
Kwartet z Stroud był bardzo popularny w latach 80. oraz 90., jednak swoje najlepsze lata maja za sobą. Ostatni album „Passion” był jednak nieoczekiwanym powrotem do formy, ale to było trzy lata temu. Czy tym razem grupa Nicka Barretta będzie w stanie zaskoczyć?
Po eksperymentach z ostrzejszym brzmieniem, następuje wyraźne stonowanie, co już słychać w „Belle Ami” opartym na monotonnej gitarze elektrycznej. Nie brakuje jednak ciekawych pomysłów jak mocne wejście w „Beautiful Soul” (plus delikatne klawisze) czy dziwaczny wstęp z nakładającą się gitara w „Come Here Jack” (do tego naprawdę ładny fortepian), które w połowie staje się ostrzejsze i mocniejsze, gdy włączają się inne instrumenty (bas, perkusja, klawiszowe pasaże), jednak miejscami usypia. Za to prawdziwą magia jest „In Bardo” z delikatną grą gitary oraz bardzo przestrzennymi klawiszami (fantastycznymi), tylko co tam wyprawia pod koniec perkusista, idąc w stronę jazzu i popisując się swoimi umiejętnościami. „Faces of Light” przykuwa uwage fortepianowym wstępem oraz intrygującym riffem. Zmiana tonu znajduje się w mrocznym „Faces of Darkness” z dziwacznymi dźwiękami maszyn, niepokojącymi smyczkami oraz dynamiczną grą gitarowo-perkusyjną. Sam finał jest bardziej stonowany i wyciszony, a drobnymi fragmentami (środek chóralny w „Explorers of the Infinite” czy łkająca gitara w „Netherworld”).
Ogólnie mówiąc, jest to niezły album, który ma porywające momenty. Właśnie momenty, bo tak naprawdę jako całość chwyciły tylko dwa utwory. Może następnym razem pójdzie lepiej.
6/10
Radosław Ostrowski









