Natalia Przybysz – Światło nocne

711b7a5d-9f40-40db-afbb-5b1031fd4eb4

Ta wokalistka i kiedyś jedna czwarta składu Sistars bardziej robiła szum swoim wywiadem, w którym przyznała się do aborcji oraz stając się twarzą Czarnego Protestu. Te kontrowersje wiele osób zniechęciły, a w międzyczasie Natalia rozkręciła jeszcze zespół Shy Albatross. Teraz mamy nowe, solowe dzieło zwane “Światłem nocnym”. O co tu chodzi, bo tytuł wprawia w konsternację?

Brzmieniowo to nadal stricte rockowe dzieło, inspirujące się stylem lat 60., co czuć w niemal sennym “Vardo”, gdzie do przygrywających instrumentów (gitara jest tu obłędna), Natalia jakby od niechcenia niemal recytuje imiona żeńskie, ale im dalej, tym bardziej do krzyku. Znacznie szybciej robi się przy “Nic osobistego”, pełnym garażowego riffu, niczym wiertło oraz wybranym na singiel, pełnym pulsującej elektroniki utworze tytułowym. To znacznie bardziej skoczny utwór, gdzie tekst jest niemal zagłuszany jest instrumenty, przez co trudno jest zrozumieć o co chodzi. Podkręcana, przesterowana “Mandala” z bardziej spokojną zwrotką potrafi uwieść, by na końcu zaatakować najpierw riffem, a następnie perkusyjnym bałaganem na końcu. Buja gitara kojąco w “Dzieciach malarzy” oraz bardziej pobrudzonym bluesisku “Świat wewnętrzny”. Wolniejszy “Czarny” jest nakręcany przez perkusję, a akustyczny “Przez sen” skłania bardziej ku refleksji, podobnie jak znakomity i mroczny “S.O.S.” z wygrywaną na gitarze i klawiszach wiadomości Morse’m, by w finale uciszyć “Domem”.

“Światło nocne” nie tylko kupiło mnie konsekwentnie trzymaną stylistyką, ale także tekstami dotyczącymi dualizmu świata, niepokoju, zagubienia swoich uczuć, tłumienia ich przed resztą świata (“Świat wewnętrzny”). Sam głos Natalii też zaskakuje swoją wszechstronnością: od bardzo delikatnych rejestrów po bardziej ekspresyjne fragmenty, dając prawdziwego kopa. Warto zobaczyć to nietypowe światło.

8/10

Radosław Ostrowski

Dodaj komentarz