Ryś

Małe miasteczko gdzieś podczas II wojny światowej. Tutaj życie płynie w miarę spokojnie, a wszystko poznajemy z perspektywy młodego wikarego, księdza Konrada. Musi tez pełnić funkcję proboszcza, który został wcześniej aresztowany. I to właśnie do niego zgłasza się niejaki ”Ryś” – młody partyzant. Prosi księdza o rozgrzeszenie, bo musi wykonać wyrok śmierci na stelmachu Alojzie, który dopuszcza się zdrady. Duchowny nie jest przekonany i próbuje najpierw wybadać sprawę.

rys1

Kolejny przykład filmu wojennego, gdzie samej wojny tutaj nie widać. Niby toczy się gdzieś w tle, sporadycznie pojawią się Niemcy w mundurach, jakieś strzały w tle. Można odnieść wrażenie, że wojna to jakieś wydarzenie gdzieś tam, strasznie odległe. Ale dla Stanisława Różewicza to tło jest pretekstem do dyskusji o odpowiedzialności. Nie tylko za swoje czyny, bo to oczywiste, lecz także za innych ludzi, co w przypadku księdza jest bardzo istotne. Tylko, że ten duchowny wydaje się jakby nieobecny. Sytuacja zmusza go do bycia przywódcą, jednak Konrad (intrygujący Jerzy Radziwiłowicz) sprawia wrażenie bardzo zamyślonego, jakby nieobecnego, oderwanego od rzeczywistości (oniryczne, czarno-białe sceny). Ciągle jest sprowadzony przez gosposię (świetna Ryszarda Hanin) na ziemię, która wydaje się bardziej doświadczona życiowo.

rys2

Ale reżyser obiecuje też pewną intrygę związaną z wyrokiem na stelmacha oraz postacią „Rysia”. I tutaj najmocniej wybija się kwestia odpowiedzialności. Bo, bez względu na okoliczności, morderstwo pozostaje morderstwem. Ta kwestia wręcz filozoficzno-metafizyczna wybija się na pierwszy plan, zaś tajemnica związania z „Rysiem” każe rozpatrywać ten wątek jako próbę, kuszenie księdza. Więcej nie mogę zdradzić, bo bym zepsuł wiele, zaś reżyser zachowuje wiele subtelności i niedopowiedzeń przez bardzo długi czas (aż do finału, wykładając wszystkie karty). Po drodze pokazując wiele pięknych kadrów przyrody, zmieszanych z pewną surowością. Także scenografia (ze szczególnym wskazaniem na budynek kościoła) robi piorunujące wrażenie.

rys3

Także aktorsko jest więcej niż dobrze. Poza wspomnianym Radziwiłowiczem, fantastycznie wypada Piotr Bajor w roli tajemniczego Rysia – młodego, wyglądającego niewinnie młodzieńca, podporządkowanemu rozkazom. Ale w jego zachowaniu (zwracanie się bezpośrednio per ty do księdza czy niemal przerażający śmiech) jest coś tajemniczego, zagadkowego, zmuszającego do szukania drugiego dnia. Podobnie naznaczony tajemnicą jest Alojz (Franciszek Pieczka, który znowu potwierdza klasę) – wycofany, trzymający się z daleka, mówiącego nie wprost wiele rzeczy.

Choć tytuł może kojarzyć się z kontynuacją „Misia”, Różewicz pokazuje wojnę z perspektywy bardziej kameralnego dramatu, skupiającego się na psychologicznych rozterkach młodego duchownego, mierzącego się z poważnymi dylematami. Choć nigdzie się nie spieszy, a miejscami wręcz kontempluje, nuda jest tu kompletnie nieznana.

7/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s