W obronie syna

Apple Tv+ w Polsce nie jest – na razie – jakoś strasznie popularną platformą streamingową. Być może wynika to z młodego jej wieku (premierę miała 1 listopada 2019) i/lub niezbyt szerokiej kampanii marketingowej. Nie oznacza to jednak, że nie ma tam niczego wartego uwagi. Czy to wykupione przez nią filmy jak „Greyhound” i „WolfWalkers”, czy już powoli przebijające się seriale. Tyle w kwestii platformy, więc skupmy się na tytule.

Akcja mini-serialu stworzonego przez scenarzystę Marka Bombacka (nowa trylogia Planety Małp) oraz reżysera Mortena Tylduma („Gra tajemnic”, „Kumple”, „Odpowiednik”) toczy się na przedmieściach Bostonu. Tutaj mieszka asystent prokuratora generalnego Andrew Barber razem z żoną i 14-letnim synem, Jacobem. Można powiedzieć, że życie traktuje ich łagodnie. Wszystko jednak powoli zaczyna rozsypywać, kiedy w pobliskim lesie zostaje znalezione ciało 14-letniego chłopca. Kolejne dowody wskazują na to, że za zbrodnię może odpowiadać Jacob. Barber zostaje odsunięty od sprawy, lecz nie powstrzymuje go to przed szukaniem sprawcy na własną rękę.

Całą tę historię poznajemy, kiedy mężczyzna staje przed wielką ławą przysięgłych. Dlaczego? Na odpowiedź trzeba czekać do ostatniego odcinka, ale po drodze wydarzy się bardzo dużo. Jeśli jednak spodziewacie się historii, skupionej na dochodzeniu, przesłuchiwaniu świadków i odkrywaniu kolejnych dowodów – to nie jest ten adres. Tyldum z Bombackiem skupiają się na rodzinie oraz tego, jak próbuje sobie radzić z oskarżeniami. To jak oboje z rodziców inaczej zaczynają patrzeć na swoje dziecko. Ojciec (wyciszony i zaskakujący Chris Evans) jest w stanie zrobić dla niego wiele, niemal bezkrytycznie broni go. Z kolei matka (bardzo wyrazista Michelle Dockery) od początku ma wątpliwości i zaczyna sobie przypominać pewne wydarzenia. A sam Jacob (rewelacyjny Jaeden Martell) nie jest chłopakiem, budzącym sympatię – sprawia wrażenie obojętnego, troszkę wywyższającego się i nieodpowiedzialnego (wchodzenie online, choć nie powinien). Ale czy to oznacza, że zabił? Oto jest pytanie.

Twórcy zgrabnie balansują między obyczajowym dramatem, thrillerem i dramatem sądowym. Zacząłem poznawać kolejne tajemnice (zwłaszcza z przeszłości Andy’ego) oraz reakcje na kolejne informacje jak podczas sceny procesu w odcinku przedostatnim. Swoje robią też social media, dzięki którym łatwiej jest rzucać plotki i oskarżać. Ale jest też tu poruszona jedna kwestia – czy skłonność do przemocy i zabijania może być dziedziczona? Jest ten wątek na pewno lepiej poruszony niż w „Historii przemocy” Cronenberga, a wszystko dzięki postaci granej przez J.K. Simmonsa. Nie mogę więcej zdradzić, bo im więcej powiem, tym mniej frajdy będzie z oglądania. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie ostatni odcinek. Wyjaśnienie jednej wolty nie dało mi wiele satysfakcji, ale to co później już tak. A że nie poznajemy odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytanie – wielu może to irytować, ale prawda jest taka, że… nie o to tu chodzi. Tylko o radzenie sobie z cieniem wątpliwości, że nigdy nie będziemy znali odpowiedzi na nurtujące pytania.

W zasadzie trudno się do czegoś przyczepić – może poza bardzo spokojnym tempem i zbytnim skupieniem na wątku obyczajowym. Ale takie było założenie i udało się je osiągnąć. A czy Jacob był mordercą czy nie i czy warto było go chronić? Ostatnia scena może dać pewną odpowiedź, lecz nie musi.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Odpowiednik – seria 2

Wracamy do Berlina, gdzie znajduje się portal do alternatywnego świata. Wplątany w szpiegowską aferę Howard Silk jest przetrzymywany po drugiej stronie po zabójstwie szefa wywiadu, Alexandre’a Pope’a. Jego odpowiednik przebywa w jego świecie, gdzie żona Emily budzi się ze śpiączki. Stosunki między światami są bardzo napięte i doprowadziły do zamknięcia. Wszystko przez atak terrorystyczny, ale komórka zwana Indygo planuje kolejny atak. Powstrzymać próbuje nowy vice-dyrektor Stretegii, Emily Burton (Druga Strona) oraz Peter Quayle razem z przydzieloną do pomocy Naya Temple. Kierowana komórka terrorystyczna pod wodzą Miry planuje kolejny atak – jaki, na co oraz czym?

odpowiednik2-1

Jak możecie się domyślić, drugi sezon serialu Justina Marksa pozostaje szpiegowskim thrillerem z retro futurystycznymi gadżetami i klimatem zimnowojennym. Obie strony nie mogą sobie do końca ufać, nawet mimo wspólnego zagrożenia. W końcu uda nam się poznać doszło do powstania Przejścia oraz jak te dwa światy w pewnym momencie zaczęły żyć swoim życiem. Kiedy doszło do rozdziału, powstał Zarząd i w końcu wybuchła zabójcza epidemia. Nie spodziewałem się, że jeszcze będzie możliwość głębszego poznania tego świata.

odpowiednik2-2

Intryga się komplikuje, kolejne sekrety i kłamstwa wypływają na wierzch, zaś możliwość wejścia w życie drugiego siebie jest zbyt kusząca. To może doprowadzić do korupcji i nieprawości, stanowiąc zagrożenie dla obu światów. Obie strony zwane Zarządem mają wiele za uszami, a jedno zdarzenie doprowadziło do efektu motyla. Niejako prowokując do pytania, co decyduje o naszym życiu, naszym zachowaniu. W jakich okolicznościach możemy stać się tymi złymi? To są raczej takie pytania padające przy okazji, dodając jakby pewien do tej historii. Wciągającej, trzymającej w napięciu, z masą przewrotek oraz wielu kluczowych postaci. I to ostatnie mnie najbardziej złapało: mamy tu ludzi z krwi i kości, a nie supermaszyny oraz supertwardzieli, radzących sobie ze wszystkim jak John Wick z bandytami.

odpowiednik2-3

Choć scen akcji nie ma zbyt wiele, są one na tyle porządnie zrobione i gwałtowne, że potrafią podnieść temperaturę. Ważniejsze jednak były momenty, kiedy Silk z drugiego świata udaje tego dobrego przed „swoją” zagubioną żoną czy z życia małżeństwa Quayle’ów, gdzie żona działa dla drugiej strony. Intensywność wynikająca z udawania oraz braku zaufania, gdzie jedno słowo i złe zachowanie może doprowadzić do spalenia przykrywki podnoszą stawkę tej serii. Nadal jest to fantastycznie zagrany (absolutnie błyszczy J.K. Simmons oraz mająca więcej do pokazania Olivia Williams, a także fenomenalny Harry Lloyd czy James Cromwell) serial, z bardzo stonowanymi zdjęciami, świetną scenografią i muzyką. Nie wszystkie postacie są w pełni wykorzystane (zwłaszcza agent Ian Shaw oraz zabójczyni Baldwin), zaś zakończenie jest tu satysfakcjonująco-rozczarwujące. Zadowala zamknięcie wątku Silka, ale rozczarowuje pozostawienie kilku kwestii otwartych. Dlaczego? Bo serial został skasowany i aż prosi się o kontynuację opowieści, tylko z innymi bohaterami.

odpowiednik2-4

„Odpowiednik” miesza szpiegowski thriller z elementami kina SF w taki sposób, że daje masę świeżości. Sama koncepcja istnienia dwóch równoległych światów jest świetna, tak samo jak możliwość podmiany tożsamości daje spore pole manewru. Jedynie odcinek finałowy sprawia wrażenie na siłę przyspieszonego, nie psuje to jednak dobrego wrażenia. A nie jest to takie łatwe i szkoda, że trzeciej serii nie będzie.

8/10

Radosław Ostrowski

Upgrade

Czym jest cyberpunk, chyba nie trzeba tłumaczyć. Każdy, kto oglądał „Blade Runnera”, grał w „Deus Exa” czy czytał powieści Williama Gibsona zna świat wszczepów, udoskonaleń technologicznych, mających ułatwić życie. Jednak nie każdy chce mieć wydrukowaną pizzę, zdalnie sterowany wóz czy inne ułatwienia. Kimś takim  jest Grey (nie Christian) – mechanik samochodowy, mieszkający z żoną, będącą zwolenniczką nowych technologii. Ale wracając do domu, auto się psuje, oboje zostają napadnięci. Kobieta ginie, a mężczyzna zostaje sparaliżowany od szyi w dół. Świat wtedy jest do dupy, a tylko technologia pomaga mu funkcjonować. I wtedy jego dawny zleceniodawca, decyduje się mu pomóc za pomocą wszczepu zwanego Stemem, dzięki któremu będzie mógł się samodzielnie ruszać. Ale wszystko się zmienia, gdy maszynka zaczyna „mówić” głosem, a Grey decyduje się dokonać zemsty.

upgrade1

Gdy poznałem nazwisko reżysera „Upgrade” nie byłem pewny, czy chciałem to zobaczyć. Leigh Whannell, czyli scenarzysta „Piły” nie wydawał się właściwym kandydatem, dodatkowo mierzącym się z nieznanym sobie gatunkiem. Sama fabuła to mieszanka cyberpunkowego SF, z brutalnym kinem akcji klasy B, bez imponującego budżetu. Jednak nie jest to dla twórcy problem, bo reżyser bardzo sprawnie lawiruje między gatunkami, mieszając kino gatunkowe z refleksjami na temat sztucznej inteligencji oraz człowieczeństwa.

upgrade2

Wynika to z wątku związanego ze Stemem. Na początku – za pozwoleniem naszego protagonisty – jest w stanie tymczasowo przejąć kontrolę nad ciałem bohatera, zmieniając go w maszynę do zabijania. Ale z czasem zaczyna coraz bardziej ingerować w życie bohatera, podpuszczając go do realizacji jednego celu – zemsty. I o dziwo, obydwa te wątki nie wywołują zgrzytu i się pięknie uzupełniają aż do bardzo przewrotnego finału.

Realizacyjnie trudno się do czegoś przyczepić, mimo że film nie miał tak dużego budżetu jak powiedzmy nowy „Blade Runner”. Nie brakuje zarówno neonowych świateł i mocnych kolorów (siedziba Erona, kryjówka hakerki), jak i bardziej futurystycznie wyglądających samochodów oraz prostych gadżetów jak maszyna do aplikowania leków czy zamówienia jedzenia. Efekty specjalne wyglądają imponująco, tak jak sceny akcji, gdzie Stem „rusza” się bohaterem, a kamera jest usztywniona. Wygląda to wręcz obłędnie, choreografia jest pomysłowa i finezyjna, a sceny odpowiednio brutalne (akcja w łazience knajpy). Jedynym dla mnie poważnym problem jest słabo zarysowany drugi plan (poza Stemem): źli są źli, bo kurwa tak, rodzina Greya pojawia się bardzo krótko, a o prowadzącej śledztwo policjantce wiemy, że lubi stosować staroszkolne metody pracy.

upgrade3

Więcej pola do popisu masz Grey (świetny Logan Marshall-Green, czyli klon Toma Hardy’ego z brodą), serwujący masę sprzecznych emocji: od bólu, gniewu, bezsilności aż po żądzę zemsty. Miłośnik „nie cyfrowego” stylu życia, zmuszony do życia z czipem. Na mnie największe wrażenie robił w scenach akcji, nie tylko z powodu ich wykonywania, ale pewnego mrocznego paradoksu. Gdy walczy i atakuje swoimi nogami oraz rękoma, jego twarz pokazuje zupełnie inne emocje: dezorientację, szok oraz przerażenie tym, co robi. Niczym w horrorze, wznosząc całość na wyższy poziom.

Whannell zaskoczył wszystkich i pokazał, że z małym budżetem (niczym klasycy kina z lat 70. i 80.) jest w stanie wyczarować świetne kino. „Upgrade” to wszystko, co najlepsze w kinie klasy B – mroczny, niepokojący klimat, a cyberpunkowy sznyt oraz świetna rola Marshalla-Greena wznosi całość na o wiele wyższy poziom. Poza akcją potrafi sprowokować do zastanowienia się.

8/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski