Autsajder

Końcówka roku 1981. Wolnymi krokami zbliża się stan wojenny. Ale dla naszego Franka cała ta sytuacja nie robi wrażenia. To młody student malarstwa, który woli skupić się na sztuce. Albo na swojej dziewczynie. Wszystko się zmienia dzięki przyjacielowi Beno. Chłopak prosi go o przechowanie pewnej teczki. W maju 1982 Franek wraca podczas godziny milicyjnej do domu i zostaje zatrzymany przez patrol. Na swoje nieszczęście próbuje uciec i zostaje złapany. Potem okazuje się, że w teczce były ulotki, a Franek zostaje oskarżony o działalność antysystemową.

autsajder1

Bardzo cenie i szanuje Adama Sikorę. To jeden z najciekawszych polskich operatorów, choć ostatnio nie był w najlepszej formie. Teraz postanowił spróbować swoich sił jako reżyser, ale… cóż, efekt jest średnio satysfakcjonujący. Sama koncepcja pokazania stanu wojennego z perspektywy skazańców była czymś świeżym. Problem jednak w sposobie opowieści. Nie brakuje (w zamierzeniu) mocnych i brutalnych scen, pokazujących bezwzględność poprzedniego systemu: tortury, wyrywanie zębów, bicie, a także psychiczne znęcanie. I tak od więzienia do więzienia. To mogłoby być ciekawe i interesujące, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, gdybym nie widział filmów o więzieniu w ogóle. Na naszym podwórku było kilka produkcji o czasach stalinowskich („Przesłuchanie”, „Generał Nil” czy spektakle Teatru Tv) z perspektywy osadzonych. Tam bohaterowie byli mieleni przez aparat władzy, ale ich sprzeciw czy bunt bardziej angażował. Po drugie, gdyby był bohater był bardziej wyrazisty. Przez cały film pozostaje bierny, wycofany, właściwie niedostępny. Niby lekkoduch, niedojrzały, niby zachodzi w nim przemiana, ale kompletnie jej nie widać. Jest taka bardziej na wiarę.

autsajder2

A i sam koledzy z celi wydają się bardzo papierowi, nudni i nieciekawi. Niby mamy politycznych, morderców, ale interakcja między nimi jest tutaj żadna. Tak samo jest ze strażnikami, oficerami przesłuchującymi czy naczelnikiem więzienia. To wydaje się takie bardzo niedzisiejsze w treści, że ma się to kompletnie gdzieś.

autsajder3

I nie pomaga ani udana praca kamery (wiele kadrów jest z oczu bohatera), ani solidnie wykonana robota na poziomie scenografii, kostiumów czy rekwizytów. To wszystko próbuje być żywą tkanką, tylko że to kompletnie nie działa. Sikora zwyczajnie mówiąc przestrzelił na każdym poziomie. Nawet dialogi wydają się średnie, a całkiem nieźle obsadzeni aktorzy (Marek Kalita, Mariusz Bonaszewski, Tomasz Sapryk i najlepszy z grona Robert Guralczyk) nie mają za wiele do roboty. A jak sobie radzi w głównej roli syn reżysera, Łukasz Sikora? No ładnie wygląda, ale jest strasznie nieobecny. Niby zachodzi w nim przemiana, ale cały czas pozostaje bierny, pozbawiony własnego charakteru.

Film, który miał ambicje, tylko że nic z tego nie wynika. „Autsajder” powstał jakieś 20 lat za późno, a portret głównego bohatera brzmi fałszywie i sztucznie. Jeden z większych zawodów z naszego podwórka.

5/10

Radosław Ostrowski

Dżungla

Byliście kiedyś w dżungli? Gdzie nie ma cywilizacji, ludzi, telefonów czy wygody. Tak w 1981 roku zrobił Yossi Ghinsberg, który przybywa do Boliwii. Chce przeżyć przygodę, a nie być mężem i ojcem (a wcześniej studentem oraz przebyciem służby wojskowej). Dlatego podróżuje po całym świecie. W Boliwii poznaje dwóch Amerykanów, z którymi się dość szybko zaprzyjaźnia. Ale pewnego dnia zaczepia go tajemniczy Karl. Mężczyzna proponuje wyprawę przez dżunglę, gdzie można odnaleźć nieznane plemię Indian. Jednak podróż nie idzie zgodnie z planem, a Yossi zostaje zmuszony do walki o przetrwanie.

dzungla1

„Dżungla” to jest oparty na faktach film, będący mieszanką dramatu z thrillerem. Reżyser Greg McLean zaczyna swoją opowieść niczym bezpretensjonalny film o szorstkiej przyjaźni. Są ładne krajobrazy, nie brakuje odrobiny humoru oraz pewnej aury tajemnicy. A dalej zaczyna się dość oczywista trasa – polowania, konflikty, jeden z towarzyszy zostaje ranny w nogę. Sytuacja zaczyna się robić coraz bardziej nerwowo, ale i – niestety – bardzo przewidywalnie. Przez spory początek troszkę mnie to usypiało. W drugiej połowie, gdy Yossi zostaje zdany na siebie, całość staje się soczystsza. Obcy teren, węże, zniszczony dom, mrówki, halucynacje. Dzieje się tutaj wiele, a teatr jednego aktora jest w stanie przykuć uwagę. Montażysta z operatorem starają się wyczyniać cuda, ale już wtedy czułem się zmęczony. Dlaczego? Bo reżyser wrzuca jeszcze retrospekcje, próbujące pokazać troszkę głębiej naszego bohatera. Ale bywa to czasami sentymentalne, wręcz kiczowate (scena w Las Vegas), przez co czułem się wybity z rytmu. Zupełnie jakby reżyser nie do końca wie, co chce osiągnąć.

dzungla2

Najmocniejszym punktem całego filmu jest Daniel Radcliffe, który wręcz fizycznie buduje swoją rolę. Troszkę taki wolny ptak, który nie chce się ustatkować, żądny przygody i starający się zachować w miarę rozsądnie. Jego ból, cierpienie oraz zmęczenie są bardzo namacalne, bez poczucia fałszu. Nie można go zlekceważyć, po raz kolejny pokazując się z dobrej strony. Jedyny wybijający się z drugiego planu jest Thomas Kretschmann, czyli Karl. Doświadczony w kwestiach przetrwania, wydaje się urodzonym liderem. Zawsze opanowany i spokojny, ale jednocześnie ma w sobie pewną tajemnicę.

dzungla3

„Dżungla” wydaje się takim jednorazowym filmem o przetrwaniu, jakich było już tysiące. Bo człowiek jest w stanie wytrzymać więcej niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić. Ale ja to już wiem, to znam zbyt dobrze.

5/10

Radosław Ostrowski

Żywot Mateusza

Co jakiś czas pojawia się taki skromny, niepozorny film. Akcji w nim praktycznie nie ma, ale przykuwa uwagę. Tak mam z debiutem filmowym nakręconym w 1967 roku. jego bohaterem jest rodzeństwo: Mateusz i Olga. Mieszkają sobie gdzieś na poboczu wsi i prują wiązać koniec z końcem. On czuje silną więź z przyrodą i przewozi ludzi przez rzekę, ona robi swetry. Jakoś tak sobie żyją, ale wszystko się zmieniać, co natura niejako przekazuje.

zywot mateusza1

Debiutujący tym filmem Witold Leszczyński zaskoczył wszystkich. „Żywot Mateusza” klimatem przypomina kino skandynawskie – bardzo stonowane, wręcz ascetyczne w formie. Ale jednocześnie to wszystko wydaje się takie piękne, poetyckie, poruszające. Wszystko tutaj skupia się na małych rzeczach, pięknych krajobrazach oraz zwykłych, codziennych czynnościach. Ale opowieść poznajemy z perspektywy Matisa. To człowiek, który jak dziecko patrzy na świat: na drzewa, rośliny, ptaki. Jakby były dla niego częścią samego siebie. Jednak coraz bardziej docierają sygnały niszczące naturę: wielki ptak zostaje zastrzelony, drzewo zostaje rażone piorunem, nad głową lecą samoloty. Brat z siostrą coraz bardziej zaczynają się oddalać od siebie. Przestają się rozumieć, a dla Mateusza świat staje się coraz ciaśniejszy. Dla bohatera finał może być tylko jeden i to jest jedno z najbardziej poruszających zakończeń w polskim kinie.

zywot mateusza3

Jeszcze bardziej uderza tutaj forma: ascetyczna, a jednocześnie bardzo bogata kompozycja kadrów. Niby zdjęcia są czarno-białe, ale przyroda wygląda tutaj zachwycająco. Nadal jest tutaj wiele symboli (ptak, drzewo), dodających drugiego dna, lecz i bez nich film jest bardzo ciekawy. Z każdą minutą coraz bardziej poznajemy więź Mateusza z naturą, co wywołuje konflikt z siostrą. Zderzenie coraz bardziej obecnej cywilizacji z przyrodą staje się coraz bardziej bolesne. I nawet fantastyczna muzyka nie jest w stanie pozbyć wrażenia fatalizmu.

zywot mateusza2

Ten film nie działałby tak wspaniale, gdyby nie Franciszek Pieczka w roli tytułowej. Pełen entuzjazmu dziecka dorosły mężczyzna, nie potrafiący się dostosować do reguł współczesnego świata. Traktowany jako pocieszny idiota, to nadwrażliwiec z inną perspektywą na świat. Nie potrafi go zrozumieć Olga (zjawiskowa Anna Milewska), która darzy go miłością, ale bardziej stąpa po ziemi. Łatwiej się dostosowuje się do świata, choć nie jest to dla niej łatwe. Niemniej czuć harmonię w tym wszystkim.

zywot mateusza4

Zabrzmi to może dziwnie, ale debiut Leszczyńskiego to najbardziej skandynawski film produkcji polskiej. Bardziej skupione na budowaniu atmosfery i klimatu niż klasycznie rozumianej fabule, co dla wielu może być problemem. Ale nie dajcie się zwieść wiekowi produkcji ani czarno-białym zdjęciom. Zanurzcie się w tym doświadczeniu.

7,5/10

Radosław Ostrowski

PS. Film jest (jeszcze) dostępny na VOD na stronie Studia Filmowego Zebra, które ma prawa do tego tytułu. Został on cyfrowo zrekonstruowany pod nadzorem autora zdjęć Andrzeja Kostenki. Link znajdziecie tutaj. Zobaczcie, póki jeszcze jest.

Mniejsze niebo

Dworzec kolejowy. Miejsce, gdzie ludzie stoją, czytają, piją, czekając na pociąg. Ale czy można na dworcu zamieszkać? I nie chodzi mi tutaj o kloszardów czy meneli, ale zwykłego szarego człowieka. Takim człowiekiem jest Artur – 45-letni mężczyzna, mikrobiolog. Zostawił pracę, żonę i dwójkę dzieci. Na dworcu praktycznie mieszka od 9 dni. Tam odnajduje go przyjaciel Filip i nie jest w stanie zrozumieć tej postawy. Decyduje się zadzwonić do doktora Barcza, by ten z nim porozmawiał.

mniejsze niebo1

To jeden z mniej znanych filmów bardzo znanego reżysera, Janusza Morgensterna. Reżyser próbuje zmierzyć się z jednym bohaterem w nietypowej sytuacji. Artur może sprawiać wrażenie wariata, zaś jego decyzja o opuszczeniu domu i pracy brzmi absurdalnie. Dodatkowo jego wyjaśnienia wydają się mętne. Troszkę jakby mu zupełnie nie zależało na akceptacji albo sam nie umiał wyjaśnić. Narracja jest tutaj dwutorowa. Z jednej strony mamy tutaj Artura na dworcu, który obserwuje życie na dworcu. Z drugiej mamy najbliższych, którzy próbują go zrozumieć. Rodzina, przyjaciel, jeszcze lekarz (dr Barcz) oraz Marek Weber – dziennikarz tv, próbujący wrócić na szczyt. Same informacje na temat bohatera są dawkowane, czasami enigmatyczne, zaś motywacja jest niejasna. Kryzys wieku średniego? Jakaś niejasna sprawa w pracy? Rodzaj buntu? Poczucie pustki? A może jest to próba życia po swojemu? Wbrew narzuconym regułom przez społeczeństwo. Te pytania pozostają bardzo głęboko po obejrzeniu, zaś częściowo odpowiedź dają fragmenty esejów Camusa.

mniejsze niebo2

Sama realizacja filmu przypomina troszkę dokument. Kolorystyka jest bardzo stonowana, zdjęcia bardzo oszczędne, bez fajerwerków. Wszystko to wydaje się przez to takie bardziej przyziemne, codzienne. A poczucie zagrożenia potęguje bardzo niepokojąca muzyka aż do dramatycznego finału. Finału, którego się nie spodziewałem, a uderzył z mocną siłą.

mniejsze niebo3

Spokojna narracja oraz delikatna ręka reżysera działa nadal, zaś najmocniejszą kartą jest znakomita rola Romana Wilhelmiego. Aktor tutaj tworzy bardzo stonowaną, wyciszoną kreację zmęczonego życiem, melancholijnego człowieka. Bardzo sugestywnie pokazuje człowieka szukającego swojego własnego azylu. Kontrastem dla niego jest wybijający się najbardziej Jan Englert jako dziennikarz-cwaniaczek. Emanuje pewnością siebie i sprytem, szukającym powrotu do sławy. Jest jeszcze trzecia wybijająca się postać, czyli doktor Barcz w zaskakującej roli Janusza Zaorskiego (i głosem Krzysztofa Kołbasiuka). Bardzo spokojny, dociekliwy, próbujący wejść i zrozumieć Artura, ale nie jest w tym nachalny. Takiej roli się nie spodziewałem.

„Mniejsze niebo” wydaje się jednym z mniej znanych filmów Morgensterna, który nie trafił w swój czas. Bardzo stonowane oraz wyciszone studium samotności w społeczeństwie, nie potrafiące zrozumieć innej postawy. Jeden ze smutniejszych polskich filmów, jakie widziałem.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Terror – seria 1

Był rok 1846, kiedy to wyruszyła ekspedycja naukowa brytyjskiej Marynarki. Okręty Erebus oraz Terror miały znaleźć Przejście Północno-Zachodnie, które miało być drogą do Azji przez Arktykę. Wyprawą dowodzili sir John Franklin, Francis Crozier oraz James Fitzjames. Jednak od początku coś idzie nie tak: załoga zaczyna chorować, lód nie słabnie. Jakby tego mało, w okolicy krąży tajemnicze monstrum.

terror1-1

Stacja AMC tym razem bierze się za powieść Dana Simmonsa, próbującej zrekonstruować prawdziwą wyprawę. Bo była taka ekspedycja, lecz nikt z niej nie wrócił, zaś wraki statków odkryto dopiero kilka lat temu. Twórcy próbują ustalić, co mogło się wydarzyć podczas wyprawy. Czy należy to traktować jako rekonstrukcję czy jedyną interpretację? Nie, ale udaje się wciągnąć w tę podróż. Sama historia to mieszanka kina historycznego, przygodowego z… horrorem. I nie chodzi tutaj tylko o walkę, by przetrwać i przeżyć. Bo warunki kompletnie nie sprzyjają. Ostra zima, coraz bardziej kończąca się żywność (ulegająca psuciu), wahająca się załoga oraz tajemnicza bestia. No i jeszcze zbyt pewny siebie dowódca, który widzi wszystko w jasnych barwach. Taka kombinacja jest bardzo niebezpieczna, ale twórcy bardzo oszczędnie dawkują informacje. Nie wszystko jest też pokazywane przez kamerę, co na początku może wywoływać dezorientację. Do tego przeskoki między postaciami na początku też nie działają na plus.

terror1-2

Sama realizacja to najwyższa półka telewizyjna. Bezkresna biała przestrzeń wywołuje poczucie beznadziei, które będzie nam towarzyszyć przez cały czas. Również wrażenie robi szczegółowa scenografia. Same statki wyglądają imponująco, tak jak kolejne pomieszczenia (kuchnia w odcinku pierwszym, kajuty kapitanów) czy przedmioty. Wszystko zgodnie z duchem epoki i bez słodzenia. Ale napięcie jest tutaj budowane bardzo precyzyjnie, w czym pomaga spokojny montaż oraz zdjęcia. Przez większość czasu nie widać monstrum, a człowieczeństwo zostaje wystawione na bardzo ciężką próbę. Nie brakuje brutalnych, krwawych scen (nie tylko z potworem), a groza jest tutaj konsekwentnie budowana. Nawet Eskimosi są tutaj kluczowym elementem całości, zaś finałowy odcinek łapie za gardło.

terror1-3

I jeszcze mamy do tego absolutnie fenomenalną obsadę. Kolejny raz klasę potwierdza Jared Harris jako kapitan Crozier. Jest to bardzo melancholijny, bardziej stojący po ziemi oficer, który staje się dowódcą załogi. Początkowo sprawia wrażenie nieobecnego, lubiącego wypić, ale to on z czasem staje się odpowiedzialnym, szanowanym kapitanem.  Kontrastem dla niego jest Ciaran Hinds w roli sir Franklina – bogobojnego, ambitnego wodza z bardzo podniosłym sposobem wypowiadania się. Zbyt pyszna postać, ale skupiająca uwagę. I jeszcze ten trzeci oficer, czyli Fitzjames w wykonaniu Tobiasa Menziesa, który próbuje być odpowiedzialnym, zachowawczym dowódcą. Z drugiego planu warto wspomnieć empatycznego doktora Goodsira (świetny Paul Ready), doświadocznego lodołamacza pana Blanky’ego (mocny Ian Hart) oraz bardzo tajemniczy i śliski Hickey (zaskakujący Adam Nagaitis). Mocny skład zebrano.

terror1-4

„Terror” w założeniach ma być antologią, czyli każda seria będzie osobną opowieścią. Wyprawa Erebusa i Terroru jest odpowiednio mroczna, mocna, niepokojąca oraz trzymająca w napięciu. Ale ostrzegam – nie jest to lekkie, rozrywkowe dzieło. Dla wielu ten rejs może być ciężkim i nieprzyjemnym doświadczeniem.

8/10

Radosław Ostrowski

Pod wulkanem

1 listopada 1938 roku. Wojna domowa w Hiszpanii powoli zaczyna wygasać, czuć powoli zbliżającą się wojnę. Ale w Meksyku obchodzone jest Święto Zmarłych – jest festyn, korrida, zabawa. To tutaj przybywa Geoffrey Fermin. Kiedyś był brytyjskim konsulem, ale opuścił tą pracę. Tak samo jak jego zostawiła żona, a od tej pory towarzyszy mu jedyna towarzyszka: butelka. No i jego brat Hugh, ale nic nie jest w stanie go uratować. Teraz przyjeżdża jego była już żona.

pod wulkanem1

John Huston w latach 70. przeprowadził się do Meksyku, zafascynowany kulturą tego kraju. Być może to zachęciło go do zekranizowania powieści Malcolma Lowry’ego. Opowieść o alkoholiku w ostatni dzień jego żywota. Choć nie widać tego na pierwszy rzut oka, fatalistyczny klimat jest tutaj mocno odczuwalny. Już w czołówce widzimy czaszki, kościotrupy (jako marionetki) czy nawet diabły, ale to dopiero rozgrzewka. Dalej będzie picie, dużo picia. Gdzieś się pojawi się jeszcze trup, dziwki, bandyci. Cały czas coś wisi w powietrzu, choć sami jesteśmy rzuceni w sam koniec tej podróży. Nie wiemy, co się tak naprawdę stało ani kiedy zaczął się ten taniec z alkoholem. Fabuły jako takiej tu nie ma, jest tylko ciąg scenek, pokazujących ostateczny upadek konsula. Huston uwodzi nas za nos, ale kilka scen oraz monologów konsula zostaje w pamięci na długo. Może nie jest to aż tak depresyjny film jak „Zostawić Las Vegas”, ale uderza w podobne tony.

pod wulkanem2

Wizualnie „Pod wulkanem” jest wręcz ciepły, pełen słońca, wręcz upalny. To tylko podkreśla duszną atmosferę, która może zakończyć się tylko w jeden sposób. Nawet dźwięki sjesty nie przynoszą ukojenia. Odwiedzamy kolejne bary, knajpy, speluny, gdzie znajdują się barmani oraz inni ludzie, którzy zaczęli swój taniec. I próbujemy znaleźć odpowiedź na jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego konsul zaczął pić? Dlaczego odrzuca miłość swojej kobiety? I dlaczego idzie na samo dno? „Piekło… to moje naturalne siedlisko” – mówi sam zainteresowany, ale to może nie wystarczyć. Ciężko wejść jest w umysł tego bohatera, co dla wielu może być ciężką barierą.

pod wulkanem4

Sytuację częściowo wynagradza jedna kreacja, która trzyma ten film za pysk. Jest to Albert Finney w roli głównej – wypalony, próbujący nieudolnie ukrywać swoje picie. Mocne wrażenie robi scena, gdy bohater gra w klasy, monolog o Piekle, podchmielone słowa o śmierci podczas imprezy czy finałowa konfrontacja. Każde spojrzenie, wypowiadane słowo i gest ma tutaj prawdziwą siłę rażenia. Nic nie pozwala zapomnieć o tej postaci. Nawet partnerująca mu śliczna Jacqueline Bisset (żona Yvonne) oraz Anthony Andrews (Hugh) stanowią tylko tło dla Finneya.

pod wulkanem3

To najbardziej – obok „W zwierciadle złotego oka” oraz „Mądrości krwi” – wymagający film w dorobku Hustona. Bardzo chłodny, wręcz męczący i nieprzyjemny niczym najostrzejszy alkohol, ale jednocześnie intrygujący. Trudna mieszanka, która na pewno wielu kinomanów podzieli.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

 

Kursk

Kursk – rosyjski atomowy okręt podwodny, który był niewykrywalny i miał pokazać, że Rosja nadal potrafi być potęgą marynistyczną. Ale w roku 200 na Morzu Barentsa podczas manewrów doszło do katastrofy. Najpierw eksplodowały torpedy, okręt poszedł na dno, zaś cała załoga zginęła. Nie tylko z powodu eksplozji, ale także poparzeń oraz brak tlenu. Rosjanie sami chcieli uratować załogę Kurska, bo nie chcieli, by świat poznał ich tajemnice. W końcu tą historię postanowili opowiedzieć filmowcy, pod wodzą reżysera Thomasa Vinterberga.

kursk1

Sama historia skupia się na kilku wątkach. Z jednej strony mamy załogę Kurska kierowana przez Michaiła Averina (najlepszy z obsady Matthias Schoenaerts), która próbuje przetrwać. Z drugiej strony mamy żony próbujące poznać jakiekolwiek informacje na temat mężów. I jest jeszcze trzecia strona, reprezentowana przez brytyjskiego admirała Davida Russella. Ten szybko orientuje się, co się wydarzyło na morzu i od razu proponuje pomoc. Ale w Rosji nadal panuje mentalność homo sovieticusa oraz ciągle śnią o potędze. Duma nadal nie pozwala przyznać się do słabości oraz posiadania chujowego sprzętu. Reżyser tasuje oraz przeskakuje z tych wątków, by pokazać to wszystko z jak najszerszej perspektywy. Jak ognia unika patosu, zaś sceny w okręcie tworzą klaustrofobiczny klimat. Każda decyzja może doprowadzić do śmierci, a poczucie bezsilności jest wręcz namacalne.

kursk2

Problem dla mnie jest jednak w tym, że te przeskoki osłabiają całość. Sceny w okręcie, gdy załoga walczy o przetrwanie potrafią chwycić za gardło. Ale wszystko inne dookoła (może poza sytuacjami z żonami) nie potrafi zaangażować i wydaje się takie nieciekawe. Sceny z Russellem – jak zawsze dobry Colin Firth – czy reakcje oficerów rosyjskiej marynarki nie jako są potrzebne. Mają one pokazać całe tło oraz poczucie, że zostało bardzo niewiele czasu. A także pokazać zakłamanie rosyjskiej marynarki, symbolizowanej przez admirała Petrenkę (Max von Sydow). Tylko, że to wszystko nie angażuje tak bardzo jak sytuacja załogi okrętu. Drugim poważnym problemem jest w zasadzie brak wyraźnie napisach postaci. Wszystko jest tu szablonowe: wyrazisty lider w postaci Michaiła, oślepiony dumą rosyjski admirał, brytyjski admirał pełen szczerych intencji, wojownicza i uparta żona. Gdyby nie charyzma aktorów, te postacie nie były w stanie być czymś więcej niż tylko świstkiem papieru.

kursk3

„Kursk” wydaje się pewnym kompromisem między ambicjami reżysera a pomysłami producentów. I jak każdy kompromis nie jest w pełni satysfakcjonujący dla nikogo. Mimo paru wad, reżyserowi udało się pokazać dramat marynarzy skazanych na śmierć jeszcze przed wypłynięciem.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Czarnobyl

Czarnobyl – nawet po latach to słowo potrafi budzić przerażenie. Tam doszło do wielkiej katastrofy nuklearnej, której skutki są odczuwalne do dnia dzisiejszego. Co się tak naprawdę wydarzyło i kto za to odpowiada? O tym próbuje opowiedzieć nowy serial od HBO, zrealizowany przez Johana Rencka (reżyser) oraz Craiga Mazina (scenariusz).

Wszystko zaczyna się w 1988 roku, kiedy jeden z próbujących opanować sytuację w Czarnobylu profesor Walerij Legasow popełnia samobójstwo, wcześniej nagrywając na taśmy swoją relację. Następnie cofamy się do momentu tuż po eksplozji. Ekipa pracująca przy elektrowni jest zdezorientowana, zaś do miasta przybywa towarzysz Borys Szczerbina oraz profesor Legasow, by opanować sytuację. Z czasem do grupy dołącza profesor Ulana Chomiuk z Instytutu w Mińsku, do której dotarł radioaktywny pył.

czarnobyl1

Sam serial trudno wcisnąć do gatunkowej szufladki, gdyż każdy odcinek to niemal inna konwencja. Dominuje tutaj szeroko rozumiane kino katastroficzne, gdzie grupa postaci próbuje opanować i/lub przetrwać zdarzenia jak pożar budynku, topienie się okrętu czy trzęsienie ziemi. Do tego jeszcze mamy wplecione elementy dramatu politycznego (zebrania komisji u Gorbaczowa), kryminalnego śledztwa prowadzonego przez Chomiuk, a nawet dramatu sądowego. Powoli zaczynamy odkrywać kolejne elementy układanki, a obraz jaki się z tego wyłania nie napawa optymizmem. Wszystko zaczyna przypominać rozpędzone kostki domina, zaś kolejne zdarzenia odpalają kolejne komplikacje, przez co skala wydaje się gigantyczna. Pojawiają się problemy (możliwość dużej eksplozji, pozbycie się granitu z dachu, zabijanie napromieniowanych zwierząt), które trzeba rozwiązać, tylko że wiedza jak to zrobić nie była zbyt wielka. Takiej katastrofy wcześniej nie było, zaś ludzie u władzy nie mieli kompletnie zielonego pojęcia o tym, do czego doszło.

czarnobyl2

Jednocześnie twórcy wykonują gigantyczną robotę w budowaniu wiarygodności świata przedstawionego. Wrażenie robi przede wszystkim fantastyczna scenografia, zupełnie jakbyśmy się przenieśli do roku 1986. Wygląd bloków, ich wnętrza, ale przede wszystkim sama elektrownia wygląda wręcz monumentalnie. Nie wspominając o dostępnym wówczas sprzęcie komputerowym. Drugim mocnym punktem jest charakteryzacja. To, jak pokazano ciała napromieniowane, tę bąble, poparzenia, powoli odrywająca się skóra od ciała – tego nie powstydziliby się specjaliści od horrorów. I jeszcze te zdjęcia, utrzymane w bardziej szarej kolorystyce (dzień) oraz żółtawo-zielonkawej (noc), budują klimat. Może wydaje się to surowe, wręcz chropowate, ale osiąga swój cel.

czarnobyl4

„Czarnobyl” jest także aktem oskarżenia wobec Związku Radzieckiego oraz ich stosunku do prawdy, którą należy zakopać. Zaś przyznanie się do błędu, jeśli chcesz być uważanym za mocarstwo, uznawane jest za słabość. W końcu żyje się w idealnym kraju, gdzie nikt nie popełnia błędów, ludzie są nieomylni, a naukowcy są traktowani niepoważnie. Tutaj podstawową walutą jest kłamstwo, a za prawdę grozi kara (w najlepszy wypadku zapomnienie i wykluczenie). I te momenty, gdy trzeba manipulować informacjami, nadal nie jest w stanie zmieścić się w mojej głowie.

czarnobyl5

Czy ten serial ma jakieś wady? Po pierwsze, nie jest to dokument, więc pewne rzeczy zostały zmienione oraz zmodyfikowane (postać Chomiuk to wypadkowa zespołu naukowców, którzy asystowali Legasowowi). Sporo jest tutaj przeskakiwana z postaci na postać, przez co można poczuć się zdezorientowanym, pojawia się (głównie w ostatnim odcinku) spora dawka patosu. Dla mnie jednak największym problemem był wątek związany z zabijaniem zwierząt. Był dla mnie zbyt długi oraz niepotrzebnie zapychał czas, który można było poświęcić choćby budowie sarkofagu (o czym się nie wspomina). Niemniej muszę przyznać, że selekcja materiału została dobrana na tyle szeroko, na ile było to możliwe.

czarnobyl3

I jeszcze mamy tutaj rewelacyjne aktorstwo. Nie chodzi tylko o pierwszy plan, ale nawet drobne epizody zapadają mocno w pamięć. Świeżo wcielony Paweł (Barry Keoghan), mająca zostać przeniesiona starsza pani dojąca krowę (June Watson), szef ekipy górników (Victor McGuire), inżynier Diatłow (Paul Ritter) czy dowodzący wojskowymi generał Tarakanow (Ralph Inieson)  – to tylko wierzchołek bardzo wyrazistych kreacji. Tak naprawdę zwraca się na trójkę głównych bohaterów, czyli Legasowa, Szczerbinę oraz Chomiuk. I cała ta trójka, czyli Jared Harris, Stellan Skarsgaard oraz Emily Watson są absolutnie kapitalni, w szczególności dynamiczna relacja między Legasowem a Szczerbiną z każdym odcinkiem zaczyna nabierać rumieńców. Nawet jak nie mówią, ich twarze oraz spojrzenia przekazują wszelkie tłumione emocje, konflikty, wątpliwości.

czarnobyl6

Czy „Czarnobyl” to tak wybitny serial jak mówią? Ma pewne rysy i potknięcia, ale nie na tyle istotne, by psuć jakąkolwiek frajdę z seansu. A HBO kolejny raz przypomina, że seriale też potrafi zrobić świetne. I nawet rzadka obecność języka rosyjskiego (rozmowa z dyspozytorką straży pożarnej czy śpiewana pieśń o czarnym kruku) nie wybiła mnie z tego świata.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Zachłanne miasto

Małe miasto gdzieś w Kalifornii. To tutaj mieszka Billy Tully – kiedyś bardzo obiecujący bokser, ale po rozstaniu z żoną jego jedyną kobietą był alkohol. Do tej pory nie może wybaczyć swojemu dawnemu menadżerowi oraz promotorowi ostatniej walki. Próbuje znaleźć jakąś pracę, jednak nie udaje mu się długo miejsca zagrzać. W końcu decyduje pójść na siłownię, gdzie poznaje bardzo uzdolnionego, młodego pięściarza. Namawia go, by poszedł do Rubena i spróbował szczęścia jako zawodowiec.

zachlanne miasto1

John Huston tym razem niejako wraca do nurtu opowieści o ludziach mierzących się z własnymi demonami oraz próbującymi się utrzymać na powierzchni. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niemal paradokumentalna stylistyka, bardzo charakterystyczna dla początków lat 70. Kolorystyka jest bardzo stonowana, nie ma tutaj jakichś efektownych czy efekciarskich sztuczek. Nawet sceny bokserskie są bardzo statycznie fotografowane, co dodaje tylko realizmu. A i samo miejsce wydaje się bardzo takie niesprzyjające szansom na osiągnięcie sukcesu. Tutaj mamy ludzi w jakimś sensie przegranych, którzy odnajdują szczęście albo w krótkich chwilach sławy na ringu, albo w tonach używek. Niemal każdy czuje się niespełniony, przeżywający kolejne rozczarowania, problemy, drobne sukcesy. Wierzą, że jeszcze nie wszystko stracone, że będzie jeszcze szansa na wygraną. Tylko, czy naprawdę tak jest? Wszyscy karmią się złudzeniami, nawet menadżer Ruben, prowadzący siłownię i motywujący swoich podopiecznych dobrych słowem, młodociany Ernie, mający dziewczynę oraz dziecko w drodze, nie będzie w stanie utrzymać ich tylko dzięki walkom czy ciągle pijąca Oma, żyjąca w związku z czarnoskórym.

zachlanne miasto2

Reżyser kibicuje i sympatyzuje z tymi ludźmi, nawet jeśli wydają się bardzo naiwni czy nieznośni na ekranie. Nie oznacza to jednak, że idzie ku sentymentalizmowi oraz da dający nadzieję happy end. Co to, to nie. Miasto Stockton jest tak naprawdę siedliskiem kolejnych wykolejeńców, wiążących koniec z końcem, mający do dyspozycji jedynie karierę jako robotnik. Przeżuje cię, wypluje i ostatecznie odbierze ci siły, energię, motywację, odkładając ją w nieskończoność. Nawet przygrywająca w tle muzyka country wydaje się jakby wzięta z innej bajki.

zachlanne miasto3

Huston trzyma mocno wszystko w ryzach, zaś aktorzy dają z siebie wszystko, tworząc co najmniej bardzo dobre role. Absolutnie błyszczą tutaj trzy kreacje: Stacy’ego Keatcha, Jeffa Bridgesa oraz Susan Tyrrell. Pierwszy wydaje się być najbardziej zmęczony, z bardzo słomianym zapałem, lecz w momencie decydującym (finałowa walka) daje z siebie wszystko. Młody Bridges tutaj gra chłopaka na początku swojego dorosłego życia, ale wydaje się nie być zdecydowany. I te dylematy są bardzo widoczne. Ale szoł kradnie Tyrrell jako wyszczekana Oma, która tylko pije, wydaje się niezadowolona ze wszystkiego (i nie boi się tego powiedzieć), zaś jej przeszłość mocno na nią rzutuje.

zachlanne miasto4

„Zachłannym miastem” John Huston wraca do formy i pokazuje, że nadal jest trafnym obserwatorem rzeczywistości. Szczery, surowy, brutalny oraz bardzo gorzki, a jednocześnie trzymający za gardło do końca. No i jeszcze to proste zakończenie, mówiąc tak wiele z tak mała ilością słów.

8/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307

W zwierciadle złotego oka

Wszystko zaczyna się w garnizonie wojskowym, gdzie – jak dostajemy na początku info – dochodzi do morderstwa. Chociaż na pierwszy rzut oka nic tego nie zapowiada. Wszystko się skupia na czterech kluczowych postaciach: majorze Pendeltonie, jego żonie Eleonorze, ich sąsiadach państwu Langdon oraz opiekującego się koniem majorowej, szeregowca Williamsa. Problem w tym, że major jest zafascynowany szeregowym, zaś między nim a żoną się nie układa, sąsiad podkochuje się w majorowej, a jego żona ma problemy psychiczne (tragiczny poród dziecka zakończony jego śmiercią). Tragedia wydaje się nieunikniona.

zwierciadlo zlotego oka1

To jest jeden z trudniejszych filmów Johna Hustona oparty na powieści Carson McCullers. Dlaczego trudny? Bo skupiony na tym, czego nie widać i nie słychać od razu, przez co wymaga większego wysiłku w trakcie seansu. Każdy z bohaterów tego dzieła jest zduszony w pewnych konwenansach oraz szablonach, do których muszą się dostosować, lecz tak naprawdę są nieszczęśliwy, przytłumieni. Każdy tutaj coś ukrywa: tragedię, demony, swoją orientację oraz lęki. Problem w tym, że nie jest to powiedziane wprost, przez co seans wydaje się dość trudny. Bo mamy nieudaną próbę samobójczą (żona porucznika), podglądactwo (szeregowy Williams), tłumiony homoseksualizm zakończony maltretowania zwierząt (major) czy brak pożądania (majorowa) i to wszystko doprowadza do pewnych wynaturzeń, degradacji. Ci wszyscy ludzie są w stanie pewnego zawieszenia, nie gotowi na podjęcie tego ostatecznego, decydującego kroku.

zwierciadlo zlotego oka2

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas oglądania „W zwierciadle…” to zdjęcia, nałożone na kadry żółty, wręcz złoty filtr, tworzący lekko surrealistyczne doświadczenie. Tak samo jak bardzo oszczędna, niepokojąca muzyka, budująca mroczny, gęsty, fatalistyczny klimat. Gdyby to jeszcze było bardziej czytelne, seans na pewno byłby bardziej satysfakcjonujący.

zwierciadlo zlotego oka3

Aktorstwo wypada tutaj więcej niż dobrze. Fason trzyma bardzo wycofany Marlon Brando (głos prawie jak Billy Bob Thornton w „Sling Blade”) w roli tłumiącego swoją orientację majora, wyżywającego się na koniu. Zjawiskowo wygląda (jak zawsze) Elizabeth Taylor jako pani major, troszkę głupia, egoistyczna, pełna chuci. Dla mnie jednak film kradnie Julie Harris, czyli pani Langdon – naznaczoną traumą kobietę, żyjąca wręcz niczym duch, nabierająca radości dopiero w obecności służącego Anacleto (równie cudny Zorro David). I była to jedyna postać, z którą byłem w stanie nawiązać jakąś więź. Mniej do roboty miał za to debiutujący Robert Forster w roli szeregowego Williamsa, będący tylko ładnym dodatkiem.

„W zwierciadle złotego oka” to kolejna próba Hustona do wejścia w stan ludzkich lęków, emocji, tłumionych przez lata. Tak jak w „Skłóconych z życiem” czy „Nocy iguany”, lecz ten film z 1967 roku wydaje się najmniej przystępne z tego nurtu Amerykanina. Niemniej jest to intrygująca produkcja z gęstym klimatem oraz wyrazistym aktorstwem.

7/10

Radosław Ostrowski

nadrabiamhustona1024x307