Mike Oldfield – Five Miles Out

Mike_oldfield_five_miles_out_album_cover

Dla fanów bardziej ambitnej muzyki Mike Oldfield na zawsze pozostanie twórcą legendarnego “Tubular Bells”. Jednak ten multiinstrumentalista próbował – z mniejszym lub większym skutkiem – podbijać światowe listy przebojów tworząc chwytliwe, pop-rockowe kawałki takie jak “Moonlight Shadow” czy “To France”. Nie inaczej było w przypadku pochodzącej z 1982 roku płyty “Five Miles Out”.

I tak jak w tym okresie, maestro zaczyna całość od potężnej suity, tutaj nazwanej “Taurus II”. Tutaj mamy grany motyw wykorzystany w tytułowym utworze, grany na gitarze. Sama kompozycja to dźwiękowy kolaż, mieszający rocka, folk z elektroniką, zmieniając kompletnie tempo, aranżację, nastrój, skupiając się na jednym motywie oraz dając ogromne pole do popisu dla Oldfielda (a także dla śpiewającej Maggie Reilly), który większy nacisk dał na rocka i elektronice. I ta druga dominuje przy “Family Man”, pełniąc role tła dla wokalu Szkotki, bardziej rock’n’rollowych solówek Mike’a oraz perkusyjnym uderzeń. Spokój wraca w niemal baśniowym “Orabidoo”, zaczynającym się cudnymi dźwiękami niczym z małych cymbałków i gitary, do którego dołącza perkusja oraz przemielony przez vocodera głos samego Oldfielda, który – na moje nieszczęście – brzmi kompletnie niezrozumiale. Pod koniec nagle fortepian, klawisze oraz gitara dostają totalnego przyspieszenia, by wejść w bardziej podniosły, wręcz przygnębiający nastrój, wracając do melodii z początku. Bardziej “orientalnie” za to wypada zanurzony w elektronice “Mount Teidi”, by zaatakować utworem tytułowym, gdzie nie brakuje porywających solówek gitar, mocnych uderzeń perkusji (także elektronicznej), ciepłego głosu Reilly oraz bardziej zrozumiałego, choć przemielonego cyfrowo Oldfielda. A na sam koniec dostajemy zgrabną, ładną miniaturkę w postaci “Wldberg (The Peak)” oraz wersję demo “Five Miles Out”, gdzie przewodzi wokal Reilly, wnosząc całość na wyższy poziom.

Ale, ale w 2013 roku wyszedł remaster ten płyty, nie tylko z cyfrowo przerobionym dźwiękiem, lecz dodatkowym CD z zapisem koncertu Oldfielda w Kolonii podczas trasy promującej płytę. Poza utworami z tej płyty, usłyszano m.in. “Tubular Bells” (w troszkę innej aranżacji, zabarwione nawet lekko orientalnymi wstawkami w postaci fletów, gdzie pod koniec zostaje przedstawione skład) czy “Mirage”, co tylko podnosi wartość wydawnictwa.

I muszę przyznać, że po latach “Five Miles Out” ciągle się broni swoim brzmieniem, chociaż troszkę czuć lekką naftalinę (elektronika zawsze się szybko starzeje). Oldfield daje poruszającą muzykę, niepozbawioną potencjału komercyjnego (w dobrym znaczeniu tego słowa). Już tutaj widać pewien potencjał do robienia hitów, pozostając jednak w duchu progresywnego rocka.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s