszy to dzieciństwo (wtedy nazywany jest „Małym”), drugi to okres licealny (i jest tym Chironem), by w trzecim akcie (jako dorosły człowiek) zmienić się w „Blacka” – gangstera zajmującego się dilerką. Jesteście zaskoczeni tym tokiem opowieści? Nie brzmi to zbyt oryginalnie, więc Jenkins próbuje ubrać to w ładne opakowanie, budując wszystko na niedopowiedzeniu, budowaniu nastroju oraz drobnych spojrzeniach. Problem dla mnie polega na tym, że tak naprawdę niewiele dostajemy w zamian. Już na początku poznajemy go jako uciekającego chłopca przed kolegami, nazywającymi go ciotą. Ale czy to oznacza, że nasz bohater jest gejem? On sam tego na sto procent nie wie, a jedna scena na plaży nie jest mnie w stanie do tego przekonać. Dodatkowo sama konstrukcja (przypominająca troszkę „Boyhood” Linklatera) nie sprzyja mocno – to ciąg luźno powiązanych scenek, gdzie bohaterowie (poza naszym chłopcem) pojawiają się i znikają zbyt szybko. Nie dotyczy to tylko stającego się mentorem dilera Juana (świetna scena, gdy opowiada o swoim spotkaniu ze starszą panią na Kubie czy nauki pływania) oraz jego kobiety Teresy, ale także matki Pauli, będącej dla chłopaka prześladującym po latach demonem (nie wychowała go porządnie, wolała za to trawkę i na to wydawała szmal). Relacja naszego bohatera z Kevinem niby jest jakoś podbudowana, ale tego kompletnie nie czuć.

moonlight2

To wszystko jest bardzo poszarpane, a przejścia między aktami rzucają na głęboką wodę i sami musimy domyślać się gdzie dokładnie jesteśmy, próbując odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Jeśli film miał opowiadać o próbie nakładania, zdejmowania masek, by zbudować swoją tożsamość w środowisku, gdzie bycie innym nie jest tolerowana, to nie do końca byłem w stanie się do tego przekonać.

moonlight3

Wszystko tu jest zbyt mocno tłumione w naszym bohaterze (bardzo przekonujący Alex Hibbert i Ashton Sanders, troszkę bardziej wycofany Trevante Rhodes), ale i tak cały ekran kradną Naomie Harris (mocna rola matki) oraz Mahershala Ali (Juan, który staje się dla bohatera ojcem jakiego nie miał). Choć nie mają wiele czasu ekranowego i postacie te nie są zbyt mocno zarysowane, bardzo mocno zapadają w pamięć, odciągając mocno uwagę od Chirona (a chyba tak być nie powinno).

moonlight5

Wiem, o co mogło chodzić reżyserowi, ale ten film zbyt skrótowo traktuje losy swojego bohatera, przez co wiele rzeczy nie jest dla mnie do końca jasnych (głównie środkowy segment). Gdyby wypełnione zostały te luki, może byłbym się w stanie przekonać do całości. A tak czuję bardzo duży zawód i jest to zdecydowanie nie moja wrażliwość.

6/10

Radosław Ostrowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s