303. Bitwa o Anglię

O bitwie o Anglię słyszał chyba każdy, bo chyba każdy Polak ma pewną szczątkową wiedzę na ten temat. Zwłaszcza, że spory udział w tym walnym zwycięstwie mieli piloci z Polski. Czy to nie jest wręcz gotowy materiał na kinową produkcję? Odpowiedź na to pytanie wydaje się teoretycznie prosta. Tylko, że trzeba umieć z tego materiału coś powyciskać, wybrać oraz stworzyć z tego spójną opowieść. W roku 2018 powstały aż dwa filmy o tej tematyce: jeden brytyjsko-polski, a drugi polski (o nim innym razem).

„303. Bitwa o Anglię” to produkcja Davida Blaira, który spore doświadczenie osiągnął przy pracy dla telewizji. Jednak nasz dystrybutor postanowił tą dość skromną produkcję pokazać na dużym ekranie. I nie wiem, czy to był dobry pomysł. Cała narracja skupia się przede wszystkim na dwóch postaciach: polskiego pilota Jana Zumbacha oraz dowódcy dywizjonu, Johna Kenta „Kentowskiego”. Ale twórcy mają tutaj spore ambicje, próbując upchnąć całą historię Dywizjonu od momentu przygotowań aż do roku 1946 i wydalenia Polaków z Brytanii po wojnie. Sporo jak na ponad półtorej godziny – tylko, czy aby nie za dużo.

bitwa_o_anglie1

Sam scenariusz sprawia wrażenie bardzo chaotycznego, gdzie postacie, nazwiska, wydarzenia mieszają się bardzo mocno i nie do końca wiadomo, na czym tak naprawdę się skupić. W zasadzie opowieść można podzielić na trzy etapy: pojawienie się naszych lotników i szkolenie, pierwsze loty oraz zestrzelenia (co wywołuje szacunek przełożonych) oraz – na dość krótko – Paradę Zwycięzców bez udziału naszych. Ale samo wykonanie jest, delikatnie mówiąc, niezadowalające. Niby są też krótkie sceny z perspektywy niemieckich soldaten, jednak są bardzo krótkie i nieistotne dla całości. Do tego narracja jest poprowadzona bardzo skokowo, przez co nie mogłem się zorientować, kiedy dzieją się poszczególne wydarzenia oraz potyczki. To można było lepiej poprowadzić i wybrać.

bitwa_o_anglie2

Drugi dość istotny problem to są postacie, które w zasadzie są ledwo zarysowane. Aczkolwiek są w tej materii pewne wyjątki – troszkę lepiej poznajemy Zumbacha, Urbanowicza (ku mojemu zdziwieniu jest go zaskakująco niewiele), bardziej charakternego Tola, „Króla” czy Gabriela Horodyszcza, który ma pewien moralny dylemat (całkiem nieźle rozegrany). Pomóc w tych szczątkowych portretach psychologicznych próbują krótkie retrospekcje z Polski, pokazujące losy najbliższych naszych pilotów. Do tego jeszcze pokazani są jako ludzie, a nie pomnikowe postacie bez skazy. Za to akurat spory plus.

Ale coś, co mnie w tym filmie bardzo zaskoczyło: jak bardzo jest to historia pozbawiona „romantycznej” otoczki oraz patosu. Tutaj nie brakuje scen śmierci, porażek, co mocno odbija się także na psychice naszych bohaterów, którzy są wykorzystywani przez brytyjskie wojsko. Chociaż sceny żalu i bólu są jest tutaj parę klisz (scena, gdy pozostali piloci po prostu gapią się ze smutnymi minami w ciszy, a w tle gra smutna muzyka), niemniej pojawiają się emocje, a niektóre sceny potrafią złapać za gardło.

bitwa_o_anglie3

No i chyba najgorsza rzecz – sceny lotniczych starć. Nie chodzi nawet o to, że wykorzystano efekty komputerowe, bo w takich produkcjach jest to nieuniknione. Tylko, że jakość tych efektów woła o pomstę do nieba. Paskudnie wyglądające wybuchy, lecące kule czy samoloty to po prostu porażka. A sam montaż tych scen wywołuje ogromną konsternację – nie byłem w stanie określić kto jest gdzie, jaka jest odległość i z kim tak naprawdę walczą. Mimo, że tych scen jest dość sporo, choć są dość krótkie i nie angażują. Jest nawet pewien wątek romansowy, ale nie wywołuje bólu głowy.

Aktorzy po prostu robią, co mogą, jednak sam scenariusz nie daje im zbyt wiele pola do popisu. Najważniejsze tutaj są dwie postacie, czyli Zumbach i Kent. Muszę przyznać, że Iwan Rheon w roli naszego pilota wypada naprawdę nieźle. Ma sporo charyzmy, jest dość wycofany, a i po polsku daje sobie radę (choć akcent troszkę boli, niemniej jest do przyjęcia), z czasem widać zmęczenie wojną. Zaś Gibson w roli Kenta również wypada solidnie (głos po tatusiu, czyli mocny, szorstki), a jego relacja z lotnikami się pogłębia. Pozostali aktorzy (w tym Polacy), robią tutaj za tło, wykorzystując w pełni swój czas. Szkoda mi najbardziej Marcina Dorocińskiego jako Witolda Urbanowicza, który nie ma tutaj zbyt wiele do roboty i w zasadzie jest zepchnięty do bycia dekoracją. Podobnie tacy zdolni goście jak Filip Pławiak (czarujący Miro), Sławomir Doliniec (zadziorny Tolo) czy Adrian Zaremba (Horodyszcz), choć każdy z nich ma jedną scenę, gdzie zapada w pamięć. To jednak troszkę za mało.

Powiem, że jestem brytyjską wersją tej historii lekko zawiedziony. Muszę przyznać, że jednak w miarę to wszystko trzyma się faktów, a sami Anglicy potrafią pokazać, iż nie zawsze byli wobec naszych bohaterów fair (ostatnia scena). Potencjał jednak był na wiele, wiele lepszy film, tylko wymagałby bardziej „pewnego” reżysera i scenarzysty, o budżecie nawet nie wspominając.

5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s