Tytuł do praw

Już widzę, jak pod tym filmem rozpęta się piekło, że to gejowska propaganda i atakowanie swoją innością oraz afiszowanie swoją orientacją. Ale zanim zaczniecie się rzucać, walczyć i gryźć niczym wściekłe psy, przeczytajcie spokojnie i zobaczcie ten film, oparty na prawdziwej historii, którą już raz opowiedziano (dokument z 2007 roku „Freeheld”).

freeheld1

Poznajcie Laurel Hester. To bardzo doświadczona policjantka z hrabstwa Ocean w New Jersey, oddana sprawie i walcząca do końca. Jest też lesbijką, ale o tym wiedzą tylko osoby z najbliższej rodziny. Nawet jej partner z pracy Dane, nie będący obojętny wobec niej, o tym nie wie. W 2002 roku w jej życiu pojawiła się ona – Stacie Andree, niska, bardzo młoda dziewczyna, obcykana w sprawach motoryzacyjnych. Pierwsza randka, delikatnie mówiąc, nie wyszła najlepiej – za duża przerwa, zbyt wiele nerwów. Wiecie jak to bywa na takich spotkaniach. Ale po pewnym czasie wszystko zaczęło się zgrywać. I wydawało się, ze tak już będzie na zawsze. Wtedy pojawił się ktoś trzeci – zaawansowany nowotwór, a szansę na wyjście z tego cało są bliskie zeru. Jest problem – Laurel chciałaby przekazać swoją emeryturę, lecz prawo nie pozwala osobom tej samej płci na takie zdarzenie. Kobiety nie postanawiają odpuścić i walczyć o swoje.

freeheld2

Niby kolejna obyczajowa historia o walce o swoje prawa – godność, równość, starcie konserwatyzmu z liberalizmem. Znamy to z wielu różnych filmów i jest ona skrótowa, skupia się na najważniejszych momentach z życia naszych bohaterek (pierwsza randka, kupno mieszkania, wizyty w szpitalu), ALE czy to znaczy, iż jest to nudny i nieciekawy dramat? Absolutnie nie. Reżyser stara się jak ognia unikać patosu (wyjątkiem jest scena ostatecznego zebrania komisji, gdzie wsparcia udzielają jej wszyscy), powoli pokazując przełamywanie otoczenia. Jest to możliwe, gdy jest się w stanie zobaczyć charakter tej drugiej osoby, a takie sprawy jak orientacja czy wiara nie powinny wchodzić na pierwszy plan. Najmocniej to widać w postaci Dane’a (potwierdzający klasę Michael Shannon), okazującym się przez większość czasu największym sojusznikiem w tym starciu, chociaż gdy poznaje prawdę reaguje wściekłością. Nie z powodu jej orientacji, lecz z powodu jej nieufności, czuje się zdradzony – w końcu partnerowi można powiedzieć wszystko. Polityczny wydźwięk jest tutaj zepchnięty na drugi plan (i bardzo dobrze), bo zostaje ta sytuacja wykorzystana do walki o legalizację małżeństw homoseksualnych (postać postrzelonego aktywisty Stevena Goldsteina, nie kryjącego swoich zamiarów, lecz nigdy nie przekraczającego granicy moralnej), ale wzmacnia jedynie wydźwięk całości.

freeheld3

Najważniejsze jednak są obydwie panie, koncertowo zagrane przez Julianne Moore i Ellen Page. Ta pierwsza bardzo sugestywnie wygrywa swoją postać, powoli przechodzącą na drugą stronę, niemal namacalnie czuć jej zmęczenie, wysiłek by iść, oddychać i mówić. Ta druga wydaje się być drobna, niemal wycofana, ale pełna determinacji i walki. Czuć między nimi chemię, widać zaangażowanie w ten związek, w każdym geście, spojrzeniu, wypowiadanym słowie, czyniąc cała tą opowieść pełnokrwistym dramatem. O Michaelu Shannonie już wspominałem, jednak nie sposób też docenić Steve’a Carrella w roli pełnego charyzmy aktywisty Goldsteina, który nie jest stereotypowym, do bólu przerysowanym gejem.

freeheld4

„Tytuł do praw” nie trafił do polskiej kinowej dystrybucji (wyszedł od razu na DVD), co przyjmuje z pewnym bólem. To bardzo poruszający, trzymający za serce dramat, nawet jeśli jedzie oczywistym szlakiem. Nie brakuje jednak emocji, zaangażowania oraz serca w tym dziele. Absolutnie warte uwagi.

7/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz