Lion. Droga do domu

Indie – kraj bardzo barwny i pełen niesamowitych krajobrazów.  Właśnie tam mieszkał Saroo, młody chłopiec przebywający tam z siostrą (jeszcze niemowlę) i starszym bratem Godoo. Żyją oni w strasznej biedzie, ale wspierają się jak mogą. Pewnego dnia Saroo razem z bratem jadą szukać pracy. Chłopiec jest zmęczony, a starszy brat rozgląda się za pociągiem. Długo nie wraca i chłopiec próbuje go znaleźć na dworcu, ale zasypia w pociągu jadącym do Kalkuty. Zostaje sam w obcym mieście, trafiając niemal do piekła. Wreszcie trafia na życzliwych ludzi, którzy organizują adopcję dla rodziny z Australii. Ale po 25 latach przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć.

lion1

Garth Davis sięgnął po historię tak nieprawdopodobną, że musiała wydarzyć się naprawdę. „Lion” to film o poszukiwaniu własnej tożsamości i rozdarciu między teraźniejszością a przeszłością oraz jej demonami. chłopaka prześladuje to, że zniknął bez śladu i nie udało mu się odnaleźć swoje biologicznej rodziny. Reżyser przekazuje te wszelkie emocjami obrazami: jest wiele przebitek z przeszłości, pełnych nasyconej kolorystyki oraz trzymających za serce (przynajmniej w zamierzeniu) scen jak ucieczka z dworca, samotna jazda pociągiem czy pobyt w areszcie. Czyli nie brakuje tutaj mroku, strachu i zagubienia. Także we współczesnym, bardzo sterylnym świecie, gdzie Saroo czuje się troszkę wykorzeniony (stonowana kolorystyka). W tą stylistykę wpisuje się także bardzo wzruszająca muzyka, która nawet poza filmowym kontekstem jest rewelacyjna. Jednak nie mogłem pozbyć się wrażenia, że reżyser wmawia mi co mam czuć, manipuluje mną. Ta opowieść sama w sobie powinna mną poruszyć i przez pierwszą połowę (do adopcji) tak właśnie jest.

lion2

Ale im dalej w las, tym bardziej przestało mnie obchodzić tak mocno, aczkolwiek przebijające się retrospekcje czy scena rozmowy z matką, proszącą naszego bohatera o wsparcie zapadają mocno w pamięć. Czułem się wtedy bardzo mocno sterowany i nie do końca uwierzyłem w tą opowieść. I najgorsze jest to, że nie wiem z czego te odczucia wynikają, bo wszystko wydaje się być na swoim miejscu.

lion3

Jeśli miałbym wskazać (poza oprawą audiowizualną) coś, co naprawdę zagrało to dobre aktorstwo. Dotyczy to głównie rewelacyjnego Saroo. Zarówno jego dziecięce wcielenie (objawienie w postaci Sunny’ego Pawara), jak i jako dorosły (przekonujący Dev Patel) tworzą bardzo wiarygodną psychologicznie postać – wrażliwego człowieka, który coraz bardziej zaczyna się zamykać w sobie, tłumi emocje, miota się między wdzięcznością od losu, a przeszłością, brakiem swojej „prawdziwej” rodziny. Poza nim najbardziej wybija się grająca na solidnym poziomie Nicole Kidman (matka adopcyjna) oraz Abishek Barathu (Godoo).

lion4

Ten film wywołuje we mnie mieszane uczucia – z jednej strony jest świetny od strony audio-wizualnej, bardzo spójny i konsekwentnie prowadzony, ale nie mogłem się pozbyć wrażenia manipulacji oraz stosowania emocjonalnego szantażu. Na pewno jest to pozycja warta uwagi i wiele kadrów zostanie w pamięci na długo.

6,5/10

Radosław Ostrowski

Geniusz

Rok 1929, Nowy Jork. Bohaterem jest Thomas Wolfe – młody i ambitny pisarz, którego debiutanckiej książki nikt nie zamierzał wydać. Nie wiadomo czy to dlatego, ze jest taka miałka czy po prostu nikt się na tym talencie nie poznał. Jednak książka trafiła w ręce Maxwella Perkinsa – bardzo cenionego redaktora, pracującego z Francisem Scottem Fitzgeraldem oraz Ernestem Hemingwayem. Stwierdza, że jest zainteresowany publikacją książki, pod warunkiem przeredagowania tekstu.

geniusz1

Debiut reżyserski Michaela Grandage’a to niemal klasyczne kino biograficzne, które jednak skupia się na wybranym fragmencie życiorysu. Tutaj mamy do czynienia z trudną przyjaźnią między dwoma indywidualistami: nieokiełznanym i nieoszlifowanym talentem literackim oraz cenionym wydawcą, wspierającym swoich podopiecznych, przyjaźniący się z nimi. Jednocześnie twórcy próbują zadać pytanie na czym polega bycie genialnym w świecie literackim. Jak redakcja nad tekstem pozwala kreatywnie wyłuskiwać najlepsze teksty, chociaż sam Perkins miewa wątpliwości czy nie niszczy się w ten sposób literatury. Te pytania jednak giną w toku poplątanych losów, gdzie w rytm jazzowej muzyki dokonuje się korekty, skracania i wyciągania destylatu tego, co można nazwać geniuszem. Ta przyjaźń między panami zostanie wystawiona na ciężką próbę, która potrafi trzymać za gardło na ekranie.

geniusz2

Trudno jednak nie odnieść wrażenia teatralności „Geniusza”. Zdarzenia albo dzieją się w biurze Maxa, w jego domu albo innej przestrzeni, gdzie rozmawiają dwie albo trzy postaci, które rozmawiają ze sobą o sztuce, kłócą się lub prowadzą dialog. Twórcy jednak próbują ubarwić przestrzeń czy to przenosząc nas do jazzowego klubu (fantastyczna rozmowa i zgrabne wplecenie ulubionej piosenki Maxa) czy do szpitala, gdzie kończy swoje życie Wolfe. Mimo to oraz finału znanego fanom literatury, film ogląda się z zainteresowaniem i emocjami, a utrzymane w tonie sepii zdjęcia pomagają stworzyć klimat retro.

geniusz3

Jedna rzecz wybija ten film z grona podobnych biografii artystów – to świetne aktorstwo, ze wskazaniem na takich dwóch zabijaków. Pierwszy to Max Perkins, czyli niezawodny Colin Firth. Aktor jest tu w niemal klasycznym wydaniu, czyli elegancki dżentelmen zawsze w kapeluszu i garniturze, dla którego własna profesja jest prawdziwym powołaniem, a w nowym pisarzu widzi syna, o jakim marzył całe życie. Jednak prawdziwym drapieżnikiem jest tutaj Jude Law. Wolfe w jego interpretacji to nadpobudliwy, pełen słów pisarz, nie do końca radzący sobie z dyscypliną twórczą. I jak każdy autor to egoista, odtrącający wszystkich, na którym mu zależy. Zwłaszcza swojej muzie, scenografce Aline Bernstein (niezła Nicole Kidman).

„Geniusz” nie jest może genialnym i wyjątkowym filmem, ale to ciekawy kawałek biografii, dający wiele do refleksji na temat literatury. To i tak wiele niż można się było po jakimkolwiek filmie spodziewać, a scena na dachu to mała intelektualna perła.

7/10

Radosław Ostrowski

Portret damy

Isabelle Archer jest młodą i niezamężną kobietą z kraju zwanego USA. Przyjeżdża do Anglii, do majątku swojego wuja Touchetta. Po swojej śmierci przekazuje jej cały majątek, a kobieta zaprzyjaźnia się z panią Merle. Na skutek jej intrygi bierze się ślub z Gilbertem Osmondem – próżnym i znudzonym dżentelmenem mieszkającym we Włoszech.

portret_damy1

Jane Campion to reżyserka uważana za specjalistkę od tzw. kina kobiecego (o kobietach i dla kobiet), ale jak każda szufladka to sztuczne ograniczenie. Aczkolwiek adaptacja powieści Henry James opowiada o kobiecie wyzwolonej – przynajmniej na początku. Pobyt w Anglii kobiety, która stara się zachować odrębność i niepotrzebująca mężczyzny, jest czymś nietypowym. Obowiązujące konwenanse (będące gorsetem) i silna presja musi doprowadzić do zmiany. I ta zmiana jest nieunikniona, bo jak inaczej można nazwać małżeństwo? Tylko, że zamiast sielanki jest to pułapka pełna upokorzenia oraz psychicznej przemocy. Czy można było gorzej wylądować – kobieta odrzucająca adoratorów i marząca o decydowaniu w kwestii swojego staje się zależna od widzi mi się męża, spełniając jego zachcianki. ktoś powie, ze kogo to dzisiaj może interesować? A jednak.

portret_damy2

Reżyserka w dość chłodny sposób opowiada całą historię, jednak głęboko ukryte emocje są widoczne, tylko trzeba bardzo mocno się skupić (całość trwa ponad dwie i pół godziny, więc jest to wysiłek). Wolno tocząca się intryga doprowadza do wyniszczenia psychicznego, samotności i poczucia niespełnienia. Kobiety nie potrafią się solidaryzować ze sobą, wspierać, tylko podkładają sobie kłody pod nogi, a nawet jeśli mężczyźni starają się pomóc, to przynosi więcej zła niż dobra. W ten ponury nastrój wprowadza zarówno melancholijna, lecz piękna muzyka Wojciecha Kilara oraz stonowane kolorystycznie zdjęcia. Reżyserka też dokładnie odtwarza scenografię oraz kostiumy końcówki XIX wieku, co może się podobać osobom zwracającym uwagę na stronę wizualną. Także otwarte zakończenie jest ogromnym plusem.

portret_damy3

Campion udało się też dobrać świetnych aktorów, którzy zbudowali skomplikowane i złożone osobowości. Damą jest tutaj Nicole Kidman i bez zarzutu sprawdza się jako wolna kobieta, która chce czerpać z życia garściami. Jednak małżeństwo ją zmienia – staje nie niewolnicą konwenansów, gorsetu i fałszu. Ale film jej skradł wyborny John Malkovich jako zepsuty, manipulujący i okrutny Gilbert, ukrywający się pod maską uprzejmego eleganta. Pod tym względem przypominał Valmonta z „Niebezpiecznych związków”, tylko jeszcze bardziej zniszczonego. Na podobnych falach uderza Barbara Hershey (dawna kochanka Gilberta, Merle), próbując go uszlachetnić za pomocą ożenku. Jeśli chodzi o panów, zdecydowanie wybija się na drugim planie fantastyczny Martin Donovan. Jako chory na gruźlicę kuzyn Ralph jest mieszanką siły umysłu i wrażliwości połączonej z chorym ciałem, na które jeszcze nie znano lekarstwa.

portret_damy4

Dla wielu „Portret damy” będzie nudnym i nieciekawym filmem pozbawionym akcji w klasycznym rozumieniu tego słowa. Jednak jak się skupimy, wtedy zostajemy wynagrodzeni za swoją cierpliwość. Delikatne, długie, ale angażujące kino.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Droga do zapomnienia

Poznajcie Erica Lomaxa – faceta, który kocha kolej i jest jej wielkim pasjonatą. Wreszcie w jego życiu pojawia się kobieta poznana w pociągu, z którą bierze ślub. Wydawałoby się, że będą żyli długo i szczęśliwie. Błąd, gdyż mężczyzna zaczyna się coraz bardziej zamykać, dostaje ataków lekowych, traci kontakt z rzeczywistością. Żona próbuje się dowiedzieć o klubie weterana, który zrzesza byłych żołnierzy brytyjskich z czasów Ii wojny. Kobieta dowiaduje się, że jej mąż był jeńcem w japońskim obozie podczas wojny, gdzie przeżył piekło. Czy jest szansa wyrwania się przeszłości? Pewnym cieniem wydaje się wieść, że były oprawca przeżył.

Gdy ktoś nadal próbuje opowiedzieć coś o II wojnie światowej, wydaje mi się to zadaniem bardzo karkołomnym, wręcz próbą szybkiego zarobienia pieniędzy, nawet jeśli historia wydarzyła się naprawdę. Film Jonathana Teplitzky’ego przedstawia taką prawdziwą historię człowieka naznaczonego wojną. Dobrym pomysłem jest przeplatanka rzeczywistości ze scenami z czasów wojny, gdzie śledzimy losy Lomaxa – zbudowanie radia, schwytanie, tortury, bicie, próba złamania go. Te fragmenty są naprawdę mocne, mimo że takich ujęć widzieliśmy w ostatnim czasie mnóstwo. I zawsze pojawia się pytanie: jak można żyć dalej po czymś takim? Będąc zniszczonym psychicznie? Jak się okazuje, to działa w dwie strony. Zemsta tutaj ma wymiar symboliczny, choć nie jesteśmy tego pewni na początku. W momencie „kontaktu” po latach, byłem przekonany, że skończy się to dość gwałtownie i brutalnie (po cichu na to nawet liczyłem).

Problem z tym tytułem jest jeden: przewidywalny i trochę mało angażujący emocjonalnie, choć zarówno warstwa techniczna jest naprawdę solidna, a aktorzy dają z siebie naprawdę wiele (zwłaszcza Colin Firth oraz jego młodsze wcielenie, Jeremy Irving, a także niezawodzący Stellan Skarsgard). Mimo to wyszedł z tego całkiem przyzwoity tytuł, który może nie powala jako całość, ale parę scen zostaje w pamięci.

zapomnienie5

6,5/10

Radosław Ostrowski

Stoker

India Stoker jest 18-letnią dziewczyną, która mieszka z matką i ojcem, z którym chodziła na polowania. W dniu jej urodzin, jej ojciec ginie w tajemniczym wypadku. I wtedy w jej domu pojawia się tajemniczy wuj Charlie, o którego istnieniu nigdy nie słyszała. I facet ma strasznego fioła na jej punkcie.

stoker1

Amerykanie mają w zwyczaju zauważać zdolnych i utalentowanych filmowców i zazwyczaj po ich pierwszym filmie nakręcony w swoim gruncie, ściągają takiego człowieka do Hollywood, by nakręcił to samo. Tym razem padło na Chan-wook Parka – twórcę kultowej trylogii zemsty („Pan Zemsta”, „Oldboy”, „Pani Zemsta”), którego dorobek dla mnie nie był zbyt dobrze znany. Sama historia pozornie wydaje się opowieścią inicjacyjną o wchodzeniu w dorosłość. Ale to byłoby za proste, bo jest pewna mroczna tajemnica, skrywane pragnienia i obsesje. Po drodze będzie kilka trupów, zaś finał nawet mnie wywrócił wszystko do góry nogami (choć początek i koniec jest prawie taki sam). Reżyser nie boi się odważnych montażowych zbitek (zabójstwo chłopaka w lesie przeplatane z kąpiącą się pod prysznicem Indią czy odkrycie pierwszego zabójstwa Charliego) wywracających całą historię, wizualnego piękna (czołówka, gdzie napisy „wtopione” są w otoczenie) oraz mrocznej atmosfery ze stylowego horroru (India i Charlie grający na fortepianie). Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógł to opowiedzieć.

stoker2

I w końcu jak to jest zagrane. Lubię chwalić aktorów za to co robią, ale jak nazwać to, co dzieje się w „Stokerze”? Rozpisane jest to na trzy mocne postacie, pełne niejednoznaczności i tajemnicy. Zacznę od „najsłabszego” ogniwa, czyli Nicole Kidman – atrakcyjna matka Indii. Kobieta niezaspokojona, osamotniona i przyzwyczajona do bogactwa, musi sobie sama radzić ze wszystkim, także z brakiem męża. Ale wtedy pojawia się Charlie, genialnie poprowadzony przez Matthew Goode’a – elegancki, przystojny, zawsze opanowany. Nawet gdy dusi paskiem od spodni. Dlatego ta postać wywołuje większe przerażenie niż innych filmowi psychopaci. Jednak nawet on nie jest w stanie przebić Indii. Mia Wasikowska w tej roli na początku sprawia wrażenie zamkniętej w sobie nastolatki, wchodzącej w dorosłe życie przez dość mroczną inicjację. Więcej nie zdradzę, bo na zaskoczeniu bazuje ten film.

stoker3

Mroczne, ale jednocześnie bardzo precyzyjne kino, gdzie każdy kadr jest taki jaki być powinien, tu nie ma przypadków. Jednocześnie bardzo emocjonalne i miejscami mocno chwytające za gardło.

8,5/10 + znak jakości

Radosław Ostrowski

Oczy szeroko zamknięte

Bill i Alice Harfordowie są małżeństwem z 9-letnim stażem. Jednak w ich związek wkrada się rutyna. Podczas przyjęcia u Victora Zieglera, on zostaje poproszony o pomoc z narkomanką (przedawkowanie narkotyków), ona spotyka uwodziciela, z którym rozmawia o seksie i miłości. Po imprezie dochodzi między małżonkami do spięcia, podczas którego Alice wyznaje o swojej niewierności. Wtedy Bill dostaje wezwany do pacjenta. Po wyjściu jest świadkiem dość dziwnych sytuacji.

oczy_szeroko_zamkniete1

Ostatni film nakręcony przez Stanleya Kubricka i zmontowany już po jego śmierci. Tym razem reżyser postanowił opowiedzieć o różnych obliczach miłości, pożądania i seksu. Ale żeby nie było tak nudno, jest pewna drobna intryga kryminalna związana z tajemniczą sektą (scena orgii w pałacu), która zaczyna „obserwować” Billa i dochodzi to tajemniczych wydarzeń. Od strony formalnej to Kubrick jakiego znamy – dopieszczony wizualnie, umiejętnie posługujący się kolorami, z płynnie poruszającą się kamerą, świetnym montażem oraz perfekcyjnym zgraniem muzyki z obrazem, choć wszystko to już widzieliśmy i nie ma tu elementu zaskoczenia. Niemniej film wciąga, a psychologiczna gra zmusza do myślenia i doprowadza do zaskakującego finału – nie, więcej nic nie zdradzę. Bo w tym tkwi też sekret tego filmu.

oczy_szeroko_zamkniete2

Ale co najważniejsze – od strony aktorskiej jest wiele do pokazania. Najbardziej zaskakuje tutaj Tom Cruise, który obsadzony wbrew swojemu wizerunkowi buduje bardzo ciekawą rolę pewnego siebie faceta wierzącego w wierność swojej żony. Jednak jego wędrówka po Nowym Jorku powoduje wątpliwości, wahania i strachu. Oszczędność gry Cruise’a kontrastuje z bardziej ekspresyjną Nicole Kidman – nie akceptującą ograniczenia swobody seksualnej mąci, sprawia ból i prowokuje negatywne emocje. Choć pod koniec filmu dochodzi do pogodzenia się małżonków (czy aby na pewno?). Poza tym duetem, drugi plan jest wręcz przepełniony ciekawymi postaciami, które nawet pojawiając się na kilka minut zapadają w pamięć jak Sydney Pollack (Victor Ziegler), Sky Du Mont (Sandor Szavost), Todd Field (pianista Nick Nightingale) czy Alan Cumming (recepcjonista). Jest tego dużo więcej, ale nie wystarczyło by mi czasu ani miejsca na wymienienie wszystkich.

oczy_szeroko_zamkniete3

Sam film może wydawać się lekko powolny i ospały, zaś dla fanów Kubricka mało zaskakujący i pozbawiony pewnej nutki szaleństwa i brawury. Nie zmienia to faktu, że jest to film udany i intrygujący. Godne pożegnanie reżysera z kinem.

7,5/10

Radosław Ostrowski

Hemingway i Gellhorn

Biografie mają to do siebie, że powinny pokazywać niezwykłych ludzi, którzy wyróżniają się z tłumu. Na pewno kimś takim był Ernest Hemingway – pisarz, laureat Literackiej Nagrody Nobla, uważany za najbardziej męskiego faceta. Jednak tak naprawdę ten film nie skupia się na jego dorobku, ale na jego relacji z Marthą Gellhorn – początkującą dziennikarką, która zresztą opowiada całą historię. Oboje poznali się w barze w latach 30. i potem ruszyli do Hiszpanii, w której trwała wojna domowa.

hemingway1

Reżyser Philip Kaufman nakręcił dla telewizji HBO wręcz epicki film (dwie i pół godziny), w którym materiały archiwalne przeplatają się z filmowanymi wydarzeniami (taśma czarno-biała wtedy przechodzi na kolorową i odwrotnie) – nie brakuje scen batalistycznych, pokazania okrucieństwa wojny i to na wielu obszarach (Hiszpania, Finlandia, Chiny, Niemcy), a jednocześnie pokazał też starcie dwóch osobowości, z których jedno było zależne od drugiej i gdzie fascynacja została zastąpiona wojną wewnętrzną i zazdrością. A wszystko to zrobione w sposób naprawdę wnikliwy, z bogatym drugim planem oraz bardzo sprawnie opowiedziane. Robi to naprawdę wielkie wrażenie.

hemingway2

Jednak tak naprawdę ten film nie byłby jeszcze tak bardzo udany, gdyby nie znakomita gra aktorska. Na pierwszym planie błyszczą Clive Owen i Nicole Kidman. On jest przede wszystkim macho, który bez alkoholu i adrenaliny nie jest w stanie żyć, ale jednocześnie jest egoistą, skupiający uwagę na sobie. Ona z młodej i naiwnej idealistki zmienia się w silną osobowość, nie pozostającą obojętną na losy świata. Te dwie postacie przykuwają uwagę najbardziej, choć drugi plan jest tutaj tak przebogaty, że nie jestem w stanie wszystkich wymienić. Mi najbardziej w pamięci zapadli David Strathairn (John Dos Passos – przyjaciel), Tony Shalhoub (śliski Kolcow), Santiago Cabrera (fotograf Robert Capa) oraz epizody Roberta Duvalla (generał Własow) i perkusisty Metalliki Larsa Ulricha (reżyser Ivens).

hemingway3

HBO po raz kolejny pokazało klasę, tworząc znakomity film dla telewizji, który jest pasjonujący i wciągający jak diabli. Chyba nie muszę mówić, że powinniście go obejrzeć?

8/10

Radosław Ostrowski

Pokusa

Rok 1969, miasteczko Mony County, stan Floryda. Do miejscowości przyjeżdża dziennikarz Ward James, by napisać artykuł w sprawie oskarżonego o zabójstwo szeryfa Hillary’ego van Wettera. Pomaga mu w tym jego brat Jack i kolega Yardley Acherman. Tropem w sprawie jest niejaka Charlotte Bliss, która pisała do niego listy.

pokusa1

Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z kryminałem. Ale dla reżysera Lee Danielsa zagadka kryminalna nie jest najważniejsza, ale bardziej skupia się na relacjach z innymi bohaterami, którzy są uwikłani w sprawę morderstwa. Wszystko to poznajemy z opowieści służącej Anity. Twórcy bardzo powoli odsłaniają tajemnicę, która i tak nie zostaje wyjaśniona. Udaje się odtworzyć realia lat 60. (rasizm, nietolerancja nie tylko wobec czarnych, a także stroje i fryzury), czasami obraz staje się mocno pożółkły i ziarnisty, co jeszcze bardziej potęguje atmosferę tajemnicy i jednocześnie jest to zaprawione erotyzmem kino (bez scen łóżkowych). Nie ma tu jednoznaczności, a każdy z bohaterów skrywa swoje tajemnice i nic nie jest takie oczywiste, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Dziennikarz, jego brat, podstarzała laleczka i niewinnie skazany facet, który nie wzbudza sympatii – ci ludzie potrafią zaskoczyć, a ich losy intrygują prowadząc to krwawego finału.

pokusa2

Tym większe brawa należą się aktorom. Kolejny raz zaskakuje Matthew McConaughey tym razem w roli zdeterminowanego dziennikarza Warda, który walczy o prawa obywatelskie, a jednocześnie skrywa pewną swoją ciemną stronę. Świetnie wypadł John Cusack jako oskarżony Hillary, który wywołuje bardziej obrzydzenie niż współczucie, będąc bardziej zainteresowany osobą Charlotte niż ochroną własnego tyłka. Także dobrze wypadł Zac Efron w roli zakochanego w Charlotte Jacka. Ale prawdziwą gwiazdą jest tu Nicole Kidman. Charlotte z jednej strony wygląda trochę groteskowo i niepoważnie, ale tak naprawdę jest to kobieta poszukująca akceptacji i miłości byle kogo, jednocześnie pełna seksapilu. Tę mieszankę połączono bezbłędnie.

Pozornie w tym filmie tempo jest bardzo spokojne, wręcz letnie, ale atmosfera jest pełna napięć i gorąca, postacie są wiarygodne i ogląda się z dużym zainteresowaniem. Kawał udanego i dobrego kina.

7,5/10

Radosław Ostrowski