Hanna

Hanna pozornie wydaje się zwykłą blondwłosą nastolatką. Tylko, że mieszka w dziczy razem z ojcem, który przekazuje jej całą wiedzę. Wiedzę o świecie, polowaniu na zwierza, znajomości języków oraz… zabijaniu. Ukrywają się do chwili, aż dziewczyna będzie gotowa na konfrontację, nie tylko ze światem. Chodzi o pewną kobietę, która jest odpowiedzialna za śmierć jej matki, a także dawną szefową jej ojca. Czy wspomniałem, że facet pracował dla tajnych służb? Zaczyna się polowanie, gdzie wygrać może tylko jedna strona.

Kiedy myślicie o takim reżyserze jak Joe Wright, najczęściej przychodzi do głowy kino kostiumowe. Stylowo zrobione, pięknie wyglądające i zagrane na wysokim poziomie. Ale to, co zrobił w 2011 roku zaskoczyło wszystkich. Bo „Hanna” to thriller akcji, czyli gatunek raczej nieznany temu filmowcowi. Trzeba być naprawdę odważnym, by wyjść ze swojej strefy komfortu. Ale od razu uprzedzam, że nie jest to do końca konwencjonalna sensacja. Im dalej zaczynamy obserwować historię, tym bardziej wydaje się odrealniona, wręcz groteskowa. Odniesienia do baśni braci Grimm, zmieszane z silnym zmysłem estetycznym plus przenoszenie akcji z miejsca na miejsce (od bieguna przez Maroko do Berlina) tylko pozornie może pasować do kina szpiegowskiego. Niby były już opowieści o osobach w wieku dziewczęco-nastoletnim, które opuszczają swój klosz, chcąc prowadzić normalne życie. Ale z powodu kilku ludzi i/lub supermocy czy specjalnych umiejętności nie jest im to dane.

Wright jednak nie pędzi na złamanie karku, nie bawi się w efekciarski montaż a’la „Krucjata Bourne’a” (czytaj: akcja tak dynamiczna, że gówno widać przebieg wydarzeń) czy popisy pirotechniczne. Co nie oznacza, że scen pościgów, bijatyk czy strzelanin nie ma. Co to, to nie. Może i tempo jest spokojne, ale napięcie wielokrotnie uderza niczym dresiarz wieczorową porą w ciemnym zaułku. Wright nie boi się pokazać kilku fantastycznych mastershotów (próba dorwania ojca Hanny po wyjściu z dworca) czy szybkich cięć bez tracenia rytmu czy wywoływania chaosu (pościg za Hanną z kontenerami w tle). I to nadal wygląda po prostu znakomicie, choć wyjaśnienie całej tajemnicy wokół bohaterki brzmi jakby tandetnie. Do tego wariackiego klimatu pasuje elektroniczno-eksperymentalna, potęgująca napięcie muzyka duetu The Chemical Brothers. Choć czasem świdruje uszy, zostaje w głowie, co jest rzadkim osiągnięciem.

I to wszystko jeszcze jest wsparte absolutnie świetnym aktorstwem. Powiem może coś niepopularnego, ale dla mnie „Hanna” to najlepsza rola Saorise Ronan. Ona trzyma ten cały film na barkach, tworząc niby znajomy typ silnej-słabej dziewczyny. Wyszkolona zabójczyni, ale nastolatka przechodząca swoją pierwszą inicjację, z marzeniami oraz chęcią prowadzenia życia normalnej nastolatki. No i w scenach akcji wypada świetnie, bez ani jednej fałszywej nuty. A za wsparcie miała o wiele doświadczonych kolegów: od wycofanego Erica Bany (Erik, ojciec Hanny) przez balansujące na granicy przerysowania postacie Cate Blanchett (Marissa Wiegler) i Toma Hollandera (zabójca Isaacs) po stonowane, lecz wyraziste kreacje Olivii Williams czy Jessiki Barden.

Wariacki koktajl – tak jednym słowem można opisać „Hannę”. Joe Wright tym filmem pokazuje twarz więcej niż kompetentnego twórcy kina akcji. I troszkę szkoda, że nie poszedł więcej w stronę tego gatunku. Ale nie wszystkim ta krwawa baśń przypadnie do gustu, wiec jeśli nie boicie się nieoczywistych hybryd, będziecie oczarowani.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s