Żelazny most

Punkt wyjścia wydaje się prosty jak konstrukcja cepa. Mamy młodych małżonków (Magda i Oskar) oraz ich dawno niewidzianego przyjaciela (Kacper). Żona nie bardzo ma co robić w domu, Oskar jest górnikiem, zaś Kacper to kierownik. Kiedy ich poznajemy dochodzi do eksplozji – dosłownie. Gdzieś w dalekiej części kopalni doszło do zawalenia. Tam przebywał Oskar, a Magdę o wszystkim powiadamia Kacper. Jednak podskórnie czujemy, że między tą trójką zaszło coś poważnego.

Pozornie debiut Moniki Jordan-Młodziakowskiej porusza temat jaki już widzieliśmy mnóstwo razy: niewierność w związku. Dwutorowa narracja wydaje się początkowo czymś atrakcyjnym, bo jesteśmy rzuceni w środek, a potem cofamy się. Odkrywamy jak się zaczął romans (i to jest strasznie banalne), ale bardziej reżyserkę interesują reperkusje zdrady. Oboje zaczynają się miotać oraz obawiać się konsekwencji tego, że sprawa może się wydać. I że kochanek zamiast być w pracy bzykał żonę najlepszego kumpla. Pierwsza połowa filmu wali wręcz kliszami jak tylko się da. Pozornie trójka naszych bohaterów wydaje się pozornie szablonowa (mąż do tańca i różańca, przyjaciel okazujący się skurwysynem, żona niby szczęśliwa, ale nie do końca), jednak dla mnie najciekawsze było coś innego.

Skupienie się na pracy w kopalni to nie jest coś, co widzimy często na naszym podwórku. Oszczędnie pokazano tutaj strach i obawę, że każde zejście może być tym ostatnim. W tych momentach udaje się odzyskać zbudowane wcześniej napięcie. Fragmenty te miejscami przypominały takie filmy jak „Winni”, choć nie jest to ten poziom. Ale co najbardziej mnie uderzyło to zakończenie – bardzo oszczędne i jednocześnie brutalne. A ostatni kadr zostanie w pamięci na długo, choć sama realizacja bardziej przypomina produkcję telewizyjną. I nie brzmi to zbyt dobrze.

Sytuację próbują wyciągnąć aktorzy, choć najlepiej z tego grona wypada wyciszony Łukasz Simlat oraz przebijający się w drugiej połowie Andrzej Konopka jako szef ekipy ratunkowej. Z kolei Bartłomiej Topa (szef) trzyma swój poziom, ale Julia Kijowska dla mnie była najsłabszym ogniwem. Nie wierzyłem w jej postać kompletnie, a romans wydawał mi się pokazany zbyt szybko i dla mnie było to niezrozumiałe. Szkoda, bo to mocno ciągnie całość w dół.

Debiut straconej szansy, z bardzo nierównym tempem – tak można opisać „Żelazny most”. Jest w tej twórczyni pewien potencjał, ale został rozdrobniony paroma nietrafionymi decyzjami. Mam jednak nadzieję, że pani reżyser szybko się uczy, a następne filmy zrobią na mnie większe wrażenie.

6/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s