Czarnobyl

Czarnobyl – nawet po latach to słowo potrafi budzić przerażenie. Tam doszło do wielkiej katastrofy nuklearnej, której skutki są odczuwalne do dnia dzisiejszego. Co się tak naprawdę wydarzyło i kto za to odpowiada? O tym próbuje opowiedzieć nowy serial od HBO, zrealizowany przez Johana Rencka (reżyser) oraz Craiga Mazina (scenariusz).

Wszystko zaczyna się w 1988 roku, kiedy jeden z próbujących opanować sytuację w Czarnobylu profesor Walerij Legasow popełnia samobójstwo, wcześniej nagrywając na taśmy swoją relację. Następnie cofamy się do momentu tuż po eksplozji. Ekipa pracująca przy elektrowni jest zdezorientowana, zaś do miasta przybywa towarzysz Borys Szczerbina oraz profesor Legasow, by opanować sytuację. Z czasem do grupy dołącza profesor Ulana Chomiuk z Instytutu w Mińsku, do której dotarł radioaktywny pył.

czarnobyl1

Sam serial trudno wcisnąć do gatunkowej szufladki, gdyż każdy odcinek to niemal inna konwencja. Dominuje tutaj szeroko rozumiane kino katastroficzne, gdzie grupa postaci próbuje opanować i/lub przetrwać zdarzenia jak pożar budynku, topienie się okrętu czy trzęsienie ziemi. Do tego jeszcze mamy wplecione elementy dramatu politycznego (zebrania komisji u Gorbaczowa), kryminalnego śledztwa prowadzonego przez Chomiuk, a nawet dramatu sądowego. Powoli zaczynamy odkrywać kolejne elementy układanki, a obraz jaki się z tego wyłania nie napawa optymizmem. Wszystko zaczyna przypominać rozpędzone kostki domina, zaś kolejne zdarzenia odpalają kolejne komplikacje, przez co skala wydaje się gigantyczna. Pojawiają się problemy (możliwość dużej eksplozji, pozbycie się granitu z dachu, zabijanie napromieniowanych zwierząt), które trzeba rozwiązać, tylko że wiedza jak to zrobić nie była zbyt wielka. Takiej katastrofy wcześniej nie było, zaś ludzie u władzy nie mieli kompletnie zielonego pojęcia o tym, do czego doszło.

czarnobyl2

Jednocześnie twórcy wykonują gigantyczną robotę w budowaniu wiarygodności świata przedstawionego. Wrażenie robi przede wszystkim fantastyczna scenografia, zupełnie jakbyśmy się przenieśli do roku 1986. Wygląd bloków, ich wnętrza, ale przede wszystkim sama elektrownia wygląda wręcz monumentalnie. Nie wspominając o dostępnym wówczas sprzęcie komputerowym. Drugim mocnym punktem jest charakteryzacja. To, jak pokazano ciała napromieniowane, tę bąble, poparzenia, powoli odrywająca się skóra od ciała – tego nie powstydziliby się specjaliści od horrorów. I jeszcze te zdjęcia, utrzymane w bardziej szarej kolorystyce (dzień) oraz żółtawo-zielonkawej (noc), budują klimat. Może wydaje się to surowe, wręcz chropowate, ale osiąga swój cel.

czarnobyl4

„Czarnobyl” jest także aktem oskarżenia wobec Związku Radzieckiego oraz ich stosunku do prawdy, którą należy zakopać. Zaś przyznanie się do błędu, jeśli chcesz być uważanym za mocarstwo, uznawane jest za słabość. W końcu żyje się w idealnym kraju, gdzie nikt nie popełnia błędów, ludzie są nieomylni, a naukowcy są traktowani niepoważnie. Tutaj podstawową walutą jest kłamstwo, a za prawdę grozi kara (w najlepszy wypadku zapomnienie i wykluczenie). I te momenty, gdy trzeba manipulować informacjami, nadal nie jest w stanie zmieścić się w mojej głowie.

czarnobyl5

Czy ten serial ma jakieś wady? Po pierwsze, nie jest to dokument, więc pewne rzeczy zostały zmienione oraz zmodyfikowane (postać Chomiuk to wypadkowa zespołu naukowców, którzy asystowali Legasowowi). Sporo jest tutaj przeskakiwana z postaci na postać, przez co można poczuć się zdezorientowanym, pojawia się (głównie w ostatnim odcinku) spora dawka patosu. Dla mnie jednak największym problemem był wątek związany z zabijaniem zwierząt. Był dla mnie zbyt długi oraz niepotrzebnie zapychał czas, który można było poświęcić choćby budowie sarkofagu (o czym się nie wspomina). Niemniej muszę przyznać, że selekcja materiału została dobrana na tyle szeroko, na ile było to możliwe.

czarnobyl3

I jeszcze mamy tutaj rewelacyjne aktorstwo. Nie chodzi tylko o pierwszy plan, ale nawet drobne epizody zapadają mocno w pamięć. Świeżo wcielony Paweł (Barry Keoghan), mająca zostać przeniesiona starsza pani dojąca krowę (June Watson), szef ekipy górników (Victor McGuire), inżynier Diatłow (Paul Ritter) czy dowodzący wojskowymi generał Tarakanow (Ralph Inieson)  – to tylko wierzchołek bardzo wyrazistych kreacji. Tak naprawdę zwraca się na trójkę głównych bohaterów, czyli Legasowa, Szczerbinę oraz Chomiuk. I cała ta trójka, czyli Jared Harris, Stellan Skarsgaard oraz Emily Watson są absolutnie kapitalni, w szczególności dynamiczna relacja między Legasowem a Szczerbiną z każdym odcinkiem zaczyna nabierać rumieńców. Nawet jak nie mówią, ich twarze oraz spojrzenia przekazują wszelkie tłumione emocje, konflikty, wątpliwości.

czarnobyl6

Czy „Czarnobyl” to tak wybitny serial jak mówią? Ma pewne rysy i potknięcia, ale nie na tyle istotne, by psuć jakąkolwiek frajdę z seansu. A HBO kolejny raz przypomina, że seriale też potrafi zrobić świetne. I nawet rzadka obecność języka rosyjskiego (rozmowa z dyspozytorką straży pożarnej czy śpiewana pieśń o czarnym kruku) nie wybiła mnie z tego świata.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Zachłanne miasto

Małe miasto gdzieś w Kalifornii. To tutaj mieszka Billy Tully – kiedyś bardzo obiecujący bokser, ale po rozstaniu z żoną jego jedyną kobietą był alkohol. Do tej pory nie może wybaczyć swojemu dawnemu menadżerowi oraz promotorowi ostatniej walki. Próbuje znaleźć jakąś pracę, jednak nie udaje mu się długo miejsca zagrzać. W końcu decyduje pójść na siłownię, gdzie poznaje bardzo uzdolnionego, młodego pięściarza. Namawia go, by poszedł do Rubena i spróbował szczęścia jako zawodowiec.

zachlanne miasto1

John Huston tym razem niejako wraca do nurtu opowieści o ludziach mierzących się z własnymi demonami oraz próbującymi się utrzymać na powierzchni. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niemal paradokumentalna stylistyka, bardzo charakterystyczna dla początków lat 70. Kolorystyka jest bardzo stonowana, nie ma tutaj jakichś efektownych czy efekciarskich sztuczek. Nawet sceny bokserskie są bardzo statycznie fotografowane, co dodaje tylko realizmu. A i samo miejsce wydaje się bardzo takie niesprzyjające szansom na osiągnięcie sukcesu. Tutaj mamy ludzi w jakimś sensie przegranych, którzy odnajdują szczęście albo w krótkich chwilach sławy na ringu, albo w tonach używek. Niemal każdy czuje się niespełniony, przeżywający kolejne rozczarowania, problemy, drobne sukcesy. Wierzą, że jeszcze nie wszystko stracone, że będzie jeszcze szansa na wygraną. Tylko, czy naprawdę tak jest? Wszyscy karmią się złudzeniami, nawet menadżer Ruben, prowadzący siłownię i motywujący swoich podopiecznych dobrych słowem, młodociany Ernie, mający dziewczynę oraz dziecko w drodze, nie będzie w stanie utrzymać ich tylko dzięki walkom czy ciągle pijąca Oma, żyjąca w związku z czarnoskórym.

zachlanne miasto2

Reżyser kibicuje i sympatyzuje z tymi ludźmi, nawet jeśli wydają się bardzo naiwni czy nieznośni na ekranie. Nie oznacza to jednak, że idzie ku sentymentalizmowi oraz da dający nadzieję happy end. Co to, to nie. Miasto Stockton jest tak naprawdę siedliskiem kolejnych wykolejeńców, wiążących koniec z końcem, mający do dyspozycji jedynie karierę jako robotnik. Przeżuje cię, wypluje i ostatecznie odbierze ci siły, energię, motywację, odkładając ją w nieskończoność. Nawet przygrywająca w tle muzyka country wydaje się jakby wzięta z innej bajki.

zachlanne miasto3

Huston trzyma mocno wszystko w ryzach, zaś aktorzy dają z siebie wszystko, tworząc co najmniej bardzo dobre role. Absolutnie błyszczą tutaj trzy kreacje: Stacy’ego Keatcha, Jeffa Bridgesa oraz Susan Tyrrell. Pierwszy wydaje się być najbardziej zmęczony, z bardzo słomianym zapałem, lecz w momencie decydującym (finałowa walka) daje z siebie wszystko. Młody Bridges tutaj gra chłopaka na początku swojego dorosłego życia, ale wydaje się nie być zdecydowany. I te dylematy są bardzo widoczne. Ale szoł kradnie Tyrrell jako wyszczekana Oma, która tylko pije, wydaje się niezadowolona ze wszystkiego (i nie boi się tego powiedzieć), zaś jej przeszłość mocno na nią rzutuje.

zachlanne miasto4

„Zachłannym miastem” John Huston wraca do formy i pokazuje, że nadal jest trafnym obserwatorem rzeczywistości. Szczery, surowy, brutalny oraz bardzo gorzki, a jednocześnie trzymający za gardło do końca. No i jeszcze to proste zakończenie, mówiąc tak wiele z tak mała ilością słów.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

W zwierciadle złotego oka

Wszystko zaczyna się w garnizonie wojskowym, gdzie – jak dostajemy na początku info – dochodzi do morderstwa. Chociaż na pierwszy rzut oka nic tego nie zapowiada. Wszystko się skupia na czterech kluczowych postaciach: majorze Pendeltonie, jego żonie Eleonorze, ich sąsiadach państwu Langdon oraz opiekującego się koniem majorowej, szeregowca Williamsa. Problem w tym, że major jest zafascynowany szeregowym, zaś między nim a żoną się nie układa, sąsiad podkochuje się w majorowej, a jego żona ma problemy psychiczne (tragiczny poród dziecka zakończony jego śmiercią). Tragedia wydaje się nieunikniona.

zwierciadlo zlotego oka1

To jest jeden z trudniejszych filmów Johna Hustona oparty na powieści Carson McCullers. Dlaczego trudny? Bo skupiony na tym, czego nie widać i nie słychać od razu, przez co wymaga większego wysiłku w trakcie seansu. Każdy z bohaterów tego dzieła jest zduszony w pewnych konwenansach oraz szablonach, do których muszą się dostosować, lecz tak naprawdę są nieszczęśliwy, przytłumieni. Każdy tutaj coś ukrywa: tragedię, demony, swoją orientację oraz lęki. Problem w tym, że nie jest to powiedziane wprost, przez co seans wydaje się dość trudny. Bo mamy nieudaną próbę samobójczą (żona porucznika), podglądactwo (szeregowy Williams), tłumiony homoseksualizm zakończony maltretowania zwierząt (major) czy brak pożądania (majorowa) i to wszystko doprowadza do pewnych wynaturzeń, degradacji. Ci wszyscy ludzie są w stanie pewnego zawieszenia, nie gotowi na podjęcie tego ostatecznego, decydującego kroku.

zwierciadlo zlotego oka2

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas oglądania „W zwierciadle…” to zdjęcia, nałożone na kadry żółty, wręcz złoty filtr, tworzący lekko surrealistyczne doświadczenie. Tak samo jak bardzo oszczędna, niepokojąca muzyka, budująca mroczny, gęsty, fatalistyczny klimat. Gdyby to jeszcze było bardziej czytelne, seans na pewno byłby bardziej satysfakcjonujący.

zwierciadlo zlotego oka3

Aktorstwo wypada tutaj więcej niż dobrze. Fason trzyma bardzo wycofany Marlon Brando (głos prawie jak Billy Bob Thornton w „Sling Blade”) w roli tłumiącego swoją orientację majora, wyżywającego się na koniu. Zjawiskowo wygląda (jak zawsze) Elizabeth Taylor jako pani major, troszkę głupia, egoistyczna, pełna chuci. Dla mnie jednak film kradnie Julie Harris, czyli pani Langdon – naznaczoną traumą kobietę, żyjąca wręcz niczym duch, nabierająca radości dopiero w obecności służącego Anacleto (równie cudny Zorro David). I była to jedyna postać, z którą byłem w stanie nawiązać jakąś więź. Mniej do roboty miał za to debiutujący Robert Forster w roli szeregowego Williamsa, będący tylko ładnym dodatkiem.

„W zwierciadle złotego oka” to kolejna próba Hustona do wejścia w stan ludzkich lęków, emocji, tłumionych przez lata. Tak jak w „Skłóconych z życiem” czy „Nocy iguany”, lecz ten film z 1967 roku wydaje się najmniej przystępne z tego nurtu Amerykanina. Niemniej jest to intrygująca produkcja z gęstym klimatem oraz wyrazistym aktorstwem.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

The End of the F***ing World – seria 1

UWAGA!

Tekst zawiera pewne ilości spojlerów, więc czytacie na własną odpowiedzialność!!!

Na pierwszy rzut oka to typowa produkcja o młodych ludziach, wchodzących w dorosłe życie wręcz z impetem. Ale poznajcie tą parkę 17-latków: James uważa się za psychopatę, jest bardzo wycofany i lubi zabijać zwierzątka. Marzy mu się wejście na wyższy poziom, czyli zabicie człowieka. Alyssa ma matkę, która się nią nie interesuję, ojciec ją zostawił, zaś ojczym ma ją w dupie. Oboje w końcu decydują się uciec razem, lecz ona nie wie, że on chce ją zabić.

end of f world1

Serial Netflixa zrobiony wspólnie z Channel 4 to wywrotowa mieszanka kina inicjacyjnego, dramatu, kryminału i czarnej komedii. I jak wiele miksów, serial duetu Jonathan Entwistle/Lucy Tcherniak początkowo może być dość trudny do przyswojenia. Punkt wyjścia całej opowieści wydaje się dość pokręcony i dziwaczny, nawet za dziwaczny. Ale z tego całego zwariowanego, nie do końca normalnego świata, z czasem zaczyna się wyłuskiwać opowieść o pierwszej miłości, poczuciu bliskości oraz tworzeniu więzi między dwójką dość ekscentrycznych nastolatków. Zapomnijcie jednak o czymś w stylu Wesa Andersona, choć jest to specyficzne kadrowanie, gdyż po drodze dojdzie do paru mrocznych i brutalnych rzeczy (próba gwałtu, morderstwo, kradzież), dość szybkie przebitki montażowe oraz dorośli, którzy głównie rozczarowują, zamiast być drogowskazem i wsparciem dla młodych. Widać to najmocniej w przypadku Alyssy, mieszkającej z matką, nowym ojczymem oraz dwójką niemowlęcego rodzeństwa. Zaś ona sama jest traktowana jak śmieć przez dominującego w domu nowego męża. W końcu sam ojciec, który okazuje się być zwykłym dupkiem, co ułożył sobie nowe życie (ukrywając to przed córką, która go wielbi). A ojciec Jamesa (matka popełniła samobójstwo) jest bardzo wycofany i nie ma zbyt dobrego kontaktu z synem, chociaż się stara.

end of the f world2

Sporo jest tutaj bardzo specyficznego humoru z jakiego znana jest Matka Anglia: od absurdu i groteski (para naszych pań detektyw) po zderzenie charakterów (wewnętrzne monologi wygłaszane przez naszą parkę). Nie brakuje też krwi i przemocy, ale nie jest ona ani przerysowana, ani skrajnie naturalistyczna. I to przez pierwsze 3 odcinki może stanowić pewną barierę nie do przeskoczenia. Tak samo może drażnić bardzo otwarte zakończenie, chociaż odgłos strzału na koniec jest strasznym cliffhangerem. Na szczęście sama historia, skupiona na ewoluującej relacji Alyssy i Jamesa jest na tyle intrygująca, poprowadzona bez popadania w mielizny, że wierzę im. W tle jeszcze gra muzyka w duchu klasycznego rock’n’rolla oraz popu z lat 60., co tworzy jeszcze większe zamieszanie.

end of the f world3

Także aktorsko jest fantastycznie, choć nie ma tutaj znanych twarzy. Błyszczy tutaj duet Alex Lawther/Jessica Barden jako nasi główni bohaterowie, których relacja coraz bardziej zaczyna ewoluować: od obojętności przez coraz powolniejsze docieranie aż po szczerą miłość. Znakomicie wykorzystują scenariusz dający im spore pole do popisu. Każda postać (nawet epizodyczna jak kasjer Frodo czy wykładowca-gwałciciel) zapada tutaj w pamięć, ze szczególnym wskazaniem na duet śledczych (świetne Gemma Whelan i Wunmi Mosaku), stanowiących idealny kontrast dla siebie czy pozornie wyluzowanego ojca (Brian Ward), skrywającego pewną tajemnicę.

end of the f world4

Ciężko jest ocenić coś tak pokręconego jak „Koniec zj****ego świata”. Początkowo wydaje się dość dziwaczny i specyficzny, jednak z każdym odcinkiem zaczyna nabierać silnego rozpędu, dając wiele satysfakcji oraz zaskoczeń. Tylko ten finał wydaje się taki wkurzający, przez co trzeba czekać na ciąg dalszy. Chociaż czy powinien być?

7,5/10

Radosław Ostrowski

Noc iguany

Wszystko zaczyna się od pewnego kościoła, gdzie posługę kapłańską pełni pastor Lawrence Shannon – człowiek słaby, przeżywający załamanie nerwowe oraz kryzys wiary. Podczas mszy doprowadza do poważnego incydentu, przez co zostaje usunięty z parafii. Teraz jest pilotem wycieczek dla biura podróży po Meksyku, gdzie jego klientkami są starsze panie oraz pewna młoda dziewczyna o imieniu Charlotte, która chce uwieść byłego duchownego. I ta relacja sprowadza na niego kłopoty, zwłaszcza z powodu „przyzwoitki” towarzyszącej Charlotte, która chce za wszelką cenę zniszczyć Shannona. Mężczyzna podstępem zmusza wycieczkę do przyjazdu do podskórnego i lekko podniszczonego motelu, prowadzoną przez dawną znajomą. Do tego samego miejsca przybywa portrecistka z swoim ojcem, pracującym nad nowym wierszem.

noc iguany1

Zawsze trudnym zadaniem jest przeniesienie na ekran sztuki teatralnej, zwłaszcza jeśli jest napisana przez wybitnego autora. Ale John Huston wiele razy pokazywał w swojej karierze, że nie boi się wyzwań, więc adaptacja sztuki Tennessee Williamsa nie wydawała się jakimś szaleństwem. Szczególnie, że już wcześniej przenoszono na ekran sztuki tego dramaturga. I znów mamy do czynienia z ludźmi, walczącymi ze swoimi tłumionymi pragnieniami, demonami oraz przewartościowaniem swojego życia. Nie ma tutaj klasycznie rozumianej akcji, zaś postacie poznajemy dzięki świetnie napisanym dialogom oraz relacjom. Tutaj reżyser bardzo spokojnie prowadzi wszystkich, pozwalając odkryć ich tajemnice. Bo i kogo tu nie ma: mierzący się z alkoholizmem oraz kryzysem wiary były duchowny Shannon, który chce sobie (oraz innym) coś udowodnić, ciągle apetyczna właścicielka hotelu Maxine, pełna silnego charakteru, młoda lolitka o imieniu Charlotte potrafiąca zdobyć każdego mężczyznę, jej opiekunka panna Fellowes, mocno tłumiąca w sobie uczucie wobec Charlotte (nie jest to powiedziane wprost, ale wydaje mi się, iż jest ona homoseksualistką). No i jest jeszcze tajemnicza Hannah – malarka, wędrująca z ojcem po całym świecie, sprawia wrażenie delikatnej, bardzo empatycznej persony, łatwo tworząc więź z Shannonem.

noc iguany2

Huston nie stosuje jakichś skomplikowanych formalnych sztuczek (może poza zbliżeniami na twarzach oraz drobnych masterszotach), jednak ten teatralny rodowód kompletnie nie przeszkadza. Osadzenie akcji w Meksyku podczas lata w motelu z dala od cywilizacji też buduje klimat pewnego odcięcia, rodzaju duszności, zaś emocje zaczynają z każdą chwilą gęstnieć. Jednak nie ma tutaj jakieś mocnego uderzenia, a zakończenie wydawało mi się troszkę zbyt radosne.

noc iguany3

Ten zwykły dramat nie miałby takiej siły ognia, gdyby nie znakomite aktorstwo z najwyższej półki. Richard Burton kolejny raz błyszczy jako rozedrgany, przechodzący kryzys duchowny, kochający mocne trunki i nie mający siły oprzeć się dziewczynom. Jednak dla mnie film skradły absolutnie magnetyzujące panie: pociągająca Ava Gardner (Maxime), bardzo stonowana Deborah Kerr (Hannah) oraz wręcz ekspresyjna Grayson Hall (panna Fellowes). Odstaje od tej reszty Sue Lyon, powtarzając niejako swoją kreację z „Lolity”, ale bez tej głębi.

noc iguany4

Huston kolejny raz pokazuje, że bardzo uważnie przygląda się ludzkiej duszy oraz wewnętrznym niepokojom. „Noc iguany” to kolejny przykład fantastycznego prowadzenia aktorów, którzy dają z siebie wszystko, ale jednocześnie nie czuć tak mocno bariery jaką często dają adaptacje sztuk teatralnych. Wiele dialogów (m.in. o błękitnym diable) to perełki, jakie zostaną długo po seansie.

7,5/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Doktor Freud

Zygmunt Freud – jedna z najważniejszych postaci przełomu XIX i XX wieku, tworzący silne fundamenty pod współczesną psychologią. Jego teoria dotycząca „kompleksu Edypa” była przełomem dla nauki, choć początkowo była odrzucona przez środowisko naukowe. Wreszcie o jego pracy postanowili sięgnąć filmowcy, zaś jednym z pierwszych był John Huston.

dr freud1

Cała opowieść zaczyna się w momencie, kiedy Freud popada w konflikt ze swoim przełożonym w Wiedniu, dr Meynerta. Wszystko dotyczy histerii – wówczas uważanej za chorobę kobiecą, będącą źródłem nerwic. Zygmunt decyduje się wyjechać do Paryża, gdzie poznaje profesora Charcota, mającego inne zdanie oraz wykorzystujący hipnozę do leczenia pacjentów (a to było nieuznawane za środowisko). Wraca do Wiednia, gdzie pojawia się na jego drodze dr Breuer, który prosi go o pomoc przy badaniu swoich pacjentów.

dr freud2

Scenariusz do filmu napisał znawca naukowca, słynny francuski filozof Jean-Paul Sartre, jednak mający ponad tysiąc stron tekst nie za bardzo nadawał się do ekranizacji. Twórcy skupiają się na pięciu latach badań Freuda, doprowadzających do odkrycia, że świadomość a myśli to nie jest to samo. A co jest źródłem histerii i czy dotyka tylko kobiet? Odpowiedzi na te pytania są poznawane bardzo powoli, zaś kluczowe są tutaj dwa wątki: badanie pacjentki Cecylii Koertner (kobieta cierpi na paraliż nogi i bezsenność) oraz męcząca tajemnica Freuda, która męczy go od momentu pogrzebu ojca (lekarz mdleje przed bramą cmentarza). Obydwa te „dochodzenia” są prowadzone za pomocą dialogów oraz ciągle odkrywanych retrospekcji z lekko „zasmugowanymi” ujęciami. Dla mnie problemem było – troszkę wrzucone na siłę – wątki dotyczące żony Freuda, które tak naprawdę niczego dla mnie nie wnosiły. Wrażenie za to robią monochromatyczne zdjęcia, bardzo szczegółowa scenografia oraz wyrazista muzyka Jerry’ego Goldsmitha (jedna z pierwszych dużych prac kompozytora), wykorzystująca elektronikę.

dr freud3

Wszystko tak naprawdę trzyma na barkach Montgomery Clift w tytułowej roli. Bardzo wycofany, wręcz powściągliwy, ale konsekwentnie dociekliwy i skupiony. Zwłaszcza podczas rozmów z pacjentką (mocna Susannah York) oraz ze swoim przyjacielem Breuerem (świetny Larry Parks), potrafi wyczuć swoją postać. No i ma pewne własne demony do poskromienia.

„Doktor Freud” to jeden ze spokojniejszych, bardziej kameralnych filmów w dorobku Hustona. Solidna biografia, skupiona przede wszystkim na naukowych dokonaniach lekarza, z wybijającą się rolą Clifta (jedną z ostatnich w karierze).

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

 

Skłóceni z życiem

Kiedy poznajemy Roselyn rozwodzi się ze swoim mężem. Mieszka ze swoją najlepszą przyjaciółką i próbuje na nowo poukładać sobie życie. Przypadkowo poznaje w barze dwóch przyjaciół: kierowcę i pilota Guido oraz kowboja Gaya. Panowie razem polują na dzikie konie, sprzedając je handlarzom. Kobieta dość szybko zaprzyjaźnia się z mężczyznami i dołącza do kolejnej wyprawy. Razem z nimi dołącza stary znajomy Guya, uczestniczący w rodeo Perce’a Howlanda.

skloceni z zyciem1

John Huston w 1961 roku postanowił pójść w zupełnie innym kierunku niż zwykle. Zamiast kina gatunkowego, mamy poważny dramat psychologiczny skupiony na trzech facetach oraz jednej kobiecie. Niby dwóch z nich to kowboje, ale w dzisiejszych czasach to słowo ma inne znaczenie niż teraz. Może i przestrzeń pozostała niezmieniona (tylko koni jakoś mniej niż zwykle), ale zamiast wolności jest samotność, nałogi oraz wręcz pustka życia. Guy poluje na konie, które potem zostają przerobione ma pokarm dla psów, niby ma dwie córki, ale ich nigdy nie widzi. Guido nadal prowadzi samolot i mieszka w domu, gdzie zmarła jego żona. Z kolei Perce jest wręcz uzależniony od rodeo i nie może pogodzić się ze śmiercią ojca oraz ślubu matki z nowym facetem. Z tego powodu nie może już być ranczerem. Każdy z tej trójki nie chce dostosować się do nowych czasów („wszystko jest lepsze od etatu”), ale zamiast wolności, tkwią w kolejnej pułapce, stając się niejako wyrzutkami społeczeństwa. I do nich trafia młoda kobieta na rozstaju dróg, ale ona ma jeszcze wszystko przed sobą. Ma jeszcze wybór, tylko co zrobi?

skloceni z zyciem3

Trudno mówić tutaj o fabule, bo Huston skupia się na relacjach między bohaterami. Przyjaźń zostaje tutaj mocno wystawione na próbę, zaś obecność młodej, troszkę naiwnej kobiety zmusza do weryfikacji oraz budzi pewne tłumione emocje. Miłość, zazdrość, nieufność – wszystko to zaczyna wyłazić, chociaż reżyser wszystko prowadzi w sposób stonowany. Nie brakuje chwytających momentów (scena tańca Roselyn z Guido, rodeo), ale mi najbardziej w pamięci pozostanie finałowe polowanie. Tutaj dochodzi do ostatecznego zdarcia romantycznego spojrzenia na wizerunek kowboja. Zamiast poczucia wolności – samotność, lęk, poczucie zmęczenia. Wszystko podane w fantastycznych dialogach, pewnej (choć spokojnej) reżyserii, okraszonej świetną muzyką.

skloceni z zyciem2

I do tego mamy prawdziwe spotkanie na aktorskim szczycie. Największą niespodziankę robi tutaj Marilyn Monroe prezentując (chyba) najdojrzalszą kreację w swojej karierze. Niby nadal wydaje się mieszanką naiwności, nieporadności ze szczerością oraz urokiem, ale tutaj dosłownie chwyta ze serce i wierzy się jej. A jednocześnie nie kipi seksapilem, co jest zaskoczeniem. Klasę za to prezentują znakomici Clark Gable oraz Montgomery Clift. Obaj dość zmęczeni życiem, znający się niemal jak łyse konie i mają wiele demonów przeszłości, tkwiąc niejako w swoim niby-wolnym życiu. Bardzo wyraziste postacie, z najlepszymi dialogami. W podobnym tonie nadaje Eli Wallach jako żyjący przeszłością Guido, tworząc tragiczną postać.

skloceni z zyciem4

Polskie tłumaczenie idealnie oddaje klimat oraz charakter filmu Hustona. Filmu o przemijaniu, życiu w nieprzyjemnych czasach niczym niedopasowane kawałki puzzli. Jeden z najmocniejszych, wręcz drapieżnych filmów amerykańskiego reżysera, plasujący się w ścisłej czołówce.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

Człowiek, który zabił Hitlera i Wielką Stopę

Tytuł tego filmu rzuca się w oczy, czy się to komuś podoba, czy nie. I wiele osób już sobie wyobrażało (w tym i ja), że będzie to jakieś zwariowane, zakręcone kino klasy B w stylu „Iron Sky” czy jakiegoś innego „Kung Fury”. Tylko, że debiut Roberta Krzykowskiego idzie w zupełnie inną stronę niż można się było tego spodziewać. Ale po kolei.

czlowiek, ktory zabil hitlera1

Poznajcie Calvina Barra – na pozór wydaje się zwyczajnym, starszym panem z wąsami oraz przyprószonymi włosami. Mieszka sam, prowadzi spokojne życie emeryta i w zasadzie na nic już specjalnie nie czeka. Problem w tym, że nasz bohater skrywa głęboko tajemnicę. W czasie wojny dokonał (na zlecenie rządu) zabójstwa Adolfa Hitlera, co zostało utajnione przez obie strony konfliktu. Ale rząd znowu prosi mężczyznę o wykonanie trudnego zadania. W okolicy panoszy się Wielka Stopa, która roznosi śmiertelnie groźną chorobą, zaś Barr – jako nieliczny jest odporny na chorobę – jest jedyną nadzieją na zabicie monstrum.

czlowiek, ktory zabil hitlera2

Może i opis fabuły brzmi jak coś szalonego i niepoważnego, to jednak reżyser idzie w stronę czysto kampowego, niepoważnego kina. Ale „Człowiek, który zabił…” jest przede wszystkim dramatem skupionym na Barrze – zmęczonym, troszkę zgorzkniałym człowiekiem, który nie jest dumny z tego, co zrobił, choć wydaje się być traktowany niczym mityczny heros przez ludzi władzy. Jednak to miało pewną cenę w postaci zerwania kontaktów, rozstania z ówczesną dziewczyną, zgorzknieniem. Przeplatanka retrospekcji z teraźniejszością działa tutaj dobrze, mieszając ze sobą klimat przygody, akcji i melancholii. To się powinno gryźć i nawzajem wykluczać, lecz jakimś dziwnym cudem zazębia się w spójną całość. Nie brakuje akcji (zamach na Hitlera wzięty z niemal jakiegoś wariackiego kina szpiegowskiego – zrobienie broni to jakieś wariactwo czy atak na złodziei), pięknych kadrów (widok martwej strefy i polowanie na Wielką Stopę) oraz surviwalowej walki (ostatnie pół godziny).

czlowiek, ktory zabil hitlera3

Do tego trudno przyczepić się do filmu pod względem realizacyjnym. Zgrabnie odtwarza zarówno okres przedwojenny oraz realia lat 70. (sprzęt wojskowy), do tego muzyka też odpowiednio buduje nastrój, ale jest też odpowiednio epicka. No i sam stwór stworzony przy pomocy legendarnego Douglasa Trumbulla (tworzył efekty specjalne m.in. do „Blade Runnera” czy „2001: Odysei kosmicznej”), sprawiający wrażenie niezłomnej bestii.

czlowiek, ktory zabil hitlera4

Jednak to wszystko by nie zadziałało, gdyby nie grający główną rolę Sam Elliott (i będący jego młodszym wcieleniem Aidan Turner) – bardzo wycofany, małomówny, ale mający w sobie sporo siły oraz determinację i wiele demonów do pokonania. Jest to bardzo złożona postać, choć na pierwszy rzut oka nie wygląda. Swoje robi też solidny Ron Livingston jako agent FBI oraz Caitlin Fitzgerald jako miłość Calvina.

Choć tytuł zapowiadał coś zwariowanego, film Krzykowskiego tylko ociera się o kino campowe, stając się pełnokrwistym dramatem psychologicznym z miejscami odjechanymi pomysłami realizacyjnymi. Powinno się to gryźć ze sobą, ale reżyserowi udaje się stworzyć spójne, intrygujące kino. Mam dziwne wrażenie, że jeszcze o reżyserze usłyszymy.

7/10

Radosław Ostrowski

Ogród rodzinny. Dezerter

Rok 1948, powoli w Czechosłowacji zaczynają instalować się komuniści. A jak radzą sobie bohaterowie „Ogrodu rodzinnego”? Odnalazł się w końcu zaginiony Otta, tylko że twarz ma dość zmasakrowaną i wraca do swojego salonu fryzjerskiego. Vilma z Jindrichem oczekują kolejnego dziecka, a mężczyzna pracujący w kontroli lotów ma problemy z powodu antykomunistycznego nastawienia. Jako taka trzyma się właściciel szklarni Milos, który dzięki wsparciu rodziny jest w stanie prowadzić swój interes. Kto jednak stanie się tytułowym dezerterem?

ogrod_rodzinny_21

Jan Hrebejk ze scenarzystą Petrem Jarchovskim wracają do naszej rodziny i tym razem przygląda się, jak poszczególni bohaterowie odnajdują się w nowej rzeczywistości. „Dezerter” stylistycznie kontynuuje ścieżkę obraną przez pierwszy film. Nadal wrażenie robi warstwa wizualna (salon i szklarnia wygląda świetnie), stylizowane zdjęcia oraz powolna, spokojna narracja. Ale coraz więcej tutaj widać mroku oraz wpływu polityki. Naklejane plakaty, namawiające do głosowania na komunistów, cieć będący komunistą (mocna scena, gdy Jindrich ostro wykłada mu swoje przekonania), zmiana władzy w salonie – tutaj widać, jak mechanizmy historii mają wpływ na naszych bohaterów. Jednak Hrebejk skupia się przede wszystkim na Otcie, który najciężej znosi wszelkie perturbacje, za które będzie musiał zapłacić. Więcej wam z fabuły nie zdradzę, ale będzie parę niespodzianek, nie zabraknie odrobiny humoru (wizyta radzieckich towarzyszy oraz psikus dokonany przez Karlika – śmiech i przerażenie idą tu ręka w rękę) oraz miejscami gorzkich obserwacji.

ogrod_rodzinny_22

Hrebejk tutaj zyskuje na polu obyczajowym, co najbardziej widać w rodzinie Jindricha. Żona wydaje się niby ugodowa, może bardziej dyplomatką, ale mężczyzna nie tylko może odpędzać swoją niezłomną postawą, która przynosi tylko więcej komplikacji. Ale jego podejście do córki jest dość oschłe, co może wynikać z długiej nieobecności, ale także z silnego pragnienia syna. Także podziały polityczne bywają mocne, co doprowadza do pewnej nieufności, nawet nienawiści (spięcie między Karelem a Jindrichem zakończone dość bolesną puentą). Nie mniej reżyser próbuje zrozumieć swoich bohaterów, nawet jeśli dokonują niezrozumiałych dla nas decyzji.

ogrod_rodzinny_23

Tak jak poprzednia część, to był popis Anny Geislerovej (tutaj też obecnej na drugim planie), tak ta należy w całości do Jiriego Machaczka. Aktor bardzo dobrze pokazuje zmieniający się charakter Otty – od bardzo serdecznego, niemal króla życia aż po niemal wrak człowieka, coraz bardziej pozbawionym ducha, charakteru, chęci do czegokolwiek. Pozostali aktorzy nadal prezentują się bardzo dobrze (szczególnie Martin Finger, David Novotny oraz Sabina Remundowa), podtrzymując poziom poprzednika.

„Dezerter” to zdecydowanie mocniejszy i poważniejszy film od poprzednika, gdzie Hrebejk wprowadza wiele mroku. Historia i polityka coraz mocniej wchodzą z butami, ale nadal reżyser troszkę wprowadza humoru. Niemniej wydźwięk całości jest bardzo dramatyczny, co potrafi parę razy uderzyć. Jaki będzie ciąg dalszy? Przekonamy się wkrótce.

8/10

Radosław Ostrowski

Wysokie loty

Wiecie, co to jest lockout? To taka sytuacja w rozgrywkach NBA (i nie tylko), kiedy liga nie gra, bo zawodnicy i kluby nie dogadały się ze sobą w kwestii wynagrodzeń z zysków. Coś jakby przymusowy zakaz pracy. Tracą na tym wszyscy: gracze, widzowie, telewizja, menadżerowie i agenci sportowi. Kimś takim jest niejaki Ray Burke, znający ten świat jak własną kieszeń. Próbuje pomoc swojemu klientowi – młodemu, obiecującemu zawodnikowi, Erickowi Scottowi. Ma on kontrakt, ale nie może grać z powodu lockoutu. Ale nasz agent ma pewien plan, by przełamać impas.

wysokie_loty1

Netflix robi kolejny film okołosportowy i w zasadzie można by olać ten temat. Ale kiedy kręci ten film Steven Soderbergh, sprawy nagle stają się poważniejsze. Reżyser znowu decyduje się kręcić całość na iPhonie, co tworzy bardzo specyficzny klimat, niejako jeszcze bardziej wprawiając w stan osaczenia.  Próbuje się przyjrzeć światowi wielkiego sportu i jeszcze większych pieniędzy, gdzie zawodnik jest jedynie maszynką przynoszącą dochody, każdy może nim manipulować oraz sterować tak, by zarabiał więcej. Cała intryga jest skupiona na dialogach, podjazdowych zagrywkach i lawirowaniu mocno na granicy prawa. Można się w tym wszystkim pogubić, zwłaszcza nie znając zwrotów lockout czy draft, ale reżyser stara się wszystko pokazać w sposób przystępny.

wysokie_loty2

Soderbergh nadal robi to, co potrafi najlepiej, czyli bawi się sprzętem, filmuje czasami pod dziwnymi kątami i stosuje długie ujęcia. Niemniej może parę osób się od tego odbić. Dla mnie jednak problemem były wplecione wywiady zawodników NBA o tym, jak się czuli na początku swojej kariery, o swoich najbliższych itp. Miałem wrażenie, że są troszkę zbędne i troszkę łopatologicznie uzupełniają to, co się dzieje na ekranie. Także ostatnie 15-20 minut, gdzie dochodzi do retrospekcji, potrafiło wybić mnie z rytmu. Nie mniej ogląda się to naprawdę dobrze m.in. dzięki świetnym dialogom oraz trafnemu portretowi tego świata.

wysokie_loty3

No i reżyser ma jeden mocny atut w talii: fantastycznego Andre Hollanda w roli Raya. Ten facet to prawdziwy lawirant, wnikliwie obserwujący cała sytuację i zgrabnie manipulujący ludźmi w osiągnięciu celu. Troszkę przypominał Franka Underwooda, choć nie był aż tak bezwzględny. Zna się na ludziach, chociaż czasami miałem wrażenie, że sytuacja może go przerosnąć. Równie świetna jest Zazie Beets jako Sam, asystentka/nie asystentka i powiernica Raya, całkiem nieźle sobie radząca w całym tym rozgardiaszu, a także Billy Duke w roli trenera Spencera (cytowanie formułki, gdy padają jakiekolwiek skojarzenia z niewolnictwem – perełka).

Soderbergh nie zamierza przechodzić na emeryturę i kolejny raz potrafi zaskoczyć. Świetnie prowadzi pozornie stateczną intrygę, serwuje rozbrajające dialogi, ciągle zaskakuje, a jednocześnie skłania do myślenia. Bardzo porządna robota.

7/10 

Radosław Ostrowski