Diabeł

Andrzej Żuławski – imię i nazwisko, które nasuwa jednoznaczne skojarzenia oraz styl. Jego filmy tańczą na granicy między grafomanią a błyskotliwością, geniuszem a szaleństwem, histeryczno-teatralnym aktorstwem oraz niezapomnianymi obrazami. Tak było od debiutanckiej „Trzeciej części nocy” aż po ostatni „Kosmos”. Nie inaczej jest w przypadku psychologicznego horroru kostiumowego „Diabeł” z 1972 roku.

Historia dzieje się po zatwierdzeniu drugiego rozbioru Polski w 1793 roku, a całość krąży wokół Jakuba (Leszek Teleszyński) – młodego szlachcica, który miał dokonać zabójstwa króla (niczym Kordian od Słowackiego). Mężczyzna zostaje wyciągnięty przez tajemniczego nieznajomego w czerni (Wojciech Pszoniak), który wyciąga Jakuba przy pomocy ważnego pisma. Zabiera z nim także jedną z zakonnic (Monika Niemczyk), będącą towarzyszką. Za namową przybysza Jakub wraca w rodzinne strony, a tam zmieniło się mnóstwo rzeczy. Po pierwsze, jego ojciec popełnił samobójstwo i częściowo spalił dworek. Po drugie, jego matka została prostytutką, prowadząc swój dziwaczny burdel. Po trzecie, jego narzeczona (Małgorzata Braunek) zostawiła go dla arystokraty, będącego członkiem grupy spiskowców. A po czwarte, spiskowcy uważają ocalałego za zdrajcę.

Reżyser, tak samo jak w swoim debiucie, pokazuje świat w stanie zagłady i destrukcji. Upadająca Rzeczpospolita pokazana z perspektywy człowieka, który coraz bardziej popada w szaleństwo, wręcz zaczyna tracić kontrolę nad swoim losem. W zasadzie Jakub jest niemal bierną postacią, sterowaną przez tajemniczego wybawcę. Kim on jest? Jakie ma intencje? Czy jest przyjacielem, wrogiem, a może czymś o wiele gorszym? W tle – jak to u Żuławskiego – rozważania na temat grzechu, winy, kary, świętości, patriotyzmu i zdrady. Dialogi z monologami są bardzo literackie, filozoficzne budząc jednocześnie dezorientację, elektryzując i jednocześnie skupienie.

8/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj