Nielegalni

W naszym pięknym kraju nad Wisłą nie powstaje obecnie zbyt wiele produkcji szpiegowskich. Przynajmniej na taśmie filmowej od czasu „Pogranicza w ogniu”, o którym mało kto pamięta. Sytuację postanowiło zmienić Canal+ i dało zielone światło na ekranie powieści Vincenta V. Severskiego. Bohaterami są członkowie komórki szpiegowskiej zwanej Departamentem Q. Grupą kieruje pułkownik Ewa Dębska oraz jej najskuteczniejszy agent, Konrad Wolski. Ekipa tym razem dostaje dwa bardzo poważne zadania. Po pierwsze, polowanie na handlarza bronią znanego jako Gruz. Po schwytaniu przekazuje informacje o planowanym zamachu terrorystycznym przez islamistów na terenie Europy. Po drugie, znalezienie dokumentów kompromitujących przeszłość obecnego premiera. Wszystkie tropy prowadzą do Białorusi, gdzie działa jeden z najlepszych agentów Travis – wtyczka działająca w KGB. Problem w tym, że agent zostaje zdekonspirowany i trzeba go stamtąd ewakuować.

nielegalni1

„Nielegalni” nakręcili Leszek Dawid oraz Jan P. Matuszyński, czyli obiecujący twórcy głośnych filmów. Panowie podzielili się po połowie, co widać w realizacji, ale do tego dojdę później. Akcja jest tutaj prowadzona wielowątkowo, co samo w sobie nie jest złe. Problemem dla mnie było wejście w tą opowieść, bo jest to bardzo poszatkowane i początkowo przeskakujemy z postaci na postaci. Sztokholm, Warszawa, Mińsk – dzieje się tutaj wiele, zaś wiele scen początkowo wydaje się nieistotnymi zapychaczami. Czego tu nie ma: infiltracja, obserwacja, szantaż, podchody, porwania oraz współpraca z innymi wywiadami. To ostatnie przypomina taniec na bardzo kruchym lodzie, gdzie zaufanie nie jest zbyt częstym towarem. Więc jak możliwe, że wszystkie tajne służby jeszcze funkcjonują? To pytanie na inną dyskusję. Im bliżej końca, wszystko zaczyna się bardziej spinać, doprowadzając do dramatycznego finału. I te szpiegowskie wątki potrafią wciągnąć, doprowadzając do kilku zwrotów oraz zaskoczeń. Jednocześnie zostawiona jest furtka na kolejną część.

nielegalni3

Mniej pociągające były dla mnie momenty z życia prywatnego naszych szpiegów (niektórych). Rozumiem, że chodziło o pokazanie ceny wynikającej z wykonywania tej profesji. Przebolałbym to, że jest takim spowalniaczem, tylko że albo jest niekonsekwentnie (nagłe bóle głowy Wolskiego, które pojawiają się i znikają), albo jest strasznie szablonowe (rozbite małżeństwo Dębskiej). To nie angażuje tak bardzo jak szpiegowskie intrygi, brzmi to sztucznie i zwyczajnie przynudza.

nielegalni2

Realizacyjnie widać dwa różne style realizacji, gdzie zmiana następuje w połowie. Pierwsza część od Leszka Dawida jest pozornie bardziej dynamiczna. Kamera niemal ciągle jest w ruchu, rwany montaż, niemal stonowana paleta barw. W scenach związanych z Travisem ta realizacja czyni ten wątek bardziej intensywnym oraz dodatkowo trzyma w napięciu. Druga połowa wygląda… normalniej, z bardziej płynną kamerą i kilkoma długimi ujęciami, pozornie sugerując spokój. Same sceny akcji też wyglądają bardzo dobrze, nie wywołując dezorientacji.

nielegalni4

Aktorsko w dużej części jest solidne, skupiając się na kilku członkach komórki. Świetnie wypadają Grzegorz Damięcki (Wolski) oraz Agnieszka Grochowska (Dębska), pełniących rolę dowódców, chociaż tylko Wolski działa w terenie. Czuć między nimi zgranie oraz chemię, mimo kilku spięć wynikających z działania Wolskiego na własną rękę. Większość ekipy stanowi raczej wsparcie i nie mają tutaj zbyt wiele do zagrania (Andrzej Konopka, Tomasz Schuhardt, Arkadiusz Detmer, Wojciech Żołądkowicz), ale trzymają fason. Są jednak dwie perły, które podnoszą całość na wyższy poziom. Pierwszym jest Filip Pławiak, czyli agent Travis działający na Białorusi. Wydaje się być opanowany oraz dobrze sobie radzi z presją, jednak coraz bardziej widać wyczerpanie i wypalenie. Jego lawirowanie między swoimi szefami, „narzeczoną” widać bardzo w jego oczach, co czyni jego wątek najbardziej poruszającym. Drugą postacią jest tajemniczy Hans Jorgensson w znakomitej interpretacji Andrzeja Seweryna, choć najbardziej widać to w drugiej połowie. Niby stary i zmęczony agent, ale nadal niepozbawiony sprytu oraz – co najbardziej zaskakujące – empatii oraz szacunku swoich zwierzchników. Ta postać magnetyzuje i emanuje spokojem aż do samego, tragicznego końca.

nielegalni5

„Nielegalni” mają troszkę potknięć i wad, ale wyłania się z tego bardzo sprawny serial sensacyjno-szpiegowski, dziejący się tu i teraz. Można było troszkę lepiej zarysować wątki prywatne bohaterów (albo z nich zrezygnować) i całość wzniosłaby się na wyższy poziom. Mam nadzieję, że powstanie kontynuacja.

7/10

Radosław Ostrowski

Ukryta gra

Październik 1962 roku był dość gorący, bo świat stanął na krawędzi III wojny światowej. Sowieci przesyłali na Kubę statkami części do broni nuklearnej, gdzie miały być odpalone z tamtejszych instalacji rakietowych. Zagrożenie to jednak zostało powstrzymanie dzięki blokadzie przez USA oraz ustąpieniu Chruszczowa z obranej ścieżki. Bluff się nie udał, jednak cała ta sytuacja to tylko tło do tego filmu.

Bohaterem „Ukrytej gry” jest Joshua Mansky, profesor matematyki z umysłem działającym niczym najszybszy Internet na świecie. Tylko, żeby jakoś w tym świecie funkcjonować znieczula się alkoholem, by zwolnić tempo. Oprócz tego lubi grywać w karty dla pieniędzy, dzięki czemu żyję. Jednak pewnej nocy w knajpie pojawia się kobieta z propozycją, ale mężczyzna odmawia. I to był błąd, bo kobiecie się nie odmawia, zwłaszcza pracującej dla CIA. Matematyk ma dość proste zadanie uczestnictwa w szachowym pojedynku z radzieckim arcymistrzem w… Pałacu Kultury i Nauki. Pierwotny szachista, który miał odbyć pojedynek zmarł w niejasnych okolicznościach, a rozgrywać ma trwać 5 pojedynków. Tylko, że Mansky nie wie, iż całe to przedsięwzięcie ma swoje drugie dno.

ukryta gra1

Czego jak czego, ale u nas szpiegowskich filmów nie robi się zbyt często. Zwłaszcza w tzw. amerykańskim stylu, czyli na bogato, z budżetem, gwiazdorską obsadą (nie tylko z Polski) oraz wciągającą intrygą. Zadania tego podjął się debiutujący reżyser Łukasz Kośmicki, choć nie jest postać anonimowa w branży filmowej. W latach 90. był bardzo cenionym autorem zdjęć, później założył firmę realizującą reklamy, a ostatnim głośnym tytułem z jego udziałem był „Dom zły”, do który współtworzył scenariusz. Jednak reżyserowanie i tworzenie zdjęć to dwie kompletnie różne sprawy.

ukryta gra3

Muszę przyznać, że „Ukryta gra” wciąga, choć pozornie rozgrywka szachowa wydaje się być mało filmowa do pokazania. Poza tym film szpiegowski nie powinien mieć łatwej historii, by móc bardziej trzymać w napięciu, ale też nie może być zbyt skomplikowany, aby nie zanudzić. Reżyserowi udaje się zachować balans między rozgrywką szachową a rozgrywką wywiadowczą, gdzie nie końca wiadomo komu można zaufać, kto dla kogo naprawdę pracuje. Jednocześnie udaje się zachować klimat realiów lat 60., pokazany z perspektywy obcego człowieka. Niby jest przyjaźnie i gościnnie, ale Wielki Brat wszystko słyszy i ma swoich ludzi. A żeby osiągnąć sukces (także propagandowy) jest w stanie posunąć się do wszystkiego. Wszystko jest bardzo starannie wyegzekwowane (scena pierwszego pojedynku to montażowy majstersztyk), nie brakuje dowcipnych dialogów, pomagającej w budowaniu suspensu muzyki Łukasza Targosza oraz stylowych zdjęć Pawła Edelmana.

ukryta gra2

Jednak prawdziwym bohaterem tego filmu jest Pałac Kultury i Nauki. I nie chodzi tylko o swoje gabaryty, ale też sieć korytarzy oraz tajemnych przejść, które odegrają istotną rolę w drugiej połowie filmu. W zasadzie nie ma jakiejś poważnych wad, może poza prostym podziałem na dobrych Amerykanów i złych Ruskich, niemniej pojawia się kilka odcieni szarości. Nawet chwile patosu są przeładowane ironią i cynizmem, pokazując bezradność jednostki wobec systemu. Bez względu na ustrój i przekonania polityczne, co jest małym plusikiem. Tak samo jak bardzo gorzki epilog tego filmu, gdzie wydawałoby się, że zagrożenie nuklearne to przeszłość.

ukryta gra4

Międzynarodowa obsada robi bardzo dobrą robotę. Klasę potwierdza Bill Pullman w roli wycofanego matematyka Mansky’ego, który próbuje odnaleźć się w całej tej plątaninie. Nie mówi wiele, uważnie obserwuje i szybko wyciąga sensowne wnioski. Jednak jego najlepsze momenty są wtedy, kiedy próbuje opanować się w nerwowych sytuacja jak podczas kluczowego wydarzenia w toalecie, podczas gry. W samych oczach widać gotujące się emocje czy w sposobie chodzenia. Równie świetny jest Aleksiej Serebriakow jako generał Krutow, szef kontrwywiadu. Bardzo opanowany, pewny siebie, zawsze mówiący spokojnym głosem. Innymi słowy nie jest to przerysowany czarny charakter, ale rasowy szachista, próbujący przewidzieć działanie na kilka ruchów do przodu. Takich antagonistów pamięta się długo. Dla mnie jednak film ukradli Robert Więckiewicz oraz Wojciech Mecwaldowski. Pierwszy jako dyrektor PKiN-u tworzy postać naznaczoną przeszłością i nieufnego wobec nowych panów Polski. Dlatego łatwo nawiązuje więź z Mansky’m, stając się w jakimś sensie przyjacielem. Z kolei Mecwaldowski w epizodzie jako konferansjer zapada w pamięć swoim sposobem mówienia oraz wyglądem.

Byłem zaintrygowany zwiastunem, a dostałem naprawdę dobrze zrobiony film z intrygą bardzo dokładnie przygotowaną. Historia wciąga, realizacja jest porządna, a aktorstwo z wysokiej półki. Innymi słowy jest to, czego w kinie gatunkowym potrzeba i czego szukam.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Listy do M. 3

Dla mnie pierwsze „Listy do M.” to była jedna z niespodzianek na naszym podwórku. Jasne, to było skopiowanie pomysłu z „To właśnie miłość” (choć wtedy jeszcze tego filmu nie wiedziałem), ale była w tym pewna magia, sporo humoru oraz ciepła, który w tego typu produkcjach jest potrzebne. I nawet ograne twarze (Adamczyk, Karolak, Dygant) miały tutaj sporo do pokazania oraz zagrania. Nagle ktoś się zorientował, że można na tym zbudować franczyzę. Powstała nawet kontynuacja, ale to już był tylko skok na kasę. Widownia jednak tłumnie poszła, więc można było zrealizować kolejną część. I ja miałem bardzo wielkie obawy, ale za kamerą stanął Tomasz Konecki – reżyser kultowego „Pół serio” oraz „Ciała”. Czy może tym razem będzie zwyżka formy, a może jest to dalszy skok na kasę?

listy do m3-1

Powiem tak: jest progres, chociaż do części pierwszej troszkę brakuje. Nasi starzy bohaterowie znowu mają masę wydarzeń. Szczepan z Kariną próbują się odnaleźć w roli dziadków, co kobiecie idzie z oporami. Melchior razem z synem, niejako wbrew swojej woli, szuka swojego ojca, który zostawił go, gdy był dzieckiem, zaś Wojciech nie może się pozbierać po śmierci żony. Do tego stopnia, że zwalnia gosposię, a jej córka z zemsty kradnie laptopa. Ale pojawią się jeszcze nowe postacie w tej potrawie: pracujący w schronisku jako wolontariusz Rafał, bardzo skuteczny glina Gibon polujący na bandziorów oraz na serducho pewnej prezenterki radiowej, dziewczyna związana z pewnym korpo-szefem.

listy do m3-2

Innymi słowy, troszkę do śmiechu oraz do wzruszenia, zaś zmiana reżysera działa bardziej na plus. Nie ma tu nachalnego product placementu, nie jest to aż tak pocztówkowe jak dwójka, zaś zniknięcie paru postaci (zwłaszcza tych nowych z „dwójki”) zdecydowanie pomaga w seansie. Także poziom humoru, choć nadal oparty na charakterach i odrobinie slapsticku, potrafi bardziej rozbawić. Jasne, że wszystkie wątki muszą skończyć się dobrze, ale nie oznacza to, iż twórcy nie serwują kilku niespodzianek po drodze. Wszystko toczy się w jednym dniu, zamiast Warszawy jest Kraków (też ładny), śniegu jest od groma (tego akurat dawno nie widziałem na ulicy o tej porze roku), w tle gra bardzo sympatyczna muzyka. To nie wywołuje odruchów wymiotnych, czego troszkę się obawiałem, choć jest parę momentów odlotu (finałowy wątek Gibona), ale Koneckiemu udaje się zbalansować powagę, lekkość oraz przywrócić magię znaną z pierwszej części.

listy do m3-3

I aktorzy też się postarali, nawet ci już zużyci oraz przemieleni przez kino. Z tej tzw. starej ekipy najlepiej prezentuje się tutaj Tomasz Karolak jako Melchior oraz jego relacja z synem, gdzie coraz bardziej zaczyna dojrzewać, co już było widać w poprzedniej części. Drugim mocnym punktem jest Malajkat, coraz mocniej naznaczony przeszłością, z którą musi się zmierzyć. Z nowych postaci wiele uroku dodaje Filip Pławiak (Rafał) oraz Katarzyna Zawadzka (Zuza), choć sam wątek jest bardzo przewidywalny. Nawet Borys Szyc (Gibon) czy niezbyt lubiana przeze mnie Magdalena Różczka (Karolina) sprawdzają się tutaj dobrze, pokazując troszkę komediowe oblicze.

Pojawiły się słuchy, że ma powstać część czwarta, choć szczerze mówiąc nie wiem, co jeszcze można w tym cyklu wymyślić. Trójka jest o wiele lepsza od części drugiej (co akurat nie było takie pewne), ale nie jest w stanie dorównać oryginałowi. Jest tak odpowiednio po środku oraz wraca tej fajny klimat.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Czuwaj

Wyobraźcie sobie, że jedziecie na obóz harcerski. A na obozie wiadomo: ognisko, granie na gitarze, śpiew i tematyka powstańcza. Do tego ładna druhna-lekarka, apele, ćwiczenia – w ogóle żyć nie umierać. Ale komendant do obozu dorzuca jeszcze paru młodych chłopaków z poprawczaka, których można też nazwać „patriotami” z nurtu kibolskiego. Dla obwoźnego Jacka Wesołowskiego jest to bardzo poważny problem. Zwłaszcza, że podczas obozu jeden z harcerzy – Tomek zostaje znaleziony martwy na skarpie. Wypadek? Samobójstwo? A może morderstwo? Jacek próbuje na własną rękę wybadać sprawę.

czuwaj1

Nowy film Roberta Glińskiego chyba w założeniu miał być kryminałem czy nawet moralitetem. Punkt wyjścia, czyli konfrontacja dwóch światopoglądów był ciekawy, zaś osadzenie wszystkiego w lesie, gdzieś poza cywilizacją, mogło zbudować świetny klimat. Wydaje mi się, że reżyser chce pokazać do czego może doprowadzić uprzedzenia, wrogość oraz nieufność. I nawet niebezpieczna jest teza, gdzie zarówno nacjonalizm (pseudokibole), jak i patriotyzm (harcerze) są tutaj stawiani troszkę na równi. W tym sensie, że harcerze są tutaj bardziej święci od papieża (niektórzy), bo jest i palenie, picie gorzały, wyzwiska, bluzgi, nawet seks oraz pewne poczucie wyższości nad innymi. Brzmi znajomo? Wystarczy tylko zmienić uniform harcerski na dres. I to zrównanie wiele osób może wkurwić, zwłaszcza ze środowisk ZHP. Reżyser niby próbuje dodać odcieni szarości (w czym pomagają surowe, wyprane z kolorów zdjęcia), tylko że ten świat wydaje się jakiś dziwnie fałszywy, sztuczny, przerysowany.

czuwaj2

Ale sama intryga wydaje się prowadzona spokojnie, lecz do momentu pierwszego trupa zaczyna się odlatywać. Obóz, zamiast zostać zlikwidowanym działa dalej, informacja o śmierci zostaje utrzymana w tajemnicy (do czasu autopsji), a komendant nagle znika (niby powiadomić rodzinę chłopaka). Wtedy obóz harcerski zmienia się w obóz upokorzeń, zaś nasz oboźny zmienia się wręcz w dyktatora, który wymusza posłuszeństwo siłą, psychicznym znęcaniem czy nawet szantażem (próba „sfilmowania” przyznania się), co doprowadza do kolejnej tragedii. Tylko, że ja miałem to kompletnie w dupie, kolejne minuty coraz bardziej odlatują ku zdarzeniom nielogicznym, niedorzecznym i bez sensu.

czuwaj3

Aktorstwo jest w zasadzie żadne, bo nie ma tutaj postaci, interakcja jest bardzo śladowa. Nawet ci wychowankowie z poprawczaka w swoich dresach wyglądają dość groteskowo, jakby dorosłych ludzi (powyżej 30-tki) zmuszono do odtwarzania nastolatków (pamiętacie Steve’a Buscemi z „Rockefeller Plaza 30”?). Dorośli bohaterowie zostają zepchnięci na dalszy i nie mają wpływu na fabułę (Lichota jako komendant, Barciś w epizodzie księdza czy Zamachowski w roli inspektora policji). A nasz protagonista? Mateusz Więcławek wypada tutaj fatalnie, choć zamysł tej postaci jako skonfliktowanego chłopaka, próbującego wybadać sprawę oraz zaślepionego swoimi przekonaniami, był intrygujący. Tylko, że ta postać jest przerysowana, antypatyczna, drażniąca swoimi metodami pracy i z każdą minuta miałem jej dość.

„Czuwaj” miało trzymać w napięciu i zadać pytania o to, co może być impulsem do wybuchu zła. Zamiast tego wyszedł wielki, żenujący teatrzyk, pozbawiony logiki, postaci i jakiegokolwiek sensu. Harcerze powinni żądać przeprosin od reżysera za profanowanie ich organizacji, zaś reżyser spalić się ze wstydu za takie prostackie kino.

2/10 

Radosław Ostrowski

Pitbull: Niebezpieczne kobiety

Nie oczekiwałem zbyt wiele po „Niebezpiecznych kobietach”, bo Patryk Vega zmienił PitBull od realistycznego, brudnego kina policyjnego w komiksową, krwawą i przerysowaną rąbankę. Nie inaczej jest tutaj, ale tym razem nasi starzy znajomi (Majami, Gebels) są zepchnięci na dalszy plan, ustępując miejsca nowym bohaterom. A właściwie bohaterkom.

pitbull_31

Cała historia skupiona jest na mafii paliwowej i wyłudzeniu VAT-u, a głównym antagonistą jest członek gangu motocyklowego „Cukier”. Mężczyzna ma dziecko, a jego żona „Drabina” przebywa w więzieniu za zabójstwo matki (oczywiście, była niewinna). Dodatkowo idzie na układ z oficerem wywiadu skarbowego, powiązanego z mafią paliwową. Poza nimi jest jeszcze „Zuza”, która po rozstaniu z mężczyzną, postanawia zostać policjantką.

pitbull_32

Inny słowy, treściowo nadal rządzi chaos, czyli wątki są przedstawione bez ładu i składu, próbując złączyć się w jedną całość. Niemieccy bikerzy, mafia paliwowa, słupy, drobne interwencje, pytony, Strachu (tylko pod koniec), policjantki z problemami (nie wybrzmiewającymi i nie wykorzystującymi w pełni swój potencjał). Dalej mamy wiązankę bluzgów, sztywne aktorstwo statystów, pełne dukania oraz dużo, bardzo dużo krwi. Nie mogę odnieść wrażenia, że parę postaci (Majami i Olkę) można było spokojnie wyrzucić, bo nie wnoszą niczego nowego. Nawet humor wydaje się słabszy i bardziej prymitywny.

pitbull_33

Ale paradoksalnie Vega potrafi to zrobić w taki sposób, by skupić uwagę. Nadal wrażenie robią ujęcia miasta z góry czy świetnie sfilmowana scena obławy, gdzie Majami w pojedynkę kasuje kolejnych oprychów. Wszystko jednak psują dialogi, brzmiący zbyt mechanicznie, czasami bardziej bohaterowie mówią tak urzędowym językiem, że brzmi to po prostu sztucznie. Do tego jeszcze zakończenie, które pozostaje otwarte i nie zamyka wielu wątków. Dzieją się czasami rzeczy absurdalnie (wszystko związane z pytonem czy przypadkowe spotkanie Zuzy z Cukrem zakończone randką), gdzie należy się zastanowić nad psychologią i nie brakuje niemal przerysowanych sytuacji (Cukier rządzący w więzieniu), co wywołuje pewien dysonans.

pitbull_34

Jak wspominałem, Majami i Gebels (Stramowski i Grabowski) robią tylko za tło i wsparcie, ale ich obecność jest zawsze plusem. Z nowych postaci najważniejsze są trzy: Cukier, Drabina i Zuza. Pierwszego gra Sebastian Fabijański, który troszkę przypomina wcześniejszą rolę z „Belfra”, ale to mi nie przeszkadzało. Z jednej strony twardy zawodnik, nie bojący się użyć piły mechanicznej do zrobienia porządku i nie patyczkuje się (chociaż wygląda jakby był jedną nogą w grobie), ale z kobietami bywa bardziej wrażliwy, cytuje Schopenhauera i bierze leki (bo ma – i to śmieszne – cukrzycę). Kompletnym zaskoczeniem była dla mnie Alicja Bachleda-Curuś wcielająca się w Drabinę. Kobieta ta jest bardzo twarda i reagująca mocno na złe traktowanie dziecka, ale jednocześnie jest bardzo rozedrgana i czuć w niej niepokój. Wszystko to zostało pokazane świetnie. Złego słowa też nie powiem o Joannie Kulig, czyli zaczynającej swoją przygodę z policją Zuzę. Dziewczyna powoli zaczyna zmieniać swoje podejście do pracy, spowodowane przez zarówno relację z Cukrem, jak i wsparcie mentorskie Gebelsa. Warto też wspomnieć o śliskim i skupionym na sobie oficerze wywiadu skarbowego, czyli wracającym do początków swojej kariery Artura Żmijewskiego.

pitbull_35

„Niebezpieczne kobiety” w zasadzie utrzymują poziom poprzednika, czyli jest to kino dresiarskie, próbujące pokazywać prawdziwe oblicze brudnego świata półświatka oraz policjantów, walczących z nimi. Nadal niby jest poważnie, ale niepoważnie, komiksowo, wręcz karykaturalnie i prymitywnie. Jako guilty pleasure sprawdziłoby się idealne. Dobrze, że następną część robi Władysław Pasikowski.

5/10

Radosław Ostrowski

Pitbull. Nowe porządki

Pamiętacie taki film „Pitbull”? Zrealizowany w 2004 roku debiut Patryka Vegi był jedną z największych niespodzianek tamtego roku i prawdziwą petardą, gdzie bardzo realistycznie przedstawiono pracę policjantów z wydziału zabójstw, bez widowiskowości, patosu, z dużą dawką żargonu. Ale to było ponad 10 lat temu i do tego czasu Vega zniszczył swoją reputację, stawiając na żenujące żarty oraz efekciarską rozpierduchę. Co teraz dzieje się w „Pitbullu”?

pitbull_21

Zamiast Despero pojawia się policjant z Majami, a dokładnie z Warszawy. Majami zajmował się dilerami i zostaje przeniesiony na Mokotów, by łapać drobne płotki. W okolicy zaczyna się kręcić nowy bandzior o ksywie Babcia, co zamierza przejąć władze na dzielnicy i wprowadzić dobrą zmianę. Zaczyna się od zastraszania sklepikarzy, a kończy na obcinaniu paluchów. Z Majami idzie do wsparcia Gebels, więc nie będzie miękkiej gry. I w zasadzie to tyle, jeśli chodzi o scenariusz, bo jest on bardzo szczątkowy jak diabli. Podobnie było w poprzedniej części, jednak tam miałem wrażenie, że było to silniej podbudowane oraz przekonująco. Tutaj poziom jest tak nierówny, że to jest ścinka zrobiona pod serial telewizyjny (który zapewne powstanie lub już powstał). Z jednej strony jest krwawa i brutalna rąbanka, gdzie mamy odcinane paluchy, strzelanie, atak na burdel czy starcia kiboli. Z drugiej jest sporo dość prostackiego humoru (nowy heros siłowni, czyli Strachu), bezsensownej przemocy (zabójstwo dokonane przez nieletniego brata bandziora) i masy pobocznych wątków, które spychają cały główny wątek na dalszy plan, kompletnie wywołując dezorganizację i taki burdel, że głowa mała.

pitbull_22

Przewija się wiele starych znajomych jak naczelnik Barszczyk (i nadal jest takim samym chujem jak przedtem) czy znany z serialu Igor (szkoda, że tylko epizod, niemniej cieszy), ale i tak wszystko skupia się na starciu Majami z Babcią. Nie brakuje kilku mocnych scen jak wejście Babci na siłkę, wizyta gangstera u uzdrowicielki czy podpalenie żywcem jednego oprycha. Także jest kilka fajnych kadrów z pomocą drona czy ataku na dom publiczny, gdzie to ładnie zagrano światłem. Ale po co w takim razie takie sytuacje jak z byłym strażnikiem miejskim pobitym przez dawnych kochanków czy zadyma kiboli? Za nic to wszystko nie chce się skleić, a cały realizm trafia szlag.

pitbull_23

Sytuację częściowo próbują obronić aktorzy i kilku z nim się udaje. Nie zawodzi Andrzej Grabowski jako zgorzkniały i zmęczony życiem Gebels (za mało go było). Także nowy narybek, czyli Piotr Stramowski daje radę jako nieprzekupny, twardziel z irokezem na głowie (jakim cudem taki koleś mógł zostać tajniakiem? A chuj z tym). I każdy chciałby mieć taką rzeźbę. Ale tak naprawdę wierzyłem tylko jednej postaci, czyli zbójowi Babci. Jeśli myśleliście, że Bogusław Linda zapomniał jak być prawdziwym twardzielem, to od razu strzelcie sobie w łeb, zanim on wam to zrobi. Aktor nadal ma mocne grepsy, twardy kręgosłup i nie patyczkuje się z nikim, a jego motywacja jest najbardziej wiarygodna. Powrót jak najbardziej udany. I nie sposób zapomnieć Tomasza Oświecińskiego (tępy dres „Strachu” – tak pomyłka imion czy akcja z butami, autentycznie śmieszą) oraz rozbrajającą Maję Ostaszewską jak pustą, tępą pindę z komarem na tyłku.

pitbull_24

Jako całość „Nowe porządki” zawodzą, są zbyt efekciarskie i starają się na siłę szokować brutalnością, bluzgami oraz rąbanką wszelkiej maści. Nawet jeśli pojawiają się pewne zalety, to nie są w stanie przebić powyżej poziomu przeciętności. Do tamtego „PitBulla” nie ma nawet prawa startu. Bezczelny skok na kasę.

5/10

Radosław Ostrowski

Planeta singli

Na hasło komedia romantyczna z Polski reakcja moja jest jedyna możliwa – trzeba wiać za nogi, bo humor wymuszony, słaby jest, a lukru jest tyle, że można się nim udławić. Nie żebym miał coś do takich współczesnych bajek, ale czasami jest to tak nierealne i nieprawdopodobne, że można pomylić to z kinem spod znaku SF. Jednak w końcu musi pojawić się coś, co będzie po prostu dobre w tym gatunku i nie będzie wywoływało irytacji – wydaje mi się, że właśnie na coś takiego trafiłem.

Zaczyna się dość klasycznie. Jest ona, Ania – dziewczyna chyba urodziła się w XIX wieku, ale jakimś cudem została zahibernowana do naszych czasów. Ładna, chociaż pulowerek i okulary nie pozwalają tego dostrzec na pierwszy rzut oka, romantyczna, serdeczna i samotna. Daje się namówić na udział w randkach przez Internet, czyli tytułowej „Planecie singli”. Przypadkowo randkę tą obserwuje pewien popularny prezenter telewizyjny – Tomasz „Wilk” Wilczyński. Proponuje jej prosty układ: ona opowie mu o przebiegu swoich randek, a zostaną one przerobione na skecze do jego programu telewizyjnego, w zamian jej tożsamość zostanie anonimowa i dostanie… nowy fortepian dla szkoły.

planeta_singli1

Mitja Okorn – Słoweniec od lat mieszkający i pracujący dla pewnej stacji telewizyjnej z niebieskim tłem oraz żółtymi napisami, zaskoczył mnie pięć lat temu „Listami do M.”. Niektórzy mówili, że to zrzynka z „To właśnie miłość” (nie widziałem, jeszcze), ale jak się wzorować to na najlepszych. Tutaj też widać inspiracje produkcjami zza Wielkiej Wody oraz pewnej europejskiej wyspy. Sam scenariusz jako taki jest dość wątły i stanowi pretekst do pokazania różnej maści gagów. I muszę przyznać, że sceny randek pokazujące facetów w dość stereotypowy sposób jako cwaniaczków, niedojrzałych, niewiernych, narcystycznych trafia w punkt. Parę razy nawet padłem ze śmiechu (sceny z programu Wilka a’la Kuba Wojewódzki), a to już coś oznacza. Jednak pretekstowość może dla wielu być słabością, gdyż reszta już troszkę szwankuje. Są problemy w szkole, jest idealny partner dla naszej bohaterki, jest przyjaciółka padająca ofiarą intrygi swojej pasierbicy, chcącej skłócić ją z ojcem. Te wątki są z jednej strony dość oczywiste i przewidywalne (tak jak cały film), ale nie wywołuje to irytacji czy poczucia żenady. Tak samo jak obecny product placement czy kilka zakończeń.

planeta_singli2

Po części film próbuje być także satyrą na współczesne media, goniące za sensacją oraz drwiną ze świata nastawionego na zysk, sensację i skandal. Niby nic nowego, ale kulminacja w Warszawskich Łazienkach wali w głowę jak obuchem. Straszno-śmieszne, tak samo jak finał w iście rycerskim stylu (średniowieczna wersja „The Final Countdown” – mistrzostwo). Tempo jednak w połowie zaczyna siadać i robi się troszkę poważne oraz nudnawo, rekompensując to wszystko od sceny chwytającego za serce monologu Tomka.

planeta_singli3

Ten lekki nieład próbują opanować aktorzy i tutaj jest największa siła. Cała robotę wykonuje Maciej Stuhr potwierdzając swój komediowy potencjał w roli zgorzkniałego, cynicznego szydercy. Pod tą maską jednak kryje się coś więcej, a aktor potrafi to pokazać bez sztuczności i manieryzmu. Partnerująca mu Agnieszka Więdłocha jako Ania jest po prostu urocza oraz czarująca w swojej nieporadności, naiwności oraz przekonaniach. Jednak dziewczyna powoli zmienia się w bardziej trzymającą się ziemi oraz walczącą o swoje. Miedzy tą dwójką jest tutaj odczuwalna chemia, chociaż razem pojawiają się troszkę zbyt rzadko. Drugi plan jest zdominowany przez Piotra Głowackiego, czyli producenta-geja Marcela, ciapowatego Pawła Domagałę (wuefista Piotr) oraz Michała Czarneckiego (lekarz Antoni). Żeby jednak nie było tak słodko, to dostajemy rzadko pojawiającego się na ekranie Tomasza Karolaka (dyrektor), którego maniera coraz bardziej irytuje i drażni.

planeta_singli4

„Planeta singli” jest filmem dość nierównym, ale mimo wad sprawdza się naprawdę dobrze. Można było mocniej dopieprzyć, lepiej wykorzystać pewnych aktorów (m.in. Rafał Rutkowski czy Ewa Błaszczyk), ale i tak jest bardzo przyzwoicie – do wzruszeń, do śmiechu, dla kasy. A monolog Tomka w telewizji powinien być przesłaniem dla wszystkich ludzi, szukających drugiej połówki. Choćby dla tego fragmentu warto odwiedzić tą planetę.

7/10

Radosław Ostrowski

Listy do M. 2

Pierwszą część „Listów do M.” wspominam bardzo ciepło – to była jedna z fajniejszych komedii ostatnich lat na polskich ekranach. Mimo product placementu i wrzucaniu co modnych przebojów, była autentycznie zabawna oraz momentami wzruszająca. Druga część, robiona przez innego reżysera (Mitję Okorna zastąpił Maciej Dejczer) i innych scenarzystów, niestety, cierpi na tzw. syndrom sequela. Niby jest więcej wszystkiego, ale tak naprawdę nic się nie dzieje.

listy_do_m_21

Wracają nasi starzy znajomi, ale od tego czasu zmieniło się wiele: Karina napisała powieść i rozwiodła się ze Szczepanem, obecnie taksówkarzem. Mikołaj nadal jest radiowcem, mieszka z Doris oraz synem Kostkiem, ale jeszcze nie zdecydował się na pierścionek, proszenie o rękę itp. Mel, jak to Mel, mimo tego, iż ma syna, nie zmienił się w ogóle – nadal naciąga na kasę i podrywa mężatki. Jest jeszcze Małgorzata, szefowa Mikołaja, która ciężko choruje. Chociaż zebrano kasę na operację dla niej, nie chce się na nią zdecydować. Ale jest też nowy bohater – trębacz Redo, podejmujący wybór między obecną narzeczoną Moniką a poznaną po latach pierwszą miłością.

listy_do_m_22

Jak widać, miłości jest tutaj sporo i to w różnych odcieniach. Bywa poważnie, stara się być momentami lekko, ale poczucie humoru nagle wyparowało. Pamiętam z pierwszej części rozbrajające teksty Mela i Mikołaja (kolejno Tomasz Karolak i Maciej Stuhr), którzy kradli film całej reszcie obsady. W tej części najlepszy jest Karolak jak próba zrobienia „Złego Mikołaja” na naszym podwórku oraz absolutnie poważny Piotr Adamczyk (ten Szczepan jest taki zadziorny, że trudno go nie polubić). Reszta postaci (z nowymi twarzami – Maciejem Zakościelnym a.k.a. Drewienko oraz Martą Żmudą-Trzebiatowską) sprawia wrażenie znudzonych i nie zainteresowanych swoimi postaciami. Dodatkowo nie mają specjalnie czego grać. Wszystko jest tu aż nadto poważne, jest więcej reklamy pewnej stacji, która produkowała ten film i jest tak mdło, że bolą zęby. I co tam robi Piotr Głowacki, snujący się po tym mieście?

listy_do_m_23

Chciałbym powiedzieć coś dobrego o drugich „Listach”, ale zwyczajnie nie potrafię. Owszem, zdjęcia są ładne, muzyczka niezła, ale to wielkie rozczarowanie. Ganianie za owcą po markecie było mało zabawne. Jak na komedię było zbyt poważnie, a nie o to w tym gatunku chodzi.

listy_do_m_24

5/10

Radosław Ostrowski

 

Służby specjalne

Rok 2007 był ważnym rokiem, gdyż zostały zlikwidowane polskie służby specjalne – WSI. W skutek raportu Antoniego Macierewicza polskie służby specjalne zostały przekształcone w SKW. I wtedy zaczyna się wolna amerykanka i wtedy poznajemy trójkę głównych bohaterów, których łączy tylko praca. podporucznik Aleksandra Lach „Białko” jest siostrzenicą generała Światło – byłego szefa WSI i chce znaleźć sposób na zabicie swojego ojca. Kapitan Janusz Cerat ma spore doświadczenie, ale największym problemem jest impotencja. I jeszcze pułkownik Bońka – były ubek inwigilujący Kościół. Każdy z nich ma swoje działania oraz musi chronić bezpieczeństwo narodowe.

sluzby_specjalne1

Punkt wyjścia dla filmu Patryka Vegi był znakomity i dawał szerokie pole do popisu. Ożywiają ostatnie afery i znani politycy (Antoni Macierewicz, Barbara Blida, Andrzej Lepper), a całość pachnie teoriami spiskowymi. Reżyser próbuje skupić się na bohaterach, których życie prywatne nie daje odsapnięcia od zawodowego, gdzie najważniejsze jest posłuszeństwo przełożonemu i nie stawiać żadnych pytań. Tylko problem w tym, że tak naprawdę sama historia nie porywa, wątki nie kleją się do siebie (starania się o adopcję Cerata kompletnie zbędna), a jeszcze dodatkowo wrzucana grypsera z tłumaczeniem (napisy) wywołuje tylko irytację i znużenie. Jeszcze akcja w Afganistanie czy we Włoszech (złamanie prezesa telewizji) trzymały w napięciu i ładnie to wyglądało, ale w następnych scenach akcji montaż tak szybki i chaotyczny działa rozpraszająco. Vega nie panuje nad historią, a finał nie daje żadnej satysfakcji, jakby niedokończony.

Vega z jednej strony dość trafnie obserwuje rzeczywistość, gdzie trzeba długo czekać do lekarza, a z drugiej służby są manipulowane i wykorzystywane przez polityków do prowadzenia własnej brudnej gry. Reżyser też chwali się dokumentacją oraz przygotowaniami do filmu, ale tak jak wspomniałem – slang przeszkadza i wywołuje irytację. Technicznie trzyma się to nieźle, pokazując Warszawę jako nieprzyjemne i mroczne miejsce.

sluzby_specjalne2

Najmocniej stara się prezentować obsada, ale jest ona nierówna. Najbardziej drażnią naturszczycy, irytujący swoją dykcją i głosem jakby czytaniem z kartki. Jednak jest kilka mocnych punktów aktorskich. Po pierwsze Janusz Chabior jako pułkownik Bońka kradnie film swoją obecnością oraz rzucanym mięsem. Ale to wynikało z irytacji oraz pewnej bezsilności. Pozytywną niespodzianką była dla mnie Olga Bołądź, czyli twarda laska w grupie pełnej mężczyzn, uzależniona od adrenaliny. Ale to tylko maska i pozory. najsłabszy jest Wojciech Zieliński w roli Cerata, ale to raczej wina scenarzystów. Poza tym triem jest kilka ciekawych ról, m.in. Agaty Kuleszy (dr Czerwonko), Andrzeja Grabowskiego (przeor kiedyś prześladowany przez Bońkę) i Wojciecha Machnickiego (generał Światło).

sluzby_specjalne3

Strasznie nierówny film wyszedł Vedze. Wydawałoby się, że powrót do kina sensacyjnego byłby powrotem do formy znanej z czasu mocnego debiutu („Pitbull”). Historia średnia, kilka ujęć bardziej przypominających programy typu „997” próbuje być zrekompensowane przez mocne dialogi oraz całkiem przyzwoite aktorstwo. Widać, że to krok w dobrą stronę, niemniej jeszcze trzeba popracować.

5/10

Radosław Ostrowski

Wataha – seria 1

Tytułowa wataha to oddział Straży Granicznej na Bieszczadach, która pilnuje granicy i tropi przemytników. Dowódcą jest kapitan Wiktor Rebrow. Podczas imprezy wspominkowej z dawnym dowódcą dochodzi do eksplozji strażnicy, którą przeżył tylko Rebrow, dlatego prokurator prowadząca sprawę uważa go za głównego podejrzanego. Sprawa staje się trudniejsza, niż można się spodziewać.

wataha1

Na hasło polski serial reaguje się czasami jak na polski film i można w zasadzie postawić takie same zarzuty – słabo słyszalne dialogi, logiczne bzdury, psychologiczna bujda i w ogóle brak pomysłu. Dlatego, gdy usłyszałem o nowej produkcji HBO robionej w Polsce, miałem wątpliwości. Zwłaszcza, że to miał być kryminał z górami w tle. Jednak pilnujący całości Michał Gazda oraz Kasia Adamik wzięli mnie z zaskoczenia. Po pierwsze, klimat. Bieszczady wygląda zarówno pięknie jak i mrocznie (świetne zdjęcia Tomasza Augustyniaka), choć ujęcia krajobrazowe wydają się tylko wizualnym ozdobnikiem, to jednak atmosfera osaczenia oraz tajemnicy jest namacalna. Czuć tutaj inspirację zarówno skandynawskimi kryminałami jak i choćby „Tajemnicami Laketop” Jane Campion.

wataha2

Dźwięk był bardzo porządny i czysty (poza dialogami z radiofalówek), dialogi jak najbardziej ok, a muzyka skręcająca w stronę etniczną jeszcze bardziej potęguje atmosferę. Można zarzucić, ze fabuła toczy się za wolno (ekspozycja trwa niemal połowę serialu), intryga zbyt oczywista, a pewne sytuacje są łatwe do przewidzenia, a pewne wątki pozostają otwarte (może będzie druga seria?), ale wciąga ten serial i naprawdę dobrze się to ogląda. Nawet postać tajemniczego znachora Szeptuna (niemy i niemal nie do poznania Marian Dziędziel) pasuje do tego świata.

wataha3

Wiadomo, ze sprawa zatacza szersze kręgi, choć podejrzewałem jednego z dwóch bossów przemytniczego półświatka – niejakiego Kalitę (dobry Mariusz Saniternik) i Ruska Metra (Oleg Drach), ale sprawa byłaby wtedy za prosta. Śledztwo zaczyna przeplatać się z codziennością pograniczników (nielegalny przerzut, morderstwo itp.), a w sprawie zamieszana jest grupa bardzo wpływowych ludzi. Finał pozostawia wiele znaków zapytania, jednak liczę na dalsze odcinki.

wataha4

Aktorsko tez jest tutaj bardzo ciekawie, choć trochę nierówno. Sprawdza się Leszek Lichota w roli Rebrowa, choć jego ból jest bardzo skryty, ale widać doświadczonego faceta znającego się na swoim fachu. Jeszcze lepszy jest Bartłomiej Topa, czyli Adam „Grzywa” Grzywaczewski – przyjaciel Rebrowa, który jednak skrywa pewną tajemnicę i jego motywy działania są niejasne. Poza nimi jeszcze z oddziału najbardziej wybijają się dwie postacie: komendant Markowski (Andrzej Zieliński pasuje do grania twardych facetów) oraz troszkę nadwrażliwa Natalia Tatarkiewicz (bardzo dobra Magdalena Popławska). Dość bogaty drugi plan uzupełniają także niezawodni: Jacek Lenartowicz (Michał Łuczak – kumpel Wiktora, zbyt krótko był na ekranie), Jacek Koman (kapitan Robert) i solidny – jak zawsze – Jarosław Boberek (policjant Świtalski).

wataha5

Jednak żeby nie było tak słodko, najsłabiej wypada tutaj Aleksandra Popławska jako prokurator Dobosz. Po pierwsze, jest to postać bardzo irytująca swoim głosem, ale też i zachowaniem. Traktująca głównego bohatera jako głównego podejrzanego (choć wiemy, że jest inaczej), wzbudza antypatię. To jeszcze dałoby się obronić, gdybym wierzył w jej kompetencje, ale to nie następuje („wizja lokalna” z Rebrowem czy próba przesłuchania dziewczynki, której zabito matkę). Choć potem gra do tej samej bramki jak reszta postaci, to niechęć i irytacja pozostały.

wataha6

Mimo pewnych wad i nielogiczności, „Wataha” zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie jest to może tak przełomowe dzieło jak „Breaking Bad” czy „Detektyw”, ale to światełko w tunelu, jeśli chodzi o produkcje polskie małego ekranu. Zarówno realizacyjnie nie mam poważnych zarzutów, a i sama fabuła była całkiem niezła. Po cichu liczę na ciąg dalszy, bo parę rzeczy wymaga wyjaśnień.

7/10

Radosław Ostrowski