Bodyguard Zawodowiec

O formule kumpelskiej komedii już opowiadałem, więc nie będę się powtarzał, tylko od razu powiem o co tutaj chodzi. Bodyguardem jest tutaj Michael Bryce – kiedyś jeden z najlepszych ludzi w swoim fachu, ale ostatni klient zginął, przez co teraz zajmuje się ochroną drobnicy. I wtedy dostaje telefon od swojej byłej, agentki Interpolu o pomoc w dostarczeniu świadka przed Trybunał Sprawiedliwości w Hadze do procesu przeciwko prezydentowi Białorusi oskarżonemu o zbrodnie wojenne. Osobnikiem tym jest… płatny morderca, Darius Kincaid, z którym Bryce ma wspólną przeszłość. Na realizację zadania jest 27 godzin, by z Manchesteru dotrzeć do Hagi.

bodyguard1

Patrick Hughes postanowił zrobić oldskulowe kino akcji, które 30 lat temu byłoby wielkim hitem wypożyczalni kaset video. Jest skontrastowany duet, sporo strzelania i popisów kaskaderskich, by wszystko skończyło się w jeden, oczywisty sposób. Fabuła jest przewidywalna jak kolejność dni w tygodniu, ale nie o to tu chodzi. Ma być krwawo, brutalnie i ostro – tak też właśnie się dzieje. Podczas podróży nasz duet bliżej się, zmuszeni do starć z hordami przeciwników zdesperowanych i uzbrojonych po zęby. Reżyser jest na tyle sprawnym rzemieślnikiem, że potrafi zrobić każdą scenę akcji z pazurem. Zarówno ostrzał konwoju Kincaida, rewelacyjny pościg po ulicach Amsterdamu rozpisany na samochody, motorówkę i motocykl czy moment, gdy nasi bohaterowie są rozdzieleni od siebie i sami muszą pokonać zagrożenie (Bryce w kuchni oraz sklepie a’la Castorama – perełka) dają bardzo dużo frajdy z seansu. Montaż, świetnie dobrana muzyka (m.in. „Black Betty”) podkręcająca tempo, niepozbawione bluzgów dialogi plus silna chemia między bohaterami to najmocniejsze atuty „Bodyguarda”.

bodyguard2

Właśnie chemia – to ona jeszcze bardziej nakręca ten galop. Ryan Reynolds jest tutaj uporządkowanym, dopinającym do ostatniego szczegółu Bryce’m. Sztywny jak urzędnik najwięcej „koloru” nabiera, gdy nic nie idzie zgodnie z jego planem (czyli bardzo często). Przeciwieństwem jest absolutnie wyluzowany i mający wszystko gdzieś Samuel L. Jackson jako Kincaid, który jest tutaj prawdziwym kawałkiem skurwysynem. Bardzo często przypomina czyim jest synem, działa intuicyjnie i bez patyczkowania. Pytanie, czy panowie przed dojściem do celu nie wymordują się nawzajem, cały czas pozostaje otwarte, a iskry między panami są bardzo mocno odczuwalne. Poza nimi na drugim planie błyszczy temperamentna Salma Hayek jako żona Kincaida, serwująca takie wiązanki słowne, że wszystko inne jest nieważne oraz odpowiednio demoniczny Gary Oldman jako prezydent Dukovich.

bodyguard3

„Bodyguard zawodowiec” (za to tłumaczenie dystrybutor powinien oberwać) to uczciwe kino klasy B, które wygląda lepiej niż na pierwszy rzut oka i nie udaje, że jest czymś więcej niż bezpretensjonalną, krwawą napierdalanką z pomysłową choreografią, ironicznym humorem oraz ostrym duetem (co z tego, że grają to, co zawsze). Na końcówkę lata propozycja idealna, pozwalająca się wyluzować.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s