Interior

Filmowcy z naszego podwórka najchętniej obserwują młodych ludzi po 30-tce w kapitalistycznej Polsce. Oboje pochodzą z różnych światów, ale mają więcej wspólnego niż się wydaje. Maciej jest ze Śląska i pracował wykopując węgiel, jednak szef jest mu winien za nadgodzin. Kiedy próba odzyskania kasy kończy się niewypałem, kradnie szefowi jego auto. Z kolei Magda pracuje w urzędzie miasta nadzorując przygotowania do ważnej rocznicy. Jednak zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym zaczyna się wszystko sypać.

Marek Lechki stał się znany jako specjalista od obyczajowych dramatów i psychologicznych portretów młodych ludzi. Tak było z debiutanckim „Moim miastem” oraz „Erratum”. Po 10 latach od tego drugiego filmu powraca. Ale nie jestem przekonany do tego filmu. Nawet nie o to chodzi, że wraca do znajomych tematów. Bo to jest kolejny portret młodych ludzi zderzonych z brutalną rzeczywistością. Korupcja, nieuczciwość oraz bezsensowny upór – z tym mierzy się każde z nich, próbując się odnaleźć w tym całym bałaganie. Dla mnie jednak problem w tym, że scenariusz też jest jednym wielkim bajzlem. Każda z historii toczy się osobno, nie są ze sobą przeplatane i mają różny ciężar. Wszystko to zawiera tyle scen oraz próbuje zarysować tło swoich bohaterów, a także ich znajomych. One jednak wydają się tylko i wyłącznie zapychaczami przez co sens rozmywa się. Scena snu Maćka, o której wcześniej a potem zostaje zobrazowana czy jego rozmowa z dzieciakiem ukrywającym się w kościele – to wszystko wydaje się niepotrzebne. Tak samo jak scena uroczystości odbywająca się we mgle. Czyżby to miało symbolizować zagubienie naszego kraju? A może zagubienie reżysera w trakcie pisania scenariusza? Wszystko nagle się urywa i nawet scena spotkania naszych bohaterów wydaje się pozbawiona mocy, po prostu się dzieje.

Tak naprawdę nie chce mi się pisać o „Interiorze”, choć strasznie żal mi aktorów. Zarówno Piotr Żurawski, jak i Magdalena Popławska w rolach głównych robią, co mogą. Ale Marek Lechki swoim scenariuszem oraz reżyserią podcina im skrzydła, nie daje szansy na pokazanie czegoś więcej. Drugi plan, mimo znajomych twarzy (m.in. pozytywnie zaskakujący Tomasz Sapryk), w zasadzie rozmywa się. Wielka szkoda.

Tytuł sugeruje pokazanie wnętrza głównym bohaterom. Ale okazuje się ono wypchane czymś tak pustym, że po wyjęciu nie byłoby żadnej różnicy. Sztuczny, przeciętny snuj nie wiadomo dokąd zmierzający. 10 lat przerwy nie przysłużyło się reżyserowi, przez co stracił wiele sił.

5/10

Radosław Ostrowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s