Avengers: Czas Ultrona

Jak pamiętamy z poprzedniej części, Avengers to grupa superherosów, którzy pilnują porządku na Ziemi i walczą o pokój. Kapitan Ameryka, Iron Man, Hulk, Thor, Czarna Wdowa i Sokole Oko nie mają jednak chwili odpoczynku, gdyż walczą z odwiecznym wrogiem TARCZY – Hydrą, odbijając laskę Lokiego. Stark bada urządzenie i wykorzystuje do stworzenia Ultrona – sztucznej inteligencji, która pomagałby im. Że nie będzie to dobry pomysł, Avengersi przekonują się dość szybko.

avengers21

Na ten film fani Marvela czekali ogromnie, bo zebranie w jednym filmie wszystkich superherosów zawsze jest świetne. Poza tym, kto nie lubi rozpierduchy? Joss Whedon, który pokazał pierwszą część „Avengersów” dba o to, żebyśmy się nie nudzili. Wszystkiego jest więcej – więcej rozpierduchy, ironicznych i zabawnych dialogów, większe scalenie ze światem Marvela (masa bohaterów pobocznych z poprzednich filmów). Jednak Whedon poza tym próbuje zaserwować ważkie i poważne pytania dotyczące odpowiedzialności oraz tego, jak w imię dobra dokonuje się zła. Głos ten należy do nowych łotrów do pokonania, a mianowicie Ultrona – sztucznej inteligencji, która rozwinęła się do tego stopnia, że uznaje Avengersów za zło i jedyną nadzieją dla ludzkości jest jej… śmierć. W realizacji (nieświadomie) pomagają bliźniacy Maximoff, a wplecenie tych bohaterów oraz taka refleksja w – bądź co bądź – rozrywkowym filmie zaskakuje. Jednak mimo widowiskowości (starcia nadal mają pomysłową choreografię, a między bohaterami jest silna chemia), miałem wrażenie przesytu oraz znużenia całością. Wszystko już w zasadzie było, chociaż poziom realizacji nadal jest wysoki, a finał w Sokowii potrafi trzymać za gardło (ratowanie cywili jest kluczowym fragmentem).

avengers23

Nadal jest to świetna rozrywka także pod względem aktorskim – ekipa w składzie Downey Jr./Hemsworth/Evans/Ruffalo robią szoł, kradnąc sceny reszcie. Plusem jest to, ze więcej czasu dostali, troszkę pominięci w poprzedniej części Scarlett Johansson (Czarna Wdowa) i Jeremy Renner (Sokole Oko). O ile łucznik jest spoko facetem, któremu w krytycznym momencie udaje się scalić ekipę posiadających megamoce kompanów, przy których sprawia wrażenie przypadkowego wojaka, o tyle w przypadku Wdowy twórcy zachowali się bardzo nie fair. Twardą laskę zmiękczyli (chociaż dzięki temu dowiadujemy się troszkę więcej o przeszłości) i na silę próbują rzucić ją w ramiona Hulka. To kiepski pomysł jest i mam nadzieję, że zostanie porzucony w następnych częściach. Za to nowi antagoniści to duży plus.

avengers22

O Ultronie już mówiłem, a głos Jamesa Spadera idealnie pasuje do dobrze napisanego bohatera. Także bliźniacy Romanoff są wyrazistymi mścicielami, posiadającymi swoje moce wskutek eksperymentów genetycznych – Pietro „Quicksilver” (niezły Aaron Taylor-Johnson, chociaż wolę łobuzerskiego Evana Petersa z najnowszych „X-Menów”) zasuwający z prędkością światła oraz Wanda „Szkarłatna Wiedźma” (świetna Elisabeth Olsen) manipulująca umysłami. Dawno nie było w tym uniwersum tak wyrazistych czarnych charakterów.

avengers24

 

Powiem tak: po obejrzeniu najnowszego „Mad Maxa” każdy blockbuster będzie wyglądał cienko. Druga część „Avengerów” nie jest w stanie mu dorównać, tak jak pierwszej części. Niemniej jest to nadal dobre kino rozrywkowe, które jest w stanie zagwarantować frajdę osobom w wieku od lat 5 do 105.

7/10

Radosław Ostrowski

 

Wiele hałasu o nic

Williama Szekspira przenoszono i przenosi się na ekran nieprawdopodobną ilość razy. Komedię „Wiele hałasu o nic” tez przenoszono wiele razy na ekran, a najbardziej znanej adaptacji dokonał Kenneth Branagh w 1993 roku. W skrócie chodzi o to, żeby wyswatać dwoje ludzi (Beatrycze i Benedicka), którzy bardziej plują wobec siebie słownym jadem, a łączy ich tylko niechęć do drugiej osoby. Ale do tego trzeba użyć intrygi, którą zaplanowali don Pedro z gubernatorem Leonato, który przy okazji chce wyswatać swoją córkę Hero z Claudio. Ale nie wszystko pójdzie tak łatwo, zwłaszcza że don John, brat don Pedro zrobi wiele, by nie dopuścić do ślubu.

halas1

Adaptacji tej komedii postanowił dokonać Joss Whedon. Tak, twórca „Avengersów” i innych fajnych rzeczy, za które jest kochany (seriale „Firefly” czy „Buffy: postrach wampirów”) w tajemnicy zamknął aktorów na 12 dni w swoim domu i nakręcił ten film. To by tłumaczyło, dlaczego on jest czarno-biały. Cała rzecz została uwspółcześniona, co jest ostatnio bardzo modnym zabiegiem. Zamiast koni i rycerzy są limuzyny, zamiast zbroi oraz mieczy eleganckie garnitury z pistoletami. Ale język oryginału pozostał niezmieniony, co na początku może budzić pewien dysonans i dezorientację. W dodatku samo uwspółcześnienie sprawia wrażenie zrobionego na siłę i niepotrzebnego (a gadżety takie jak telefon czy iPod nie maja żadnego znaczenia, są tylko rekwizytami). Jednak humor głównie oparty na dialogach i kilku slapstickowych scenach (podsłuchiwane rozmowy przez Benedicka i Beatrycze), ale jest on bardzo subtelny i trudny do wychwycenia (w dodatku polski lektor używa staropolskiego przekładu, co komplikuje odbiór filmu). Niemniej całość wypada zaskakująco nieźle, co jest zasługą pewnych prostych zabiegów jak łamanie chronologii, świadoma teatralność (poza scenami niedoszłego ślubu Claudio i Hero oraz finału) czy elegancką muzyką.

halas2

Także aktorstwo prezentuje się całkiem przyzwoicie z brylującymi Alexisem Denisofem (Benedick) oraz Amy Acker (Beatrycze). Z drugiego planu zdecydowanie należy wyróżnić nierozgarniętych policjantów granych przez Nathana Filliona i Toma Lenka (scena przesłuchania – kapitalna).

halas3

Efekt jest całkiem przyzwoity, choć nikt się po Whedonie nie spodziewał się tak kameralnego filmu. Choć nie jest on pozbawiony wad, to pozostaje udaną adaptacją.

6,5/10

Radosław Ostrowski