Kochankowie roku tygrysa

Filmy o miłości to jedne z najbardziej niewdzięcznych gatunków filmowych (obok komedii). Tutaj wiele zależy od chemii między parą bohaterów oraz tym, jak poprowadzona zostanie ta relacja. Jak sobie w 2005 roku podszedł do tego gatunku Jacek Bromski?

Początek to rok 1913. Do pogranicza rosyjsko-chińskiego dociera dwóch Polaków, ściganych przez carskie wojsko. Podczas przeprawy przez rzekę na granicy, jeden z nich zostaje zastrzelony, a drugi (Wolski) ciężko poraniony trafia na drugą stronę tajgi. Tam zostaje odnaleziony przez myśliwego, który sprowadza go do domu, gdzie mieszka z żoną oraz córką. By nie dopuścić do zbałamucenia dziewczyny, ojciec decyduje się ściąć córce warkocz.

kochankowie_tygrysa1

Jeśli liczycie na wielkie uniesienia, dużą dawkę emocji oraz chwytające za serce sceny pełne romantyzmu, to… poszukajcie sobie innego filmu. Bromski kompletnie olewa tą parę bohaterów, serwując zdjęcia pięknej przyrody, zwierząt oraz rozmów o wielkim świecie. Skąd ta taktyka? Bo nasz ocalony Wolski nie orientuje się, że on to naprawdę ona. O ile na początku, gdy jest jeszcze osłabiony, można to jakoś w miarę zrozumieć, o tyle w dalszej części jest to kompletnie idiotyczne. Owszem, włosy ma krótkie niczym facet, ale piersi niejako wystają z ubrania (w sensie ich kształt jest widoczny). I to kładzie na łeb cały wątek romansowy, który pojawia się dopiero w ostatnim kwadransie, robiona na kolanie, na chybcika. I ja miałbym w to uwierzyć? Jedna krótka scenka, zbliżenie i już mamy wielką miłość? Zupełnie jakby reżyser przypomniał sobie, że kręci melodramat. Panie Bromski, pogratulować refleksu!

kochankowie_tygrysa2

Realizacyjnie trudno się do czegokolwiek przyczepić, bo film wygląda naprawdę solidnie. Zdjęcia Marcina Koszałki potrafią zachwycić (zwłaszcza, gdy filmuje lokalną przyrodę), muzyka w tle jest całkiem ok, zaś scenografia i kostiumy nie wygląda na tandetną taniochę. Co z tego, że całość wygląda całkiem nieźle (przyroda sama się broni), w tle gra nawet przyjemna muzyka, skoro kompletnie nie angażuje? Do tego mamy jeszcze wpleciony wątek współczesny, doklejony bardzo na siłę. I nawet aktorzy, z Michałem Żebrowskim na czele, nie bardzo mają co grać.

„Kochankowie roku tygrysa” to melodramat, który zaprzecza wszelkim regułom tego gatunku. Kompletnie pozbawiony jakichkolwiek emocji, bardziej skupiający się na przyrodzie niż na bohaterach, co mocno szkodzi całości. To miał być melodramat czy dokument dla National Geographic?

2/10

Radosław Ostrowski

Za niebieskimi drzwiami

Wakacje – kto nie będąc dzieckiem nie marzył o tym czasie? Wypoczynek, zabawa, nieskrępowana beztroska z najbliższymi. Taki plan miał także Łukasz, samotnie wychowywany przez matkę. Podczas podróży samochodem, dochodzi do wypadku. Chłopiec ma złamaną nogę, a matka zapada w śpiączkę. I wtedy pojawia się znikąd siostra kobiety – właścicielka nadmorskiego pensjonatu, Agata. Kobieta bierze chłopca do siebie i wprowadza się do dawnego pokoju matki z niebieskimi drzwiami. Tam odkrywa, że po odpowiednim zapukaniu w nie, można wejść do innego świata.

za_niebieskimi_drzwiami1

W Polsce robienie kina dla dzieci i młodzieży staje się prawdziwą rzadkością, co wydaje się naprawdę zastanawiające. Przecież była ta tradycja naprawdę bogata (filmy i seriale Stanisława Jędryki czy Andrzeja Maleszki), ale coś się zepsuło. Lukę tą próbuje wypełnić adaptacja powieści Marcina Szczygielskiego „Za niebieskimi drzwiami”. I prawdę mówiąc, wyszło naprawdę nieźle. Palej bardzo spokojnie i powoli odkrywa karty (a film trwa niecałe półtorej godziny), co dla wielu może wywołać znużenie. Ale trudno odmówić całości specyficznego klimatu, zmieniającego się jak w kalejdoskopie. Ten inny świat, do którego trafiamy w połowie drogi, wygląda niesamowicie (efekty specjalne są na wysokim poziomie i nie kłują w oczy), a chropowate budynki wywołują tam niepokój. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to dość skromna nadbudowa – nie wiemy, skąd to się wzięło i dlaczego przebywa tam jedna postać – paskudny Krwawiec, jednak dla twórców nie było to istotne.

za_niebieskimi_drzwiami2

I to potrafi poruszyć, mimo dość silnych inspiracji produkcjami z zachodu takimi jak „Opowieści z Narnii” czy „Stranger Things”, co może drażnić. Twórcom chodziło o pokazanie jak działa umysł osoby w śpiączce. Może sama intryga nie jest specjalnie skomplikowana, a pewne wydarzenia są mocno uproszczone (rehabilitacja, pobyt w pensjonacie) i czasem logika szwankuje (trójka dzieciaków najpierw prześladuje chłopaka, by w decydującym momencie pomóc), jednak efekt jest zadowalający. Zarówno efekty specjalne, świetna praca kamery (sceny budzenia czy tuż po wypadku) oraz ślicznej muzyki.

za_niebieskimi_drzwiami3

Aktorsko jest naprawdę niezłe, chociaż dzieciarnia (jak zawsze) zaniża poziom. Ich honor ratuje przyzwoity Dominik Kowalczyk w roli głównej, przekonująco odgrywając jego zagubienie, bezradność oraz wściekłość na świat. Jednak film kradnie dla siebie znakomita Ewa Błaszczyk jako dość oschła ciotka Agata, próbująca przełamać swoją bezradność i impas związany z wychowaniem dziecka. Troszkę szkoda, że aktorka tak rzadko pojawia się na ekranie. I jest jeszcze mroczny Krwawiec mówiący głosem Michała Żebrowskiego (paskudny typ), który samym wyglądem budzi strach.

za_niebieskimi_drzwiami4

Mimo pewnych wad i uproszczeń, film Mariusza Paleja to przykład solidnego rzemiosła skierowanego dla młodego widza, próbujące wytłumaczyć co czuje osoba będąca w śpiączce. Kino delikatne, miejscami mroczne i tajemnicze, ale pełne refleksji i ciepła jakiego brakuje ostatnio. Jestem bardzo zaskoczony.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Sęp

W ciągu sześciu lat zniknęło lub uciekło kilkudziesięciu kryminalistów, zaś śledztwa w ich sprawie utknęły w martwym punkcie. Kiedy jednak zostaje odbity z więziennego konwoju po procesie Radosław Raczek „Djuna”, generał policji prosi o pomoc w rozwiązaniu sprawy inspektora Bożka i komisarza Aleksandra Wolina „Sępa”.

sep1

Mówi się, że w Polsce nie da rady zrobić filmu akcji na poziomie amerykańskim. A jednak, zadania tego podjął się Eugeniusz Korin – reżyser teatralny, który debiutuje na dużym ekranie. Sama intryga jest naprawdę pomysłowo i nieszablonowo opowiedziana – reżyser myli tropy, kluczy, parę razy potrafi zaskoczyć, zaś finał pozytywnie zaskakuje (jednak moralne rozterki bohatera zbyt łatwo zostają rozwiązane). Choć film trwa około dwóch godzin, nie ma tu miejsca na nudę. Owszem, dialogi nadal bywają niesłyszalne, sceny pod tablicą (Sęp rozwiązujący matematycznie zagadkę) wydają się zbędne, ale za to jest świetnie zrealizowane (zdjęcia i montaż zasługują na uznanie), czuć tutaj inspiracje Davidem Fincherem i Christopherem Nolanem (montaż równoległy). Dawno nie było filmu, który by tak wyglądał na naszym podwórku.

sep2

A skoro porównuje się do Hollywood, to i obsada musi być gwiazdorska. No i jest – pytanie, czy poza tym idzie coś więcej? O dziwo tak, choć nie jest idealnie. Naprawdę dobrze wypadł Michał Żebrowski w roli wnikliwego śledczego, który jak naukowiec łączy fakty w całość, a i przyłoić też potrafi. Partnerujący mu Daniel Olbrychski w roli inspektora Bożka wypada bardzo przekonująco i ma ten błysk w oku. Z drugiego planu zdecydowanie należy wyróżnić Piotra Fronczewskiego (generał Krasucki), Andrzeja Seweryna (profesor Reaktorski) i Mirosława Bakę (Rajski, dowódca oddziału odbijającego więźniów). Ale żeby nie było zbyt dobrze, są dwie poważne rysy: irytujący Paweł Małaszyński (komisarz Robaczewski) – na szczęście nie pojawia się zbyt długo i Anna Przybylska (Natasza McCormack), która średnio pasuje na instruktorkę kickboxingu.

sep3

Korin swoim debiutem udowodnił, że i u nas da się zrobić dynamiczny i nieszablonowy kryminał. Choć może nie wszystko jest dopracowane, to jednak potrafi zrobić mocne wrażenie.

7/10

Radosław Ostrowski