Quebonafide – Egzotyka

2509_quebonafide_egzotyka_front_cover_queshop

To miał być najambitniejszy album rap sceny roku 2017. Pochodzący z Ciechanowa raper tym razem postanowił zrealizować wydawnictwo, będące zapisem jego podróży po świecie. Każdy utwór to inny kraj, inny klimat, praca trwała dwa lata (były problem z wizą do USA) I to miało być bardzo epickie doświadczenie. Czy warto było czekać na “Egzotykę”?

Początek to prawdziwy bangier od Sherlocka w stylu techno, czyli “Oh My Budda”, gdzie wpleciono jeden z hiciorów lat 80. – “One Night in Bangkok” Murraya Heada mieszając z agresywnymi bitami oraz “orientalnymi” wstawkami. Bardziej refleksyjny i poważniejszy jest meksykański “quebahombre”, przepełniony gitarami. A potem wchodzi niemal oniryczny “Szejk”, gdzie elektronika jest bardziej gęsta niż jakakolwiek zupa, a dodatkowo jeszcze słyszymy jakieś wplecione teksty z pracy nad teledyskiem (chyba). Mantryczna wstawka “Bollywood” wprawia w konsternacje, tak samo jak łagodne dźwięki fortepianu oraz gościnne wejście Czesława Mozila. I ten koktajl tworzy bardzo melancholijny klimat. Bardziej pogodne oraz energetyczne jest brazylijska “Luis Nadario de Lima”, gdzie w tle jest wrzawa niczym ze stadionu. Oniryczny wstęp okazuje się zmyłką do bangerowego “Madagaskaru”, tak samo jak oparta na perkusjonaliach “Changa”, gdzie czuć ducha Afryki (ryk lwa, wokalizy brzmiące niczym odgłosy szamanów). Bardziej szpanerski oraz pełen elektroniczno-perkusyjnych zabarwień ma “C’est la vie”, a “Zorza” porusza bardziej melancholijnymi dźwiękami smyczków i fortepianu. Równie smutne są “Między słowami”, zanurzone ambientem oraz drobnymi wejściami “japońskości”, pokazując samotność. A niewypałem jest dla mnie “Arabska noc”, ale nie z powodu bitu, lecz udziału Wac Toji oraz Solara, rekompensowane chwytliwym refrenem. Podróż do USA ma posmak klasycznego stylu, serwowanego przez The Returnes w “To nie jest hip-hop” z KRS-Onem na gościnnym wejściu w świetnej dyspozycji, a wszystko kończy wręcz transowy “Odyseusz”, będący podsumowaniem całej ekspedycji.

Quebo jest w cholernie dobrej formie wokalnej, nie boi się przyspieszyć czy walić hasztagami, ale też przybliżyć ten świat: biedę, nędzę, beznadzieję, samotność czy hedonizm. Wielu będzie się czepiać, ze raper korzysta z typowych skojarzeń związanych z każdym krajem (aikido, bumerang, Bollywood, kartele), ale robi to w bardzo niewymuszony sposób i tak inteligentnie, że nie można tego odbierać jako wady, nawet gdy pozornie smęci. Tak złożonego projektu jak “Egzotyka” nie spotkacie zbyt długo w muzyce.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s