Willy Wonka i fabryka czekolady

Tą historię znacie, bo w 2005 roku przeniósł ją na ekran Tim Burton. Nie był jednak jedynym, co się podjął ekranizacji powieści Roalda Dahla „Charlie i fabryka czekolady”. Czyli mamy opowieść o bardzo ekscentrycznym właścicielu fabryki czekolady, który lata temu ją zamknął. Jednak wznowił działalność, lecz bramy nadal pozostały zamknięte. Ale w końcu jest szansa na wejście do środka. Jak? Wszystko dzięki Złotemu Biletowi (sztuk pięć), który trzeba znaleźć w tabliczce czekolady. A zwycięzca dostanie szansę zwiedzenia fabryki Wonki w towarzystwie jednego członka rodziny.

willy wonka1

Brzmi znajomo, prawda? Ale reżyser Mel Stuart w oparciu o scenariusz samego Dahla podchodzi inaczej do tej kwestii. Oczywiście, że każde z dzieci ma pewne podkreślone cechy charakteru: od oglądania telewizji przez egoizm po obżarstwo. Niby wiemy, czego się spodziewać i znamy drogę, jednak sposób w jaki opowiedziana jest ta historia… to zupełnie inna kwestia. Reżyser ubiera wszystko w konwencję musicalu, z masą piosenek i odrobiną (podkreślę: odrobiną) tańca.

willy wonka2

Całość jest rozbita na dwie części. Pierwsza to poznanie bohaterów oraz poszukiwania Złotych Biletów. Ten wątek prowadzony jest zaskakująco spokojnie, zaś odkrywanie zwycięzców prowadzone jest za pomocą relacji telewizyjnych. Sama obecność pozostałych dzieciaków i poznanie ich charakterów trwa w zasadzie parę sekund. Skontrastowany z nimi Charlie wydaje się przy nich wręcz aniołem: chodzi do szkoły, pracuje jako roznosiciel gazet i jest do bólu uroczy. Ale druga połowa to zwiedzanie fabryki Wonki, co daje duże pole dla rozwinięcia wyobraźni. Twórcy sięgają nie tylko po oszałamiającą scenografię, ale też masę optycznych sztuczek w rodzaju fałszywej perspektywy. Gabinet Wynalazków czy Sala Czekoladowa, gdzie niemal wszystko jest do zjedzenia nadal robi piorunujące wrażenie. A już podróż łodzią to czysta psychodelia, jakiej nikt się nie spodziewał. Jednak jest w tym pewna niewypowiedziana magia, która nie pozwala oderwać oczu.

willy wonka3

I jest jeszcze jeden element, który podnosi całość na wyższy poziom. Nie chodzi tutaj o przekonujące dzieciaki, ale o absolutnie błyszczącego Gene’a Wildera jako Wonka. Pokręcony geniusz o umyśle dziecka zmieszanym z bardzo sarkastycznym humorem to połączenie zabójcze. Zwłaszcza, że nie do końca wiadomo kiedy Wonka żartuje, a kiedy jest śmiertelnie poważny i to w połączeniu z wnętrzem fabryki daje siłę rażenia bomby atomowej. Tego się nie da zapomnieć.

Ku mojemu wielkiemu zdumieniu film sprzed 50 lat broni się więcej niż dobrze. Może wielu drażnić wyczuwalny dydaktyzm, a morał jest oczywisty, to nadal stanowi wysokiej jakości kino familijne. O klasę (przynajmniej) lepszy od remake’u Tima Burtona.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s