
Kojarzycie taki zespół Night Mistress? Ja też nie słyszałem o nich, chociaż twórcę nazwy zespołu – Bartosza Walaszka (jedna druga składu Bracia Figo Fagot) – znałem nie od dzisiaj. Grupa ta pisała muzykę do kultowej (w wielu kręgach) serialu „Kapitan Bomba”, więc było gitarowo i ostro. Ci sami ludzie zmienili nazwę Night Mistress na Nocnego Kochanka i wydali do tej pory jedną płytę „Hewi Metal” w 2015 roku. Pora roszadą na stanowisku perkusisty (Dominika Wójcika zastąpił Tomasz Nachyła), pozostali muzycy w składzie: Artur Pochwała (bas), Robert Kazanowski (gitara), Artur Cieśla (gitara) i Krzysztof Sokołowski (wokal) na początku tego roku wydała drugi album – „Zdrajcy metalu”. Kto kogo zdradził i z czym to się je?
Zaczyna się od „Poniedziałku” i coraz intensywniejszych dźwięków budzików. Dopiero potem dostajemy ciężkie riffy w stylu Slayera, z mocnymi perkusyjnymi uderzeniami (i obowiązkowym galopem) oraz wrzaskami Sokołowskiego, przypominając Bruce’a Dickinsona z Iron Maiden (środek brzmi fantastycznie). A to dopiero rozgrzewka – nie zabrakło i niemal epickiego wstępu perkusyjnego, by popędzić w melodyjne hiciory („Dżentelmeni metalu”, „Dziabnięty”), z wystrzałowymi refrenami, które będą śpiewane na koncertach. Swoje też ma do zrobienia bas (epicka „Pigułka samogwałtu”, gdzie gitary tną niczym piła drewno), ale to tak naprawdę riffy rządzą.Brzmi to profesjonalnie, a muzycy parę razy zaskakują. Trudno przejść obojętnie wobec rozbudowanego wstępu do „Łatwa nie była” (refren też jest zajebisty i partie gitarowe pod koniec), wariackiej szanty „De pajrat bej”, robiącej sobie jaja z metalu „Smoków i gołych babach” (strasznie szybki, jakby grany na sterydach muzyków), nastrojowej ballady w stylu Scorpions („Dziewczyna z kebabem”) czy prostej rąbanki a’la AC/DC („Pierwszego nie przepijam”).
O tekstach nie da się powiedzieć na poważnie, gdyż tutaj widać potencjał parodystyczny zespołu. Picie, kac, panienki, zgrywa z metalowców, piractwo (internetowe), seks, zdrada gustu muzycznego (jak zamiast Slayera można słuchać George’a Michaela? ;)) – dzieje się tu wiele, a wszystko zrobione z przymrużeniem oka. Sam Sokołowski bardzo dobrze się odnajduje w tym wariackim domu (nawet troszkę przypomina Marka Piekarczyka z czasów TSA), muzycy grają metal tak jak się to robić powinno. Nigdy nie znałem grup parodiujących kapele metalowe czy grającej ciężkiego rocka. Wiele osób może tego nie przeżyć do dzisiaj. Zrobione z kopem i powerem, jaki jest wymagany, pozwalając jednocześnie na dystans.
8/10 + znak jakości
