Pogranicze polsko-sowieckie w okresie przedwojennym do bezpiecznych nie należało. Bardzo duża przestrzeń pozwala na przemyt i dawało tło niemal godne Dzikiego Zachodu. Do tego wniosku doszedł reżyser „Disco Polo” i postanowił zrobić pierwszy od dawna western. Obecny w sieci teaser obiecywał czysto rozrywkowe kino. Czy to się udało?

Jak wspomniałem, akcja toczy się na pograniczu polsko-sowieckim. To tutaj działa ród Lewenfiszów, który zajmuje się przemytem dla Sowietów do spółki z Lwem Alińczukiem. Po śmierci ojca rodziny, interes przejmuje najstarsza siostra, Róża. Kobieta decyduje się wejść w bardziej opłacalny interes pod postacią przemytu narkotyków. W tym samym czasie w małym miasteczku pracują bracia syjamscy Hudini (Albert i Albin), prowadzący salon fotograficzny. Jeden z nich podkochuje się w córce właściciela banku, który robi interesy z Lewenfiszami. Panowie decydują się zrobić podkop i napaść na bank. Niestety, nie wszystko idzie zgodnie z planem, a wszystko przez jedną z sióstr Lewenfiszów, Zbroję. Kobieta przypadkowo odkrywa plan braci i zostaje zabita. Sprawa się komplikuje, sytuacja staje się napięta, a do tego pojawia się inspektor Kochaj.

Czego się można spodziewać po opisie, film jest hybrydą kryminału, kina gangsterskiego oraz westernu. Od nadmiaru postaci można dostać zawrotu głowy. Są tu tajemnice rodu, wiszące w powietrzu spięcie między rodem a Sowietami czy policjantka z przeszłością. No i bracia Hudini traktowani przez otoczenie z wrogością, pragnący kasy na operację rozdzielenia. Przeskakiwanie z wątku na wątek może wydawać się chaotyczna, jednak to tylko pozory. Bochniak pewnie pokazuje skomplikowane relacje (głównie między siostrami Lewenfisz), dając każdemu szansę na poznanie charakteru i motywacji. Sama historia ma pewne momenty przestoju, ale też i parę zaskoczeń, więc o jakiejkolwiek nudzie nie ma mowy. Zaś samo zakończenie jest wręcz wystrzałowe.

Realizacyjnie „Magnezja” wygląda naprawdę bardzo dobrze. Westernowy klimat buduje muzyka Jana A.P. Kaczmarka z klasycznym dla tego gatunku instrumentarium (gitara elektryczna, harmonijka ustna, smyczki). Swoje też robi bogata scenografia oraz pasujące do epoki kostiumy, uzupełnione przez piękne zdjęcia. Plus absolutnie topowa obsada z kilkoma mocnymi kreacjami. Kolejny raz mnie zaskakuje Maja Ostaszewska, tutaj jako twarda Róża, bezwzględnie walcząca o kontrolę nad interesem i nie patyczkująca się z nikim. To ona tak naprawdę rządzi na ekranie. Cudownie się sprawdza duet Ogrodnik/Kościukiewicz jako bracia Hudini, którzy charakterologicznie są tak różni jak tylko się da. Swoje też robi Andrzej Chyra ze swoim akcentem jak szef sowieckiej bandy, charakterna Agata Kulesza jako inspektor Kochaj oraz mało mówiąca Małgorzata Gorol.
„Magnezja” potwierdza jedno: Maciej Bochniak to reżyser mający oko do kręcenia filmów i będzie zawsze wyróżniał się z tłumu. Mimo pewnych momentów spowolnienia zabawa jest przednia, intryga sprawnie poprowadzona, a zakończenie może sugerować ciąg dalszy. Czy taki powstanie? Czas pokaże, a ja chętnie bym obejrzał.
7/10
Radosław Ostrowski
