

Znacie pewnie taki zespół Kowalski? Najbardziej znanym ich przebojem jest utwór „Spragniony Karoliny” i „Marian”, więc kiedy znalazłem ich płytę w dodatku w języku angielskim, byłem zaskoczony. Bo okazało się, że to inny Kowalski. Ten zespół stworzyło czterech kumpli z Irlandii: Louis Price (wokal), Paddy Conn (klawisze, gitara), Tom O’Hara (bas) i Paddy Baird (perkusja), do tej pory zrobili EP-kę i debiut. Teraz pora na drugi longplay.
Album z dość długim tytułem (jak na płytę) ma raptem 10 piosenek (ulubiona liczba producentów, bo dość często spotykana) i jest to pop z domieszką (wręcz domiechą) elektroniki. Muzyka jest prosta, lekka i przyjemna w odsłuchu. Szybka perkusja, ładna elektronika, gitara robiąca swoje, delikatny i miękki wokal – czy może być lepiej? Takie płyty sprawiają mi problem, bo z jednej strony to dobre brzmienie, wpadające w ucho melodie i przyjemnie się tego słucha. Z drugiej jednak po odsłuchaniu nie zostaje nic w głowie. Tak też jest tutaj, choć panowie grają dynamiczne kawałki.
Tu jest tak jak być powinno, ale mało oryginalne to jest. Mimo to można przesłuchać, bo to nie zaszkodzi.
6,5/10
Radosław Ostrowski




Odpowiedź jest jedna i niezbyt zaskakująca: nie. Muzyka brzmi jak kolejny twór Remote Control, czyli w cholery elektroniki, sampli, gitary elektrycznej i rżnięcie od Zimmera. Innymi słowy niby jest epicko, ale sztucznie. Tematów w zasadzie nie ma wiele, ma być głośno, dynamicznie i z łomotem. I tak też jest, zaś muzyka akcji bazuje na szybkich i niepokojących smyczkach, uderzeniach perkusji, kotłów oraz dęciaki wzięte z „Incepcji”. Czasem jednak pojawi się pewne urozmaicenie jak chór („The Shatterdome”), delikatna liryka („Mako” z wokalizą Priscilli Ahn i delikatnymi dźwiękami harfy oraz smyczków) czy lekko azjatyckie klimaty („Hannibal Chau”). Jednak żeby nie było aż tak strasznie Djawadiemu udała się jedna rzecz, która jest highlightem tej płyty. To temat przewodni, który może i jest prosty, ale z drugiej chwytliwy, dynamiczny (smyczki i elektronika) ze świetną gitarą Toma Morello (Rage Against the Machine), który z Djawadim już współpracował przy „Iron Manie”.











Tym ciekawsza dlatego, że odpowiada za nią zespół już wówczas znany, ale jeszcze nie posiadający dużego doświadczenia w pisaniu muzyki filmowej. Mowa o Tangerine Dream – specjalistach od mrocznej muzyki elektronicznej pod wodzą Edgara Frosse. Choć zespół dość często zmieniał skład, to zarówno stylistyka jak i silne (później) więzy zespołu z filmem pozostały niezmienne (do tej pory napisali muzykę do ponad 30 filmów). Przy pracy nad tym filmem zespół grał w składzie Edgar Frosse (klawisze, gitara), Christopher Franke (syntezatory, elektroniczna perkusja), Johannes Schmoelling (elektronika).


