Babskie wakacje

Emily pracuje w sklepie z ubraniami, jest uzależniona od social media, zaś kontakty z matką oraz niedojrzałym bratem ogranicza do minimum. Życie wydawałoby się idealne, ale rzuca ją chłopak, z pracy zostaje zwolniona, a biletów na wyjazd do Bogoty nie może wycofać. Zdesperowana i pragnąca się zabawić postanawia zabrać ze sobą… matkę, która raczej domu nie opuszcza. I kiedy wydaje się, że jest szansa na odnowienie więzi, obydwie panie zostają porwane.

Jonathan Levine to filmowiec, który zaskoczył mnie dwoma swoimi filmami. Najpierw komediodramatem z rakiem w tle „Pół na pół”, gdzie klasę znowu potwierdził Joseph Gordon-Levitt oraz „Wiecznie żywym” – nieoczywistym mariażem komedii romantycznej z horrorem. To jakby wystarczyło, by udzielić mu kredytu zaufania na kolejne tytuły. Ale „Babskie wakacje” dość mocno nadszarpnęło moje zaufanie. Pomysł na tą komedię był dość prosty i miał wszelkie powody wypalić: kontrast dwóch kobiet w egzotycznym kraju, gdzie pakują się w kolejne, coraz większe tarapaty. Co mogło pójść nie tak?

babskie_wakacje1

Sam punkt wyjścia był może i ograny, ale można było to ograć na pierdyliard sposobów. Zderzenie imprezowej, bardzo ufnej Emily z dość ostrożną, powściągliwą Lindą mogło doprowadzić do wrzenia i iskrzenia, jednak nie czuć chemii i żadnych emocji między tymi bohaterkami. Nawet żarty wynikające z interakcji, oparte na zderzeniu charakterów albo nie działają z powodu przegięcia (wszelkie reakcje Jeffreya i kłótnie z agentem) , albo wywołują jedynie uśmiech politowania zmieszanego z żenadą (akcja z wyciąganiem tasiemca czy mycie „myszki” w toalecie). Choć nie zabrakło kilku dość intrygujących postaci (wyszkolona komandoska Barb czy ekscentryczny przewoźnik Roger), znikają z ekranu bardzo szybko, nie wykorzystując w pełni swoich umiejętności, zaś niektóre momenty związane ze scenami akcji są zbyt absurdalne.

Pochwalić można za to zdjęcia, bo plenery wyglądają naprawdę ładnie – zwłaszcza dżungla i rzeka, a także zgrabnie wplecione piosenki. Ale Levine’owi zabrakło zwyczajnie wyczucia oraz tempa, w czym ewidentnie przeszkadza scenariusz, chociaż próbuje coś z tego wycisnąć. I nawet jeśli trafi się całkiem niezły gag (kapoeira), ginie w natłoku miernoty.

babskie_wakacje2

Aktorzy też próbują coś więcej zagrać, jednak efekt jest co najwyżej bezbolesny. Między Amy Schumer (Emily) a wracającą z długiej przerwy Goldie Hawn (matka) nie czułem zbyt silnej chemii, a zderzenie tych charakterów nie działa. Ta pierwsza jest tak antypatycznym i podłym bucem, że nie dziwię się ani jej chłopakowi, szefowej czy reszcie rodziny. Nie da się jej polubić, a jej przemiana jest równie przekonująca jak obietnice wyborcze. Hawn jako mieszanka spokoju, nerwów i zadziorności miewa przebłyski, jednak też scenariusz mocno ją ogranicza. Z drugiego planu najbardziej przebija się Joan Cusack (lekko świrnięta Barb), Christopher Meloni (Roger) oraz Wandę Sykes (Ruth), chociaż za mało i za rzadko się prezentują.

Panie Levine, tym razem nie za bardzo wyszło. Być może to poczucie humoru dotarłoby bardziej dla Amerykanów, jednak „Babskie wakacje” są filmem marnującym swój potencjał w zarodku. Głupawy, nudnawy, wleczący się oraz niezbyt śmieszny. Takie komedie niszczą ten gatunek.

4/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s