Już za tobą tęsknię

Nie lubię tego określenia, ale podobno istnieje taki podział filmów na filmy męskie oraz kobiece. Męskie to takie, gdzie najczęściej dochodzi do dużej ilości zgonów, pełnej wiader krwi oraz kipiącego testosteronem, z kolei w kobiecym umiera tylko jedna osoba, doprowadzając widzów do wylania oceanu łez. Jak myślicie, do którego z tych rodzajów kina pasuje „Już za tobą tęsknię”?

To słodko-gorzka opowieść o przyjaźni dwóch kobiet, które znają się od małego. Jess była Amerykanką, która trafiła do Londynu, gdzie przenieśli się rodzice. W szkole poznaje Millie, z którą szybko nawiązuje nić porozumienia. Pierwszy pocałunek (z chłopakiem, nie ze sobą), pierwsze relacje damsko-męskie, w końcu ciąża Millie z pewnym rockowym muzykiem oraz związek Jess z Jaco, którzy próbują mieć dziecko. Jednak cała ta przyjaźń zostanie wystawiona na ciężką prób z powodu pana raka, który postanowił odwiedzić Millie.

juz_za_toba_tesknie1

Reżyserka filmu Catherine Hardwicke (na zawsze zapamiętana jako twórczyni „Zmierzchu”) mierzy się z mieszanką dramatu, komedii oraz filmu obyczajowego. Pozornie przypomina to oglądanie albumu ze zdjęciami, gdzie mamy tylko pewną zbitkę pewnych wydarzeń. I o dziwo, udaje się to wszystko ułożyć w spójną fabułę, gdzie humor miesza się z dramatem, dojrzałość z nieodpowiedzialnością, śmiech ze łzami. Niczym w prawdziwym życiu, ale jednocześnie nie szarżuje ze skrajności w skrajność. I to zachowanie równowagi działa. Bo wybrzmiewają te dramatyczne momenty (coraz bardziej bezwzględne działania raka), rozładowywane za pomocą miejscami ironicznego, brytyjskiego poczucia humoru (scena porodu, by nie popaść w przesadę. Ale pod tym wszystkim przebija się ta przyjaźń, z lekko toksycznym osadem, polanym egoistyczną wręcz postawą Millie. Kobieta niejako znajduje się w orbicie otoczenia i wydaje się być z tego zadowolona, choć zdarza się wykorzystywać innych (ściąga Jess do hotelu Bronte, by zobaczyć miejsce akcji „Wichrowych wzgórz” i przy okazji zrobić mały skok w bok), co nie czyni tego układu tak schematycznym oraz oczywistym. Zaś prowokuje do pytań o granicę przyjaźni i ile można dla niej ze swojego życia powiększyć.

juz_za_toba_tesknie2

Hardwicke jest bardzo szczera oraz blisko trzyma się ziemi, przez co udaje się uniknąć stosowania emocjonalnego szantażu. Do tego nie brakuje pięknych kadrów (nie tylko wrzosowiska, ale nawet platforma wiertnicza podczas burzy) oraz bardziej spokojnej muzyki w tle, a także świetnej obsadzie. Absolutnie błyszczy Toni Collette w roli egoistycznej Millie, balansując między przerażeniem, zgrywą i powagą, dając wiele mięcha w tej roli. Równie zaskakująca jest Drew Barrymore, której nie jestem wielkim fanem. Ale tutaj tworzy postać bardzo empatycznej Jess, która dla przyjaciółki jest w stanie zrobić wiele oraz przede wszystkim czuć chemię z Collette. Drugi plan dominują tutaj Dominic Cooper (Kit) oraz Paddy Considine (Jaco) w rolach partnerów głównych bohaterek, nie będących tylko tłem dla tych postaci.

Coś dziwnego się ze mną dzieje, bo to kolejna słodko-gorzka historia obyczajowa, pełna bardziej zniuansowanych portretów postaci oraz bardziej trzymająca się ziemi niż klisz gatunku. Pełna ciepła, humoru oraz dramatu w odpowiednio wymierzonych proporcjach, co zdarza się niezbyt często. A czy wy będziecie tęsknić za bohaterkami?

7,5/10 

Radosław Ostrowski

Podpalaczka

Całość zaczyna się dość zagadkowo i tajemniczo. Widzimy ojca z dziewczynką, którzy nocą biegną przez ulice miasta. A wtedy widzimy jadący samochód z trzema osobami, wyglądającymi niczym tajniacy – garniaki, okulary, pistolety. Próbujemy rozgryźć co jest grane i po udanej ucieczce, poznajemy przeszłość. Okazuje się, że ojciec (Andy) wcześniej razem z przyszłą żoną brali udział w tajnym eksperymencie prowadzonym przez Sklep, gdzie uczestnicy dostają nowe leki. Później okazuje się, że budzą pewne nadprzyrodzone umiejętności, a Charlie jest córką posiadającą umiejętność pirokinezy. Dlatego interesuje się nimi rząd.

podpalaczka1

Kolejna adaptacja powieści Stephena Kinga, którego dorobek był (i dalej będzie) przenoszony na ekran multum razy. Za „Podpalaczkę” odpowiadają legendarny producent Dino De Laurentis oraz reżyser Mark L. Lester, który rok później stworzy klasyka ery VHS – „Komando”. Czy to właściwe osoby do thriller zmieszanego z kinem inicjacyjnym? Film z jednej strony próbuje budować atmosferę niepokoju i osaczenia (początek), by potem obserwować osobę, która chce normalnie żyć, ale nie jest to możliwe. Ale to napięcie jest psute z jednej strony retrospekcjami (uzasadnionymi), a z drugiej perspektywą osób ścigających ich (kapitana Hollacka i Rainbirda), co pozwala poznać przeszłość protagonistów. Tylko, że to wszystko ledwo liźnięte i psychologicznie zarysowane, a pewne odstępstwa wobec pierwowzoru (mocne skrócenie pobytu w siedzibie Sklepu oraz wątek związany z prowadzeniem gry między Andy a Hollackiem) pozbawiają całości emocjonalnego wydźwięku.

podpalaczka2

Reżyser najpewniej się czuje w scenach prezentujących moc Charlie, czyli pirokinezy. Dziewczynka nie w pełni kontroluje swoją moc, przez co dochodzi do wielu zgonów, eksplozji i potężnej siły destrukcji. Również kontrola umysłu przez Andy’ego równie robi wrażenie, co także jest zasługą udźwiękowienia oraz świetnej muzyki zespołu Tangerine Dream. Imponuje finałowe starcie, w którym dziewczynka – niczym bohaterka innej książki Kinga „Carrie” – dokonuje bezwzględnej, krwawej i brutalnej zemsty na wszystkich. Prawdziwy popis pirotechników (gorzej z efektami specjalnymi, bo sceny odbijających się pocisków wyglądają śmiesznie) i kaskaderów, którzy robią cuda.

podpalaczka3

„Podpalaczkę” próbują ratować aktorzy, którzy całkiem nieźle sobie radzą. Problemem może być (przynajmniej dla mnie była) Drew Barrymore, która brzmiała nienaturalnie, wręcz nadekspresyjnie. Słychać, że jeszcze brakuje tu obycia, chociaż jest spory potencjał w tej postaci. Lepiej wypada David Keith jako jej ojciec, który próbuje ją chronić przed całym światem. Jednak najciekawszy jest niezawodny George C. Scott jako agent Rainbird – zimny zabójca, potrafiący manipulować innymi ludźmi dla swoich korzyści. Sceny, w których próbuje wkupić się w łaski Charlie to prawdziwy popis.

podpalaczka4

Sam King określił „Podpalaczkę” jako najgorszą ekranizację według jego dorobku. Jak nie byłbym aż tak surowy, ale film Lestera nie do końca wykorzystuje swój potencjał. Najlepiej wypadają sceny nadprzyrodzone, jednak całości brakuje w tym – nomem omen – ognia. Niezłe, ale mogło być lepiej.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Lucky You – Pokerowy blef

Huck to młody, ale bardzo ambitny pokerzysta. Problem w tym, że jak każdemu młodemu pokerzyście pieniądze nie kleją się do niego na długo – to pewnie dlatego ma sporo długów. Mimo to postanawia zawalczyć w Mistrzostwach Świata w zawodowym pokerze. Tam stanie do walki ze swoim ojcem, z którym nigdy nie wygrał. Jeszcze pojawia się w jego życiu Billie – marząca o karierze piosenkarki dziewczyna.

lucky_you1

Wszyscy kinomani znają Curtisa Hansona jako twórcę znakomitych „Tajemnic Los Angeles”, jednak tym razem postanowił nakręcić coś lżejszego. Sama historia bazuje na znanych kliszach, bo jest tu i wątek miłosny, trudna relacja ojciec-syn napędzająca dynamikę całości (stare, niezagojone blizny) oraz poker – karty, dużo kart i duża kasa do wygrania. Jako studium gracz-hazardzisty ten film nie do końca się sprawdza, bo posługuje się ogranymi kliszami, podobnie jest z wątkiem miłosnym (strasznie przewidywalny i w zbyt hollywoodzkim stylu). Więc pozostaje sama pokerowa rozgrywka i tutaj pojawia się napięcie, zarówno w samym zbieraniu forsy na grę, jak i w samym finale – nie do końca oczywistym. Jest tu kilka świetnych scen (zakład, że w 3 godziny zaliczy wszystkie dołki w golfie – rewelacja) oraz klimat Las Vegas – mekki hazardzistów i zawodowych graczy, w dodatku ładnie sfotografowana. Tylko całość nie porywa do końca, co jest niewybaczalnym błędem.

lucky_you2

Ten film już zostałby wymazany z pamięci, gdyby nie dobre aktorstwo Erica Bany i Roberta Duvalla. Pierwszy jest wnikliwym i uważnym graczem, który jednak bywa bardzo ryzykownie, niemal nerwowo. Drugi to spokojny, rozważny i opanowany zawodnik – prawdziwy profesjonalista. Obserwowanie tego duetu w akcji jest czystą przyjemnością. Nie do końca pasowała tu Drew Barrymore jako troszkę naiwna dziewczyna Billie (trzeba jednak przyznać, że ładnie śpiewa). Obecność zawodowych pokerzystów tez daje kolorytu całości, podobnie jak epizody Roberta Downeya Jra. (terapeuta Jack Telefon) i Michaela Shannona (gracz Ray Zumbro).

lucky_you3

„Pokerowy blef” to całkiem przyzwoity, choć dla mnie troszkę za lekki dramat. Za mało w tym pazura, a w przeciwieństwie do bohaterów Hanson gra zbyt zachowawczo i bezpiecznie. Czasami jednak trzeba ostro zaryzykować, by zdobyć większą stawkę.

lucky_you4

6/10

Radosław Ostrowski

E.T.

Te dwie literki powinny mówić więcej niż tysiąc słów. Oznaczają one istotę pozaziemską. I właśnie kogoś takiego poznał pewien chłopiec imieniem Elliott. Mieszkający z bratem i siostrą, ojciec zostawił go, matka pracuje i nie zawsze ma czas. Jednak kosmita został na Ziemi dość przypadkowo i próbuje wrócić do swoich.

et2

Spielberg tym filmem potwierdził, że mocno interesuje się sprawami pozaziemskimi. I znów wierzy w to, że można nawiązać dobry kontakt z istotami pozaziemskimi. Bo tytułowy E.T. nie jest jakimś morderczym potworem zamierzającym podbić wszystkie planety. Wygląda trochę komicznie (te oczy i ta twarz), ale jest bardzo uroczy – zwłaszcza jeśli nosi peruczkę i damskie ciuchy. Ale tak naprawdę jest to film o przyjaźni, gdzie dzieci okazują się być bardziej szczere i otwarte niż trochę nieufni dorośli. Całość mimo upływu lat nadal potrafi poruszyć, choć i tak najbardziej w pamięci pozostaje finałowa ucieczka z latającymi rowerami. Dla mnie jednak jest to troszeczkę sentymentalne i bardziej skierowane dla młodszego widza, z kilkoma pięknymi plastycznymi ujęciami (las, próba „wskrzeszenia” E.T. czy pierwszy kontakt Elliota z kosmitą). Owszem, nie można nie docenić muzyki Johna Williamsa (choć wydawało mi się, że temat przewodni trochę pachnie „Marszem Imperialnym”, a może mi się wydawało) czy pracy gości od efektów specjalnych, ale nie porwał mnie ten tytuł, mimo realizacji na naprawdę wysokim poziomie (w końcu to Spielberg).

et1

Dzieci jak to dzieci z USA grają po porostu świetnie. Nie można po prostu się na nich napatrzeć (ze szczególnym wskazaniem na Henry’ego Thomasa, który traktuje przybysza – choć nie od razu – jako przyjaciela) i są całkowicie naturalni. Także sam E.T. prezentuje się naprawdę wspaniale, a scena nauki słów jest naprawdę urocza :).

Doceniam sprawność realizacyjną Spielberga oraz techniczną precyzję, jednak dla mnie „E.T.” pozostaje dobrym filmem, miejscami ocierającym się o wielkie wzruszenia oraz emocje. Ale gdybym go obejrzał jakieś 15 lat temu, byłbym oczarowany. Ale chyba już z tego wyrosłem, na nieszczęście dla kosmity.

7/10

Radosław Ostrowski

Wszyscy mówią: kocham Cię

W Nowym Jorku żyje dość zamożna rodzina o mocno liberalnych poglądach, a przewodniczką naszą jest 17-letnia Djunia zwana DJ. Jej ojciec po rozwodzie próbuje na nowo żyć w Paryżu, matka zaś ponownie wyszła za mąż za prawnika Boba, zaś przyrodnie siostry zakochały się w tym samym chłopaku, a najstarsza Skylar poznała chłopaka Holdena, z którym chce się związać. Ale jak wiadomo życie lubi komplikować już nie tak łatwe sprawy.

wszyscy mowia

Jeśli wydawało wam się, że Woody Allen niczym was nie jest w stanie zaskoczyć, to znaczy, że nie widzieliście tego filmu. Bo tym razem Nowojorczyk wpadł na szalony pomysł, by to co zawsze przekazać w konwencji… musicalu, a wszystko toczy się w jednym roku. Okraszone to jedynym w swoim rodzaju poczuciem humoru, pokazując kolejny raz jak bardzo życie potrafi być przewrotne. A wszystko okraszone galerią ciekawych postaci, eleganckiej muzyki i piosenek, które naprawdę są dobrze zaśpiewane. I nie chodzi mi tu o technikę, ale o szczerość i energię, zaś choreografia też zasługuje na uznanie za pomysłowość (scena w szpitalu czy w… domu pogrzebowym, gdzie budzą się zmarli). I ten Nowy Jork, który w każdej porze roku wygląda pięknie (zwłaszcza w filmach Allena, choć finał odbył się w Paryżu i po drodze zahaczyliśmy o Wenecję), przy okazji szydząc z poglądów liberalnych i konserwatywnych.

I znowu udało się zebrać aktorów z czołówki. Bo jak wytłumaczyć fakt, że w jednym filmie mamy Edwarda Nortona, Goldie Hawn, Julię Roberts, Tima Rotha, Alana Aldę i Natalie Portman? Oczywiście, pojawia się i sam Woody, ale jest tutaj bohaterem drugoplanowym. Wszyscy wypadli bardzo dobrze i równie wybornie śpiewają (najlepszy jest w tej materii Norton).

Lekkie, zabawne i eleganckie – tak bym ująć ten film. Ma w sobie urok starych musicali, a jednocześnie jest to film Allena. Taka mieszanka działa naprawdę świetnie.

7/10

Radosław Ostrowski

Stosunki międzymiastowe

Jak to w tego typu opowieści bywa – był sobie chłopak i dziewczyna. Oboje poznaje się w Nowym Jorku. On – Garrett pracuje w wytwórni muzycznej, ona – Erin jest na stażu jako dziennikarka. Zakochują się, ale jest poważny problem – on jest z NY, ona z San Francisco i wraca do siebie po stażu. Oboje decydują się prowadzić związek na odległość. Jak myślicie, które z nich tego nie wytrzyma??

stosunki1_300x300

Na hasło komedia romantyczna reaguję obawą przed słodzeniem oraz banalnością w pokazywaniu miłości. Ale w ostatnim czasie widać, że coś powoli się zmieniać, bo pojawiło się parę słodko-gorzkich opowieści o miłości („500 dni miłości”, „Kocha, lubi, szanuje”) z odrobiną humoru, bez którego ciężko byłoby to ogarnąć. Tutaj jest podobnie i pokazuje, że związek na odległość to nie jest taka fajna sprawa. Bo chciałoby się być razem, ale okoliczności nie pozwalają. Jest szansa na karierę, zaczyna się odczuwać nie tylko tęsknotę, ale i zazdrość podsycaną przez przyjaciół (kumple Garretta, siostra Erin). I jak tu być ze sobą i to tak, żeby nie zwariować? Life is brutal – w dodatku twórcy balansują między subtelnym a rubasznym humorem, co akurat zaskakująco dobrze się sprawdza i czyni bohaterów wiarygodnymi i kibicujemy naszym bohaterom do samego końca.

stosunki2_300x300

Jak wspomniałem w dodatku to wszystko jest porządnie zagrane. Grający główne role Justin Long i Drew Barrymore bardzo przekonująco tworzą portrety bohaterów, których połączyła miłość, ale odległość może być zabójcza. Za to drugi plan jest bogaty. Oczywiście wybijają się Jason Sudekis i Charlie Day jako lekko pokręceni kumple Garretta oraz Christina Applegate jako siostra Erin, która jest mocno wyczulona na punkcie sprzątania i czystości.

To kolejna dość nietypowa niezależna odmiana kom-roma. Bardziej gorzkawa i refleksyjna, ale za to bardzo dobrze się ogląda i po prostu się w to wierzy. Seans więcej niż przyjemny i dla więcej niż jednej osoby.

7/10

Radosław Ostrowski