Upgrade

Czym jest cyberpunk, chyba nie trzeba tłumaczyć. Każdy, kto oglądał „Blade Runnera”, grał w „Deus Exa” czy czytał powieści Williama Gibsona zna świat wszczepów, udoskonaleń technologicznych, mających ułatwić życie. Jednak nie każdy chce mieć wydrukowaną pizzę, zdalnie sterowany wóz czy inne ułatwienia. Kimś takim  jest Grey (nie Christian) – mechanik samochodowy, mieszkający z żoną, będącą zwolenniczką nowych technologii. Ale wracając do domu, auto się psuje, oboje zostają napadnięci. Kobieta ginie, a mężczyzna zostaje sparaliżowany od szyi w dół. Świat wtedy jest do dupy, a tylko technologia pomaga mu funkcjonować. I wtedy jego dawny zleceniodawca, decyduje się mu pomóc za pomocą wszczepu zwanego Stemem, dzięki któremu będzie mógł się samodzielnie ruszać. Ale wszystko się zmienia, gdy maszynka zaczyna „mówić” głosem, a Grey decyduje się dokonać zemsty.

upgrade1

Gdy poznałem nazwisko reżysera „Upgrade” nie byłem pewny, czy chciałem to zobaczyć. Leigh Whannell, czyli scenarzysta „Piły” nie wydawał się właściwym kandydatem, dodatkowo mierzącym się z nieznanym sobie gatunkiem. Sama fabuła to mieszanka cyberpunkowego SF, z brutalnym kinem akcji klasy B, bez imponującego budżetu. Jednak nie jest to dla twórcy problem, bo reżyser bardzo sprawnie lawiruje między gatunkami, mieszając kino gatunkowe z refleksjami na temat sztucznej inteligencji oraz człowieczeństwa.

upgrade2

Wynika to z wątku związanego ze Stemem. Na początku – za pozwoleniem naszego protagonisty – jest w stanie tymczasowo przejąć kontrolę nad ciałem bohatera, zmieniając go w maszynę do zabijania. Ale z czasem zaczyna coraz bardziej ingerować w życie bohatera, podpuszczając go do realizacji jednego celu – zemsty. I o dziwo, obydwa te wątki nie wywołują zgrzytu i się pięknie uzupełniają aż do bardzo przewrotnego finału.

Realizacyjnie trudno się do czegoś przyczepić, mimo że film nie miał tak dużego budżetu jak powiedzmy nowy „Blade Runner”. Nie brakuje zarówno neonowych świateł i mocnych kolorów (siedziba Erona, kryjówka hakerki), jak i bardziej futurystycznie wyglądających samochodów oraz prostych gadżetów jak maszyna do aplikowania leków czy zamówienia jedzenia. Efekty specjalne wyglądają imponująco, tak jak sceny akcji, gdzie Stem „rusza” się bohaterem, a kamera jest usztywniona. Wygląda to wręcz obłędnie, choreografia jest pomysłowa i finezyjna, a sceny odpowiednio brutalne (akcja w łazience knajpy). Jedynym dla mnie poważnym problem jest słabo zarysowany drugi plan (poza Stemem): źli są źli, bo kurwa tak, rodzina Greya pojawia się bardzo krótko, a o prowadzącej śledztwo policjantce wiemy, że lubi stosować staroszkolne metody pracy.

upgrade3

Więcej pola do popisu masz Grey (świetny Logan Marshall-Green, czyli klon Toma Hardy’ego z brodą), serwujący masę sprzecznych emocji: od bólu, gniewu, bezsilności aż po żądzę zemsty. Miłośnik „nie cyfrowego” stylu życia, zmuszony do życia z czipem. Na mnie największe wrażenie robił w scenach akcji, nie tylko z powodu ich wykonywania, ale pewnego mrocznego paradoksu. Gdy walczy i atakuje swoimi nogami oraz rękoma, jego twarz pokazuje zupełnie inne emocje: dezorientację, szok oraz przerażenie tym, co robi. Niczym w horrorze, wznosząc całość na wyższy poziom.

Whannell zaskoczył wszystkich i pokazał, że z małym budżetem (niczym klasycy kina z lat 70. i 80.) jest w stanie wyczarować świetne kino. „Upgrade” to wszystko, co najlepsze w kinie klasy B – mroczny, niepokojący klimat, a cyberpunkowy sznyt oraz świetna rola Marshalla-Greena wznosi całość na o wiele wyższy poziom. Poza akcją potrafi sprowokować do zastanowienia się.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s