The Kominsky Method – seria 2

Na pewno pamiętacie Sandy’ego i Normana. Pierwszy nadal prowadzi szkołę aktorską, drugi próbuje sobie radzić z samotnością. I tak jak w każdym serialu, dalej życie potrafi ich zaskoczyć. W przypadku Sandy’ego, córeczka ma chłopaka. Niby nic, tylko że jest troszkę młodszy niż przyszły teść, co może doprowadzić do spięć. Z kolei u Normana pojawia się potencjalna nowa partnerka, czyli dawna miłość. By jednak nie było tak łatwo, wraca jego córka po odwyku.

kominsky method2-1

Druga seria dzieła Chucka Lorre’ego niejako kontynuuje wątki z poprzedniej serii. Panowie, mimo sporego doświadczenia, ciągle są zaskakiwani przez życie. Bo wydawałoby się, że w tym wieku już nic nie trzeba, to okazuje się, że jednak trzeba. Są studenci, których trzeba nauczyć kolejnych rzeczy (kapitalna scena, gdy zamiast kolegi ze studentką gra Sandy), bliscy ciągle się martwiący i sprawiający kłopoty. Czasem nie łatwo jest im zaufać (wracająca z odwyku córka Normana, Phoebe), czasem potrafią zaskoczyć (córka Sandy’ego, chcąca wprowadzić zmiany w studiu aktorskim), a zdrowie coraz bardziej szwankuje. I co można z tym fantem zrobić? Lepiej mieć z kim to przejść, choć nie jest to powiedziane wprost. Twórcom udaje się cały czas zachować balans między humorem a dramatem, przekłuwając niemal każdą sytuację humorem. Głównie dzięki cierpkiemu oraz ciętemu Normanowi, ale też paru sytuacyjnym gagom jak podczas jazdy samochodu, wspólnemu jaraniu zioła czy niedoszłej sytuacji łóżkowej, do której nie dochodzi. Ale też nie brakuje chwil wzruszenia jak podczas odwiedzin grobu przez Phoebe czy kiedy jedna ze studentek Sandy’ego otwiera się przed innymi i mówi o swojej przeszłości. W takich momentach „Kominsky Method” potrafi wejść na wyższy poziom, zaś same te sceny zapadają mocno w pamięć.

kominsky method2-2

Dialogi nadal trzymają poziom i nadal potrafią zaskoczyć wnikliwości, jednocześnie doprowadzając parę razy do śmiechu. Twórcy parę razy potrafią zaskoczyć, jak choćby obecnością Allison Janney na zajęciach czy pojawieniem się u Normana wnuka-scjentologa, który opuścił sektę (ale nie wyrzekł się ich poglądów). Jestem bardzo ciekawy, jak to zostanie poprowadzone w następnej serii.

kominsky method2-3

Pewne rzeczy pozostają jednak niezmienne. Ciągle jest chemia między Michaelem Douglasem a Alanem Arkinem, bo to jest prawdziwe paliwo tego serialu. Panowie nadal są jak stare małżeństwo, wspólne sceny ogrywają bezbłędnie. Ale i samodzielnie prezentują bardzo wysoki poziom. Z nowych postaci najbardziej wybija się Paul Reiser, czyli chłopak Mindy. Jest troszkę tatusiowaty, a w sytuacjach konfliktowych się wycofuje. Taki troszkę niespełniony artysta i – co najciekawsze – łatwo nawiązuje kontakt z Sandym, dając sporo zabawnych sytuacji. Starzy znajomi nadal trzymają poziom, zwłaszcza studenci kursów aktorstwa potrafią parę razy zaskoczyć.

kominsky method2-4

Oglądając drugi sezon „The Kominsky Method” czułem się, jakbym odwiedzał starego przyjaciela. Niby wiem, co u niego będzie, ale ciągle potrafi mnie zadziwić swoją energią, zaskoczyć trafnymi obserwacjami oraz znajomością ludzkich charakterów. I nie mogę się doczekać kolejnego spotkania.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

The Kominsky Method – seria 1

Sandy Kominsky był aktorem, jednak wielkiej kariery nie zrobił. Dlatego prowadzi szkołę, gdzie uczy aktorstwa na specjalnych kursach. I radzi sobie z tym naprawdę dobrze, w czym pomaga mu dorosła córka. Przyjacielem Sandy’ego jest Norman Newlander – agent gwiazd, którego żona bardzo ciężko choruje, zaś córka jest nałogową ćpunką. Życie przyjaciół zostaje wywrócone, kiedy żona Normana umiera.

kominsky method1-1

Chuck Lorre to dla mnie twórca komediowy bardzo wyrazisty. On odpowiadał za „Teorię wielkiego podrywu” czy serialową biografię Charliego Sheena „Dwóch i pół”. Jednak problem z nimi, że z czasem te produkcje traciły swój impet i zaczęły nudzić. Zupełnie jakby twórca nie wiedział kiedy się zatrzymać oraz odejść w glorii i chwale. Oby tak się nie stało z nowym tytułem tego scenarzysty, którą zrealizował dla Netflixa. „The Kominsky Method” jest komedią ze starością w tle. Taka zbitka może dać wiele pola do popisu, ale jest też pułapką i wymaga nie przekraczania granic dobrego smaku. Osadzenie tej historii w środowisku artystycznym jest pewnym ubarwieniem, jednak kwestie starości dotyczą tak naprawdę wszystkich. Kiedy organizm zaczyna coraz bardziej słabnąć, wigor coraz bardziej słabnie, a przyszłość nie wydaje się za ciekawa. I mamy tutaj niejako dwie postawy: próbującego czerpać z życia oraz pełnego energii Sandy’ego skontrastowany z bardziej melancholijnym, mierzącym się z traumą, sarkastycznym Normanem. To zderzenie charakterów daje wiele źródła humoru, ale też i refleksji. A co najważniejsze, całość jest autentycznie zabawna.

kominsky method1-2

Udaje się twórcom zachować balans między humorem a powagą, bo i jest parę fajnych wątków. Radzenie sobie z samotnością, możliwa szansa na związek, córka-narkomanka i odstawienie jej na odwyk czy powoli słabnący organizm (kwestia prostaty u Sandy’ego), ale też kwestia szorstkiej, niełatwej przyjaźni. Nie jest to konstrukcja sitcomu, gdzie każdy odcinek wydaje się osobną historią. Wszystkie wątki przewijają się przez wiele odcinków – niektóre do końca, inne wchodzą na parę chwil. Nie ma tutaj miejsca na nudę, a parę scen zostanie w pamięci na długo jak pogrzeb żony Normana czy sceny, gdzie studenci prezentują swoje przygotowane role. I tutaj wszystkie klocki pasują do siebie idealnie.

kominsky method1-3

To wszystko by nie zadziałało, gdyby nie udało się dopasować odtwórców głównych ról. Ale tutaj dokonano strzałów w dziesiątkę. Znakomici są – bo inne słowo nie przychodzi mi do głowy – duet Michael Douglas/Alan Arkin. Pierwszy jako Kominsky sprawia wrażenie człowieka, który chce troszkę oszukać czas jakby nadal był młody. Sprawdza się też jako mentor, próbujący przekazać pewien etos tej pracy czy próbujący nawiązać pewną głębszą relację z jedną z uczennic (ale nie jest to nastolatka). We wszystkich tych twarzach sprawdza się bezbłędnie, tworząc bardziej złożoną postać niż się wydaje. Arkin pozornie wydaje się taki jak w ostatnich rolach, czyli troszkę zrzędliwy, ironiczny i lekko zgorzkniały, ale skrywa w sobie o wiele więcej. Jest trudny do wytrzymania, przepracowując żałobę pokazuje bardziej melancholijne oblicze. Chemia między nimi jest wielka, a oglądanie ich razem to największa przyjemność. W zasadzie reszta obsady zostaje zepchnięta na dalszy (może oprócz kradnącego szoł Danny’ego DeVito w epizodzie urologa), jednak każdy sprawdza się tutaj bardzo dobrze. Nie ważne czy mówimy o Nancy Travis (Lisa, niemłoda uczennica szkoły Sandy’ego), Sarze Baker (Mindy, córka Sandy’ego), Lisie Edelstein (Phoebe, córka Normana) czy drobnych cameo.

kominsky method1-4

„Metoda Kominsky’ego” wydaje się być serialem, który bardzo dobrze sprawdza się w dzisiejszych czasach. Jest odpowiednio lekka, zabawna, ale też bardzo refleksyjna i unikająca prostackich żartów. Dawno nie widziałem Douglasa oraz Arkina tak bawiących się swoimi rolami, co udziela się także oglądającemu. Czekam na kolejne odcinki i jakie jeszcze problemy natknie ten duet.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski