Jeden film mocno potrafi zaważyć na karierze swojego twórcy. Na dobre i na złe. W przypadku zmarłego w 2018 roku Antoniego Krauzego był to jego ostatni tytuł, czyli niesławny „Smoleńsk”. Produkcja tak zjechana oraz zniszczona przez krytykę, że niejako naznaczyła całą jego filmografię. I szkoda, bo jest tam o wiele lepszych, ciekawszych tytułów jak – uznawany za najlepszy w dorobku twórcy „Palca Bożego” – film „Prognoza pogody”.

Akcja osadzona jest jesienią 1981 roku w domu rencisty gdzieś na Lubelszczyźnie (przynajmniej tak wywnioskowałem po rejestracji jednego z aut). To inne określenie na dom spokojnej starości, gdzie przebywają już niemłodzi ludzie, z różnych środowisk. Jednak wszyscy są samotni, zmęczeni i nie mają już na co czekać. Zaś oglądana prognoza pogody w telewizji nie daje pola na optymizm. Jeszcze większe przerażenie czują, gdy widzą przywożone do domu… trumny. Obawiając się, że mają zostać zlikwidowani, staruszkowie decydują się na ucieczkę. Następnego dnia kierownik ośrodka (Witold Pyrkosz) wyrusza na poszukiwania, w których towarzyszy mu najpierw szef firmy pogrzebowej, a następnie milicja.

„Prognoza pogody” była kręcona od jesieni 1981 do marca 1982 roku (z przerwą spowodowaną stanem wojennym 13 grudnia), a materiałem źródłowym było opowiadanie Marka Nowakowskiego. Sam film przypomina dokument, gdzie jest sporo skupienia na detalach, twarzach oraz nakładających się na siebie rozmów. Początek w domu rencisty (nakręcony w czerni i bieli) miejscami wręcz ociera się o horror, budując paranoję oraz poczucie niepokoju, co pokazuje scena wywoływania medium oraz odkrycie trumien na poddaszu. Ale od momenty ucieczki całość nabiera barw (dosłownie), pokazując możliwie ostatnią chwilę wolności. Dochodzi do tarć, a także dość zadziwiających interakcji: ucieczki przed myśliwymi, ukrywaniu się w niedokończonej budowie, w motelu, gdzie są ignorowani przez pracowników czy – najbardziej pokręcone – spotkanie z grupą młodych hipisów/ćpunów. To ostatnie wygląda dość absurdalnie, jednak cały czas angażuje.

Problem z tym filmem – jak wiele w przypadków opowieści o bohaterze zbiorowym – jest fakt, że te postacie nie są zbyt głęboko zarysowane. Wybija się kilka z nich jak przedwojenny właściciel ziemski (Włodzimierz Kwaskowski), polityczny idealista (Mieczysław Łoza), wyrzucona z teatru aktorka Pelagia (Lena Wilczyńska), jednak reszta zlewa się w mało wyrazistą masę, która ma czasem jedną scenę dla siebie. Jest jeszcze pojawiający się na drugim planie Witold Pyrkosz w roli kierownika domu starców, którego oszczędność skrywa coś więcej, co eksploduje w finale. Mocno symbolicznym, dającym wiele do myślenia.

Zadziwiające jest, że „Prognoza pogody” czaruje swoim melancholijnym klimatem. Dobrze wyglądającym, z bardzo naturalnie brzmiącymi dialogami oraz świetnym aktorstwem. Jakby czuć tu zbliżający się stan wojenny, niejako podpatrując ostatnie chwile wolności. Bardzo poruszające doświadczenie.
7,5/10
Radosław Ostrowski



























