Kraina jutra

Wyobraźcie sobie świat niezwykły, pełen magii oraz tak rozwiniętej technologii, w której wszystko jest możliwe. Zamieszkują go wynalazcy, naukowcy, wizjonerzy, a dobro człowieka jest najcenniejszą wartością. Taka jest Kraina Jutra, gdzie mieszkał niejaki Frank Walker. Mieszkał, bo został wygnany przez rządzącego okolicą Davida Nixa. Ale Frank musi wrócić, a to z powodu pewnej młodej dziewczyny – Casey Newton, które może odmienić świat.

kraina_jutra1

Brad Bird był mistrzem animacji, na czym poznał się Pixar. Jednak reżyser doszedł do wniosku, że animacja to za mało i 4 lata temu zadebiutował w fabule. „Mission: Impossible 4” było wielką niespodzianką i najlepszą częścią serii. Tutaj nie jest aż tak fajnie. Sama historia jest bardzo pogmatwana (zwłaszcza początek, gdzie mamy retrospekcję z życia Franka, by trafić do zbuntowanej Casey. Dziewczyna przypadkowo dostaje znaczek, pozwalający zobaczyć tytułową Krainę Jutra. Widzi ja tylko ona i znajduje się ona w świecie równoległym do naszego. Ale im dalej w las, tym bardziej logika szwankuje. Dlaczego tak działa ten znaczek? Czemu Casey została zwerbowana? I o co tak naprawdę tu chodzi? No i gdzie te 200 milionów baksów, które wydano? Nie wiadomo. Jest kilka widowiskowych ujęć (ucieczka z domu Franka czy lot z rakiety znajdującej się w… wieży Eiffla – wtf?), porywająca muzyka Michaela Giacchino, wyrastającego na następcę Johna Williamsa i nie brakuje akcji, jednak to wszystko zamotane, zaplątane i większość rzeczy trzeba przyjmować na wiarę. Sam wygład Krainy (przynajmniej na początku) jest imponujący, jednak pod koniec to jest zaledwie hangar podniszczony, a finał rozczarowuje.

kraina_jutra2

Bird próbował tak bardzo zaspokoić młodszych i starszych odbiorców, że wyszedł z tego misz masz. I ani George Clooney (dobry jak zwykle) ani Hugh Laurie (zmarnowano charyzmę tego aktora) nie są w stanie tego uratować. Dodatkowo jeszcze dostajemy koszmarny polski dubbing (pomysł, by Clooney i Laurie mówili głosami Żmijewskiego i Frycza jest słaby).

kraina_jutra3

Gdyby nie to mógłby być nawet dobry film, a wyszło zaledwie niezłe widowisko.

6/10

Radosław Ostrowski