Nawiedzony dwór w Bly

Mike Flanagan – chyba obecnie żaden reżyser kina grozy nie trzymał tak równego poziomu. Choć muszę przyznać, że widziałem niewiele tytułów w dorobku Amerykanina. Kolaboracja z Netflixem wydaje się być najowocniejsza, co pokazały realizowane dla nich mini-seriale „Nawiedzony dom na wzgórzu” i „Nocna msza”. Teraz wziąłem się za przeoczony „Nawiedzony dwór w Bly”, będącym czymś w rodzaju kontynuacji „Nawiedzonego domu…”. Bardziej jednak w stylu antologii, gdzie mamy niemal tą samą obsadę, samą ekipę oraz kolejną nawiedzoną posiadłość, tym razem czerpiąc z dorobku Henry’ego Jamesa. Oczywiście, lekko uwspółcześnioną i zmodyfikowaną.

bly manor1

Punktem wyjścia jest zbliżające się wesele młodej pary gdzieś w Kalifornii Roku Pańskiego 2007. Przybywa kobieta w wieku średnim w noc przed wielkim dniem, by opowiedzieć pewną historię. Historię o duchach, choć czy aby na pewno? Jest rok 1987, Londyn. Poznajcie Dani Clayton (Victoria Pedretti) – młodą Amerykankę, szukającej dla siebie pracy. W końcu zostaje zatrudniona jako guwernantka dwojga dzieci, którymi opiekuje się lord Wingrave (Henry Thomas). Dzieci przebywają w dworku w Bly po śmierci rodziców. Poza nimi w dworku są jeszcze kucharz Owen, służąca Hannah oraz ogrodniczka Jamie. Dzieciaki – Miles i Flora – są dość osobliwe, a ich zachowanie zmienia się czasem jakby ktoś użył magicznego guzika. Z czasem jednak guwernantka zaczyna zauważać kolejne dziwne rzeczy: ślady błota, głuche telefony, wreszcie jakieś sylwetki ludzi pojawiają się i znikają. Robi się niepokojąco, a zachowanie domowników nie pomaga.

bly manor2

Jeśli ktoś spodziewa się w pełni horroru, „Nawiedzony dwór w Bly” może wywołać rozczarowanie. Flanagan tutaj bardziej czerpie z gotyckiego… romansu, który ostatnio parę lat temu próbował zrealizować Guillermo Del Toro swoim „Crimson Peak”. Co jeszcze bardziej budziło obawy to fakt, że Flanagan napisał i wyreżyserował tylko jeden odcinek. Czy to mocno obniży poziom? O dziwo nie, ale inaczej są poukładane akcenty. Twórców nie interesuje serwowania krwi, wiader makabry czy nadużywania jump scare’ów, lecz budowaniu aury tajemnicy, poczuciu niepokoju oraz wywołaniu mętlika w głowie. Nadnaturalnym elementem tutaj są duchy, które są tutaj pozbawione twarzy i poruszają się niczym marionetki. Ale niektóre nie są nawet świadome, że nie żyją, coraz bardziej tracąc wspomnienia, osobowość, cel.

bly manor4

Serial pozornie prowadzi prostą opowieść, lecz z czasem zaczynamy poznawać kolejne tajemnice i sekrety domowników dworku. Każdy tutaj dostaje odrobinę czasu na poznanie, swoje pięć minut, nawet postacie w zasadzie już nieobecne jak poprzednia guwernantka (panna Jessel) czy uważany za zbiega Peter Quint. Kolejne nitki, sceny i tajemnice skrywane zarówno przez rodzinę (przyczyna śmierci rodziców, dziwne zachowanie Milesa w szkole, kim są duchy), jak i pierwotnych właścicieli (cudowny, przedostatni odcinek w całości czarno-biały) potrafią zaangażować, wciągnąć, poruszyć. Mętlik w głowie już wywołał odcinek piąty, pokazany z perspektywy gosposi Hannah, jednak dopiero pod koniec wszystko zaczyna się spinać w spójną całość.

bly manor5

Serial wygląda pięknie, imponuje scenografią i przywiązaniem do detali, kostiumy w scenach historycznych są okazałe. Tak samo grająca w tle bardzo klasyczna w stylu muzyka czy zabawa montażem. Tutaj technicznie ciężko się do czegokolwiek przyczepić, do czego Flanagan już zdążył przyzwyczaić. Tak jak do wielu znajomych twarzy: wraca Henry Thomas (bardzo wycofany i mocno pijący lord Wingrave), Oliver Jackson-Cohen (śliski, manipulujący Peter Quint), Kate Siegel (Viola) czy Carla Gucino (narratorka). Nie można nie wspomnieć Victorii Pedretti, która jest świetna jako panna Clayton i trzyma to wszystko w ryzach. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły dzieci, czyli Amelie Bea Smith i Benjamin Even Ainsworth, tworzący bardzo zniuansowany, wyrazisty duet. Bez cienia fałszu pokazują wszystkie emocje: od zagubienia, wycofania po gwałtowne wybuchy oraz momenty zawieszenia, co wprawiło mnie w osłupienie. Nie chcę bawić się w wyliczanki, ale tutaj naprawdę każdy ma swój moment na zabłyszczenie.

bly manor3

Jeśli miałbym jednak wskazać który sezon z antologii jest najlepszy, bez wahania powiedziałbym, że „Nawrócony dom na wzgórzu”. Ale „Bly Manor” również potrafi wielokrotnie zaskoczyć, trzymać w napięciu i wzruszyć. Skupia się bardziej na innych aspektach, przez co może wydawać się dziwny. Im dalej jednak w las, tym więcej zaskoczeń, niespodzianek oraz nieoczywistych momentów. Ja polecam bardzo.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s