Matka Teresa od kotów

Pozornie kolejny polski film o tragedii, patologii i dramacie. Tym razem debiutujący reżyser Paweł Sala wywraca chronologię do góry nogami, czyli idziemy od końca do początku. Wszystko zaczyna się od momentu, gdy policjanci zgarniają dwóch chłopaków: Artura oraz Marcina. Co takiego zrobili? Zabili swoją matkę. Dlaczego? No właśnie.

matka_teresa1

Odwrócenie chronologii, gdzie cofamy się najpierw po dniu, a potem po tygodniu wstecz daje szeroką perspektywę. Reżyser nie daje odpowiedzi wprost, zaś pytania budzą skojarzenia z „Musimy porozmawiać o Kevinie”, gdzie padają pytania o genezę zła. Czy człowiek rodzi się zły ze swoją zwichrowaną psychiką? A może to otoczenie go kształtuje? Dlaczego matka się go boi? Czemu ojca nie ma w domu? O co tu tak naprawdę chodzi? Reżyser powoli zaczyna rzucać kolejnymi informacjami, ale brutalnych scen nam oszczędza. Samego morderstwa matki nie widzimy. Nie oznacza to jednak, że ogląda się ten film spokojnie. Coraz bardziej podkręcane jest napięcie, zachowanie chłopaka jest coraz bardziej irracjonalne, zaś źródło pozostaje ciągle zagadką. Widać, jak bardzo ma silny wpływ na młodszego brata, który jest nim zafascynowany. Przestaje chodzić do szkoły, wierzy w jego „nadprzyrodzone” moce (pierścień, dotyk, co leczy kota, przewidział wypadek kelnerki), wierzy, bo chce w to wierzyć. Bo brat ma więcej charakteru niż wracający z wojny ojciec (wycofany Mariusz Bonaszewski), bo nie jest taki spokojny jak przerażona matka (świetna Ewa Skibińska) i jest pełen gniewu wobec otaczającego go świata.

matka_teresa2

Ta relacja braci jest najmocniejszym punktem tego filmu. Mateusz Kościukiewicz i Filip Garbacz są absolutnie znakomici. Artur w wykonaniu pierwszego to bardzo niejednoznaczna postać, skrywająca w sobie wiele mroku, pozostając do samego końca łamigłówką. Pełen wściekłości, gniewu, tłumionej agresji oraz skłonności do manipulacji, wywołuje różne reakcje: od niezrozumienia i wściekłości aż po żal. Garbacz wydaje się bardziej stonowany w roli tego młodszego, który chce zdobyć akceptację brata i jest w niego wpatrzony jak w obrazek, ignorując matkę. Więź między nimi budzi silny niepokój, którego nie da się w żaden sposób stłumić.

Kolejny przykład mrocznego, niepokojącego dramatu, kompletnie rezygnując z klasycznej konwencji kryminału czy thrillera. Sala w pozornie skromnym filmie, buduje bardzo gęstą atmosferę, prowokując do pytań o to, skąd się bierze zło. Tylko, że odpowiedź nie jest wcale taka prosta, o ile w ogóle taka jest.

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Serce miłości

Kino i sztuka współczesna to dość ryzykowne połączenie. Bo sztuka współczesna (zwłaszcza dla polskiego widza) jest bardzo trudna, hermetyczna, niezrozumiała i nieczytelna. Nie znaczy to, że nie próbowano przybliżyć tej tematyki, co próbował przedstawić duet Łukasz Ronduda/Maciej Sobieszczański w „Performerze”, prezentując fragmenty dorobku Oskara Dawidzkiego. W podobnym stylu próbuje pierwsza połówka tego duetu w samodzielnym „Sercu miłości”.

Tym razem jednak bohaterami jest para artystów, których nazwiska takiemu szaremu Kowalskiemu nic nie powiedzą. Oboje są performerami, z czego on (Wojciech Bąkowski) tworzy muzykę, zaś ona także rysuje, prowadzi bloga (Zuzanna Bartoszek). Spotkali się na jego koncercie, a jemu spodobały się jej ilustracje. Potem zamieszkali razem i zaczęli tworzyć, zarówno sztukę, jak i dość niecodzienną relację.

serce_milosci1

Reżyser w zasadzie to samo, co w poprzednim dziele, czyli próbuje w sposób przystępny pokazać samą sztukę, jak i dzieło tworzenia. Fabuły jako takiej może nie tyle nie ma, ile nie jest ona poprowadzona w klasyczny sposób. To jest ciąg niekoniecznie powiązanych ze sobą scen, które w dość kluczowym momencie (kłótnia) zostają gwałtownie przerwane, przez co trudno się połapać kto, co i kiedy. Wiemy, że przyczyną kłótni jest wykorzystywanie cudzych pomysłów, przez co Bartoszek (ta mniej znana) ma problem z przebiciem się szerzej, a dla Bąkowskiego (już rozpoznawalnego) pożywką. Oboje chcą się rozwijać, są też samcami alfa w tej relacji – aż dziwne, że się nie pozabijali.

serce_milosci2

Poza tym są tutaj wplecione występy obojga – zarówno wokalne, melorecytacyjne popisy Bąkowskiego, wykorzystującego dźwięk wszelkiej maści (scena, gdy dzwoni na policję i powtarza komunikat z telefonu czy finałowy występ o „odkochaniu się”) czy stosującą wszelkiej maści instalacje Bartoszek (tytułowe „Serce miłości”, magnetyzujący taniec w klubie czy pozostawione w mieszkaniu włączone wszystkie sprzęty AGD) mogą zaintrygować, ale też wprawić w stan kompletnego zakłopotania. Bo czy poza tymi występami w ogóle jest coś ciekawego? Niby próbuje się tu pokazać historię związku oraz zaskakujących relacji sztuka-życie, ale sam film jest zwyczajnie za krótki, zostawiając jedynie pewne poszlaki. Tylko trzeba oglądać bardzo uważnie oraz rozumieć i czuć sztukę współczesną, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.

Sytuacje próbują ratować kreacje Jacka Poniedziałka oraz Justyny Wasilewskiej, których chemia jest bardzo silna. Oboje wyglądają wręcz jak klony (nie chodzi mi tylko o zgolone głowy, ale też sposób ubierania się, mowę ciała), ale oboje działają na zasadzie kontrastu: on spokojny, ona bardziej ekspresyjna. Ale to Wasilewska, dokonując totalnej metamorfozy, bardziej mnie intrygowała, zaskakiwała i była absolutnie nieobliczalna.

„Serce miłości” to kino bardzo specyficzne, do którego trzeba mieć bardzo szeroką głowę oraz przynajmniej próbę podjęcia kontaktu ze sztuką współczesną, performancem. Być może bardziej pasowałby do galerii sztuki, niemniej warto spróbować, bo to rzadkie doświadczenie.

6/10 

Radosław Ostrowski

Arcyoszust

Pieniądze – coś czego wszyscy pragniemy, ale nie każdy dostaje tyle, ile by chciał. Zwłaszcza, jeśli powierzy je osobie nie godnej tego zaufania. Słyszeliście o Bernardzie Madoffie? Człowiek, który współtworzył NASDAC, właściciel dużego funduszu inwestycyjnego, mąż, ojciec i dziadek. Osoba godna zaufania, prawda? Ale w roku 2008 wszystko się posypało, a wszelkie inwestycje były jednym wielkim pierdoleniem. I o tym wszystkim postanowił opowiedzieć dla HBO Barry Levinson.

Punktem wyjścia są rozmowy Madoffa już siedzącego w więzieniu z dziennikarką Dianą Henriques, obserwującą całą sprawę od początku. Sama akcja toczy się niejako dwutorowo. Z jednej strony mamy Madoffa oraz jego próby przekonywania klientów, początek szwindlu zrobionego z niejakim Frankiem DiPascali. Z drugiej widzimy reperkusje tego całego interesu na rodzinie, nie mającej kompletnie zielonego pojęcia o interesach. Reżyser próbuje też przedstawić cały mechanizm piramidy finansowej i znaleźć odpowiedź na jedno niepokojące pytanie: jak to jest możliwe, że przez tyle lat nikt niczego nie zauważył? Że rodzina, to jeszcze jestem w stanie wyjaśnić, ale żadne kontrole, rządowe agencje, urzędy skarbowe? Całość przeplatana jest retrospekcjami, pokazującymi pewne istotne wydarzenia z ostatnich lat życia (50. rocznica ślubu, kontrola z 2005 roku, gdzie Madoff podał numer do kontroli i… nic z tego nie wyszło), pokazując pewne silne spięcia oraz toksyczność Madoffa z synami oraz żoną, która bez niego kompletnie nie potrafi żyć.

arcyoszust1

Levinson bardzo sprytnie lawiruje między wydarzeniami, czasami rzuci ekonomicznym żargonem, jednak wszystko pozostaje bardzo klarownie i czytelnie przedstawione. A to w tej tematyce jest bardzo dużym wyzwaniem. Nie brakuje też kilku montażowych sztuczek (finał, gdy Bernie próbuje się dodzwonić do żony, losy ofiar przekrętów w formie szybko zmontowanych fotek układających się w twarz finansisty czy pogarszający się stan psychiczny Marka i ciągłe wydzwanianie do bliskich) i zabaw z formą jak w scenie, gdy Madoff z żoną próbują odebrać sobie życie za pomocą leków, co kończy się dość psychodeliczną sceną, które uatrakcyjniają ten bardzo ponury dramat. Z miejscami wręcz dokumentalnymi zdjęciami, muzyką bardziej przypominającą oprawę do jakiegoś horroru, co tylko potęguje klimat.

arcyoszust2

Reżyser dokonał jeszcze jedną świetną decyzję: wybrał bardzo dobrych aktorów i dał im ogromne pole do popisu. Jeśli już chcielibyście skreślić Roberta De Niro za kilka ostatnich kiksów w karierze, tutaj rehabilituje się oraz wraca do bardzo wysokiej dyspozycji. Madoff w jego wykonaniu to człowiek dźwigający na sobie bardzo wielkie brzemię, ale jednocześnie uznawany jest za człowieka sukcesu. Był oszustem i naciągaczem, ale pozostaje człowiekiem, nie przerysowanym szwarccharakterem czy innym pomiotem szatana. Zaskoczyła mnie za to Michelle Pfeiffer jako żona Madoffa – dawno nie widziałem aktorki tak wycofanej, wręcz powściągliwie poprowadzonej, ale z bardzo skomplikowaną psychologią. Poza nimi trudno nie zapomnieć zarówno Hanka Azarię (charakterny i cwany Frank), Alessandro Nivolę (zabiegający o akceptację ojca Mark) czy Nathana Darrowa (bardziej niezależny Andrew). Trudno się tutaj do kogokolwiek przyczepić, bo każdy aktor dostaje tutaj swoje pięć minut.

arcyoszust3

„Arcyoszust” to dość nietypowe spojrzenie na kryzys ekonomiczny. Zamiast pójść na łatwiznę i pokazać Madoffa tylko jako bezwzględnego oszusta, Levinson pokazuje go jako człowieka, bez osądzania, prób wybielania czy ocieplania. Wnioski zostaje nam samym, a jednocześnie potrafi zaangażować, wciągnąć, zmusić do przemyśleń.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Niewidzialne

Przenoszenie na ekran sztuki teatralnej zawsze jest karkołomnym zadaniem, zwłaszcza jeśli podejmuje się go sam autor. Nawet jeśli wcześniej zrobił udany film. Paweł Sala tym razem pokazuje losy trzech panien pracujących jako szwaczki w jakiejś obskurnej piwnicy. Szyją ubrania, szefa nie ma nigdy, pieniędzy też niewiele. Jest jeszcze kroczy, do którego nasze dziewuchy lecą i kręci bardzo, chociaż nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że jest tutaj jedynym facetem.

niewidzialne1

„Niewidoczne” są zrobione tak, jak klasyczny dramat teatralny – jesteśmy w jednym miejscu, gdzie przebywają szwaczki i krojczy, którzy prowadzą rozmowy. I tak gadają, gadają, gadają. A o czym? O wszystkim i o niczym. A że są to osoby raczej z marginesu, to głównie o ciężkim życiu. Bo jedna szwaczka (dobra Natalia Rybicka) samotnie wychowuje syna-niemowę, druga (nierówna, bardzo manieryczna Sandra Korzeniak) ma męża-skazańca i myśli tylko o jednym, czyli o bzykaniu, z kolei trzecia jest samotną, starszą panią. No i jest jeszcze krojczy, który poza byciem źródła pożądania (zostaje ono zaspokojone przez wszystkie trzy panie naraz w niezbyt przyjemnej scenie) czasem coś pomaluje i napisze jakiś wierszyk. Jako jedyny wydaje się osobą niepasującą do tego miejsca. Jeszcze jest pojawiająca się Maria Miracle (niezła Aleksandra Popławska), która jest wypadkową akwizytora i szarlatanki, proponującej duże pieniądze w zamian za wypełnienie kwestionariusza. Niemal czysty symbol kapitalizmu oraz lepszego, dostatniego życia.

niewidzialne2

Problem w tym, że sam reżyser albo nie wie, o czym tak naprawdę chce opowiedzieć, albo wybrany temat zwyczajnie jest nieciekawy. Że jest biednie, szaro i nieciekawie – wystarczy poczytać pierwszą, lepszą gazetę. Fabuły, jak intrygi jako takiej tu nie ma, zaś sam widok brudnej piwnicy, choć wygląda pięknie – według kryteriów turpistów – oraz gwałtownie wchodząca muzyka między przejściami to troszkę za mało, by porwać. No jest jeszcze monolog, gdzie szwaczka-erotomanka mówi o swoich dzieciach – to potrafi uderzyć piorunem.

Jednak poza tym „Niewidzialne” miałoby większą siłę rażenia w teatrze. Sam film działa bardzo przysypiająco, wymaga wiele wysiłku i nie pokazuje niczego nowego wobec życia ludzi marginesu. Czyli wyszedł typowy polski snuj, a szkoda.

4/10

Radosław Ostrowski

Pomiędzy słowami

Może się wydawać, że kwestie dotyczące imigrantów są już tak ograne, iż nie ma szansy opowiedzenia czegoś nowego i ciekawego w tej materii. A już zwłaszcza, gdy bohaterem tej opowieści jest Polak. Michał (a właściwie Michael) jest pracownikiem kancelarii adwokackiej, utrzymującej bardzo duże dochody. Tylko, że nasz bohater czuje się bardziej Niemcem, próbuje się zasymilować z nowym otoczeniem, wypierając się swoich korzeni. Ale w ten weekend przyjeżdża do niego ojciec, który był uważany za zmarłego.

pomiedzy_slowami1

Urszula Antoniak jest polską reżyserką, która od lat mieszka i tworzy w Holandii, zaś „Pomiędzy słowami” to już trzecia fabuła. I na pierwszy rzut oka wydaje się kinem artystycznym, skupionym na tym, co niewypowiedziane, skryte miedzy słowami, gestami oraz spojrzeniami. Historia toczy się bardzo powoli, a wszystko toczy się wokół dwóch wątków. Pierwszy to próba nawiązania relacji chłopaka z ojcem, o którym nic nie wiedział. Obaj są dla siebie obcymi, dorosłymi ludźmi, nie mającymi ze sobą niemal nic wspólnego, a początkowa nieufność staje się coraz szybciej przełamywanym. Zaczynałem coraz bardziej widać tworzącą się więź, w czym pomagają niegłupie dialogi oraz pewna aura tajemnicy wokół postaci ojca. Z drugiej strony film pokazuje bohatera jako osobą odnoszącą duże sukcesy, lecz odcinającą się od swoich korzeni. Michael „wypiera” się polskości nie tylko za pomocą języka (szef zauważa, że mówiąc po polsku jest innym człowiekiem), ale też sposobem bycia, w swoim niemal pustym mieszkaniu. Więc kim jest Michał, który sprawia wrażenie wycofanego, wręcz chłodnego cyborga pozbawionego uczuć, emocji, ciągle chodzący w garniturze z krawatem?

pomiedzy_slowami2

Reżyserka nie próbuje dawać odpowiedzi, a jej praca polega na przyglądaniu się naszemu bohaterowi niczym laboratoryjnemu szczurowi. W zasadzie mogłoby to wynudzić, ale sam film wygląda wręcz przepięknie. Nie tylko dlatego, że całość jest czarno-biała, ale ta kolorystyka buduje klimat nierzeczywistości, aury tajemnicy, zagadki, wspierany przez piękną muzykę. Dobre wrażenie psuje za to zakończenie, będące zbyt dosadne, wręcz zaprzeczające całej reszcie.

pomiedzy_slowami3

Jednak najmocniejszym punktem pozostają znakomicie grający Jakub Gierszał (Michał) oraz Andrzej Chyra (ojciec). Ten pierwszy jest bardzo wycofany, wyalienowanym człowiekiem, próbującym się scalić ze swoim domem. Ale ten drugi najbardziej przyciąga – człowiek z tajemnicą, poczuciem winy, próbujący odkupić swoje dawne błędy. Ich wspólne rozmowy podkręcają emocje i prowokują do zastanowienia.

„Pomiędzy słowami” pozornie może się wydawać stylowym, eleganckim, ale bardzo nudnym dramatem psychologicznym a’la Kieślowski. Antoniak potrafi skupić uwagę nie tylko formą, lecz bardzo niejednoznacznym bohaterem, stawiając pytania o imigrantów, koegzystencję oraz integrację Europy, bez politycznego komentarza.

7/10

Radosław Ostrowski

Nowy świat

Kiedy wydaje ci się, że już dałeś sobie spokój z kinem nowelowym, udaje ci się wygrzebać coś takiego jak „Nowy świat”. To kolejny film, gdzie mamy tym razem trzy opowieści, a ich bohaterami są mieszkający w Polsce imigranci. Każde z nich trafiło tutaj z różnych powodów i wszystkich poznajemy niejako wrzuceni w sam środek, po drodze wyłuskując kolejne informacje.

Pierwszą poznajemy Żannę – kobietę z Białorusi, żonę politycznego aktywisty. Ona studiuje i próbuje wychować syna, on zostaje aresztowany w kraju. Pojawia się ten trzeci, czyli Jan z fundacji pomagającej kobiecie. W drugim segmencie pojawia się Assan – pochodzący z Iraku mężczyzna, wcześniej będący tłumaczem na wojnie, obecnie pracującym w knajpie jako sprzątacz. A na sam koniec pojawia się Wiera, wcześniej znana jako Oleg: aktorka z Ukrainy i transseksualistką, którą odwiedza syn z dziadkiem.

nowy_swiat1

Choć za każdą z tych opowieści opowiada inny reżyser, „Nowy świat” stylistycznie bardzo spójny, przypominający bardziej dokument, ze stonowanymi kolorami, oszczędnie poprowadzoną narracją oraz zakończeniem, bez stawiania kropki nad i. Problem jednak w tym, że przez dwie trzecie filmu kwestie imigracji czy adaptacji w nowym otoczeniu wydają się nieistotne. Przeszłość bohaterów (zwłaszcza Żanny) jest potraktowana po macoszemu, przez co ich losy nie do końca potrafią poruszyć czy zaangażować. Postaciom brakuje głębi, ich decyzje nie do końca pozostają jasne, zaś dialogi po prostu są. Im dalej w las, tym pojawia się kilka ciekawych pomysłów jak wplecione retrospekcje u Assana czy otwierająca segment Wiery scena z pogrzebu. Najbardziej jednak poruszyła mnie ta ostatnia, czyli zderzenie bardzo konserwatywnego dziadka z synem, który chce zmienić płeć. Tutaj dwie strony próbują znaleźć wspólny język oraz rozwiązać problem kto ma wychować dziecko po śmierci matki. Powściągliwość miesza się z gwałtownością i dramatem niezrozumienia.

nowy_swiat2

Tutaj najwięcej miejsca aktorsko mają do pokazania cudzoziemcy i wychodzi im to dobrze: od bardzo niepewnej, niezdecydowanej Olgi Aksyonowej (Żanna) przez dręczonego demonami Assana (Hassan Akkouch) przez uwięzioną w nieswoim ciele Olega (Karina Minaeva). Problemy tego ostatniego uderzyły we mnie najmocniej, choć zarysowano je najdelikatniej ze wszystkich.

nowy_swiat3

Twórcy filmu próbowali pokazać Polskę z perspektywy cudzoziemca, tylko że nie poruszyło mnie za bardzo to wszystko. „Nowy świat” jest zbyt delikatny, bezpieczny, wręcz asekurancki z zaledwie szkicowanymi fabułami. Każdy z segmentów zasługiwał na osobny film, mogący w pełni rozwinąć swój potencjał, zarżnięty niemal całkowicie.

6/10 

Radosław Ostrowski

Pierwszy reformowany

Pierwszy Kościół reformowany znajduje się gdzieś w stanie Nowy Jork, chociaż bardziej pełni on rolę muzeum czy sklepu z pamiątkami, zaś msze odbywają się bardzo rzadko. I to tutaj trafia wielebny Ernst Toller – duchowny z dość mroczną przeszłością. Duchowny postanawia w ciągu roku pisać dziennik, w którym szczerze opisze swój dzień, przemyślenia oraz dylematy. Ale zapalnikiem do zmian staje się poznane małżeństwo Mary i Michaela – ona jest w ciąży, on jest zaangażowanym ekologiem z radykalnymi poglądami. Duchowny próbuje mu pomóc, jednak wszystko kończy się samobójstwem mężczyzny.

first_reformed1

Paul Schrader jako reżyser nie odniósł może takich sukcesów jak scenarzysta, niemniej próbuje wrócić na dobre tory. Jego nowe dzieło to troszkę taka współczesna wariacja najsłynniejszego skryptu – „Taksówkarza”, tylko że Travis nosi sutannę. Sama historia toczy się bardzo powolnym, dla wielu wręcz sennym tempem, gdzie widzimy Tollera, który albo się dzieli swoimi przemyśleniami (spisując je, modląc się albo będąc w swoim pokoju), albo wchodzi w interakcje z innymi ludźmi. To wszystko buduje bardzo specyficzny klimat, podkręcony monochromatycznymi barwami oraz obrazem w formacie 4:3 (bardzo wąskie kadry, wręcz ciasne). A jednocześnie próbujemy rozgryźć naszego duchownego. Z jednej strony jest to osoba z bardzo bolesną przeszłością (śmierć syna, rozpad małżeństwa, choroba, alkoholizm), nie pozbawiony jednak empatii oraz wrażliwości, z drugiej jednak strony to cierpienie chyba sprawia mu frajdę i zaczyna się coraz bardziej oddalać od innych. Jego poglądy zaczynają ewoluować w kierunku, jaki miała ofiara, czyli sprzeciwu wobec niszczenia Ziemi, a klincz staje się cięższy, gdy wielebny odkrywa, że sponsor 250-lecia kościoła jest powiązany z rynkiem antyekologicznym.

first_reformed2

Reżyser wykorzystuje kilka wątków (wątek ekologiczny, kwestia poświęcenia dla swoich wartości, romans oraz wątpliwości duchownego), by z jednej strony skupić się na pewnych problemach współczesnego duchowieństwa, z drugiej znowu się przygląda ciemnej stronie człowieka. W którym momencie zaczyna się fanatyzm, jaki jest sens ludzkiego cierpienia. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać, że wielebny zwyczajnie oszukuje. Nawet pisząc dziennik (który i tak po napisaniu ma być zniszczony), nie jest ze sobą szczery, bo narracja z offu, niekoniecznie się pokrywa z tym, co widać (o wstaniu trzeźwym, gdy widzimy jak w nocy popija łyskacza). Im bliżej finału, tym bardziej Schrader pozwala sobie na oniryczne momenty, choć mogą one wprawić w konsternację (intymniejszy kontakt duchownego z Mary, gdzie para „odlatuje” poza pokój i lata… nad górami). Zaś zakończenie przypomina dość brutalną prawdę, że nawet ksiądz jest tylko człowiekiem.

first_reformed3

Sprzeczności duchownego bardzo dobrze wygrywa Ethan Hawke, który jednym spojrzeniem mówi więcej niż słowami, a postać Tollera przez cały film pozostaje enigmą. Równie zaskakujący jest Cedrik the Entertainer w roli pastora, który stara się pomagać Tollerowi i wesprzeć go w trudnych chwilach. Troszkę słabiej wypada Amanda Seyfried (Mary), w której romans było mi bardzo trudno uwierzyć. Być może wynika to z faktu, że ten wątek był nie najlepiej napisany, przez co aktorzy mieli związane ręce.

„First Reformed” nie jest wielkim powrotem Schradera do wielkiej formy, ale to silna próba rehabilitacji po ostatnich filmach. Reżyser nadal prowokuje, niebezpiecznie balansuje na granicy kiczu, jednak nie przekracza jej. Bardzo wymagający, ciężki film, który na pewno zostaje w pamięci.

7/10

Radosław Ostrowski

Auto Focus

Sława zdarza się każdemu człowiekowi. Czy mówi wam coś nazwisko Bob Crane? Był pozornie zwykłym facetem, pracującym jako radiowiec. Ma żonę i dzieci, a lata 60. wydają się czasem spokoju oraz stabilności. Jednak próbuje on swoich sił jako aktor, dostając szansę – serial „Hogan’s Heroes”, komediowa produkcja o niemieckim obozie jenieckim. Nic nie zapowiadało sukcesu, a serial powstał 6 lat. A wtedy w jego życiu spotyka specjalistę od sprzętu wideo, Johna Carpentera.

auto_focus1

Paul Schrader dla wielu kinomanów znany jest jako scenarzysta kilku głośnych filmów Martina Scorsese („Taksówkarz”, „Wściekły byk”, „Ostatnie kuszenie Chrystusa”) i nie tylko. Mało kto jednak wie, że Schrader wielokrotnie próbował swoich sił jako reżyser. Zrealizowany w 2002 roku „Auto Focus” to bardzo mroczny dramat, będący ostrzeżeniem przed ciemną stronę sławy. Tutaj biografia miesza się z fikcją, zaś życie Crane’a kończy się niewyjaśnionym morderstwem celebryty. Sława, pieniądze, rozgłos, wreszcie kobiety na wyciągnięcie ręki. W połączeniu z obsesją na punkcie fotografii i pornografii, tworzy bardzo niebezpieczną kombinację. O ile na początku wydaje się drobnostką, z czasem staje się to bardzo niewygodnym ciężarem. Zwłaszcza, że nasz bohater nie ukrywa swoich zainteresowań (podczas programu rzuca seksualnymi podtekstami) i spełniając je w domu Carpentera czy na imprezach czuje się tak naprawdę sobą. Nagie zdjęcia, seksfilmy, pornografia oraz życie rodzinne i zawodowe – czy jest możliwa szansa na pogodzenie tych sprzecznych rzeczy?

auto_focus2

Reżyser ostrzega, ale nie oskarża, bo nie jest w stanie wskazać jednego winnego. Czy to toksyczna relacja z Johnem Carpenterem, próbującym odbić się blaskiem sławy Crane’a? Czy to może już działo się wcześniej? Im dalej w las, tym bardziej Schrader pozwala sobie na pewne formalne eksperymenty (surrealistyczna scena, gdy Crane „odlatuje” podczas kręcenia serialu czy nerwowo zmontowana rozmowa telefoniczna z Carpenterem), a skoczną, jazzową muzykę Angelo Badalamentiego zaczynają zastępować „lynchowskie” dźwięki ambientowej elektroniki. Nie ma też odpowiedzi na pytanie, kto zabił, zaś narracja Crane’a z offu nie wywołuje irytacji.

auto_focus3

A Schraderowi udało się zebrać oraz wycisnąć z aktorów prawdziwe soki. Najbardziej zaskakuje tutaj Greg Kinnear, który raczej kojarzony jest z rolami bardziej pozytywnych postaci. Tutaj wyciąga z Crane’a zarówno czarujący, lekko chłopięcy urok, ale też coraz bardziej pokazuje jego uzależnienie od seksu, fotografowania oraz filmowania go. Twarz jest już zmęczona, wszystko zaczyna się wymykać spod kontroli, a aktor znakomicie to wygrywa. Równie mocny jest ulubieniec reżysera, czyli Willem Dafoe w roli Carpentera. I jest to dość zagadkowa postać – spec od techniki z nawijką, sprytem oraz dość imprezowym stylem życia. Między nim a Cranem tworzy się bardzo niebezpieczna nić, sprawiająca, że jeden bez drugiego nie jest w stanie funkcjonować. Panie są raczej tłem, choć najbardziej wybija się piękna Maria Bello (druga żona Crane’a), pokazując ewolucję relacji z Crane’m: od sympatii i miłości przez poczucie osamotnienia.

„Auto Focus” pokazuje talent Schradera do prowadzenia aktorów oraz wyciągania ze scenariusza wszystkich mocnych scen i wątków. Niby nic nowego, bo historia sławy oraz upadku była pokazana multum razy, jednak pokazane tak sugestywnie, że potrafi chwycić za gardło. Wiele pytań zostaje bez odpowiedzi (bo nie jest to stricte kryminał), a ciemna strona sławy jeszcze nie była tak straszna.

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Nieśmiertelne życie Henrietty Lacks

Kolejna telewizyjna produkcja o dziennikarskim śledztwie. Reporterka Rebecca Skloot próbuje wyjaśnić sprawę niejakiej Henrietty Lacks – czarnoskórej kobiety zmarłej na raka macicy w 1951 roku. Ale lekarze bez jej zgody, wykorzystali jej komórki nazwane He-La. Dzięki niej medycyna osiągnęła wielki postęp, dzięki czemu znaleziono leki na polio, AIDS, ślepotę. Tylko, że rodzina o tym nic nie widziała i nie otrzymała z tego tytułu żadnej rekompensaty.

henrietta_lacks3

HBO znowu dotyka tematu, prowokując do dyskusji na temat etyki i odpowiedzialności. George C. Wolfe próbuje mieszać narrację dwutorowo. Z jednej strony są wrzucone retrospekcje z lat 40. i 50., by choć troszkę przybliżyć tą postać, z drugiej bardziej pokazuje losy jej dzieci po śmierci. Tego, że o swojej matce nie wiedzą zbyt wiele, że zostali oszukani przez lekarzy, rząd. Jednocześnie skrywają wiele ukrytych traum, tajemnic, z jakimi musi się zmierzyć dziennikarka, by wyciągnąć informacje od rodziny. Wszystko toczy się bardzo powolnym rytmem, jednak reżyser w żaden sposób nie przynudza. Zaczynamy odkrywać kolejne układanki oraz rodzinne sekrety, pokazujące losy dzieci pozbawionych matki: jeden z synów trafił do więzienia, córka cierpi na afektywność dwubiegunową, a jeszcze inna zmarła w dzieciństwie. I ta mieszanka potrafi zadziałać, w czym pomaga przeplatany montaż.

henrietta_lacks1

Odtworzenie lat 40. i 50., choć jest to fragment filmu, potrafi budzić szacunek: stroje, fryzury czy scenografia trzyma poziom, nie wygląda tandetnie. Tak samo napięcie potęguje dynamiczna, jazzowa muzyka z wybijającą się perkusją. A wiele momentów (z finałem) potrafi poruszyć i chwycić za serce.

Jednak prawdziwym skarbem jest fantastyczna kreacja Oprah Winfrey w roli Deborah Lacks – córki próbującej odnaleźć prawdę. Aktorka świetnie prezentuje jej stany emocjonalne: od zaufania, szoku i nieufności. Do tej pory mrozi mnie moment, gdy wyznaje bardzo traumatyczną przeszłość. Cala reszta (w tym Rose Byrne jako Skloot) tak naprawdę robi tylko za tło, choć jest kilka niezapomnianych epizodów jak śliskiego, złotoustego adwokata sir Coefielda (Courtney B. Vance), religijnego kuzyna Cliffa (John Beasley) czy brata Zakariyya (ostatnia rola Rega E. Catheya).

henrietta_lacks2

HBO przypomniało zapomnianą historie kobiety, która – nieświadomie – miała ogromny wpływ na rozwój medycyny, chociaż rodzina nie miała z tego tytułu nic. To z jednej strony wciągający dramat, pełen odkrywania tajemnic, z drugiej brutalne przypomnienie o tym, że postęp nie zawsze jest osiągany etycznymi metodami. I to potrafi zaboleć.

7/10 

Radosław Ostrowski

Opowieść

Poznajcie Jennifer – to dziennikarka przed 50-tką, ale nadal atrakcyjna. Od lat żyje w narzeczeństwie z wziętym operatorem i powoli szykuje się do ślubu. Jednak jej dość spokojne życie zmienia się przez telefon od przerażonej matki. Pozornie kobieta ignoruje ten telefon, aż w końcu zostaje wysłana przyczyna: opowiadanie napisane przez Jen w wieku 13 lat, gdzie wspomina okres pobytu u nietypowej pary, zajmującej się trenowaniem (dzieci) oraz hodowlą koni. Tylko, że jest też o relacji intymnej z dorosłym mężczyzną.

opowiesc1

Reżyserka filmu Jennifer Fox postanowiła opowiedzieć o sobie samej oraz próbie pokonania swojej traumy, która dawno temu została wyparta przez pamięć. Sama Jenny pamięta samo miejsce, wrażenia, postacie, ale szczegóły dawno się zatarły, a wiele rzeczy oraz pozostało nienazwanych. To obyczajowy dramat, poprowadzony jednak troszkę inaczej niż tego typu produkcje nas przyzwyczaiły. Wiele scen, dialogów i fragmentów opowiadania zostaje powtórzonych, chociaż kontekst coraz bardziej zaczyna się zmieniać. Z jednej strony jest tu prowadzone dochodzenie własne śledztwo, gdzie poznajemy kolejne retrospekcje, rozmowy z bohaterami tamtych wydarzeń i odkrywanie kolejnych elementów układanki. Czyli klasyka tego typu produkcji. Z drugiej zaś Jenny „rozmawia” poprzez łamanie czwartej ściany i zwracanie się bezpośrednio do tych bohaterów już jako dorosła kobieta. Robi to nawet z młodszą wersją siebie, co na pewno czyni całość o wiele bardziej atrakcyjnie.

opowiesc2

Bardzo przekonująco odtworzono realia lat 70. – czasów bardziej liberalnych, gdy takie słowa jak molestowanie, pedofilia były nieznane, zaś o niewłaściwych zachowaniach nie mówiło się wprost. Tylko co zrobić w takiej sytuacji, jak odkryć prawdę i czy jest szansa na oczyszczenie, rozwianie wątpliwości. Nawet sceny intymnych relacji pokazane są na tyle delikatnie, by nie oskarżać twórców o pornografię, ale potrafią nadal przerazić. I co najważniejsze, nie daje tutaj mocnej kropki nad i w sprawie co dalej. Czy będzie szansa na związek, jaka była prawda i jaki będzie kolejny ruch? To może troszkę przeszkadzać.

opowiesc3

Za to film nadrabia świetnym aktorstwem. Tutaj błyszczy znakomity Laura Dern w roli Jennifer – pozornie spokojna, opanowana, lecz drobnymi modyfikacjami głosu oraz gestami widać, że w środku zaczyna się tutaj gotować. I to jest postać mocno trzymająca za gardło, której losy zaczynają nam zależeć. Równie mocna jest Elisabeth Debicki jako zjawiskowa pani G, będąca mieszanką delikatności, surowości oraz ciepła, a także partnerujący jej Jason Ritter (bardziej śliski, choć tego nie widać od razu Bill). Tak samo klasę prezentuję Ellen Burstyn jako matka oraz nieźle radzący sobie Common. Ale największą niespodzianką jest młodsze oblicze Jennifer, czyli Isabelle Nelisse – bardzo delikatna, naiwna oraz zagubiona dziewczynka, zauważona przez obcych ludzi.

„Opowieść” znowu pokazuje, że jeśli chodzi o realizację filmów telewizyjnych, HBO nadal pozostaje wyznacznikiem wysokiej jakości. Może czasami tempo może wielu znużyć, jednak sam film prowokuje do refleksji i dotyka (na szczęście, nie powiechrzownie) poważnego tematu, wspierany przez świetne aktorstwo. Ta „Opowieść” porusza i angażuje.

7/10

Radosław Ostrowski