Phil Spector

Każdy szanujący się meloman zna nazwisko Phila Spectora – producenta muzyki, który wymyślił słynna ścianę dźwięku. Jednak ten człowiek miał swoją ciemną stronę, gdyż w 2003 roku został oskarżony o morderstwo aktorki Lany Clarkson, która spędziła u niego noc w jego rezydencji.

phil_spector1

Tak samo każdy kinoman zna nazwisko Davida Mameta – inteligentnego scenarzysty, który sporadycznie zajmował się też reżyserią. O tej mrocznej sprawie postanowił opowiedzieć. Już na samym początku dostajemy wiadomość, że nie jest to stricte film oparty na faktach, tylko fikcja artystyczna. Wszystko skupia się tutaj na działaniach obrony, w szczególności Lindy Baden, która została przydzielona do tej sprawy. Widzimy przygotowania, wstępne przesłuchanie, testy balistyczne, ale samego procesu już nie. Wtedy cała historia się urywa. Jest to ciąg rozmów i dialogów (bardzo sprawnie napisanych) pokazujących Spectora z kilku różnych stron. Ale jednocześnie udało się reżyserowi pokazać pewna sytuację, gdy nie było jeszcze procesu, ale wyrok już zapadł i stawia pytanie o cenę sławy, jak bardzo mogą sławni się posunąć.

Bardzo opanowanego mistrza muzyki, który bywa narwany i porywczy (podczas próby zespołu strzela z pistoletu) i na pewno jest zapatrzony w siebie. I to wszystko bardzo dobrze pokazuje Al Pacino, który wraca do dobrej formy.

phil_spector2

To samo można powiedzieć o Helen Mirren, która poradziła sobie jako schorowana prawniczka, która podejmuje się obrony Spectora, choć nie jest to łatwe. Jest bardzo opanowana, sięga po różne metody, ale czy to wszystko wystarczy?

Mamet zrobił całkiem niezłe kino, choć dla mnie trochę zbyt teatralne i zachowawcze. Aktorstwo w tym przypadku nie wystarczy.

6/10

Radosław Ostrowski

Ripper Street: Tajemnica Kuby Rozpruwacza – seria 1

Londyn, rok 1889, dzielnica Whitechapel. To właśnie wtedy miastem, a zwłaszcza tą okolice sterroryzował Kuba Rozpruwacz. Zabił pięć kobiet i to w wyjątkowo okrutny sposób, zaś policji pod wodzą inspektora Edmunda Reida nie udało się schwytać sprawcy, co mocno odbiło się na jego reputacji. Ale zostaje znaleziona kolejna zamordowana kobieta, zaś sposób zabicia przypomina metodę Rozpruwacza. A może to jest jego naśladowca?

ripper_street1

Jeśli po tym opisie myślicie, ze serial będzie skupiał się na schwytaniu legendarnego Kuby Rozpruwacza, to się naprawdę mocno mylicie. Richard Warlow tworzy typowy serial kryminalny zwany proceduralem, czyli każdy odcinek to oddzielna sprawa. Jednak trzeba oddać twórcom sprawiedliwość, że próbują wyrwać się ze schematów, tworząc bardzo pomysłowe i przerażające zagadki. Pornografia, gangi dzieci, psychopatyczni mordercy czy byli wojskowi dokonujące kradzieży. Tu zbrodnia ma zazwyczaj przeciętną twarzą kogoś wpływowego lub przeciętnego – tu nie ma reguł, zaś motywy pozostają aktualne i teraz. Wszystko jest naprawdę świetnie poprowadzone, nie brakuje elementów zaskoczenia, a patrzenie na metody oraz ówczesną technologię – naprawdę, to robi wrażenie. No i wierne odtworzenie realiów końca XIX wieku, choć tutaj mamy do czynienia głównie z Whitechapel – dzielnicą ubóstwa, biedy i przeludnienia. Idealne miejsce dla wszelkiego rodzaju maści zbrodni – brudnej, ohydnej i nigdy nie przyjemnej, która także odbija się powoli na życiu osobistym bohaterów. Wszystko to jeszcze okraszone świetnym montażem oraz bardzo trzymającą w napięciu muzykę, trochę przypominającą tą z „Sherlocka Holmesa” Guya Ritchiego.

ripper_street2

I jest to naprawdę przednio zagrane. Każdy z głównych bohaterów skrywa mroczna tajemnicę ze swojej przeszłości, która prędzej czy później zostaje w końcu ujawniona. Ale po kolei – tymi bohaterami są inspektor Reid, sierżant Bennet Drake i kapitan Homer Jackson – lekarz wojskowy oraz były detektyw Agencji Pinkertona. Ten pierwszy (fenomenalny Matthew Macfadyen) jest wnikliwym oraz zdeterminowanym śledczym, dręczonym wyrzutami po zaginięciu swojej córki, którą mocno przypłacił zdrowiem. Poza tym jest on uczciwym facetem, który nie ugina się nawet pod presją polityczną. Dla niego świat jest czarno-biały. Drugi (świetny Jerome Flynn) sprawia wrażenie małomównego „osiłka”, który jest lojalny wobec inspektora i niepozbawiony odrobiny sprytu. Ale ma tez trochę bardziej wrażliwą stronę (jego relacja wobec niejakiej Rose), co potrafi zaskoczyć. No i w końcu kapitan Jackson (wyborny Adam Rothenberg) – posiadający szeroką wiedzę z medycyny, precyzyjnie robiący sekcje zwłok, ale jednocześnie uciekinier z USA. Dlaczego zwiał? Potem to zostaje wyjaśnione, ale miał powód. Wszyscy trzej panowie wypadli świetnie, tworząc bardzo wyraziste i budzące sympatie postacie.

ripper_street4

Drugi plan też jest bardzo wyrazisty, zwłaszcza wobec ról kobiecych (tutaj wybijają się przede wszystkim MyAnna Buring, czyli Long Susan – właścicielka burdelu oraz kochanka Jacksona i stonowana Amanda Hale, czyli zona inspektora Reida). Ale panowie (poza czarnymi charakterami – klasa sama w sobie) także dają radę, ze wskazaniem na żyjącego obsesją na punkcie Rozpruwacza inspektora Abberline’a (Clive Russell), sympatycznego posterunkowego Dicka Hobbsa (Jonathan Barnwell) oraz dziennikarza Freda Besta (David Dawson), któremu daleko do ideału.

 

Jedyna rzeczą, do której można się przyczepić to ilość odcinków – tylko 8? Dla mnie za mało, ale mimo tego powstał bardzo klimatyczny i spójny serial z mroczną atmosferą. Takie rzeczy to tylko w BBC.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Spring Breakers

Z czym wam się kojarzą letnie ferie? Lub wakacje jak kto woli? Koniec nauki, imprezy, alkohol, seks, narkotyki. Tak samo to sobie wyobrażały sobie cztery małolaty, które by mieć kasę na wakacje we Florydzie… napadły na restaurację. Brit, Cotty, Candie i Faith (jedyna normalna z tej grupy) chcą się po prostu zabawić i zaszaleć. Dlatego ruszyły na bibę w hotelu. Potem zgarnęła je policja, by wyjść za kaucją opłaconą przez Aliena – gangstera-rapera. No i wtedy się zaczęła impreza.

Nie wiem jak wy, ale ja nigdy nie słyszałem o takim reżyserze jak Harmony Korine. Jego najnowsze dzieło wygląda krzykliwie, kiczowato, wręcz żywcem wzięte z jakiegoś teledysku MTV – mocno krzykliwe kolory, świadome balansowanie na granicy kiczu, elektroniczno-ambientowo-dubstepowa muzyka budująca klimat odrealnienia, wręcz przekoloryzowanego snu. Dodajmy jeszcze hacjendę z basenem, nieskończone orgie, seks pokazany bez hamulców i cenzury (dużo tyłków, dużo cycków) oraz banalne i tandetnie brzmiące dialogi, pełne powtórek i przebitek. Ale już w momencie usłyszenia dźwięku ładowanej spluwy, zacząłem podskórnie wyczuwać, że to nie będzie przyjemna zabawa. Twórcy w dość widowiskowy i efekciarski sposób pokazują mentalność współczesnych nastolatek zapatrzonych i karmiących się współczesna popkulturą – życia na skróty, traktowania zabijania czy kradzieży „jakby to było w pier*** grze video”.

spring1

Czy słysząc coś takiego, a jednocześnie widząc pozowanie na gangsterów i twarde laski, można to traktować absolutnie poważnie? W tej niby zabawie mamy obserwację pokolenia zapatrzonego, myślącego jak popkultura – szybko, mocno, intensywnie, a jednocześnie bez korzystania z mózgu. To jedna wielka zgrywa, która może zostać załapana przez nielicznych (zwłaszcza przerysowany i krwawy finał), gdyż wygląda ona bardzo niepoważnie i jest zasłonięta dużą ilością cycków, co może sprawiać problemy w skupieniu się. I albo to wyłapanie, albo odtrącicie uważając całość za kompletnie idiotyczną i bez sensu.

spring2

Jeśli chodzi o aktorstwo, to tak naprawdę jest to popis jednej osoby – Jamesa Franco. Jego Alien to pewny siebie cwaniaczek, który tez jest przesiąknięty popkulturą (zwłaszcza „Scarfacem”) i uważa siebie za niezniszczalnego twardziela oraz poetę, pełnego wrażliwości i złotych myśli. Jednym słowem – kompletny debil, goniący za swoim amerykańskim snem. Towarzysza mu cztery pstrokato ubrane dziewczyny, równie tępe i chodzące prawie w samym bikini (czyli Selena Gomes, Vanessa Hudges, Ashley Benson i Rachel Korine – prawie same gwiazdki Disneya), które mocno niszczą swój poprzedni wizerunek. Ich amerykański sen to seks, balangi, alkohol i gangsterka, zaś jego spełnienie wydaje się czymś wspaniałym. Jakby kompletnie nie wiedziały, że ma to wszystko swoja mroczna stronę.

Kontrowersyjny, ostry, szokujący, na granicy bełkotu i zgrywy, co naprawdę jest trudno wykryć. Na pewno jest niezwykłe doświadczenie, które może zaskoczyć wielu.

7/10

Radosław Ostrowski

Sherlock – seria 3

Sherlock” z BBC okazał się jedną z najlepszych adaptacji utworów Arthura Conan Doyle’a o tym pierwszym prywatnym detektywie. Świetne scenariusze, zaskakujące intrygi oraz zwroty akcji plus kapitalne role Benedicta Cumberbatcha i Martina Freemana spowodowały światowy sukces tego przedsięwzięcia.Na kolejna serię czekaliśmy aż dwa lata, by znaleźć odpowiedź na nurtujące pytanie – jak Sherlock Holmes sfingował swoja śmierć.

Holmes „zmartwychwstaje”, Watson musi na nowo poukładać sobie życie, zaś Mary (przyszła żona Watsona) zaskakująco dobrze dogaduje się z Holmesem. Zagadki kryminalne są jak zawsze ciekawe (atak terrorystyczny, próba zabójstwa na weselu i konfrontacja z Napoleonem szantażu, Magnussenem), ale twórcy tym razem próbują pokazać Holmesa z innej niż zazwyczaj strony, bardziej… ludzkiej (Holmes jako drużba na weselu, przerażony wizją wygłaszania mowy – jego najtrudniejsze zadanie) oraz dominują tutaj wątki obyczajowe.

Każdy odcinek jest perfekcyjny pod względem technicznym (szybki montaż skupiający się na detalach, napisy pokazujące myśli Holmesa czy słynny „pałac umysłu”, który wygląda teraz zupełnie inaczej niż ostatnio), zaś nadal twórcy skupiają się na bohaterach oraz ich relacjach. Nie zabrakło humoru, oszustw i mistyfikacji (ostatni odcinek wręcz w nie obfitował), hołdu złożonego Conan Doyle’a oraz zaskakującego cliffhangera na końcu (więcej nie zdradzę, ale będzie czwarta seria), ale zmiana klimatu i konwencji wielu może zniechęcić i znuży. Ostatni odcinek to jednak powrót do starego, dobrego Holmesa jakiego znamy, a jednocześnie poznajemy jego poważny nałóg – morfina.

Co do aktorstwa, niewiele się tu zmieniło, czyli jest po prostu znakomicie. Benedict Cumberbatch jest po prostu w swoim żywiole i jako Sherlock po prostu kradnie każdą scenę, kiedy się pojawia. Nadal jest socjopatą z nieprzeciętną inteligencją, który jednak próbuje zachować się jak człowiek (wesele). Także Martin Freeman jako bardziej stojący przy ziemi Watson, który odkrywa jak bardzo jest uzależniony od adrenaliny. Między panami nadal jest chemia i respekt. Z nowych postaci zdecydowanie wyróżniają się Mary Norstam (świetna Amanda Abbington) – urocza, czarująca kobieta, która jednak skrywa bardzo mroczną tajemnicę oraz Charles Augustus Magnussem (piekielnie dobry Lars Mikkelsen) – szantażysta, opanowany, wnikliwy i bardzo niebezpieczny.

Trzecia seria dla mnie pozostaje najsłabszą w serialu, co w tym przypadku oznacza bardzo dobry poziom. Steven Mofatt z Markiem Gatissem wiedzą co robią, tworząc serial o Sherlocku, choć każdy rozumiał to inaczej. Ja się jednak nie zawiodłem, więc ostrożnie polecam. Dobrze, że pan wrócił, Mr. Holmes, bo cały świat pana potrzebował.

8/10

Radosław Ostrowski

Tajemnice Laketop – seria 1

Nowa Zelandia wielu się kojarzy z krainą prawie niezamieszkiwaną przez człowieka z piękna przyrodą oraz… hobbitami. Ale nie miasteczko Lake Top położone koło jeziora, gdzie wszyscy się znają i jest przyjemnie. Pozornie jest to idylla. Jeśli tak, to dlaczego 12-letnia dziewczynka Tui Mitchum próbuje się utopić w jeziorze? W ostatniej chwili udaje się ją uratować, zaś w szpitalu wychodzi na jaw, że dziewczyna jest w ciąży. Sprawę dostaje detektyw Robin Griffin, która wraca do miasteczka, by zająć się swoja ciężko chorą matką. Ale po przesłuchaniu, dziewczynka ucieka z domu i znika bez śladu.

laketop1

Pozornie kryminał i Jane Campion nie pasują do siebie, zaś temat zaginięcia dziecka (w ogóle zbrodni wobec dzieci) stał się ostatnio bardzo modny, co pokazuje m.in. serial „Dochodzenie” czy niedawno pokazany „Labirynt”. Jednak intryga kryminalna (bardzo ciekawie poprowadzona i w paru miejscach naprawdę mocno trzymająca za gardło) tak naprawdę ustępuje ona pola obyczajowej obserwacji, gdzie tak naprawdę rządzi tu silniejszy, a policja bardzo chętnie przymknęła oko na ciążę dziewczyny. A pod spokojną okolicą czają się narkotyki, prostytucja, pornografia. Poza tym jest jeszcze tajemnicza grupa „terapeutyczna” skupiająca zagubione kobiety pod wodzą GJ, które widza w niej guru i swoja przywódczynię. No i jest jeszcze Matt Mitchum – narkotykowy boss, który tak naprawdę rządzi tym miastem i ma dobre relacje z policją. Sprawa zatacza szersze kręgi, pojawiają się różne fałszywe tropy (m.in. skazany za pedofilię Zanic), choć rozwiązanie tajemnicy ojcostwa dla mnie było dość oczywiste.

laketop2

Plusem na pewno są tutaj piękne plenery, które tworzą lekko oniryczny klimat – większość ujęć jest kręcona albo w godzinach nocnych, albo w jasnym dniu. Las, jezioro i mgła – to idealnie współgra z atmosfera tajemnicy i mroku przypominająca kryminały skandynawskie, więc zapomnijcie o dynamicznym montażu czy zawodach w strzelaniu, co kompletnie nie przeszkadza wejść w tą historię. Świetne dialogi, wyraziste postaci oraz bardzo pewna reżyseria Campion czynią ten serial bardzo apetycznym i atrakcyjnym.

laketop3

Za to jeśli chodzi o aktorstwo, to jest ono na bardzo wysokim poziomie. Pozornie główna bohaterka jest detektyw Griffin, w którą wcieliła się Elizabeth Moss. Pozornie jest to silna kobieta (jedyna w tym fachu w miasteczku), która opuściła wcześniej Lake Top po traumatycznych wydarzeniach. Prowadzona przez nią sprawa pozwoli zmierzyć się z demonami przeszłości – dlatego sprawia wrażenie trochę wyciszonej, nieufnej, ale jednocześnie zdeterminowanej, konsekwentnie dążącej do celu. Te sprzeczności wygrywa drobnym spojrzeniem i gestem. Ale tak naprawdę serial ukradli wyborni Peter Mullan (bezwzględny Matt Mitchum – narkotykowy boss, posiadający silna władzę i działający ponad prawem) oraz dawno nie widziana Holly Hunter (GJ – „guru” grupy zagubionych kobiet, która początkowo sprawia wrażenie szamanki, jednak jej słowa i rady są puste) mocniej zapadli w pamięć. Poza nimi warto wspomnieć o takich aktorach jak David Wenham (szef policji Al Parker, działający w komitywie z Mitchumem), Jacqueline Joe (Tui Mitchum – wbrew wiekowi to silny charakter) czy Jacek Koman (Wolfgang Zanic skazany za pedofilię).

laketop4

„Tajemnice Laketop” to kolejny przykład nietypowego i bardzo klimatycznego kryminału, który nie każdemu się spodoba. Nie wszystkim spodoba się dość wolne tempo śledztwa, jednak atmosferą i napięciem można obdzielić kilka tytułów.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Mob City

Rok 1947, Los Angeles. Niby prohibicji nie ma, ale gangsterzy nadal posiadają duże wpływy i sterują miastem. A jeśli ktoś spróbuje z nimi zadrzeć, to wtedy może zrobić się niewesoło, zwłaszcza za panowania Bugsy’ego Siegela oraz jego prawej ręki Mickeya Cohena. W gangsterskie porachunki zostaje wplątany sierżant Joe Teague, który dostaje okazje zarobienia na boku. Pewien podrzędny komik imieniem Hecky Nash postanowił zaszantażować jedną z grubych ryb i potrzebuje ochroniarza. No i tak zaczyna się cała gra.

Serial stacji TNT zrealizowany przez Franka Darabonta to próba stworzenia kryminału noir na małym ekranie. I w ciągu tych sześciu odcinków udaje się osiągnąć cel, choć sięgnięto do sprawdzonych wzorców czarnego kryminału – femme fatale, szantaż, morderstwo, korupcja, bezwzględni gansterzy, uczciwi gliniarze i krwawe porachunki. Z jednej strony jest to bardzo stylowe kino, z elegancką scenografią (ze świecącymi neonami) i kostiumami z epoki i jazzująca muzyką Marka Ishama, z drugiej krwawe i brutalne. Ale skoro są gangsterzy, to nie ma mowy o bezkrwawych rozstrzygnięciach. Intryga jest poprowadzona bardzo zgrabnie, zaś kilka scen jest naprawdę pomysłowych w kwestii inscenizacji (konfrontacja na dworcu z użyciem granatu, gdzie potem nerwowo szukana jest zawleczka przez gliny i gangsterów czy strzelanina na karuzeli w wesołym miasteczku) przy naprawdę sporej dawce napięcia oraz świetnych dialogach. Pytanie tylko czy będzie druga seria, bo oglądalność była taka sobie. Jedyne do czego można się przyczepić to zbyt spokojny początek, ale na szczęście całość szybko się rozkręca.

No i najważniejsze – aktorstwo jest tutaj naprawdę na wysokim poziomie i nie brakuje tu kilku twarzy znanych z małego ekranu. Najważniejszy jest tutaj Teague, grany przez znanego głównie z „Żywych trupów” Jon Bernthal. Ma paskudną facjatę i działa trochę na styku prawa, zaś jego motywacja (przynajmniej na początku) jest bardzo niejasna, ale w końcu okazuje się porządnym facetem. Dobrzy gliniarze maja też twarze m.in. Jeffreya DeMunna (doświadczony Hal Morrison) i Neala McDonougha (lojalny i kryształowy kapitan William Parker), którzy tworzą bardzo porządne tło. Nie można nie wspomnieć o jedynej kobiecie (istotnej) w całej fabule, czyli Jasmine Fontaine (Alexa Davalos bardzo przekonująca jako kobieta w opałach), która po części odpowiada za całe zamieszanie czy Hecky’m Nashu (nietypowa kreacja Simona Pegga) – komiku-szantażyście.

A jeśli zaś chodzi o ludzi z półświatka to tutaj mocno bryluje Edward Burns. Jego Bugsy Siegel jest zapatrzonym w siebie narcyzem i bardzo pewnym siebie facetem, który nie da sobie w kaszę dmuchać, ale czasami puszczają mu nerwy, gdy nie idzie zgodnie z jego planami (kwestia Las Vegas, które dopiero powstawało). Jak zwykle fason trzyma Robert Knepper (Sid Rothstein) oraz Milo Ventimiglia (Ned Stax, prawnik Siegela oraz dawny towarzysz broni Teague’a), za to pewne wątpliwości miałem co do Jeremy’ego Luke’a, czyli Mickeya Cohena. Tutaj jeszcze nie odgrywa ważnej roli, jest mniej narwany niż w rzeczywistości (choć scena jego ataku na konkurencję robi wrażenie) i nie jeszcze nie posiada tej charyzmy. Jednak jest mała nadzieja, że później Cohen się rozkręci.

mob_city5

Po pierwszym odcinku pomyślałem sobie o „Mob City”: „Zakazane imperium” to to nie jest. Po części to prawda, ale po pierwszym odcinku rozkręca się ta produkcja, by w finale naprawdę eksplodować. Mam nadzieję, że powstanie dalszy ciąg. Wtedy zacznie się najciekawsza część.

8/10

Radosław Ostrowski

Iluzja

Było raz sobie czworo iluzjonistów, którzy wiązali koniec z końcem. Daniel Atlas bawi się kartami, Merritt McKinney jest mentalistą, Jack Wilder „łamie” wszelkie metalowe rzeczy, zaś Henley Reeves wykonuje różne niebezpieczne sztuczki, typu zamknięcie się w szklanym pomieszczeniu i uwolnieniu się, zanim wejdą piranie. Aż to pewnego dnia zostają zaproszeni do jednego pokoju, znajdując coś, co zmieni ich życie. Po roku cała czwórka działa jak „Czterej Jeźdźcy” i dokonują niesamowitych rzeczy. A wszystko zaczyna się od zniknięcia z bankowego skarbca w Paryżu 3 milionów euro. A przecież oni byli w Las Vegas, prawda? Sprawą zajęło się FBI (agent Dylan Rhodes) i Interpol (Alma Dray).

iluzja1

Wiecie, co to jest heist movie? To kino opowiadające o grupie ludzi, którzy planują zrobić wielki skok – napad na bak, kasyno czy coś ten deseń. Tym właśnie jest n nowy film Louisa Leterreiera, którego wszyscy pamiętamy jako twórcę „Transportera” czy „Starcia tytanów”. Jest to kryminał, ale nowym jest to, że zamiast włamywaczy mamy iluzjonistów. Innymi słowy – stricte rozrywkowe kino. I muszę przyznać, że całość ogląda się naprawdę dobrze, a sztuczki magiczne robią wrażenie, choć trzeba przy tym wyłączyć komórki mózgowe. Ma to ręce i nogi, akcja pędzi na złamanie karku, a efekty specjalne są przyzwoite. Owszem, są pewne niedociągnięcia, wątek miłosny między śledczymi jest z dupy wzięty, a bohaterowie nie są jakoś rozbudowani, zaś końcówka wprawia w konsternację. Ale całość wypada zaskakująco nieźle i dobrze się to ogląda.

iluzja2

To także jest zasługa naprawdę niezłej i gwiazdorskiej obsady. Najważniejsza tutaj jest czwórka bohaterów, których grają Jessie Eisenberg (wygadany Atlas), Woody Harrelson (dowcipny i jajcarski McKinney), Dave Franco (twardy i silny Wilder) oraz atrakcyjna Isla Fisher (ambitna Henley). Poza nimi jest jeszcze uroczy Morgan Freeman (Thaddeus Bradley – demaskator magicznych tricków), ciapowato-słodki Mark Ruffalo (agent Rhodes) oraz urocza Melanie Laurent (Dray). I oni bawią się swoimi rolami, dodając czasem odrobinę humoru, rozładowującego sytuację.

Nie jest to nic zaskakującego, ale bawiłem się całkiem nieźle. Ja się dałem uwieść czarom, choć i tak najlepszym filmem z magią w tle pozostaje „Prestiż”.

6/10

Radosław Ostrowski

Samuraj

Jef Costello jest płatnym zabójcą, który mieszka sam (nie licząc ptaszka w klatce). Dostaje kolejne zlecenie i realizuje je – zabicie właściciela nocnego lokalu w Paryżu. Ale mężczyzna zostaje jednak aresztowany i potem wypuszczony. Mocodawcy Costello są jednak zaniepokojeni tym faktem i próbują go usunąć, co nie udaje się. Zabójca postanawia sam dorwać swoich mocodawców.

samuraj1

Jean-Pierre Melville – to nazwisko miłośnikom gatunkowego kina europejskiego mówi wiele. Choć rozgłos przyniósł mu fil „W kręgu zła”, nakręcony trzy lata wcześniej „Samuraj” pozostaje utrzymany w tej samej stylistyce reżysera – oszczędność dialogów, ascetyczna forma i powolne budowanie napięcie w oparciu o konsekwencje działań. Także tutaj reżyser stawia bardziej na fatalistyczną atmosferę, celebrację detalu oraz parę momentów zaskoczenia. I jak zwykle mamy tutaj archetyp milczącego twardziela, która działa niż mówi (tego typu bohater nadal trzyma się dobrze, co pokazuje, m.in. „Drive”). Może i fabuła jest dość prosta, ale sposób realizacji jednak intryguje aż do samego końca. Wiele scen zapada mocno w pamięć (m.in. zamontowanie podsłuchu w domu Jefa i wykrycie go czy konfrontacja w komisariacie), a i parę drobnych nieścisłości się znajdzie (chodzący w zasadzie w tym samym ubraniu główny bohater), ale to są naprawdę drobiazgi, nie psujące przyjemności z oglądania. Ważną rolę tutaj odgrywa dźwięk, subtelna muzyka, zaś same sceny przemocy są krótkie, ale gwałtowne.

Ale to wszystko nie miałoby racji bytu, gdyby nie bardzo oszczędna rola Alaina Delona – bardzo powściągliwa postać cyngla, który trzyma się swoich zasad. Samotny, zamknięty w sobie facet, o którym nie wiemy praktycznie nic. Równie przekonujący jest Francois Perier w roli dociekliwego komisarza oraz Cathy Rosier, czyli pianistka.

samuraj2

„Samuraj” to bardzo interesujący i precyzyjny kryminał Melville’a. Może mało dynamiczny, ale jednak trzyma w napięciu i zostaje w pamięci na długo.

8/10

Radosław Ostrowski

Obrońca

Jacques Loursat był kiedyś błyskotliwym adwokatem. Jednak odkąd jego żona zmarła, coraz częściej zaczął zaglądać do kieliszka i przeszedł na emeryturę. Mieszka z gosposią Finn oraz swoją córką Isabelle.  Jednak pewnej nocy słyszy strzał i po paru minutach znajduje ciało młodego chłopaka – jak się potem okazuje, dilera narkotykowego Joela. Podejrzanym jest chłopak Isabelle, Manu. Mężczyzna trochę wbrew sobie podejmuje się obrony chłopaka.

obronca

Film Georgesa Lauthnera jest dość spokojnie opowiedzianym dramatem sądowym na podstawie powieści Georgesa Simeona. Tutaj bardziej skupiamy się na dialogach i niedopowiedzeniach, zaś druga połowa to rasowy dramat sądowy, gdzie rozwiązanie nie do końca jest oczywiste. I mocno przypomina o tym, co się stanie, gdy dorośli zostawią wchodzących w życie nastolatków samych sobie. Zmowa, narkotyki, morderstwo + jeden dociekliwy prawnik, który jeszcze nie do końca zniszczył swój mózg popijając wino i inne trunki. Wszystko to naprawdę solidnie zrobione, opowiedziane też bez nudy, za to Jean-Paul Belmondo jest w formie i zaskakuje w roli prawnika, który musi rozwikłać sprawę i próbuje pogodzić się ze swoją córką.

„Obrońca” to kolejny przykład solidnego kina z krainy żabojadów. Trochę mało znany, ale na pewno nie nudny i słaby.

7/10

Radosław Ostrowski

Uciekinier

Na wyspie nad rzeką Mississippi mieszka dwóch chłopaków: Neckbone i Ellis. Prowadzą dość spokojne życie, pomagają swoim przy połowie ryb i pereł. Ale to zmienia się w momencie, gdy przypadkowo trafiają na ukrywającego się mężczyzny, Muda. Prosi chłopaków o pomoc, bo chce uciec ze swoją dziewczyną na łodzi, za co chłopaki dostaną pistolet.

uciekinier1

Jeff Nichols, choć nakręcił raptem dwa filmy, został uznany za objawienie kina amerykańskiego. „Uciekinierem” tylko to potwierdza. Film jest mieszanką dramatu, romansu, kryminału i opowieści o męskiej przyjaźni oraz przygodzie. Osadzenie tego na południu USA buduje dość interesujący klimat, zaś plenery wyglądają pięknie. Z jednej strony reżyser opowiada o sile męskiej przyjaźni, inicjacji i wchodzeniu w dorosłość, ale z drugiej mamy dość zgrabnie poprowadzona intrygę, gdzie jednak wątek kryminalny nie jest najważniejsze. Ważne są tutaj stracone złudzenia, niespełniona miłość i rozczarowanie w ogóle dziewczynami, które wpędzają tylko w kłopoty. Wszystko jest bardzo pomysłowo opowiedziane, z dobrymi dialogami oraz trzymającym w napięciu finałem (strzelanina), pokazując przy okazji świat, który odchodzi, gdzie liczą się pewne wartości (praca, przyjaźń, lojalność).

uciekinier2

Jednak to wszystko nie byłoby takie ciekawe, gdyby nie obsada. Po raz kolejny zaskakuje Matthew McConaughey. Jego Mud to zbieg, który sprawia wrażenie zakochanego i ukrywa się przed światem. Dla chłopaków staje się wzorcem i fascynuje ich. I wierzymy mu. Debiutujący na ekranie Tye Sheridan (Ellis) i Jacob Lofland (Neckbone) są po prostu świetni. To są oddani i lojalni wobec siebie kumple, poza tym to z ich perspektywy poznajemy całą historię. Poza nimi na drugim planie błyszczy Reese Witherspoon (Juniper, która straciła złudzenia i próbuje żyć normalnie) oraz Sam Shephard (tajemniczy Tom Blankenship).

Nichols kolejny raz potwierdził swój nieprzeciętny talent. Mieszanka gatunkowa, która przykuwa uwagę i fascynuje.

8/10

Radosław Ostrowski