Kot w butach: Ostatnie życzenie

Jam Puszek Okruszek – tak się przedstawił po raz pierwszy w drugim „Shreku”. Ładne buty, kapelusz, szpada oraz waleczność. Skradł cały ekran dla siebie i powracał w kolejnych częściach, wreszcie dostał nawet swój własny film. To było jednak w 2011 roku, zaś o samym filmie mało kto pamiętał. Teraz jednak nasz heros powraca, choć nikt go nie potrzebował. A może jednak był nam potrzebny, tylko o nim zapomnieliśmy?

Więc co robi nasz Puszek – el gato, el mitos, la leyenda? Nic się nie zmienił, czyli zgrywa twardziela, oszukuje przeznaczenie oraz walczy choćby z takim obudzonym monstrum. Oczywiście robi to w sposób widowiskowy, z szaloną muzyką w tle i brawurą jaką tylko On posiada. Ale wszystko kończy się nagle uderzeniem dzwonu. Ktoś mógłby powiedzieć, że koty mają przecież dziewięć żyć i nasz futrzasty heros odrodzi się. Jest jednak pewien problem – zostało mu tylko jedno życie. Czyżby to był koniec Kota w Butach i jego heroicznych czynów? Zwłaszcza jak w barze pojawia się wilk w kapturze, który wydaje się być nie do pokonania. Choć ma przy sobie tylko dwa sierpy i walka kończy się ucieczką.

Czy może być gorzej? Emerytura w kociej rezydencji, gdzie musi przyzwyczaić się do nudnej egzystencji, jedzenia kocimiętki oraz załatwiania się w kuwecie. Przy tym lobotomia wydaje się lepszym rozwiązaniem. Jest jednak rozwiązanie: gwiazdka z nieba, co spełnia każde życzenie. Trzeba ją tylko znaleźć w Czarnym Lesie. Problem: mapę do miejsca jej lokalizacji posiada właściciel dużego przedsiębiorstwa Jacek Placek, a chce ją zajumać Złotowłosa z trzema Misiami. Plus jeszcze jest dawna znajoma Puszka, Kitty Kociłapka. Kto wygra ten wyścig?

„Ostatnie życzenie” zaskakuje wizualnie, mocno czerpiąc z estetyki znanej ze „Spider-Man: Uniwersum”. Czyli w scenach akcji zmniejsza się klatkaż, przez co wyglądają one w bardzo komiksowym stylu. Choć ja mam wrażenie, że tła i szczegóły wyglądają jakby zostały… namalowane. Najbardziej odczuwalne jest w Czarnym Lesie przy krajobrazach. Te w zależności od tego, kto używa mapy zmieniają się (bo mapa buduje świat na podstawie życiowych doświadczeń) i robi to piorunujące wrażenie. Stylistyka bardzo wyróżnia się wobec poprzednich produkcji DreamWorks, który zaczyna odzyskiwać siły oraz pokazuje, że jest w stanie stanowić konkurencję dla Pixara, Disneya czy Sony Animated. Jednocześnie bardzo zaskakuje to jak film traktuje temat strachu przed śmiercią (niemal każde spotkanie Kota z Kostuchą kończy się ucieczką i może przypominać sceny z horroru) i rozwiązuje to bez wygłupów oraz śmieszkowania. Może sama droga oraz rozwiązanie nie zaskakuje, to jednak nie ma tu miejsca na nudę. Akcja pędzi na złamanie karku, sceny pościgów oraz walk oszałamiają, zaś twórcy nie biorą jeńców. Zdecydowanie produkcja nie dla bardzo młodego widza.

Pochwalić za to muszę polską wersję językową, za którą odpowiada Bartosz Wierzbięta. Jeśli spodziewacie się walenia odniesieniami do naszej popkultury, nie macie się czego bać. I samo tłumaczenie brzmi w porządku, same imiona też nie wywołują zgrzytów, choć zdarza się parę momentów zapikanych (ciekawe czy w oryginale też jest taka sytuacja). Do roli Kota wraca Wojciech Malajkat i robi to z taką łatwością przekazują tą energię, pewność siebie jak też bardziej poważniejsze momenty. Kapitalna robota, tak samo jak wracającej do Kitty Izabeli Bukowskiej. Chemia między nimi jest po prostu cudna. Z nowych postaci trzeba wyróżnić Sebastiana Machalskiego, czyli (optymistycznie nastawiony pies Perro), Monikę Dryl (Złotowłosa) oraz Roberta Jarocińskiego (Bardzo Zły Wilk). Trudno mi się do kogokolwiek przyczepić, ale z ciekawości sprawdziłbym wersję oryginalną.

„Kot w butach: Ostatnie życzenie” jest szalonym, dynamicznym filmem łotrzykowsko-przygodowym zmieszanym z klimatem spaghetti westernu. I to w świecie baśni, co powinno być absurdalnym miksem. Fantastycznie zrealizowana, pełna akcji, humoru oraz oczopląsu. A jednocześnie potrafi być dojrzałą, miejscami mroczną opowieścią o szukaniu szczęścia, które niekoniecznie musi być tym, czym nam się wydaje. Ogromna niespodzianka na początek roku.

8/10

Radosław Ostrowski

Minionki: Wejście Gru

Najbardziej ikoniczne istotki studia Illumination, czyli Minionki powracają. Nie byłem jakimś wielkim entuzjastów spin-offu serii „Jak ukraść księżyc”. Za dużo gagów zbyt prostych oraz ogranych, bym mógł się na tym świetnie bawić. Pierwsze „Minionki” zakończyły się w momencie, gdy nasze żółte ziomki trafiły do Gru. Teraz poznajemy początki działalności, gdy jeszcze był dzieckiem.

minionki2-1

Tym razem jesteśmy w połowie lat 70., gdzie działała grupa złodziei zwana Vicious Six – najlepszych, nieuchwytnych i przebiegłych złoczyńców. Teraz szykują najważniejszy skok, czyli kradzież Kamienia Zodiakalnego oraz użycie go podczas chińskiego Nowego Roku w San Francisco. Cała akcja się udaje, jednak szef zespołu Wściekły Kułak zostaje zdradzony i porzucony przez resztę ekipy. Dlatego złoczyńcy organizują casting na nowego członka zespołu. To jest szansa dla 12-letniego Gru, by zabłysnąć i spełnić swoje marzenia o swoim ukochanym, bandyckim życiu. Jednak z racji wieku nie jest traktowany poważnie, więc kradnie kamień, przez co zostanie porwany. Więc nasza ekipa chaotycznych Minionków będzie robić za Liama Neesona, lecz ostatnie bliżej im będzie do działań porucznika Drebina z „Nagiej broni”.

minionki2-2

W porównaniu do pierwszego solowego wejścia Minionków ten film ma bardziej zwartą fabułę i jest czymś więcej niż ciągiem gagów. To jest wręcz heist movie, który miesza różne gatunki oraz konwencje, co czuć od początku. Dostajemy pościg na motorze, następnie scenę zdobycia kamienia niczym z Indiany Jonesa, by na finał dostać czołówkę a’la James Bond. Mało wam? Odrobina fantastyki, demolka, pościgi, mocno absurdalny humor oraz jedna cudna retrospekcji, jakiej nie powstydziłby się Guy Ritchie. Plus (chyba najlepsze momenty filmu) trening kung-fu. Humor oraz akcja są zbalansowane (w finałowej konfrontacji to wręcz idą ręka w rękę), intryga pędzi niczym uderzane kulki na flipperze, zaś wszystko przeplatane jest morałem o sile przyjaźni oraz lojalności w świecie, gdzie jest ona towarem deficytowym.

minionki2-3

Już bliżej jest klimatem do głównej serii, co jest też zasługą relacji między Gru a Kułakiem – od porwania i antagonizmów po sympatię, wręcz szacunek, a nawet zaczyna iść w kierunku mentor-uczeń (improwizowany napad na bank). Wygląda to też świetnie, w tle gra bardzo dynamiczna muzyka, zaś finał – spektakularny i widowiskowy, trzyma w napięciu do końca. Także polski dubbing w reżyserii Bartosza Wierzbięty trzyma poziom, a wracający do roli Gru Marek Robaczewski znowu błyszczy.

minionki2-4

„Wejście Gru” jest oddechem świeżości w serii po pierwszym spin-offie, który dostarcza o wiele więcej zabawy niż sądziłem. Dużo śmiechu, sporo akcji, niegłupi morał oraz miejscami wariackie tempo stanowią gwarancję świetnej zabawy zarówno dla dzieci, jak i ich rodziców.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Playmobil. Film

Klocki Playmobil od momentu powstania (lata 70.) zawsze były w cieniu Lego, choć miały swoje grono fanów. Teraz wielbiciele niemieckiej myśli zabawkowej mają szansę zobaczyć klocuszki w formie animacji, zrobionej przez… Francuzów. I mocno tutaj inspiruje się „Lego Przygodą”, ale samo w sobie nie musi być złe. Ale po kolei.

playmobil1

Cała historia skupia się na rodzeństwie: Marli i Charliem. Ona jest starsza i chciałaby podróżować zamiast iść na studia, zaś młodszy bardzo lubi się bawić. Nie tylko klockami. Niestety, ich spokojnie życie zmienia śmierć rodziców. Dziewczyna zmuszona jest niejako opiekować się swoim bratem, lecz to troszkę za bardzo. To doprowadza do sytuacji, gdzie braciszek ucieka z domu. Siostrzyczka znajduje go na wystawie zabawek Playmobil. Wskutek pewnego zbiegu okoliczności, oboje trafiają do świata z klocków i zostają rozdzieleni.

playmobil2

Sama historia jest bardzo znajoma, wręcz standardowa dla kina familijnego. Reżyser próbuje zapewnić atrakcje i miesza kompletnie konwencje. Western miesza się z SF, kinem szpiegowskim, Wikingowie walczą z piratami, a w cesarstwie wszyscy walczą z potworem-dinozaurem. Jakoś to się trzyma, na cienkiej nitce i domyślam się, czemu jest taki rozgardiasz. Chodziło o pokazanie różnorodności świata i jego bogactwa, tylko że efekt jest odwrotny. Za mało czasu spędzamy w każdym z tych światów, przez co brakuje tutaj czegoś głębszego. I to wszystko pędzi za szybko, przez co ten rollercoaster zwyczajnie zaczyna nudzić. Nawet humoru jest tutaj jak na lekarstwo, bo uśmiałem się ze 3, może 4 razy, zaś odniesienia do wydarzeń w Polsce nie działa za bardzo.

playmobil3

Sama animacja nie jest jakaś strasznie brzydka i jest to wyższa półka europejska. Klocki wyglądają solidnie, tak jak ich ruchy. Stąd moje skojarzenie z „Lego Przygodą”, choć nie ma tutaj stylizacji na animację poklatkową. Nie jest to zbyt szczegółowe na poziomie znanym Pixara, lecz nie ma się czego wstydzić. Nie brakuje kilku fajnie zrobionych scen (włamanie do rosyjskiej bazy wojskowej czy finałowe starcie), jednak to jest troszeczkę za mało.

playmobil4

Sytuację częściowo ratuje polski dubbing, dzięki dobrze dobranym głosom. Zadziorna Julia Kijowska (Marla), bardziej wyluzowany Tomasz Karolak (właściciel wozu z żarciem Del) oraz kradnący całość Marcin Dorociński (agent Rex) dają prawdziwego kopa, sprawiając o wiele więcej frajdy. Tylko, że oryginalny scenariusz nie daje wiele pola do popisu.

No cóż, filmowe spotkanie z klockami Playmobil jest średniakiem pozbawionym elementu zaskoczenia. Da się to obejrzeć i jest kilka niezłych scen, jednak dla mnie był zbyt przewidywalny, nudny, nieciekawy. Może młodemu widzowi się spodobać, choć pewności nie mam.

5,5/10

Radosław Ostrowski

Mała Stopa

Czym jest Yeti – duża, włochata istota mieszkająca gdzieś w Himalajach. Podobno, bo nikt jej na oczy nie widział. Mieszkają w dużej wiosce otoczonej wielką mgłą na samym szczycie góry. Jednym z mieszkańców osady, kierowanej przez wszechwiedzącego Omnigłaza, jest Migo, który chce – tak jak ojciec – walić w dzwon (swoją głową podczas lotu). Problem w tym, że podczas pierwszego lotu, wypadł poza wioskę, a tam trafił na małą stopę, czyli człowieka. A podobno małych stóp nie ma i to może zburzyć pewien porządek. W tym samym czasie pewien podupadający autor programów przyrodniczych słyszy o Yeti i postanawia zorganizować mistyfikację, by wrócić na szczyt. Ale co się stanie, gdy człowiek spotka Yeti?

wielka_stopa1

Nowa animacja od Warner Bros. technicznie i wizualnie przypomina dylogię o „Klopsikach”, zwłaszcza pod względem sylwetek postaci ludzkich (nasz ludzki bohater, Percy nawet troszkę przypomina Flinta Lockwooda) oraz płynnej, choć może nie aż tak szczegółowej jak u konkurencji animacji. Jednak sama historia mocno przypomina klasyczne opowieści o (anty)utopiach, gdzie z góry zostaje narzucony porządek, przyjmowany bezkrytycznie przez całą społeczność. Ale musi się pojawić osobnik, który pod wpływem pewnych wydarzeń zaczyna stawiać pytania. A pytania zmuszają do myślenia, przez co porządek jest mocno zagrożony. Ale nie spodziewajcie się terroru czy groźby permanentnej inwigilacji, lecz motywacje stojące za tymi działaniami są dość zrozumiałe (świetnie wykonana i zaśpiewana scena w pałacu Omnigłaza). Bo czasem wiedza nie zawsze jest bezpieczna.

wielka_stopa3

Ale jednocześnie twórcy nie są pesymistami i serwują dość proste, ale mądre przesłanie. Obcemu może nie zaufamy od razu, jednak przy bliższym poznaniu wróg przestaje być wrogiem. Tylko czy obydwie strony będą w stanie przełamać lęk oraz chęć ślepego zabijania i przełamać mur wrogości? Po drodze dostajemy może troszkę przewidywalną, ale bardzo zgrabnie poprowadzoną opowieść pełną humoru (postać złośliwego Fleema czy scena ucieczki wyglądająca niczym sekwencja z Pac-Mana), ślicznie wyglądającej przyrody oraz postaci. Przyjemnie się to ogląda, zaś zakończenie daję nadzieję, że da się przełamać wrogość wobec innych.

wielka_stopa2

No i jest polski dubbing, do którego przyczepić się zwyczajnie nie potrafię, a co najbardziej mnie zaskoczyło, jest kilka mniej znanych i ogranych głosów. Te dotyczą głównych bohaterów, czyli Migo (Stefan Pawłowski) oraz córki Omnigłaza, Meechee (Małgorzata Kozłowska). Oboje sprawdzają się naprawdę dobrze, brzmią naturalnie i nie wywołują znużenia. Ze starej ekipy najlepiej wypada Jacek Król w roli Omnigłaza, czyniąc tą postać bardziej złożoną niż się to wydaje na pierwszy rzut oraz Sebastian Stankiewicz jako Percy, u którego dokonuje się przemiana z prawdziwego egoisty do sympatycznego, fajnego gościa. Humor jeszcze wnosi zabójcze trio Anna Smołowik/Jakub Wieczorek/Wojciech Mecwaldowski jako pokręceni członkowie grupy zwanej ZUS (nie, składek nie biorą).

O takich filmach kiedyś mówiło się, że uczą bycia tolerancyjnym oraz tego, że czasem trzeba podważyć autorytety. Teraz nazywa się to lewacką propagandą, co w kwestii tolerancji pokazuje, iż jeszcze wiele pozostaje do zrobienia. Dla mnie to ładnie wyglądająca, mądra bajka nie tylko dla dzieci.

7/10 

Radosław Ostrowski

Angry Birds Film

Kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje, że ma powstać film na podstawie gry „Angry Birds”, byłem co najmniej zdumiony. Bo czy da się opowiedzieć historię, gdzie mamy ptaki walczące ze świniami? Animowany dział studia odpowiedzialnego za grę, postanowił udzielić odpowiedzi. Głównym bohaterem jest Czerwony – bardzo impulsywny ptak, zesłany za karę na kursy kontroli gniewu prowadzone przez dość ekscentryczną Matyldę. Tam poznaje szybkiego niczym błyskawicę Chucka oraz bardzo dużego, „eksplodującego” ptaka o ksywie Bomba. Między ptaszyskami zaczyna się tworzyć pewna nić sympatii. Ale w tym samym czasie na wyspę naszych bohaterów trafiają świnie kierowane przez Leonarda, nastawione dość serdecznie. Może poza zniszczeniem domu Czerwonego, co mocno go wkurza. I przy okazji odkrywa, że świnie mają inne zamiary.

angry_birds1

Innymi słowy, scenariusz „Angry Birds” istnieje i proponuje może dość ograną, ale potrafiącą zaangażować opowieścią. Mamy grupkę outsiderów, którzy odkrywają prawdziwe oblicze świniaków, stając się nowymi bohaterami. Ale ta wyspa żyje, ma wiele wyrazistych postaci (nawet na trzecim planie jak ptaka-mima czy dużego, groźnie warczącego Terrance’a), a akcja miejscami wręcz galopuje. Jest nawet powiązanie z grą, czyli strzelanie z procy, co jest istotnym fragmentem fabuły. Powoli zaczynamy odkrywać intencje, a wplecione retrospekcje nie są pozbawione humoru (przebicie się Chucka przez zamek czy pozbycie się strażników w stylu Quicksilvera z „X-Men”). I to nie tylko dla młodszych, bo i zgrabnie wpleciono piosenki (m.in. Black Sabbath, Scorpions), a tłumaczenie nie jest pozbawione dwuznaczności. Także animacja jest zrobiona na bardzo dobrym poziomie – każdy ptak wygląda inaczej, porusza się płynnie (a Chuck nawet ekstra szybko), zaś bohaterów nie da się nie lubić.

angry_birds2

Także polski dubbing trzyma poziom, za co należy pochwalić zwłaszcza odtwórców głównych ról. Jacek Bończyk (Czerwony), Janusz Zadura (Chuck), jak i Piotr Bąk (Bomba) zapadają mocno w pamięć, oddając wyraziste cechy swoich bohaterów: wybuchowość, szybkość i zwinność, a także skłonność do wybuchu pod wpływem stresu. To trio nakręca całość, wsparta przez równie mocne głosy Marty Dubeckiej (lekko hipisowskiej terapeutki Matyldy) oraz jak zawsze solidnego Pawła Szczęsnego (król Leonard).

angry_birds3

„Angry Birds Film” ku mojemu zaskoczeniu to udany film, będący jedną z najlepszych adaptacji gier. Dynamiczna, zabawna, pełna akcji bajka z niegłupim morałem oraz dającym wiele zabawy. Nie tylko dla najmłodszych.

7/10

Radosław Ostrowski

Gru, Dru i Minionki

Pamiętacie tego bandziora Gru, który później został agentem walczącym z przestępczością? Teraz on z Lucy oraz adoptowanymi dziewczynkami są pełnoprawną rodziną. Ale cała okolicę terroryzuje Balthazar Bratt – aktor dziecięcy znany z roli młodocianego geniusza zbrodni, którego kariera załamała się z powodu… okresu dojrzewania. Jak dorósł naprawdę został geniuszem zbrodni, który ciągle wymyka się Gru z każdej pułapki, przez co nasz prawy bohater zostaje zwolniony razem z Lucy. I wtedy otrzymuje zaproszenie od… swojego brata, o którym nic nie wiedział.

gru_i_dru1

Trzecie spotkanie z Gru i Minionkami (dystrybutor robi wszystko, by utrudnić oglądanie tej serii), czyli flagowe dzieło Illumination Entertainment. Choć wydaje się najsłabsza, to wciąż potrafi dostarczyć całkiem sporo frajdy. Dla mnie największy problem jest w nadmiarze wątków, bo mamy Gru skłóconego z Minionkami (żółciutkie istoty chcą czynić Zło, a Gru nie), Lucy próbującą wejść w rolę matki, najmłodszą córkę wierzącą w jednorożce czy braciszek próbujący swoich sił w zbrodniczym procederze. I jednocześnie próba powrotu do agencji i kradzież skradzionego brylantu. Dzieje się wiele, akcja miejscami wręcz pędzi na złamanie karku (finał), ale cały czas miałem poczucie przesytu, a pewne wątki zostają zaskakująco szybko rozwiązane. Także sam antagonista miał zadatki na wyrazistą postać, a tak to klasyczny villain żądny zemsty jakich było wielu.

gru_i_dru2

A same Minionki? Nie ma ich aż tak często, ale jak już wchodzą, to jest naprawdę zabawnie. I nie ważne czy porównują dokonania Gru, występują w talent show (petarda) czy wieją z więzienia. Za każdym razem rozładowują napięcie, tak samo jak fajnie wykorzystane kawałki Pharella Williamsa oraz hity z lat 80. Animacja wygląda bardzo dobrze, jest tak barwnie jak się da, a postacie wyglądają miejscami wręcz olśniewająco. Zachwyt gwarantowany, a wszystko pozostaje czytelne i wyraziste, bez poczucia chaosu i bałaganu, zaś kilka scen (pierwszy skok do rytmu „Bad” Michaela Jacksona) wprawiają w osłupienie.

gru_i_dru3

Co do dubbingu, to wyszedł dość dobrze. Marek Robaczewski nadal pasuje do Gru, tak jak Izabella Bukowska jako Lucy, chociaż te postacie przechodzą bardzo przekonującą ewolucję. A jak sobie radzą nowe postacie? Przyznaję, że początkowo nie byłem przekonany do falsetowego Dru w wykonaniu Mikołaja Cieślaka. Ale po pewnym czasie przyzwyczaiłem się do niego i odkryłem, ze nawet on pasuje do troszkę ciamajdowatego braciszka, marzącego duże ambicje oraz wypasiony sprzęt. Za to perłą jest Robert Górski w roli Bratta – narcystycznego, zakompleksionego bandziora, niepozbawionego luzu oraz dystansu.

„Gru, Dru i Minionki” (zamiast „Jak ukraść księżyc 3”) może już nie mają takiej świeżości i nie są w stanie czymś dobrym zaskoczyć, niemniej to nadal kawał przyjemnej rozrywki dla rodziny. Lekkie, ale jednocześnie nie będące tylko efekciarską rozwałką.

7/10

Radosław Ostrowski

Minionki rozrabiają

Pamiętacie największego przestępcę wszech czasów, Gru? Te czasy to już zamierzchła przeszłość – teraz prowadzi własną firmę produkującą słodycze, wychowuje troje dziewcząt i przeszedł na szeroko rozumianą jasną stronę życia. Jednak musi znowu powrócić do mroku. Ktoś zabrał – dosłownie – całe tajne laboratorium na biegunie należące do Rosjan. Powołana Liga Antyprzestępcza prosi Gru o pomoc w ustaleniu sprawcy, a jako wsparcie pojawia się Lucy. W tym samym czasie zaczęły znikać Minionki.

jak_ukra_ksiyc_21

Dystrybutorzy postanowili chyba nas zmylić i dlatego zamiast „Jak ukraść księżyc 2” mamy „Minionki rozrabiają”, przez co wielu widzów mogło poczuć konsternację. Ale na szczęście wszystko inne się zgadza: to nadal pokręcona historia Gru, który musi zmierzyć się z kolejnym wewnętrznym demonem: nieśmiałością do kobiet. A dziewczyny bardzo potrzebują mamy i chcą temu zaradzić. Cała intryga idzie w stronę kina szpiegowskiego, gdzie nasz bohater pod przykrywką próbuje schwytać łotra. I pojawia się podejrzany, ale znalezienie dowodów nie jest takie proste.

jak_ukra_ksiyc_22

Dystrybutorzy postanowili chyba nas zmylić i dlatego zamiast „Jak ukraść księżyc 2” mamy „Minionki rozrabiają”, przez co wielu widzów mogło poczuć konsternację. Ale na szczęście wszystko inne się zgadza: to nadal pokręcona historia Gru, który musi zmierzyć się z kolejnym wewnętrznym demonem: nieśmiałością do kobiet. A dziewczyny bardzo potrzebują mamy i chcą temu zaradzić. Cała intryga idzie w stronę kina szpiegowskiego, gdzie nasz bohater pod przykrywką próbuje schwytać łotra. I pojawia się podejrzany, ale znalezienie dowodów nie jest takie proste. To buduje napięcie i parę razy zaskakuje, a finałowa konfrontacja nakręca się i nie brakuje dowcipnych gagów.

O dziwo, jest troszkę więcej mroku (sceny zniknięć Minionków niemal żywcem wzięte z jakiegoś thrillera czy nawet horroru), ale na szczęście twórcy nie zapominają o rozładowaniu atmosfery żartami. I tutaj znowu błyszczą żółte ludziki, choć żarty te oparte są na klasycznym slapsticku (ale finał w ich wykonaniu – rewelacyjny). Do tego jeszcze wpleciono wątek romansowy, który parę razy jest zgrabnie ograny (moment, gdy Lucy wszędzie widzi Gru) i moment, gdy Margo przeżywa pierwsza miłość. A Gru – jak na ojca – zachowuje się ostro.

jak_ukra_ksiyc_23

Sama animacja nadal trzyma wysoki poziom i znowu wygląda ślicznie. Zarówno Minionki wyglądają bardzo uroczo (pod warunkiem, że wyglądają normalnie), nawet jeśli przez chwile można odnieść wrażenie nadmiaru ich obecności. Nadal jednak są na drugim planie, zachowując sporo uroku. Nie czuć efektu deja vu oraz odcinania kuponów, co jest dużym plusem.

jak_ukra_ksiyc_24

A także polski dubbing trzyma fason, co kolejny raz jest zasługą Marka Robaczewskiego jako Gru (to jego „r”). Gru się zmienił, ale nadal to troszkę nieśmiały i skryty, ciągle skłonny do poważnych, wręcz heroicznych czynów. Ale jeśli myślicie, że zapomniał o byciu złośliwym, to aż tak mocno się nie zmienił. Wspiera go Izabela Bukowska jako skuteczna i młoda agentka Lucy (te jej wielkie… oczy – o czym myśleliście? To film dla dzieci w końcu). Jest zdeterminowana, ambitna, uparta i konsekwentna w realizacji celu, a chemia między nią a Gru czuć od pierwszego spotkania. A na drugim planie błyszczy niezawodny Miłogost Reczek jako tajemniczy Edourdo – właściciel knajpy meksykańskiej. Pozornie sympatyczny i rubaszny grubasek, ale ma on swoje mniej przyjemne oblicze.

Byłem pewny, że „Minionki rozrabiają” będą kolejnym typowym sequelem opartym na zasadzie: to samo, tylko bardziej. Podoba mi się zmiana kierunku (Minionków jest tylko więcej), czuć świeżość i nadal to sprawia frajdę. Minimalnie bardziej mi się podobała część pierwsza, ale i tak seans był bardzo zadowalający.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Jak ukraść Księżyc

Dawno, dawno temu był sobie dzieciak o imieniu Gru. Marzy o tym, żeby polecieć na Księżyc, ale jak dorósł został kimś kompletnie innym niż planował: zostać przestępcą marzącym o realizacji wielkiego skoku. Jednak jego poprzednie plany nie były tak mocno udane, jednak ma cel: ukraść księżyc (już raz próbowano, ale to się nie liczy). Gru jednak nie ma ani funduszy, ani odpowiedniego sprzętu, dodatkowo plany zamierza popsuć niejaki Wektor. By namieszać młodemu w planach, mężczyzna postanawia… zaadoptować troje dzieci z sierocińca.

jak_ukra_ksiyc1

Tym filmem zadebiutowało studio Illumination Entertainment, próbując uszczknąć kawałek tortu wśród graczy z kina animowanego (Sony, Pixar, Disney, DreamWorks, Blue Sky) i ich pierwsze dzieło wystrzeliło jak rakieta. Jestem kompletnie oszołomiony stroną wizualną filmu, która swoimi pomysłami przypomina kino szpiegowskie, z podchodami, gadżetami i wynalazkami. Oglądałem z wypiekami na twarzy historię tego sympatycznego, choć mrukliwego Gru. Dodatkiem do całości są Minionki – żółte sługusy Gru, robiące tutaj za niezdarne i urocze istotki.

jak_ukra_ksiyc2

Twórcy świetnie się bawią, a kilka scen imponuje (kradzież zmniejszacza z potężnej siedziby Wektora, praca dr Nikczemniuka), jednak prawdziwym clue jest relacja naszego Gru z „adoptowanymi” córkami, które powoli zaczynają zmiękczać jego serce. To rozdarcie między jego planami a byciem człowiekiem jest mocno wygrywane i podkręca napięcie w finałowej konfrontacji. A spektakularna kradzież Księżyca wygląda imponująco i banan na twarzy jest gwarantowany.

jak_ukra_ksiyc4

Czy trzeba wspominać o polskim dubbingu? Klasę pokazuje Marek Robaczewski w roli przebiegłego Gru (i to jego „r” akcentowane – pychotka), który z czasem pokazuje swoje bardziej sympatyczne oblicze. Ale to wymaga wiele wysiłku z jego strony (przełomowa jest scena w parku rozrywki). Do tego fantastycznego Jarosława Boberka (pyskaty i pewny siebie Wektor) – bo w końcu polski dubbing bez Boberka nie jest polskim dubbingiem – oraz rozbrajające trio dziewczęce: Olga Zaręba/Lena Ignatiew-Zielonka/Helena Englert, czyli szukające miłości dziewczyny z sierocińca. Rozczulają tak samo jak dziwacznie gadające Minionki, które przypominają takie rozpędzone, zagalopowane dzieciaki.

jak_ukra_ksiyc3

„Jak ukraść księżyc” okazało się wielkim dziełem, które zaczęło trylogię dotyczącą Minionków, stając się nowymi ikonkami animowanej popkultury. Ale czy następne części były tak udane, to opowiem wam innym razem. Początek był huczny i spektakularny, a mimo lat ogląda się znakomicie.

jak_ukra_ksiyc5

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski