Paul McCartney – Egypt Station

Cover_of_Paul_McCartney%27s_%27Egypt_Station%27_album

Czy jest ktoś, kto się uważa za fana muzyki i nie wiem, kim jest Paul McCartney? Jeden ze współautorów największych hitów grupy The Beatles solowo radził sobie nie najgorzej, pozostając nadal aktywnym na polu muzycznym. I właśnie artysta wydał swój osiemnasty album, wyprodukowany przez Grega Kurstina (współpraca przy poprzednim „New” z 2013 r.). Zapowiada się, że będzie to album z podróżami w tle. Jak wygląda ta wyprawa?

Sam początek to delikatne, bardzo krótkie intro, gdzie mamy wplecione jakieś słowne fragmenty oraz odgłosy odjeżdżającego pociągu. I jeszcze chórek. Po tym wstępie wchodzi „I Don’t Know”, czyli melancholijna ballada zdominowana przez smutny fortepian, do którego dołącza perkusja oraz już podniszczony, lecz pełen ciepła głos gospodarza. Działa to bardzo kojąco na uszy, ale to chwila przez zadziorniejszym, singlowym „Come On To Me” z bardziej wyrazistą gitarą oraz chwytliwym refrenem, gdzie wykazuje się stary Hammond oraz pianino, bardziej dynamiczne niż poprzednio. By było jeszcze fajniej w połowie wskakują dęciaki oraz solówka na gitarze, a także zmiana tempa pod koniec z bardziej ekspresyjnym wokalem Macca. „Happy with You” brzmi tak bardziej „ogniskowo”, bo poza gitarą w zasadzie nie odzywa się nic. Chyba, że wychwycimy flety, budujące klimat jakby z lat 70. oraz niemal beatboxerskie popisy sir Paula. W podobnym tonie, choć bez takich atrakcji przygrywa „Confidante”. Gitara (bardziej zapętlona) otwiera bardziej bujającego bluesa „Who Cares”, gdzie wokal jest lekko podrasowany cyfrowo, a im dalej w las, tym więcej ognia. Drugim singlem jest bardzo „letnie” pod względem klimatu, sięgające wręcz po stylistykę r’n’b „Fuh You” (ciekawe, jak by chciano zagrać ten utwór w radiu, podano ten tytuł), które w finale nabiera wręcz epickiego rozmachu (smyczki, chórki).

Macca potrafi też parę razy zaskoczyć jak w „People Want Peace” wspartym na duecie pianino-perkusja (niczym echo odbijająca się), tworząc dość dziwną sklejkę, do której wskakują ciepłe klawisze oraz piękne smyki, wykorzystujący japoński flet „Hand in Hand”, pełen odgłosów ptaków oraz roztańczonego Hammonda samba „Back in Brazil”, ubarwiony „orientalną” gitarą oraz werblami „Caesar Rock” czy aż trzykrotnie zmieniający rytm i styl „Despated Repeating Warnings”. Innymi słowy ex-Beatles miesza klasyczne brzmienie z lat 70. oraz nowoczesną produkcję, serwującą masę drobnych detali, dodających wiele frajdy.

A i sam McCartney wokalnie nadal daje radę, nawet w bardziej ekspresyjnych momentach nie czuć zmęczenia. Także tekstowo jest bardzo różnorodnie, nie bez pewnego krytycznego spojrzenia na świat, ale bez pesymistycznego przekonania. Nie wiem, jakie środki wykorzystuje McCarthney, ale mu to służy bardzo. Tak dobrego materiału sir Paul nie nagrał od bardzo, bardzo dawna. Jest różnorodnie, energetycznie i z czadem.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s